Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

niedziela, 27 listopada 2016

Olethros - Zmiana

W pobliżu zamrożonej rzeczki pobiegłem w prawo, uczyniłem zakrętasy w pobliżu zagajniczka sosen i zobaczyłem moją fascynującą dziurkę. Nie wiem dlaczego mnie tam tak pędzi, ale nie mogłem się powstrzymać. Opuszczone miejsce. Zawsze jakiś dreszczyk emocji, nieprawdaż? Przystanąłem przed wejściem do Miejsca, wytworzyłem wirek powietrzny i wpuściłem go do środka. Po chwili z dziury w sklepieniu i z wejścia wywiały kłęby kurzu. Odsunąłem się, żeby mnie nie pobrudziło i wszedłem do środka. Wszystko było na swoim miejscu. Usiadłem w centralnym punkcie groty na takiej runie. Nie wiedziałem co oznacza i dzisiaj pragnę się tego dowiedzieć. Mam dosyć czekania. Chcę poznać sekret tego miejsca. Pragn... No to nie było za miłe. Zakręciło mi się w głowie. Nie tak, że sekunda i po problemie,tylko to było takie mocne, że się zachwiałem... Tak sobie myślę, że mogłem tu nie wracać, kiedyś jak tu byłem... Znowu. Mocniej. I krew zaczęła mi lecieć z nosa. Jak ostatnio. No dobra. Czas stąd iść. Wstałem chwiejnie i poczułem jak coś mnie popycha z prawej strony. Nie było to jakaś ogromna siła, tylko zboczyłem trochę z kursu, ale spanikowałem. Oprócz mnie nie było tu żadnej duszy a tu nagle takie coś. Zacząłem biec do wyjścia i tu jakby świat nagle oszalał. Najpierw rzuciło mnie w prawo, upadłem i walnąłem się w potylicę a gdy wstałem coś "kopnęło" w moją stronę ten zasrany sztylet, który, jak sobie przypominam, zostawiłem w torbie. Porządnie wystraszony ponowiłem próby wydostania się z tego gówna, ale znowu mnie popchnęło w głąb jaskini.
- Zostawicie mnie! - krzyknąłem w przerażeniu. Już nic nie wiedziałem oprócz tego, że właśnie w tym miejscu, w którym jestem nie chce być.
Nie zdążyłem wstać a przede mną zapaliło się ognisko. Pachniało tak dziwnie...słodko i kusząco. Chyba zasnąłem.

***

Pierwsze co zobaczyłem to była wielka postać. Byłem pewien, że się obudziłem jednak nie mogłem się poruszyć, co mnie nie przerażało. A ta postać.. była jedyna. Wiedziałem, że to Arcanus. Coś jednak było z nim nie tak. Na pierwszy rzut oka był czcigodny, bez skazy, jednak nie był prawdziwy. Był zwykłym oszustwem, był obrzydliwy, plugawy. Nie warty mojej uwagi. Jego szara, pusta sylwetka zaczęła niknąć i rozmazywać się w blasku tych co nadeszli. Byli święci a czułem nad nimi ciemną chmurę. Dlaczego? Arcanusa już nie było, bo oni zasłonili całą jego sylwetkę. Byli od niego wspanialsi, bardziej miłosierni.
Czułem się jednak jakbym miał klapkę na oczach. Wiedziałem, że w nich mam wierzyć, jednak nie wiedziałem kim oni są.
- Widzieliśmy jak ci się cudownie wiodło pod kłamliwą wiarą bałwochwalców - powiedziała Ona.
- Nie będę. - przyrzekłem, ponieważ bałem się.
- Nie czciłeś nas. Przestałeś - powiedział On. I poczułem straszny ból. Otwierało mi się ciało, serce było rozrywane na strzępy.
- Przepraszam. - wydusiłem. Zrobiłem coś złego... bardzo. - Zapomniałem! Ta katastrofa mnie zniszczyła! - krzyczałem. Ból nie stawał się jednostajny, nie mogłem chociaż go przeczekać. Nie mogłem oddychać. Czułem pod sobą swoją krew.
Czczę ich i dziękuję za ten ból, albowiem wiem teraz kim jestem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home