Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

wtorek, 1 listopada 2016

Olethros - Glacies

Przed oczami zatańczyły mi czerwone plamki. Odsunąłem głowę i otworzyłem je. Słońce. Wschodzące słońce pada na mój niewdzięczny ryj. Przesunąłem się poza pole rażenia i spojrzałem przeciągle na okno. Spoczywałem na podłodze w mojej komnacie w nowym Zamku... O ile można to nazwać zamkiem. Zwykła rudera. W komnacie nie ma nic oprócz łóżka i wpadającego przez okno słońca no i mnie. Wstałem. Postąpiłem krok do przodu omijając plamę światła. Właściwie dlaczego unikam światła? Ech. Coraz szybciej powtarzałem sobie swoją historię. "Jestem Olethros Caeletis, od zawsze mieszkałem w Arcanterze, nie lubię słońca ani światła" Za krótkie, by było prawdziwe? Nie sądzę. Chociaż czasami myślę, że to jest naprawdę za krótkie. Nie jestem przecież bachorem. Jestem dorosłym samcem. Kurwa, czemu to powtarzam? Chcę sobie coś udowodnić? Mam zaniżoną samoocenę? Nieważne. Wyszedłem z komnaty i skierowałem się ku wyjściu. Trzeba odbudować Zamek i Wioskę. Zawsze się pytam dlaczego mamy budować wioskę. Przecież szmaty miski do żarcia nawet nie potrzebują, plebsowi wystarczą. Uciekłem na zewnątrz. Wiadomo; zaraz wstaną inne wilki i świnia, która im dyryguje. Dlaczego świnia dyryguje wilkami? Powinno być odwrotnie jednak z tym wyjątkiem, że świnia to dużo mięsa, a na dużo mięsa zawsze poleci plebs. Aż mnie ciarki przechodzą jak widzę jak te nic nieznaczące kupki futra płaszczą się przed nim myśląc, że może ich zauważy. Nie, bo świnia interesuje się tylko chlewem.
Dlaczego tak go nienawidzę? To cesarz.
Wyszedłem na świeże powietrze. Znam nowe tereny. Arguntur to urocze miejsce, ale za dużo w nim tłoku. Zawsze jak tam wchodzę czuję się... nieswojo? Nie wiem właściwie czemu. A Glacies... to idealne miejsce. Nie ma tam tak dużo słońca a poza tym jest cicho. Czasami są wichury i śnieżyce... nie za bardzo mnie to obchodzi jak mogę być sam ze swoimi myślami.
Wkroczyłem na mokry śnieg Glacies i parłem na przód. Akurat było spokojnie; śnieg nie padał a niebo było czyste. Byłem blisko rzeczki, gdy do moich nozdrzy dobiegł zapach innego zwierzęcia. Innego wilka. Wadery.

Ash
Siedziałam na małej, pokrytej śniegiem polanie. Na około niej, rosły świerki, pokryte dużą ilością sopli i śniegu. Cały czas, jednak martwiłam się o moje moce, bo jak tutaj przyszłam to nie panowałam nad nimi. Parsknęłam cicho, chcąc odpędzić te myśli i skupić się na ćwiczeniu. Machnęłam ogonem delikatnie, jednak zamarznięta woda na drzewach nie poruszyła się. Spróbowałam jeszcze raz tym razem sopel, poruszył się tak delikatnie, że prawie nie zauważalnie. Podniosłam delikatnie wargi z czego, wyszedł uśmiech. Tak też ćwiczyłam z pięć minut. Byłam na moje nie szczęście tak skupiona, że nawet nie wyczulam zapachu obcego wilka. Wstałam i rozglądnęłam się. Szybko w białym śniegu, dostrzegłam zupełnie czarnego wilka, więc skoczyłam na niego z głośnym warkotem.
- Wiesz, nie chcę tutaj, żadnych wilków. - powiedział, uśmiechając się szyderczo.
- Mieszkam tutaj. - parsknęłam cicho.

Olethros
Podążyłem za zapachem a raczej smrodem coraz bardziej wkurzony. Wyprostowałem się jak struna gdy zobaczyłem zupełnie białą waderę. Wyszedłem na polankę i spojrzałem na nią groźnie. "Wiesz, że nie chcę tu żadnych wilków." Powiedziałem tak, doskonale wiedząc, że ona nie może o tym wiedzieć. Uśmiechnąłem się drwiąco na mizerną kupkę futra, które prychnęło próbując dodać sobie odwagi i powiedziało proste zdanie, które rozwścieczyło mnie jeszcze bardziej. Prychnąłem i korzystając z tego, że jestem najwyższym wilkiem z Arcanterry podszedłem bliżej. Wadera jednak nie cofnęła się. Zgrywamy twardą?
- A to ciekawe. Zająłem te tereny jako pierwszy i nigdy cię nie zauważyłem. Od kiedy brudzisz tą krainę swoją mierną i słabą personą? - warknąłem na końcu szykując się powoli do ataku.

Ash
Zaczęłam przyglądać się basiorowi z błyskiem złości w oczach. Był czarny i na pewno wyższy ode mnie, jego białe kły, lśniły w słońcu, które i tak nie roztopiło naszego otoczenia. Po chwili warknął jedno, krótkie zdanie jeszcze bardziej szczerząc się i z tego co zauważyłam, napinając mięśnie. Cofnęłam się nie zauważalnie, jednak nie dlatego, że się bałam - po prostu lepiej stać w bezpiecznej odległości.
- Nie muszę mówić wszystkiego nie znanemu mi wilkowi. - odparłam ze stoickim spokojem. Wolałam nie robić sobie od razu wrogów, może później. Jednak czarny, dalej przyglądał mi się, szczerząc swoje kły. - Jestem Ash.

Olethros
Aż przewróciłem oczami. Naprawdę? "Nie będę mówić wszystkiemu nieznajomemu wilkowi". Mowa motywująca. Ugh. A więc mamy tu Ash. Spojrzałem na nią przeciągle.
- Wynoś się stąd. Zamieszkaj tam gdzie twoje miejsce. - gdy wadera nie poruszyła się podpowiedziałem jej. - W wiosce.
Odwróciłem się do niej ogonem dając jej czas, by odeszła. Tylko tego chcę.

Ash
Spojrzałam na basiora ze zdziwieniem. Mam się wynieść się z mojego domu? Za żadne skarby! Stałam tak na miejscu, aż w końcu zaczęłam iść przed siebie w miejscu wskazane przez wilka. Jednak gdy byłam blisko niego, odwróciłam się i uśmiechnęłam.
-Nie.
Nawet mnie zaskoczył ten stanowczy ton, bo może należałam do odważnych, ale mam rozum i wiem, że lepiej nie zaczynać z takimi wilkami. On odwrócił głowę w moją stronę i spojrzał w moje oczy. Wydawał się nie być zdenerwowany, ale miałam wrażenie, że po prostu chce, żebym się zastanowiła. Ale ja się nie będę zastanawiać. Śmieszne! Mieszkam tu od dobrych pięciu miesięcy, a nagle przychodzi sobie o ten, tutaj i każe mi się wynieść. Wiem, że nasz cesarz to takie wieczne dziecko, ale będę się go słuchać, a nie jakiegoś czarnego basiora bez manier.
- Jak to nie? - spytał, a jego sierść podniosła się delikatnie.
- No, bo widzisz. Mieszkam tu dosyć długo. I nie mam zamiaru opuszczać tego miejsca, tylko dlatego, że ty mi każesz. To mój dom. - mówiłam to co mi ślina na język przyniesie, bo chciałam być szczera, chciałam, żeby zrozumiał, że stąd nie pójdę. Mówiłam delikatnie i spokojnie, aż w końcu po krótkiej chwili zakończyłam. Czekałam na reakcję wilka.

Olethros
Jakaż ona jest bezczelna! A już myślałem, że mam ją z głowy. Gdy tak stała zdeterminowana z zaciętym wyrazem twarzy dałem jej czas do namysłu. Ale ona nie chciała słuchać. Paplała tylko o tym jakie ona ma prawa. A jakie ma? Jakie prawa może mieć w ogóle wadera? Wadery służą tylko do utrzymania linii danego rodu i niczego poza tym. Z resztą co to jest 5 miesięcy? Mieszkam tu całe życie. Sierść zjeżyła mi się gdy czułem się coraz bardziej poirytowany. Postanowiłem jednak załatwić tą sprawę jak najszybciej i powiedziałem krótko:
- Żyję tu całe moje życie i nie życzę sobie by ktoś zajmował mi mój teren bez pytania. - Powiedziałem szybko znudzony. Z resztą dlaczego mam się z nią tak targować? Marnuję na nią mój cenny czas. Nie czekając na reakcję z jej strony zaatakowałem, tylko tak by dać jej nauczkę, nie chcę dzisiaj zabijać.

Ash
Basior nagle zaatakował. Wskoczył na mnie, przyduszając mnie do ziemi. Machnął łapą, ale jakoś ją ominęłam. To wcale nie takie trudne! Trochę jak polowanie, ale są pewne różnice, na przykład nie zabijam, a walczę z wilkiem. Odmachnęłam mu i dostało się cwaniaczkowi, on też mi oddał, ale o wiele mocniej. Warknęłam cicho i spróbowałam go zepchnąć. Na nic. Jeszcze raz. Znowu na nic. Skoncentrowałam się najmocniej jak potrafiłam i spróbowałam po raz kolejny. Udało mi się, ale byłam okropnie zmęczona. Basior był o wiele, cięższy ode mnie.
- Nie mów mi tylko, że całe te tereny są twoje. Glacies jest wielkie, pomieści dwa wilki. - Powiedziałam i odwróciłam się, od razu biegnąc przed siebie, co zrobiłam dosyć wolno, bo jak już wspomniałam byłam zmęczona. Ja jednak nie odpuściłam. Wskoczyłam do śniegu i poturlałam się w nim, żeby w jakikolwiek sposób, zakrył mój zapach po chwili kierując się do mojej jaskini. Wilk nawet się nie skapnie, że tutaj jestem, ale nie wiadomo o czym myśli.

Olethros
Zdziwiłem się, gdy machnąwszy łapą chybiłem. Wadera nie była dłużna i zrobiła to samo trafiając. Oddałem jej o wiele mocniej, bo byłem niesamowicie wkurzony. Wadera próbowała mnie zepchnąć. Udało jej się. No cóż... do trzech razy sztuka, prawda? Poderwała się z ziemi i zaczęła uciekać. Wolno, dlatego postałem jeszcze chwilę. Jak znikła mi z oczu zacząłem biec w jej kierunku. Biegłem ze trzy minuty i jej zapach znikł. Urwał się. Ot tak. Powęszyłem w okolicach. Dalej nic. Jednak nic bardziej łatwego niż znaleźć kogoś w Glacies. Pobiegłem dalej podążając za śladami. Po paru minutach zobaczyłem ją przy grocie. Coś zakuło mnie w sercu i podkradłem się bliżej. Gdy wadera obróciła się by sprawdzić czy mnie zgubiła wyprostowałem się.
- Cóż... Wiem już gdzie mieszkasz. - uśmiechnąłem się lekko i o mało nie posłałbym jej oczka, by bardziej ją wkurzyć.

Ash
Spojrzałam na niego z grymasem na pyszczku i lekką złością. Nie rozumiałam, dlaczego tak mnie nie cierpi jak nawet mnie nie zna. Miałam wrażenie, że złoszczenie mnie, sprawia mu przyjemność. Albo może tak nawet było... Jego uśmiech denerwował mnie jeszcze bardziej. Chciałam, żeby nagle z pobliskiej sosny, spadł na niego śnieg. Chciałam go rozszarpać, ale z drugiej strony nie byłam silna. Ja to taka jedna z wielu wader. Nikt nie traktuje samic z szacunkiem, tylko jak jakieś głupie i słabe, marionetki. Laleczki o, których losie, można decydować. Ja jednak taka nie byłam. nie stosowałam się do tych głupich reguł i cesarza i tego czarnego wilka. Owszem, słuchałam się. Ale oczekiwałam w zamian jakiegokolwiek, nawet najmniejszego szacunku.
- A ja za to nie wiem, dlaczego się do mnie przyczepiłeś. - mruknęłam. - Bo wiesz, obojętnie co zrobisz to i tak tutaj zostanę.
Basior po tych słowach, spojrzał na mnie delikatnie podnosząc brwi i po chwili śmiejąc się.

Olethros
Wadera była słodka. Opierała się co mnie rozbawiło. Hm, Zazwyczaj czuję gniew i irytację. Niesamowita reakcja, nieprawdaż? Jednak widać było, że wadera zdalnie oziębiła swój stosunek do mnie. Patrzyła na mnie z niesamowitą wręcz nienawiścią.
- Naprawdę? - spytałem się. Uśmiechnąłem się lekko. Dlaczego... Prawdopodobnie tik nerwowy. Westchnąłem zanim wadera zdążyła odpowiedzieć i postąpiłem krok do tyłu. Chyba naprawdę ją zostawię. Moja przeszłość wydaje się niepełna.

Ash
Spojrzałam w ciszy, jak basior cofa się trochę. Nastała cisza, której nikt nie mógł przerwać. Staliśmy tak patrząc na siebie, aż w końcu czarny wilk cofnął się znowu, aż nagle się zachwiał i poleciał do tyłu. Podbiegłam tam czym prędzej i zobaczyłam jak trzyma się korzenia, wystającego z pod ziemi. A pod nim przepaść. Co prawda nie była za bardzo nisko, ale i tak by się połamał. Zaczęłam gorączkowo myśleć co by zrobić, aż w końcu dostrzegłam torbę, którą miał na sobie. Och... Nie miałam pojęcia, że jest szamanem. Ale teraz to za bardzo, nie było ważne. Chwyciłam zębami za sznurek i pociągnęłam do góry, opierając tylne łapy o górkę śniegu. Był niezwykle ciężki, nie wiedziałam jak go wyciągnąć.
Nie chciałam, żeby umarł, mimo to, że nie za bardzo się lubiliśmy. Zamknęłam oczy, aż nagle poczułam, coś bardzo zimnego. Otworzyłam powoli jedno oko i zobaczyłam, że w przepaści jest dużo wody, która prawie sięgała do nas.
- Umiesz pływać? Jak odpowiedź brzmi tak, to... Skacz!

Olethros
Cofnąłem się jeszcze jeden krok bacznie ją obserwując. Wydawało mi się, że nie jest skora do rozmowy. Prawdę mówiąc też nie byłem, ale czemu by się tu dziwić? Nastała cisza. My jej nie przerywaliśmy tylko czasami gdzieś spadł śnieg czy jakieś tam zwierzę nadepnęło na gałązkę, która jakimś cudem pękła. Cofnąłem się jeszcze raz. Pomyślałem, że to strasznie idiotyczne i miałem się odwrócić by odejść stąd jak normalny wilk, niestety los tak nie chciał. Najpierw poczułem, że coś jest nie tak zanim zacząłem spadać w dół. Idiotyczne, prawda? Nie natrafiłem nogą w grunt, nie zatrzymałem się w porę, nie obróciłem się... Zawiodłem i spadałem w dół. Za drugim razem moje doświadczenie nie zawiodło i złapałem się wystającego korzenia. I to by było na tyle. Gdybym spadł, mógłbym się pogruchotać... znaczy na pewno bym to zrobił. Bez wątpienia. Spojrzałem do góry, na ile pozwalały mi gałki oczne, i ujrzałem wystającą głowę tej jakże wnerwiającej wadery. Po prostu wlepiała we mnie ślepia. Zero reakcji. Tylko to spojrzenie. Gdybym mógł westchnąłbym z irytacją, jednak nie mogłem. Spojrzałem w dół, usłyszałem szuranie i wywnioskowałem, że wadera za coś ciągnie. Nie wiedziałem, że mam sznurek w torbie. Po co mi sznurek? Spojrzałem na waderę z irytacją. Na pewno świetnie się bawiła, przeciąganie liny to jej ulubiona zabawa. Pff. I tak nie wygra to po co się nadaremnie poci? Zamknąłem oczy skupiając się na nerwowych pociągnięciach liny. Na co to ja czekałem? Z resztą mogę tu wisieć cały dzień, mi się szczęka nie męczy. Na końcu ogona wyczułem, że pod nami jest woda. Co dziwne, nie była lodowata. Jacuzzi dla pana cesarza otwarte. Wystarczy go utopić i zająć jego miejsce. Moje głębokie przemyślenia przerwała wadera krzycząc coś o pływaniu. Pomyślała choć raz, że mogę nie umieć pływać? Jednak wykonałem drugą część jej rozkazu, puściłem się korzenia i odbiłem tylnymi nogami od ściany ziemi. Wykonawszy zgrabny piruet wpadłem do wody. Nie miałem myśli pływać. Nie wiem jak to się stało, ale jak się powoli topiłem przypomniałem sobie o moim żywiole i instynktownie go użyłem. Powstał wir powietrza, potem kulka, która przeniosła mnie na śnieg. Suchego. To ten plus panowania nad powietrzem. Przeniosłem wzrok na waderę i od razu się zdenerwowałem. Miałem ochotę wrzucić ją do zbiornika wody i jakimś sposobem na pewno by mi się udało podgrzać ją (wodę) do 70 stopni.

Ash
Spojrzałam kompletnie zdenerwowana na czarnego wilka, zaraz potem wzięłam głęboki oddech dla uspokojenia. Parsknęłam najgłośniej jak potrafiłam, żeby basior wiedział jaka jestem zła, później pokierowałam się do mojej jaskini. Wejście spróbowałam delikatnie zasypać, żeby dało się wyjść, ale żeby nie miał chęci się przeciskać. Chciałam poleżeć i odpocząć, więc skierowałam się do głównego pokoju i położyłam się na legowisku. Po chwili moje oczy zamknęły się i zasnęłam, jednak nie spałam długo, bo usłyszałam szuranie od dworu.
Wstałam i ruszyłam tam, łapami rozrzucając śnieg. Zobaczyłam tego całego czarnego wilka. Warknęłam, gdy tylko go zobaczyłam.
- Wynoś się stąd! - warknęłam.
Machnęłam łapą, czując gotującą się we mnie złość, nagle zobaczyłam, że śnieg obok mnie się powoli podnosi i zamienia się w wodę, aż nagle to coś przybrało kształt lodowych drzazg i poleciało na wilka, ale on przesunął się.
- Och... To idzie za daleko. - westchnęłam po chwili.
- Dobrze, wyniosę się stąd do... Wioski. Tak, wioski. - oznajmiłam z rezygnacją.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home