Aria
Dzień temu wybrałam się na przechadzkę. Postanowiłam odwiedzić centrum treningowe, gdyż nigdy jeszcze tam nie byłam. Z resztą chyba były nowe, więc to nic dziwnego, iż jeszcze tam nie zawitałam. Po za tym jako przyszła Cesarzowa powinnam znać wszystkie miejsca w tej krainie. Tak więc moja droga trwała dosyć długo, lecz niestety zapadła noc, a ja musiałam gdzieś się schronić. Oczywistym wyborem była mała grota w skale. To tam ułożyłam się i przespałam całą noc.Obudziłam się późnym rankiem. Niestety nie wzięłam ze sobą żadnego mięsa. Może strażnicy będą jakieś mieli? Z pewnością podzielą się z tak uroczą waderą jaką ja jestem. Żwawym krokiem ruszyłam ponownie na pola treningowe. Byłam niedaleko, ponieważ teren stawał się coraz bardziej kamienny. Po jakimś czasie wkroczyłam w las, lecz już widziałam zarys mojego celu. Usłyszawszy jakiś dźwięk, zatrzymałam się i rozejrzałam po okolicy. Dostrzegłam czarnego basiora. Potruchtałam do niego i uśmiechnęłam się.
- Witaj. Mam na imię Aria. - przedstawiłam się. - Co cię tu sprowadza? - dodałam z ciekawością.
Ingrate
Co mnie tu sprowadza? Co mnie tu sprowadza?! Spojrzałem odruchowo do przodu, gdzie w oddali bez trudu można było dojrzeć pole treningowe. Prosta droga. Bez zakrętów, więc nie idzie się pomylić. A może ona myślała, że ja będę na takiej arenie kwiatuszki zbierał i w bukiety układał?- Słuchaj, kochana. - zmierzyłem ją wzrokiem. - Ty jesteś dzisiaj jakoś zwyczajnie roztargniona, masz może coś na głowie, że takie głupie pytanie zadajesz? Czy, powiedz szczerze, czy nie wykryli u ciebie kiedyś jakiegoś opóźnienia w rozwoju, w intelekcie? Ktoś ci może coś kiedyś mówił?
Z trudem powstrzymałem się od śmiechu, czekając na reakcję wadery. To jest zawsze śmieszne, kiedy się wściekają. Ale co, czy ja nie mam racji, zły wniosek wyciągnąłem?
Aria
Zmierzyłam go wzrokiem. Cóż... Już ten szaman Olethros był lepiej wychowany od stającego przede mną basiora. Właściwie to jak można się tak zwracać do wadery? Wiedziałam, że to raczej oczywiste, iż przybył tu aby potrenować, lecz z kultury zapytałam go. Prychnęłam i odwróciłam głowę w drugą stronę.- Powinieneś uważać na słowa. - rzekłam krótko. - ...jeśli nawet nie wiesz jakiej rangi jest stojący przed tobą wilk. - dodałam po dłuższej chwili.
Nie lubiłam brać udziału w konfliktach, lecz teraz musiałam coś zdziałać. Nie chciałam wyjść na tchórza czy cokolwiek. A może po prostu go spławić? Uczynię to w ostateczności; kiedy samiec na serio mnie wkurzy.
Ingrate
- Ale, przyznaj, nawet w tak zwanych sferach wyższych zdarzają się przypadki, w których rodzą się upośledzone szczeniaki. To nic złego, serio. - rzuciłem od razu, bowiem zdenerwowała mnie tym wtrąceniem o randze...Właśnie, ciekawe, czy ona jest na tyle pusta, że chwali się teraz stanowiskiem swoich rodziców... Jeśli tak, no to trochę słabo, bo wtedy w sumie nie ma prawa uważać się za lepszą, której nie można zwrócić uwagi. Ale, ale, a może zrobiła coś w sumie wielkiego dla tej krainy, że teraz trzeba ją niby czcić? No, to już trochę inna sprawa. Myślałem tak parę sekund, ale to typowe dla mnie, że nie umiem zatrzymać swoich myśli w głowie i zaraz wyrzuciłem je z siebie naraz pytaniem:
- Ty, to kim ty jesteś?
Aria
Uh... Ten czarny wilk na prawdę miał nierówno pod sufitem. Postanowiłam jednak nie denerwować się i zachować spokój. Nie mam zamiaru zniżać się do poziomu jakim sobą reprezentuje ten basior. Chyba nie rozróżnia dobrych manier od upośledzenia psychicznego, ale cóż poradzić? Nic nie poradzisz. Samiec zadał mi pytanie. Najwyraźniej nie pochodził stąd. Raczej większość mieszkańców Arcanterry wie, iż jestem wybranką cesarza.- Widzę, że jesteś nietutejszy. - odparłam, pomijając temat.
Prawdopodobnie znajdzie na każdą moją odpowiedź jakiś głupi tekst, który ma mnie niby urazić.
- Odpowiedź na swoje pytanie dostaniesz w swoim czasie. - dodałam po krótkiej chwili. - Może zapomnijmy o tym, co nastąpiło parę chwil temu.
Nie chciałam robić sobie wrogów, więc zaczęłam na spokojnie. Niestety nie wiem, czy basior przyjmie taką propozycję.
- Może chciałbyś udać się ze mną na trening? - zaproponowałam. - Trening siły załóżmy. - dokończyłam.
Ingrate
Trening? Zaprasza mnie na trening? No czy ja wiem? Miałem zamiar potrenować sam, pewnie wyszło by całkiem przyjemniej, normalnie, bez konieczności spędzania czasu z tą irytującą... irytującą... Właściwie nie wiedziałem, jak ją nazwać. Czułem tylko, że muszę się dowiedzieć, kim ona jest i dlaczego uważa, że może się zachowywać w stosunku do mnie tak sukowato. A ocenię ją bardziej, kiedy tylko się dowiem.- Mogę się zgodzić. - złośliwy, a jednocześnie bardzo szeroki uśmiech zagościł na moim pysku. - Ale tylko, jeśli odpowiesz mi na poprzednie pytanie.
Aria
Czarny basior był bardzo uparty. Wydałam z siebie jęk niezadowolenia. Czy on na prawdę musiał być taki wścibski? Nie mógł po prostu przyjąć zaproszenia? Ugh... Trochę nagnę prawdę tak, aby brzmiało to lepiej.- Jeżeli cię to tak bardzo interesuje - zaczęłam. - jestem cesarzową. - dokończyłam.
Skierowałam głowę w stronę kamiennej budowli. Następnie zaczęłam tam iść. Wilk przez chwilę chyba się zawahał, lecz w końcu poszedł za mną.
Ingrate
Dogoniłem waderę tylko po to, żeby zaśmiać się jej prosto w twarz (Tak, dało mi to dużo satysfakcji), a zrobiłem to nadzwyczajnie głośno i szyderczo. Sama Aria chyba się tego nie spodziewała, bo odruchowo zadrżała i skuliła się nieco, jakby kto ją znienacka zaatakował. A ja długo tak rechotałem, a gdy skończyłem, bo już zaczęło mi brakować oddechu, rzuciłem:
- I ty uważasz się za godną jakiegoś tam większego szacunku tylko z racji, że cesarz cię wziął, żeby miał którą... którą posuwać? Naprawdę? Wiesz co, z chęcią pójdę z tobą na ten trening. Niby dostaniesz szansę, żeby zapracować na ten szacunek, choć ja tak naprawdę chcę tylko zobaczyć cię leżącą w piachu, pocie i krwi, krzyczącą, że się poddajesz! Zobaczysz, kim naprawdę jesteś!
Wykrzyczałem z siebie wszystko, co leżało mi na sercu, choć nie zamierzałem się tak unosić i w sumie rzadko tak robię. Ale, co miałem poradzić, że ona mnie tak nieziemsko denerwuje? No i przynajmniej reszta drogi na tamtą arenę treningową minęła nam w ciszy... Odczuwałem wtedy przyjemność.
Po dotarciu na miejsce przywitał ich generał, który zapytał czy wybierają się na trening. Po usłyszeniu pozytywnej odpowiedzi przydzielił im trenera, który wysłał ich na arenę, zgodnie z ich wolą. Zdziwił się przy tym, bowiem kto od razu chce iść na arenę? Widocznie ta para za sobą nie przepada i chce rozstrzygnąć spór w nieco mniej cywilizowany sposób, jednak przynajmniej nie będą się bić przy innych. Westchnął tylko po czym wyjaśnił im zasady.
Wilki stanęły na przeciwko siebie w dużym kręgu ogrodzonym ziemią i czekały na słowa sędziego. Raz, dwa, walka start! I rozpoczęło się!
Basior uśmiechnął się do swojej rywalki, po czym bez zawahania rzucił w nią ostrym cięciem, wadera jednak bez trudu uniknęła jego cios i już chciała się odwdzięczyć, kiedy jej oczom ukazała się powietrzna kula. Po zderzeniu z jej ciałem, wybuchnęła, odsuwając wilczycę do granicy kręgu. Ingrate nie tracił czasu i słał kolejne magiczne ataki, nawet nie patrząc na to, czy czasem nie wygrał. Ziemia na arenie była sucha, więc wszędzie unosił się kurz i piasek. Magowie powietrza całkowicie stracili siebie z oczu... zapadła cisza. Czekali na odpowiedni moment, na to by przeciwnik się poruszył bądź też by burza opadła. Zniecierpliwiony samiec uderzył łapą w ziemię, był pewny tego iż cesarzowa padła po serii jaką otrzymała, jednak to go zgubiło. Nie spodziewając się niczego, otrzymał kilka powietrznych ciosów, które odsuwały go od środka okręgu. Utworzył tarczę, jednak wadera nie zaprzestawała ataku, zbliżała się do niego, machając raz z jednej, raz z drugiej strony. Czarny był teraz w potrzasku, musiał wyczuć odpowiedni moment, by się uwolnić. Jest! Podskoczył, odpychając się magią od ziemi, po czym wykonał obrót i utworzył poryw i dobił samicę do gleby, a następnie skoczył na nią z kłami, które wbił w jej ciało. Zawyła z bólu, jednak nie dawała za wygraną i starała się odbić, tak samo jak to wcześniej zrobił basior. Udało się, a obydwa wilki wyleciały na trzy metry w górę, po czym z hukiem upadły na ziemię... nieprzytomni.
Sędzia ogłosił remis i wezwał medyków, którzy sprawnie przenieśli rannych do sali medycznej w koszarach. Tam zostali opatrzeni i umieszczeni obok siebie na sali, by po wybudzeniu mogli o tym porozmawiać.
Aria
Ciemność. Czy to już koniec...? Nie. Widzę coś. Uchylam delikatnie powieki i widzę... tą paskudną gęba czarnego basiora! Odsunęłam się, po czym rozejrzałam po pomieszczeniu. Było ono średnich rozmiarów, a praktycznie wszędzie pod ścianami znajdowały się łoża. Samiec jeszcze spał... a może umarł? Oh, Arcanusie, gdyby tak się stało... lecz jednak moje modły nie zostały wysłuchane, gdyż opryszek wybudził się. Westchnęłam i obróciłam się na drugi bok. Oprócz nas w sali nikogo nie było. Słyszałam tylko jakieś mamrotanie za sobą. Chwilę potem do pomieszczenia wszedł jakiś inny wilk. Spojrzałam na niego. Jego sierść była w odcieniu jasnej szarości. Była to bodajże wadera. Można było to rozpoznać po jej zgrabnej sylwetce. Podeszła do nas.- Wasze obrażenia nie są bardzo groźne, ale jednak też nie takie słabe. Nieźle oberwaliście. Widziałam kawałek bitwy i... Nawet nieźle walczycie. - powiedziała dosyć piskliwym głosem.
Przeniosłam wzrok na ciemnego basiora.
Ingrate
Obudziłem się i rozejrzałem się po pokoju. Przez chwilę miałem w głowie totalną pustkę i czułem się po prostu zdezorientowany, ale po chwili połączyłem fakty i zrozumiałem, że muszę być teraz w jakiejś tam ich sali medycznej czy co. A na przeciw mnie leżała ta siwa wadera - uśmiechnąłem się do niej, sam nie wiem czy to było złośliwie, ale może tak, bo ta zaraz strzeliła focha i odwróciła się do mnie plecami. Wadery... Ale dobra, chwila spokoju czasem się przyda. Zmieniłem trochę pozycję na posłaniu. Starałem się ułożyć bardzo wygodnie, bo nieco bolał mnie kręgosłup i jedna z tylnych łap, chyba się trochę obiłem, ewentualnie coś mi przeskoczyło, ale to z pewnością nic poważnego. Prócz tego piekła mnie klatka piersiowa, prawdopodobnie od otarć, ewentualnie jakichś mniejszych śladów po cielesnych atakach wadery. W kilku miejscach miałem tam opatrunek. Tak to bolała mnie głowa i nie miałem raczej na nic siły. Chciało mi się spać, więc zamknąłem oczy i po prostu zasnąłem. Ale chyba nie za długo, bo zaraz obudził mnie dźwięk trzaskania drzwiami. Warknąłem z irytacją i bardzo niechętnie otworzyłem oczy. Tam była jakaś wadera z personelu medycznego. Powiedziała coś o średnich naszych obrażeniach i że nieźle walczyliśmy. Tak. Fajnie. Wiedząc, że to co ona mówi, to raczej nie będzie nic ważnego, ponownie skuliłem się do snu. Jasnoszara wadera nie zaprotestowała, to spoko, jeszcze nie zamierzają mnie siłą stąd wyrzucić. Będę mógł sobie trochę to wszystko odespać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz