Spojrzałam na stokrotkę. Niewielką, można by powiedzieć, że wręcz marną. Jej płatki nie były ani idealnie białe, ani pięknie symetryczne. Wręcz przeciwnie, sporo było na nich przebarwień, nierówności. A mimo to ten maleńki, niepozorny kwiatek, na zbyt chudej, wątłej nóżce był dla mnie czymś cudownym.
Doskonale pamiętałam swoja pierwszą wiosnę i to jak pierwszy raz przyszło mi wyjść ze sporej jaskini, w której zatrzymali się moi rodzice gdy wydano mnie na świat, i w której spędziłam pierwsze dni życia. Pamiętałam, że oślepiło mnie słońce, zachwyciło niebo i uradowała młoda, zielona trawa upstrzona stokrotkami. Pamiętam, że od razu zaciekawiły mnie te białe plamki w morzu zieleni. Moja babcia była pierwszą, która dostrzegła, że wolę leżeć pośród kwiatów, przyglądać im się z zapałem i skrupulatnie je obwąchiwać, niż biegać za motylami i odkrywać to, co znajdowało się za kolejnym kamieniem. To ona przekazywała mi stopniowo wiedze o różnych roślinach, nazywając je i nadając im podstawowe cechy. Zaczęło się od stokrotek i jaskrów na łączce, na której zwykle się bawiłam. Później wybierałyśmy się na długie spacery po lesie. Poznawałam nazwy drzew, wiedziałam kiedy kwitną i jakie grzyby można było znaleźć w ich pobliżu. Poznawałam różnobarwne kwiaty, ich zapachy, kształty. Z czasem nauczyłam się gdzie można je spotkać i kiedy są najpiękniejsze.
Westchnęłam tęsknie, wspominając swoją rodzinę, za którą, bądź co bądź, tęskniłam. Czasami żałowałam, że babcia nie zdążyła nauczyć mnie więcej, szczególnie, że naprawdę chciałam poszerzać swoja widzę. Teraz jednak byłam tutaj i obiecałam sobie, że znajdę sposób, żeby wiedzieć o roślinach wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz