Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

czwartek, 17 listopada 2016

Sarissa - Nowa postać w Lesie

Westchnęłam ciężko.
Cały dzień upłynął mi raczej dobrze. Spokój, cisza. Nieco ciekawych roślin, które mogłam obejrzeć, zerwać i pozastanawiać się nad tym, do czego mogą być przydatne. Zawsze lubiłam wyszukiwać nowe okazy, a musiałam przyznać, że nieco ich tu było. Będę miała co robić. No, przynajmniej przez jakiś czas.
W swoich przechadzkach i poszukiwaniach czasami, z oddali przyglądałam się innym mieszkańcom. Węszyłam za nimi, chcąc poznać ich wonie choć odrobinkę. Nigdy jednak nie miałam odwagi podejść bliżej. Mogłam skakać przez ogień, zapuszczać się przodem w niezbadane ścieżki, ale jeżeli przychodziło do kontaktów z obcymi... Coś mnie w tym przerażało i ciężko mi było nawet powiedzieć co. Może obawiałam się tego, co o mnie pomyślą? Jak mnie ocenią? Nie raz słyszałam mnóstwo niemiłych rzeczy, które mówiono o mojej mamie, a ona była po prostu... sobą. Może i bujała w obłokach, śmiała się z wielu rzeczy, ale najzwyczajniej w świecie tak było jej łatwiej podchodzić do życia. Nie robiła tym nikomu krzywdy...
Nie chciałam więc, żeby i mnie oceniano, żeby i o mnie mówiono za plecami. Nie zmieniało to faktu, że kiedyś będę musiała się przemóc...
Minęłam resztki szałasu i znów ciężko westchnęłam. Kupa patyków, pnączy i mchu, z której byłam jeszcze niedawno taka dumna. Sama ustawiłam rusztowanie, powiązałam konstrukcję, uszczelniłam dziury mchem, wyłożyłam posłanie... Tak, zrobiłam to wszystko, a okazało się, że mój twór do niczego się nie nadawał. Zeszłej nocy padało jak z cebra. Mój szałas niemal się nade mną rozpłynął. Zrobiło się mnóstwo błota, a na dodatek wiało. Przemokłam tak, że do tej pory czułam wilgoć pełzającą mi po grzbiecie, tuż przy skórze. Az sierść mi się od tego jeżyła.
Kolejne westchnienie i wreszcie odważyłam się, żeby wejść do niedużej jamy. Nieduża było jednak zbyt... zacnym określeniem. Dziura w ziemi miała wręcz klaustrofobiczne rozmiary i wystarczyła na tyle, żeby wcisnąć do niej moją torbę, wczołgać się i położyć. Było tu jednak przynajmniej dość sucho i nie wiało. Z ciepłem było gorzej, ale cóż. Można było to wytrzymać. Zastanawiałam się przez chwilę nad tym, aby zajrzeć do wioski, zapytać o jakiś domek, pokoik... cokolwiek. mogłabym nawet gnieździć się w szopie. Kłopot był taki, że jeszcze nie zebrałam się na taką śmiałość, o tym, że nie miałam pojęcia kogo pytać o takie rzeczy, nie wspomnę.
Oczy przymykał mi się już niemal do snu, kiedy drgnęłam, słysząc wiązankę przekleństw tuż przy wejściu do mojego schronienia.

Gavroche
Szedłem przez las, dokładniej rzecz biorąc, przez jesienną jego część. W sumie było ładnie... Żółte drzewa, otulone zimnym, bladym blaskiem słońca. Dodatkowy, niezwykły efekt dawały liczne kałuże, w których odbijały się te wszystkie wspaniałe barwy. Ale dobra, to nie jest ważne. Ważne jest... tak. Zgadnijcie, co ja mogę robić w lesie? Oczywiście chodzi o moją siostrę, o jej ciało, której w tym miejscu właśnie pochowałem. Bardzo często ją odwiedzam. Lubię z nią rozmawiać, chociaż wiem, że jej już nie ma. A bez niej, to nie mam już nikogo. Nikogo nie mogę przytulić, nie mogę obgadać problemu, nie mam u kogo szukać pocieszenia, ani z kim cieszyć się tym światem. A samotność mnie już dołuje... Mam powoli dosyć tego wszystkiego! Tak więc zamyśliłem się i nie zauważyłem, że pod nogami walają się jakieś cholerne badyle. Potknąłem się i padłem równo na ziemię. Zakręciło mi się w głowie, usłyszałem dziwne piszczenie, a potem poczułem ból w szczęce i brzuchu. Jęknąłem, trochę się bowiem obiłem, i wstałem na chwiejnych nogach. Spojrzałem, o co się tak właściwie przewróciłem. Na ziemi leżały jakieś patyki, liście, coś tam jakieś dziwne pnącza. Splunąłem na ziemię. Kto to tu, do cholery, pozostawił? Już nawet nie mogę w spokoju... Do mojej... Ah! Podniosłem łeb w górę, będąc już dosyć wściekłym, po takim głupim upadku, a wtedy ujrzałem jakąś norę i czarny kształt wewnątrz niej. Podszedłem bliżej. Dojrzałem śpiącą wilczycę. To były jej śmieci? No i co ona tu w ogóle robi?! Czy ona musi akurat tutaj, tak blisko od... od... mieszkać? Nie wiem, czy myślałem jeszcze racjonalnie, nie mam pojęcia, czy to nie było głupie, czy miało jakiś sens, czy było właściwie, ale poczułem gniew. Nigdy wcześniej nikogo tutaj nie było, moja kochana siostra miała spokój, a teraz? Zacząłem oddychać szybciej. Miałem ochotę... tylko chwila i... zasypię tę grotę, z waderą w środku. Albo rozłupię jej głowę kamieniem. Nieświadomie zacząłem mruczeć jakieś przekleństwa.

Sarissa
Struchlałam jeszcze bardziej, widząc wpatrujące się we mnie złowrogie ślepia. Cofnąłem się nieco, aż mój zadek dotknął samego końca nory. To był błąd, bo uświadomiło mi to w jak beznadziejnym położeniu się znajduję. Ciasna nora, jedno wyjście, za mną kupa ziemi, po bokach to samo, a przede mną wilk, który wcale nie wyglądał na przyjaznego. Owszem mogłabym spróbować użyć mocy i jakoś się wykaraskać, ale najpierw musiałabym opanować drżenie, a to był wyczyn ponad moje siły. Tak wiec miałam zostać zjedzona przez kogoś, kogo pierwszy raz na oczy widzę i komu najwidoczniej przeszkadzałam w jakiś sposób. Chwila, czy wilki jedzą siebie nawzajem? Z resztą, co za różnica. Wnioskując z jego miny mógł zrobić wyjątek, nawet jeżeli kanibalizmu nie praktykował.
- Przepraszam....?! - pisnęłam, nie wiedząc czy powinnam się w ogóle odzywać. Kiedy jednak warknął na mnie samo mi się wymsknęło. Nie, żebym wiedziała za co przychodzi mi przepraszać, to najwidoczniej zrobiłam coś złego.
- Co ty tu robisz?! - warknął wściekle.
- J-ja... Ja się tu tylko zatrzymałam... Nie wiedziałam, że ktoś tu już mieszka, że komuś to będzie przeszkadzało... Jeśli tylko mi pozwolisz to sobie pójdę - jęknęłam. - Nie rób mi tylko krzywdy, a sobie pójdę...
Lekko przesunęłam się do przodu i spięłam mięśnie licząc choć na to, że zdołam jakimś cudem wymknąć się i ujść z życiem. To była moja jedyna szansa, a przynajmniej tak mi się wydawało, nawet jeżeli miałam marne szanse na skok.

Gavroche
Zaczęła się jąkać. Chciała uciekać. Bała się. A ja tego nie rozumiałem. Dlaczego tak szybko odpuszczała? Nie powinna spróbować walczyć? I z czego się tłumaczy? No bo w końcu to ja ją zaczepiam, wyrzucam ją z publicznego lasu bez powo... Oh. Westchnąłem powoli, ciężko - co ja właściwie robię? Czego ja od niej chcę? Zdenerwowało mnie to, że moja sio... moja siostr... Nie wiem, co się stało. W głowie miałem mętlik. Czułem wstyd, gniew, smutek, zrobiło mi się gorąco. Wykrzywiłem pysk od tego wszystkiego i wolno zacząłem się wycofywać. Chciałem dać waderze spokój, jakbym jej nigdy nie spotkał, jakoś pogodzić się może z faktem, że ona tutaj zamieszka, ale... to po prostu wyszło ze mnie. Pod wpływem takich emocji, kiedy podniosłem łapę, by zrobić krok w tył... jakiś wielki, leśny kamień, co to leżał obok podniósł się i z zadziwiającą prędkością poleciał w stronę wadery, która nadal stała w tej norze. Ale ja tego nie chciałem!

Sarissa
W jednej chwili myślałam już, że mi się uda. Basior cofnął się, wyraźnie przy tym tracąc na agresywności, co zdecydowanie dawało mi nadzieję na chwile oddechu, a może i okazję do zabrania się stąd byle dalej.
Po ledwie kilku sekundach moje nadzieje zostały zamordowane brutalnie i to w samym zarodku, bo w moja stronę świsnął spory kamień. Tylko cudem uchyliłam się tak, że nie dostałam nim w pysk, a jedynie w obojczyk. Obolały teraz, zapewne widniało na nim niemałe rozcięcie i będzie jeszcze większy siniec, ale to i tak nic w porównaniu z tym, co mogłoby się stać, gdybym dostała w głowę.
Wszystko wokół mnie zadrżało. Ziemia nagle zaczęła się obsuwać, a moje serce na ułamek chwili zamarło, żeby zaraz niemal wyskoczyć mi z piersi. Wszystko we mnie drżało, do tego stopnia, że nie miałam pojęcia skąd to poruszenia gruntu wokół. To ten basior to robił? Dlaczego? A może to moja własna moc wymknęła mi się spod kontroli i nie miałam już pojęcia co robię?
Ledwie udało mi się wypatrzyć szczelinę w osuwisku, które lada moment miało mnie przysypać. To była moja jedyna szansa i skorzystałam z niej. Wygrzebałam się na powierzchnię i pobiegłam ile sił w łapach. Byłam obolała, przerażona i zdawało mi się, że bliska śmierci. Wcisnęłam się w kępę krzewów tak, żeby czasami nie było mnie widać i ułożyłam starając się jakoś uspokoić i chociaż nieco odpocząć. Jutro odejdę dalej, może poszukam innego miejsca, tak chyba będzie dobrze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home