Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

środa, 16 listopada 2016

Ash - Podróżniczka

Dzisiaj wstałam bardzo wcześnie, obudzona przez burczenie brzucha. Przeciągnęłam się zmęczona po chwili, szykując się na podróż do zamku. Spojrzałam jeszcze raz do mojej mini spiżarni w, której z 3 kilogramów, został tylko marny wychudzony zając. Zjadłam go dosłownie w sekundę, od razu wystrzelając jak z procy z jaskini. Szłam bardzo szybko, aż w końcu zatrzymałam się zmęczona. Byłam kawałek poza Glacies, gdyż moja jaskinia znajdowała się niedaleko granicy. Dyszałam głośno, aż w końcu ruszyłam ponownie przed siebie, ale w wolniej. Mijałam lasy i łąki, aż w końcu weszłam do zupełnie rozwalonej części. Wszędzie leżały ruiny i wszystko na około było rozwalone, co oznaczało, że nie daleko zamek. Szłam równe dwie godziny, więc jak można się było spodziewać, znowu stanęłam, żeby odpocząć. I wtedy właśnie usłyszałam głos z pewnością należący do basiora. Wstałam i po chwili rozważania, zaczęłam iść do źródła dźwięku.

Gavroche
Obudziłem się dzisiaj bardzo wcześnie - na zewnątrz panowała jeszcze nieprzenikniona ciemność, jeszcze trochę do wschodu słońca. Niby dziwne, tak w nocy się budzić, ale ja już tak mam automatycznie, dzień w dzień od jakiegoś tygodnia, może dwóch chodzę do zamku, by pomóc w odbudowie, a że droga daleka, to trzeba się orientować wcześnie. W sumie specjalnie nie narzekam, bo lubię tą pracę. Mam jakieś zajęcie, a że to pomaganie innym, to już w ogóle robi się dużo lepiej na duszy. Spojrzałem w kąt mojej jaskini, gdzie trzymam mięso, zazwyczaj czymś zakryte, by nikt mnie nie okradł, teraz jednak nie było czego ukrywać. Skończyło mi się wczoraj, a do rozdanie nowej porcji jeszcze kilka dni na luzie. Posmutniałem. Ja naprawdę nie jadłem tego zbyt dużo, po prostu... każdego ranka mam spory kawał drogi do przejścia, by z Solitudine trafić do pałacu, potem kilka godzin pracy fizycznej, i znowu kilkugodzinny marsz, więc wiadomo, zapotrzebowanie energetycznie wzrasta. Jak teraz o tym myślę, to chyba powinienem sobie skombinować jakiś obóz bliżej miejsca pracy, ale że mądry jest dopiero po szkodzie, to... I co teraz zrobić? Na tę chwilę staram się opierać myślom o wyjściu na samodzielne polowanie, ale naprawdę coraz częściej instynkt przejmuje nade mną kontrolę, i wiem, że w końcu coś zrobię. Westchnąłem ciężko i wyszedłem z groty, by ruszyć w stronę zamku. I znowu ta monotonna droga... Dobrze, że przynajmniej piękny, złoty świt mi towarzyszy... Po kilku godzinach byłem już bardzo blisko. Akurat byłem w niewielkim gaiku, ot, kilka drzewek, kiedy nagle ujrzałem coś w oddali. Jakiś biały kształt. Chwilę skupiałem się na nim (od czasu katastrofy trochę słabo widzę), ale w końcu zauważyłem w nim waderę. Biała niczym śnieg, niczym duch jakiś błąkała się między drzewami. Nie znałem jej. Nie znałem, chociaż codziennie tutaj bywałem. Czy to jakaś nowa? A może to jakiś szpieg z odległej krainy? Nie wiedziałem, ale to chyba ten głód, ogólne złe samopoczucie czy nawet ta powoli budząca się we mnie dzikość wzbudziły we mnie tak straszny niepokój i wrogość. Podbiegłem bliżej.
- Hej, ty! Kim jesteś!? Co tu robisz? - krzyczałem, zbliżając się powoli i dając oznaki, że jeden ruch i mogę zaatakować.

Ash
Nagle podbiegł do mnie jakiś wilk. Oczy miał złote, a futro rude, albo można było nawet powiedzieć, że brązowe. Na oko był ode mnie młodszy, ale skąd mogę wiedzieć. Krzyknął do mnie, pytając się co tu robię, a ja spojrzałam w jego oczy, zastanawiając się przez chwilę, czy warto w ogóle z nim rozmawiać. No, ale przecież i tak planowałam postój.
- Równie d-dobrze mogłabym zapytać o to Ciebie. - powiedziałam powoli i spokojnie, ale byłam gotowa na przedstawienie się. Powiem tą formułkę, którą zazwyczaj mówię gdy spotkam wilka, który jeszcze mnie nie zna.
- Jestem Ash i niedawno tu-tutaj dołączyłam. A ty...?
- Gavroche.
Mruknął to tak cicho, że ledwo dosłyszałam. Wydawało mi się, że mówił to niezwykle nieśmiało, ale przecież cały czas patrzył mi wyzywająco w oczy. Podejrzliwości nigdy za wiele, nauczyłam się tego z mojej podróży.

Gavroche
Aha. No dobrze. Nie wiem, czy do końca jej uwierzyłem, więc zmierzyłem ją spojrzeniem spode łba. Ta trochę niekomfortowo się chyba z tym czuła, stała prosto i nieruchomo, ale mięśnie miała napięte, a w jej niebieskich oczach widać było strach. Niebieskich. Wow. Nigdy nie spotkałem wilczycy o tak pięknym, chyba dosyć rzadkim kolorze tęczówek. Patrzyłem w nie jak zahipnotyzowany, ale po chwili jednak otrząsnąłem się. Przypomniałem sobie o celu mojej podróży.
- A więc Ash, dokąd cię łapy niosą? Idziesz, jak ja, pomagać przy odbudowie zamku? A może chcesz bardziej zająć się terenami zielonymi?

Ash 
Stałam nie ruchowo i miałam napięte mięśnie w razie, gdyby wilk skoczył mi do gardła. Patrzył na mnie jak zahipnotyzowany i miałam nadzieję, że to nie znowu przez moje futro, bo nie lubiłam jak ktoś cały czas się na mnie gapi. Em, nie. Przecież byłam pewnie cała od kurzu, bo szłam przez te bardziej zniszczone, piaszczyste tereny. Ale basior i tak się na mnie patrzył i już miałam mu machnąć łapą przed oczami, ale on w końcu pokiwał prawie nie zauważalnie głową i spytał gdzie się wybierał. Najwyraźniej ten cały Gavroche chciał pomagać przy odbudowie zamku.
- Ja za to idę po porcję mięsa, dzisiaj ją rozdają, prawda? I jak się uda to może też pomogę trochę przy odbudowaniu Arcanterry. - Powiedziałam nie pewnie, patrząc na wilka z delikatnie podkulonym ogonem. Bałam się nie znajomych, albo można powiedzieć, że się wstydziłam. Patrzyłam tak na niego w ciszy, aż w końcu postanowiłam iść dalej. - Wybacz ale muszę dojść w miarę szybko do zamku, żeby później przed północą wrócić do Glacies.

Gavroche
- Możesz iść. Ale daję ci głowę, że to jeszcze nie dzisiaj wydają pożywienie.
Wadera, która już ruszała w stronę zamku, gwałtownie się zatrzymała i spojrzała na mnie, analizując to, co przed chwilą powiedziałem. Była chyba lekko zdezorientowana i zaskoczona.
- Tak. Nie dzisiaj. - powtórzyłem - Ale, jeśli chcesz, mogę coś dla ciebie upolować.
Tak. Czemu nie. Wiadomo, wiadomo, zakaz i te sprawy, ale mnie to na tę chwilę mało obchodziło. Sam byłem głodny. I może dla tego tak bardzo wściekły. Nagle czułem, że mam okropnie dość tego całego królestwa, zmęczony jestem mieszkaniem tutaj i naprawdę miałem ochotę trochę połamać zasady, choć zazwyczaj raczej się tego boję. Ale teraz - wszystko jedno! Miałem tylko nadzieję, że wadera się zgodzi... A jak nie, to spróbuję ją jeszcze namówić.

Biała nie była do końca przekonana czy propozycja basiora to dobry pomysł, jednak po chwili dała się namówić. Nie chciała po prostu zrobić mu przykrości, a on mimo kilku odmów nie dawał za wygraną. Dumny z siebie kroczył, starając się coś wytropić i udało mu się, ale nie do końca był z tego powodu dumny.
- A gdzie to się wybieramy? - zapytał strażnik, domyślając się co ta dwójka kombinuje.
- Te tereny są aktualnie zamknięte, więc nawet na spacer was nie puszę. Zmykać. - dodał, nim jedno z nich zdążyło odpowiedzieć i uśmiechnął się.
Basior spojrzał na Ash, a ona na niego i doskonale wiedzieli, że lepiej będzie jak zapolują kiedy indziej. Nieco zrezygnowany samiec, zaproponował krótki spacer na który wadera się zgodziła i nim minęło kilka minut, rozeszli się w swoje strony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home