- Jest tam kto? - rzuciłem głośno
Usłyszałem jakieś mruknięcie w odpowiedzi, toteż otworzyłem drzwi i wszedłem do środka ze spuszczoną głową. Naprawdę, głupio mi było tak prosić o naukę, a i nie cieszyłem się z perspektywy długiej współpracy z wilkiem. Ujrzałem szarego wilka.
- Ty jesteś Ikelos? Mag? - spytałem
Skinięcie głową w odpowiedzi. Okej.
- Chciałem zapytać, czy przyjmiesz mnie na kurs... - urwałem. Właściwie jaki kurs? Czego ja mam się uczyć, czego użyć do ożywienia siostry. Może zielarstwo? Tak, pewnie jakieś magiczne roślinki pomogą, to przecież podstawa. - Kurs zielarstwa.
Ikelos
Budowla szła całkiem przyzwoicie, więc dzisiaj pozwoliłem sobie na pracę w mojej pracowni. Tak, dostałem pracownię. Jednak no cóż, pusta jest, a zielarze zamiast zajmować się uprawą to pomagają w budowie. Mam jedynie nadzieję, że szybko się wszystko skończy i pomogą mi w kolekcjonowaniu ziół i przedmiotów. Układałem właśnie fiolki i inne naczynia, które udało mi się zebrać podczas odbudowy. W ruinach było tego całkiem sporo, a niektóre prawie jak nowe. Wystarczyło je trochę wypłukać, czym zajęli się dla mnie magowie wody i proszę, pracownia prawie gotowa. Nagle usłyszałem czyjś głos, a dokładniej pytanie na które odpowiedziałem pozytywnie. Potem okazało się, że to basior, którego już kiedyś widziałem, jednak nie mogłem sobie przypomnieć gdzie. W sumie, to wszyscy są tutaj bardzo podobni, nie ukrywam. Można się pomylić, prawda?
- Na kurs? - zapytałem z niedowierzaniem. Ktoś naprawdę chciałby mnie jako mentora? Nie wiem czy dam radę... a co jeśli kiepski ze mnie nauczyciel?
- Oczywiście, że Cię przyjmę, jednak nie wiem czy podołam temu zleceniu. - uśmiechnąłem się do wilka, po czym rozejrzałem się po pracowni.
- Jak widzisz, ziół tutaj nie mam, więc to dobry początek. Mam oczywiście na myśli naukę, jeśli chcesz to możemy wybrać się w teren i coś uzbierać. - zaproponowałem. Myślę, że to świetna propozycja, bowiem najlepiej uczymy się poprzez pracę. Opowiedziałabym mu coś o podstawowych roślinach i może byśmy znaleźli też jakieś unikaty.
Gavroche
- Nie wiem. Ty tu jesteś tym... Ty jesteś ten bardziej doświadczony, więc powinieneś wiedzieć, co lepiej będzie robić. Ale myślę, że spacer to dobra rzecz. - powiedziałem, starając się unikać z nim kontaktu wzrokowegoBasior westchnął, trochę jakby rozbawiony, po czym w milczeniu skierował się do wyjścia, a ja opuściłem chatę kilka chwil po nim. Włóczyłem się za nim krok w krok przez całą Wioskę. Ciekawiło mnie w sumie, dokąd mnie zabierze i czego dokładniej będzie mnie uczył, nie chciałem jednak aż tak bardzo z nim gadać, więc czekała mnie zapewne niespodzianka. Po drodze zamyśliłem się zupełnie, w większej części o mojej siostrze. Czy on sam jest już na takim etapie, że potrafiłby ją ożywić?
- Ej, Ikalos... Bardzo dobrze znasz się na tej całej magii? - burknąłem cicho, zaprzeczając samemu sobie. Miałem tylko nadzieję, że szary się zbyt mocno nie rozgada.
Ikelos
Wyszliśmy z mojej pracowni, zabierając ze sobą skórzane torby w których znajdował się kawałek mięsa i kilka pustych flakoników. Wrócimy, kiedy zaczną rozdawać nowe racje żywnościowe, więc nie szkoda mi oddać mu to co mam. Postanowiłem zabrać go na Pulchram, bowiem jest tam całkiem ładnie i bujnie. Znajdziemy podstawowe rośliny, które są niemal potrzebne w każdym przedmiocie. Słysząc głos towarzysza, odwróciłem się by móc na niego spojrzeć. Ikalos? Rozbawiło mnie to trochę, jednak niech mu będzie. W ogóle to jak jemu na imię? Mówił mi to już? Hmm...
- No cóż, znam się na tyle by móc coś stworzyć. Jest w tym trochę ezoteryki, alchemii i zielarstwa, żeby to wszystko rozwinąć na poziom master, no cóż... potrzeba czasu i pojemnej czaszki. - zaśmiałem się.
- A tak w ogóle to jak ci na imię? - zapytałem, nie wiedząc czy nie robię z siebie pana zapominalskiego.
Gavroche
Mówić, nie mówić? Mówić, nie mówić? Najchętniej bym się nie przedstawiał, nie wchodził na te tematy, to całe poznawanie się, zaprzyjaźnianie, bo one naprawdę potrafią wyssać z wilka energię, ale jeszcze szary się na mnie obrazi czy co... Wbiłem więc wzrok w ziemię i z naburmuszoną miną powiedziałem:- Gavroche. The Hawkwing. Ale pewnie nie znasz, nie jestem w sumie stąd. Ale nie pytaj mnie więcej.
Szary kiwnął głową na znak, że zgody i zrozumienia, ale na szczęśliwego już tak nie wyglądał. Tymczasem ja postanowiłam wcale się nie poddawać i rozwinąć jeszcze rozmowę na temat jego możliwości, bo z poprzedniej wypowiedzi dowiedziałem się tyle, co nic.
- To może... Może... Jaakie umiesz robić eliksiry?
Coraz ciężej było mi dobierać słowa, tak, żeby nie zdradzić swoich intencji... Bo w sumie, po co mu to wiedzieć? I tak bym chyba nie dał rady opowiedzieć mu tego wszystkiego bez wejścia w jakiś stan załamania nerwowego na dłuższą chwilę. No i, nie czuję się przy nim pewnie i niezbyt przyjemnie mi się z nim gada.
Ikelos
Gavroche? Hmm, coś mi się wydaje, że jest mi to imię znajome, albo chociażby ten wilk. Zresztą, nie ważne. Tak naprawdę interesowała mnie przeszłość wilka, zwłaszcza jeśli nie był stąd. Musiał wiele zwiedzić i to zapewne było ciekawe, jednak jeśli nie chce mi o tym opowiadać, to trudno. Zmuszać go przecież nie będę, chociaż byłoby milej, gdyby był nieco bardziej otwarty. Mam wrażenie, że on nie chce ze mną rozmawiać, a jedynie słuchać o eliksirach, wykonywać jakąś praktykę i tyle w temacie. To dziwne, że nie chciałby się zaprzyjaźnić ze swoim nauczycielem, przecież możemy razem pracować, prawda? Coś mi tu nie pasuje... - Mam ci mówić nazwami czy raczej działaniem? - zaśmiałem się, starając się być zabawny i go jakoś rozerwać, jednak z tego co widziałem... nie wyszło mi to. Eh Ikelos, nie pogrążaj się, dobrze?
- Zmiana wyglądu, charakteru, teleportacja, niewidzialność, wiele eliksirów leczniczych, coś na zmęczenie... - wymieniałem większość pozytywnych działań, które pozwalają na ułatwienie życia. Nie wspominałem nic o eliksirach, które mają działanie... nieodpowiednie, jak np. eliksir miłości. Nie tworzę czegoś co wpływa na innych wbrew ich woli, chociaż wiem jak takie coś wykonać.
Szliśmy dość długo, rozmawiając o zielarstwie i alchemii. Opowiedziałem mu o tym gdzie rośnie aloes, stokrotki, bratki czy inne podstawowe zioła, które często robią jako podkład.
- Nie jesteś może zmęczony? Jakbyśmy szli całą noc, to o południu bylibyśmy na miejscu. Tam można by było coś zjeść i odpocząć. - zapytałem, mając nadzieję, że u niego jest wszystko okey. Wolałbym spać tam niżeli tutaj, chociażby przez to, że po katastrofie to miejsce nie jest idealne... nocą.
Gavroche
Na miejscu? To znaczy gdzie? Gdzie my w ogóle idziemy? I... Gdzie jesteśmy teraz? Tak to spacerowaliśmy na pewno przez jakieś takie nijakie łączki, przez pół dnia na pewno, ale co to za teren i jak daleko jesteśmy od Wioski, a jak od mojego domu w Solitudine? Tak, byłem strasznie zdezorientowany, a to takie dziwne uczucie. Strach przed nieznanym? - Ale powiedz mi, gdzie tak właściwie idziemy? - w końcu pękłem i wyrzuciłem z siebie to pytanie, które gnębiło mnie od samego rana.
Poczułem w sumie wstyd, że zabrzmiałem dosyć niespokojnie, miałem podniesiony, chyba nieco piskliwy głos. Wyrażał cały mój stres, niepokój. Ale, właśnie, dopiero w tamtej chwili przypomniałem sobie, że szary miał do mnie jakieś pytanie. Tylko co on...? Aha. Czy idziemy dalej, czy śpimy gdzieś tutaj. Niespokojnie rozejrzałem się po okolicy. Ciemno, mało co widać. Nadal nie poznaję terenu. Nadal czuję niepokój. Nie chcę tu spać. Poza tym, nawet jeśli jestem zmęczony i głodny, nie leży to prostu w mojej naturze, żeby to zgłaszać. Żeby przeszkadzać potrzebami takiego nic nie wartego, małego śmiecia jak ja w ważnej rzeczy, takiej jak na przykład nasza, tego wilka podróż. Choćbym miał paść trupem, nie będę przeszkadzał.
- Idźmy. - rzuciłem tylko, zanim jeszcze mag zdążył odpowiedzieć na poprzednie pytanie
Po czym spojrzałem odruchowo w mrok. Czy jestem tutaj bezpieczny? - myślałem.
Ikelos
Wilk postanowił, że odpoczniemy na miejscu, co mnie osobiście ucieszyło. Wyśpimy się i będziemy gotowi do działania, zajmiemy się tylko i wyłącznie tym czym powinniśmy, więc łatwiej będzie mu przyswoić wiedzę. Po drodze opowiadałem mu trochę o Pulchram, mianowicie, że są to największe tereny i w dodatku bardzo żyzne. Możemy spotkać tam prawie każdy gatunek rośliny, bowiem energia tego miejsca jest naprawdę bardzo silna. Wiele młodych wilków tutaj odkrywa swoje moce, bo no cóż... jest to całkiem proste, kiedy otacza się taka moc. Powiedziałem też o cudownych leczniczych roślinach, o tym, że niektóre gatunki świecą, więc będzie wiedział kiedy się zbliżymy do tych ziem. Dodałem też oczywiście o tym, że nocą bywa w Arcanterze dość niebezpiecznie, jednak na Pulchram gatunki zwierząt to prawdziwe unikaty, które warto zobaczyć. Wiadomo, że jeśli energia miejsca jest silna to i zwierzęta nie będą groźne. Ten teren zawsze jej pełen, nie to co chociażby Anguntur, tam nocą energia słabnie to też tłumaczy te straszne odgłosy. Gavroche wyglądał jednak na przestraszonego, mimo iż wspomniałem o tym, że raczej tutaj nam nic nie grozi. Pomijając oczywiście duchy, które nocą mogą się szwendać tu i tam, ale to naprawdę rzadkość. Na słowo "duch", basior nadstawił uszu, jakby był zainteresowany tym tematem. Hmm, może on chce zostać szamanem? W sumie mnie poprosił o zielarstwo, ale stanowisk jest wiele do których to może się przydać.
Na tereny doszliśmy przed wschodem słońca, więc zdążyliśmy jeszcze zauważyć kilka roślin, które świecą. Powiedziałem mu, że takie rośliny są używane najczęściej do eliksirów, które mają nietypowe działania i dodają nieco super mocy. Wspomniałem też, że istnieje legenda o kwiecie, który mieni się na złoto, a wokół niego tańczą ogniste iskierki. Sam kwiat chroniony jest przez feniksa, bowiem ten ptak go stworzył, a wiadomo... z prochu powstałeś, w proch się obrócisz. Jednak to tylko legenda, a sama nieśmiertelność jest niemożliwa lub też nieosiągalna dla nas.
Gavroche
Nadal nie powiedział, gdzie idziemy. Nadal nie wiedziałem, co ja mam tam tak właściwie robić, żeby zdać ten głupi kurs. Co za beznadziejny basior, pomyślałem. Potem znaleźliśmy się nad jakimś jeziorem. Nie wiem, nie znałem tego terenu. Ale to miłe uczucie, kiedy już wie się tyle o roślinach. Tak... jeszcze trochę się poduczę i może będę umiał zrobić jakiś fajny eliksir. Potem basior powiedział o jakimś kwiatku. O nieśmiertelności. O, Arcanie, moje serce zabiło tak szybko! To mogło być przecież to, czego szukałem. Rzuciłem się do basiora.- Gdzie jest ten kwiat?! Gdzie on rośnie!? Słuchaj, musisz mi powiedzieć, ja naprawdę muszę po niego iść, gdzie jest?!
A, że trudno znaleźć, to mnie nie zraziło. Mam tyle cholernej determinacji, że mógłbym nawet przeszukać każdy centymetr kwadratowy Arcanterry, nie ważne, ile by to zajęło!
Ikelos
Spojrzałem na basiora nieco zaskoczony. Czy on mnie w ogóle słuchał? Wyglądało na to, że nie za bardzo. Mówiłem mu tyle na temat Pulchram, na temat tego, że to jest kwiat feniksa, a on co? Pyta mnie gdzie on rośnie? Czy ja czasem nie wspomniałem, że to tylko legenda? Bajeczka dla szczeniąt. - Przykro mi mój drogi, ten kwiat nie istnieje. - odpowiedziałem, a ten zamilkł, tak jakby o czymś myślał. Jednak zastanowiło mnie też to, na co mu ten kwiat? Wyglądało na to, że bardzo mu na nim zależy. A może ktoś mu zmarł? Jednak przecież to wcale nie ma sensu, nie da się ot tak ożywić duszy, mogła ona już dawno znaleźć inne ciało.
- Nie wiem po co ci ta roślina, ale powinieneś wiedzieć, że nie da się przywrócić duszy. Ona odchodzi i znajduje nowe ciało, a Arcanus jej w tym pomaga. - powiedziałem, patrząc na niego z żalem. Smutno mi było, że dorosły wilk wierzy w bajki. Jednak jako podróżnik, chyba ma prawo? Ale wspomniałem, że to legenda...
- Chodźmy lepiej spać. Jutro twój wielki dzień. - zaproponowałem.
Gavroche
Właściwie, siwy basior tak bardzo mnie już zdenerwował, że z wielką chęcią oddaliłem się od niego pod jakieś drzewko, pod pretekstem właśnie tej drzemki. Schowałem łeb w łapy i zastanawiałem się nad tym wszystkim, powarkując cicho. Legenda, tak? Wcale nie brzmi jak legenda. Przecież mag sam mówił, że umie robić na przykład takie coś do teleportacji, do zmiany charakteru, mają tyle dziwacznych kwiatów, różowy kwiatek miłości z sercami zamiast płatków, sam mi o tym opowiadał, czy przy tym ożywienie zmarłego brzmi mniej prawdopodobnie? Tak, jeśli on sam jeszcze nie umie, to niech nie mówi, że się nie da! Miałem ochotę krzyczeć, poczułem gorąco na twarzy. Sam znajdę ten cholerny kwiat, czegoś się tam dowiem... Dobrze, że ten głupi kurs kończy się jutro z rana, więcej z tym basiorem już bym nie wytrzymał! Dużo czasu minęło, zanim wreszcie udało mi się zasnąć.Ikelos
Wstałem rano wypoczęty jak nigdy i gotów do współpracy. Mam nadzieję, że wilk zapamiętał chociaż podstawowe nazwy roślin i zda kurs śpiewająco. Rozejrzałem się i zauważyłem iż basior już nie śpi, stał sobie i patrzył przed siebie. Podszedłem i przywitałem się, po czym zaprosiłem go na spacer. Najpierw natknęliśmy się na stokrotkę, którą rozpoznał bez trudu. Jakąś miętę, truskawki i wiele innych roślin, które czasem nawet szczenięta znają. W końcu napotkaliśmy Czerwonego Grzyba, a następnie Niebieskie Grzyby Nadrzewne, które o dziwo nie mają jeszcze jakiegoś specjalnego zastosowania. W sumie to wcale ich nie używam, ale może kiedyś uda nam się odkryć przepis do którego moglibyśmy je dodać.
Miałem już kończyć kurs i wręczyć mu złoty kamyk, na znak iż zdał, aż tu nagle przy ścieżce spotkaliśmy roślinę podobną do róży, jednak bez kolców. Jej liście były gładziutkie, a sama łodyga miała kolor pomarańczowy. Kwiat był niebiesko-żółty, jeden płatek w kolorze nieba, a drugi płatek całkowicie słoneczny, nie były one w typie gradientu. To będzie jest próba ostateczna.
- Dobrze, oto ostatni test. Podaj mi nazwę tej rośliny, zastosowanie, informacje zielarskie oraz występowanie, a kamień jest twój. – uśmiechnąłem się do niego oczekując odpowiedzi.
Gavroche
O cholera. On mi o nim opowiadał? Coś mi się chyba kojarzy, ale nie byłem pewny niczego, wszystko mi się myliło, może to przez stres? Zacząłem szybciej oddychać. Może coś mi się przypomni, na resztę mogę wpaść, domyślić się... Trzeba spróbować. Po pierwsze, kwiatek ma żywe, piękne kolory, więc raczej nie służy do trucia nikogo i w cieniu nie wytrzyma...- O-on ma działanie uspokajające i wyciszające. Jak się go dobrze przygotuje, to może przeciwdziałać w jakimś stopniu truciznom. Jego się nie suszy. Jak się go zje w dużych ilościach to dodaje energii, tych... sił życiowych, zwiększa wytrzymałość i szybkość, ale tylko na chwilę. Może ukoić na chwilę ból, zmniejszyć krwawienie z ran, ale nie leczy raczej.... Co tam dalej... Rośnie tylko w ciepłych miejscach, w Lesie jest często, trochę nad Luminosum, za dwoma plażami, ale nie na Terribilis. - mówiąc coraz bardziej ściszałem głos
Ikelos kiwnął trochę głową na znak, że okej, że liczy się i wystarczy, a ja w duchu dziękowałem losowi, że przymknął oko, albo w ogóle nie ogarnął, że o nazwie nic nie wiedziałem. Wręczył mi jakiś kamień na znak, że zdałem. Uh... Nie miałem pewności, czy ten kurs mi w czymkolwiek pomoże, ale skoro znam właściwości niektórych roślin, to może coś tam pomieszam... Jak na przykład ten kwiatek odżywczy, tak? Kilka takich skleję w jakąś mieszankę i... coś może z tego wyjść. Podziękowałem, pożegnałem się bardzo krótko i beznamiętnie, po czym wróciłem do domu, po drodze rozmyślając długo nad tym wszystkim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz