Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

niedziela, 13 listopada 2016

Ethen - Dzień Odpoczynku

Dziś cesarz postanowił zrobić dla swoich podwładnych wolne. Ot, taka nagroda, odcięcie od codziennej harówki i zasłużony odpoczynek. Dlatego mogłem robić co chciałem. W ten dzień wstałem wcześnie, rześki wypoczęty. Prawda była taka, że przez ostatnie parę dni to w ogóle nie pracowałem i wymykałem się na łono natury. Znaczy pograłem na lutni i połączyłem parę słów w rymy. Nie, że nic nie robiłem. Wyszedłem przez główne wejście z Zamku i skupiłem się na celu, który mącił mi w myślach przez parę dni. Oczywiście chciałem odszukać Issar. Dziś na pewno nie pracowała ponieważ było wolne a kto nie skorzystałby z takiej okazji? W okolicach Zamku zalegiwało parę wilków, ale jej niestety nie znalazłem. Zadałem sobie nawet trud, by pójść do malutkiej Wioski. Zajęło mi to trochę ponad cztery godziny, ale nie narzekałem bo miałem nadzieję spotkać ją tam, gdy dotrę. Oczywiście, tam jej nie było. Z resztą dlaczego myślałem, że może tam się znajdować? Trochę wkurzony odwróciłem się ogonem do Wioski i poszedłem w przeciwną stronę. Nogi zaniósł mnie na Plażę pod wieczór. Szedłem więc trzymając się brzegu i obserwując odbijające się w wodzie promyki zachodzącego słońca. Wyprostowałem się i dojrzałem sylwetkę wilka w oddali. Uśmiechnąłem się lekko i podbiegłem do postaci. Oczywiście, jak mogłem myśleć, że jest inaczej! Moja Issar. Mój uśmiech stał się jeszcze większy, gdy mnie dostrzegła. Była taka piękna.
- Znów spotykamy się wieczorem, moja damo. - powiedziałem patrząc w jej piękne złote oczy.

Issar
Dzisiaj cały dzień byłam wolna od pracy. Niby nie jestem z tych pracowitych, ale tak jakoś ciężko mi było się wykręcić, więc trochę tam jednak pomagałam, mało bo mało, a to i tak było strasznie męczące! Obudziłam się więc późno, zjadłam wolno śniadanie i zaczęłam zastanawiać się, co by dzisiaj zrobić, a po chwili namysłu wymyśliłam, że mogłabym się przejść na plażę. Taki mamy piękny dzień, cieplutkie, złote słoneczko... Poza tym gdzie wilk wody znajdzie lepsze miejsce na chwilę odpoczynku? Wyszłam więc z zamku i ruszyłam w kierunku wybranego terenu. Dotarłam tam nieco po południu... Fakt, miejsce to też ucierpiało nieco po katastrofie, plaża była teraz nierówna i zdeformowana, ale co to za różnica? Najpierw wbiegłam do wielkiej wody. Ah, to dopiero było przyjemne! Pokrążyłam trochę w kółko, narobiłam się jako tako fikołków, delektowałam się zimnem wody. Kiedy się już trochę zmęczyłam, wyszłam na brzeg, położyłam się na piasku i jak kot jęłam wygrzewać się na słońcu, póki moje futro całkowicie nie wyschło. Na chwilę zmrużyłam tylko oczy, poddając się tej przyjemności i chyba przysnęłam... Bo kiedy otworzyłam je ponownie, słońce już zachodziło. Pięknie. Wielkie, gorące, zdawało się płonąć w morskiej toni. Przybliżyłam się do akwenu, tak, że większe fale uderzające o brzeg moczyły moje łapy, przysiadłam i zaczęłam je obserwować. Potem mój wzrok padł na wodę. Skupiłam się i próbowałam zrobić z niej coś ładnego - przypomniał mi się momentalnie tamten wieczór, z tym siwym basiorem, co to on takie ładne świecidełka z wody wyczarował... Ethen. Starałam się powtórzyć jego trik, ale niezbyt mi to szło... Może powinnam przyjść do niego i poprosić o instrukcje, albo jakiś inny pokaz magii? Oh tak, chciałabym tego. Z niego pamiętam, taka kreatywna dusza była. I wtedy my się... pocałowaliśmy. Wow. Starałam się odtworzyć w pamięci tamtą chwilę. To był mój pierwszy raz w całym życiu. Co ja właściwie tam czułam? Jeszcze chwilę tak myślałam, a potem... Hmm, czy jest to możliwe, żeby gwiazdy na zachodnim niebie spełniały życzenia? Bo właśnie chwilę później z oddali nabiegł do mnie jakiś basior. To znaczy nie jakiś, bo to był właśnie mój wymarzony basior. Ethen chyba ucieszył się na mój widok, a i ja również się uśmiechnęłam. Znów spotykamy się wieczorem, powiedział. Moja damo.
- Jakże romantycznie, nie sądzisz? Trochę się nie widzieliśmy, opowiesz mi znowu coś miłego? - rzuciłam wesoło, tak jakoś z automatu.

Ethen
Ach, moja Panna, jest szczęśliwa. Tu ze mną, szarym wilkiem, na Plaży. Uśmiechnąłem się pogodnie, gdy zagadnęła. Bez niej, bez mojej Hożej, nigdy nie byłoby na świecie tak pięknie. Ona dodaje tu brakującego dodatku.
- Ach... - przewróciłem oczami z uśmiechem.
- To zależy co chciałyby usłyszeć twoje idealne uszy. - nawet nie zdałem sobie sprawy, że to też był komplement.
- Wiesz, że mam komplement na każdą okazję. - podszedłem do niej szybko, nachyliłem się lekko i pocałowałem ją w ten piękny, uroczy nosek. Czuję, że jest moja. Odsunąłem się, by mogła przetrawić to co właśnie zrobiłem. Gdy zaakceptuje ten fakt należy tylko przytulić i koniec początku.

Issar
Pocałował mnie niespodziewanie. Oh. Poczułam się dziwnie. Takie ciepło, przyjemne i intensywne ciepło rozpłynęło się po moim ciele, zadrżałam lekko, serce mi mocniej zabiło. A na duszy czułam lekkość. I taką dziwną energię. I było mi dobrze. Oh. Usiadłam i dotknęłam łapą nos w miejscu, gdzie mnie pocałował, a przy okazji spojrzałam na niego, analizując każdy kawałek jego ciała, każdy mięsień, futro bijące słonecznym blaskiem. Nie wiem, co to była za siła, ale nagle zapragnęłam jego, zapragnęłam być z nim... Być jego. Czułam, że ma coś, co tylko on może mi dać.
- Czy chciałbyś... mnie... - zaczęłam nieśmiało, po moim ciele ponownie przeszły drgawki. Nie byłam chyba zbyt obeznana w temacie.
- Czego byś właściwie ode mnie chciał?

Ethen
Nie spodziewałem się tego, że jak się odsunę to wadera będzie rzeczywiście zaskoczona. Przecież już raz się całowaliśmy. I to bynajmniej nie w nosy. Wadera usiadła i dotknęła swojego nosa czubkiem łapki. Następnie poczęła mnie bacznie obserwować. Denerwowała mnie trochę ta inspekcja. Cóż to? Jej niebiański, piękny aczkolwiek wahający się głos zatańczył między nami i poleciał płynnie do góry. Parsknąłem cicho i uśmiechnąłem się. Bo, wiecie... "Czy chciałbyś...mnie" może już się skojarzyć z nie za bardzo przyzwoitym słowem oznaczającym przypieczętowanie związku. Jednak gdy to zabawne uczucie minęło, mój uśmiech zniknął w ułamku sekundy, przybrałem poważny wyraz twarzy i mruknąłem przeprosiny. Cóż. Ta sprawa zaczyna być poważna. Wadera skończyła swoją wypowiedź, jeśli można to tak nazwać. Uśmiechnąłem się niepewnie i spojrzałem na nią jedną, cudowną chwilę. Doskonale wiedziałem co powiedzieć, jak się zachować. Nie mogę powiedzieć, że jej pożądam i zaraz na nią wskoczyć. Nie chcemy jej przestraszyć, prawda? Chyba, że by tego chciała...?
Podniosłem się z ziemi ostrożnie patrząc na nią, tym razem zupełnie otwarcie.
- Ja... - przerwałem okazując swoje wahanie i wbiłem wzrok w coś ponad nią zastanawiając się. Myślę, że to już czas, by wziąć się w garść. Skierowałem spojrzenie z powrotem na jej piękną figurę. - Tak mało jest miłości na tym świecie po tej katastrofie. - szepnąłem na tyle głośno, by mnie usłyszała. Skierowałem wzrok na ziemię pod jej stopami. I czekałem.

Issar
O Arcanusie, zaraz zwariuję... Czułam dreszcze na ciele, w głowie miałam jeden wielki mętlik. Nie wiedziałam kompletnie jak się zachować... Ale... Ale właściwie dlaczego? To nie jest przecież do mnie podobne. Taa, chyba trochę myli mnie ta jego... jego subtelność, może nawet trochę powściągliwość? Ja wiem, romantycy, pieśniarze i te sprawy, ale już się mylę, czego on właściwie chce. Czy nie mógłby wprost? Może ja sama powinnam dać mu jakiś sygnał, że tego pragnę? Wzięłam głęboki wdech. Tylko spokojnie, bez stresu... Posłuchałam, co ma do powiedzenia: Tak mało jest miłości na tym świecie , powiedział. Miłości. To znaczy, że co, że chce ze mną wziąć ślub i chodzić na romantyczne spacery o wschodzie słońca, czy chodzi mu o coś... trochę innego?
- Aha... A więc mnie kochasz? - spytałam wolno, a po chwili jeszcze dodałam moją ostatnią myśl - W jakim sensie mnie kochasz?
Nie ustępowałam, bo moja dusza krzyczała: Zrób to, zrób to wreszcie!

Ethen
Och... Jakże ona słodka! I ta jej niepewność, zakłopotanie! Szkoda, że nie lubię tego typu pytań. Byłoby cudownie, gdyby się nie pytała tylko oddała mi się...
Co ja do niej czuję? Pociąg. Każda część jej ciała jest taka perfekcyjna jak te, o których słyszałem w pieśniach w mojej poprzedniej watasze. Czy czułem coś więcej? Racja, warto byłoby się w końcu zakochać a nie latać pod krzaczek z pierwszą lepszą...Ale czy ja nadaję się na męża? Nie sądzę. Czy w ogóle czuję do niej coś innego niż... Zmarszczyłem brwi. Filozoficzne rozmyślania, nie powiem. Westchnąłem i zacząłem mówić co mi ślina na język przyniosła.
- Miłość to pojęcie względne. Można opisać tak zauroczenie, niepokój zmysłów w obecności danego wilka, psychiczne przywiązanie. Miłość może być nawet wymuszona. - spojrzałem na nią badawczo. Chcę wybadać jakiego rodzaju miłości ona pragnie, żebym nagle nie palnął jakiegoś głupstwa o ślubie i szczeniakach.
- A ja... Stałaś się... - przewróciłem oczami - nie ukrywam, że pociągasz mnie fizycznie, jesteś idealna, ale nie jestem pewien, który rodzaj miłości się za tym kryje. Czy jest to tylko zauroczenie... - zrobiłem krótką pauzę i przygryzłem wargę. - Nie nadaję się na męża. Całe moje życie wędrowałem i uszczęśliwiałem wszystkich muzyką a gdybym miał zostać na miejscu i uszczęśliwiać tylko ciebie to nie wiem co by się porobiło.
Ale się rozgadałem.

Issar
O nieeee, on teraz, w takiej chwili zaczyna mówić o ślubie? I to jego całe myślenie, dzielenie miłości na rodzaje... Nie, nie chce z nim ślubu. Chcę go tylko... dobra, lepiej będzie, jak mu wprost powiem, bo znowu subtelności nie zrozumie. A niby taki romantyk, hę? Wzięłam głęboki wdech, starając się ukryć nie tylko lekkie poirytowanie, ale i wszystkie pozostałe emocje, które teraz we mnie szalały, całą niepewność i wyrzuty sumienia, chciałam dać się ponieść chwili. Powiedziałam więc:
- Nie chcę z tobą ślubu. Szczeniąt też raczej nie chcę. Chcę tylko cię uszczęśliwić, dać ci tą chwilę, bo jesteś wspaniałym wilkiem i bardzo mi schlebiasz. Mówisz, że uważasz mnie za atrakcyjną, a ja myślę, że w takiej sytuacji nie mogę odmówić. Nie wiem, dlaczego tak długo zwlekasz, zamiast wziąć mnie tu po prostu i teraz, coś ci przeszkadza? Żartujesz sobie tylko? Popatrz, może naprawdę ci się nie podobam? A może bardziej wolisz, jak to wadera przejmuje inicjatywę... Czy jak? Bo jeśli naprawdę chcesz, to nie mów nic, po prostu... zrób to!
Mało nie krzyczałam przy wypowiadaniu tego wszystkiego, taka byłam rozpalona. Potem zaczęłam dla niego tańczyć. Powoli i zmysłowo.

Ethen
Uf... Kamień z serca. Z resztą, jak mogłem być taki głupi i tego nie załapać? Słyszałem plotki, że została Komikiem a my jesteśmy znani z tego, że najbardziej lubimy unikać zobowiązań. Spojrzałem na nią czule. Tańczyła... Dla mnie. W końcu. Uśmiechnąłem się do niej zalotnie i zbliżyłem się.
- Dzięki Arcanusowi - powiedziałem z ulgą. Chciałem jeszcze coś dodać, ale po co? Wszystko wiemy, zaraz staniemy się jednością. Pocałowałem ją.

Issar
Tak, to jest ta chwila! On mnie pocałował, a ja już bez żadnego zapeszenia odwdzięczyłam mu się tym samym. Wielokrotnie. A potem to już właściwie było tylko lepiej. Chociaż bardzo miło się wtedy czułam, cały czas starałam się... hm... zrobić to jak najlepiej. Dla Ethena. Potem słońce już całkowicie zaszło, a ja zmęczona byłam na tyle, że wypadłam z objęć basiora prosto na piasek. Dość zdyszana, ale bardzo szczęśliwa posłałam mu piękny uśmiech.
- Jeśli kiedykolwiek będziesz miał ochotę, proszę, przyjdź do mnie.
Po czym zmrużyłam oczy i leżąc na tym piasku nieświadomie zaczęłam odpływać w sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home