Sarissa
Rozejrzałam się jeszcze po wnętrzu kiedy Red Rose odszedł, żaby zająć się swoimi sprawami. W jednej z szuflad położyłam swoją torbę, delikatnie przytuliłam policzek do ciepłego, gęstego futra na łożu. Było naprawdę przyjemne. Chwile później jednak zebrałam się na odwagę i wyszłam, z zamiarem wybrania się na niewielki spacer.W zamku czułam się bynajmniej nieswojo. Owszem, komnata była przepiękna, cały zamek z resztą także i chętnie obejrzałabym każdy kąt, ale peszył mnie wciąż wzrok innych. Wilków było tu mnóstwo. Co chwilę ktoś przemierzał korytarze, to coś niosąc, to gdzieś się spiesząc lub uważnie lustrując otoczenie.
W całym tym zamieszaniu stanowiłam chyba swego rodzaju atrakcję. Wciąż czułam na sobie wzrok innych. Jedni przyglądali mi się z nieukrywaną ciekawością. Inni byli jakby podejrzliwi. Czułam wręcz jak mnie oceniają, starają się odgadnąć dlaczego tu jestem, kim jestem, czy może mam jakieś złe zamiary. Raz nawet miałam wątpliwą przyjemność napotkać wzrok kogoś, kto przypatrywał mi się z niemal chorobliwym zainteresowaniem, zupełnie jakby chciał mnie prześwietlić na wylot samym wzrokiem. Zanim jednak wilk zdołał się do mnie zbliżyć czmychnęłam korytarzem, modląc się, żeby nie zgubić drogi.
Wyjście z zamku okazało się trudniejsze niż przypuszczałam. Okazało się, że o ile moja orientacja w lesie jest bez zarzutu, tak przemierzając korytarze szybko nie mam pojęcia gdzie skręcić. Wszystko to potęgował jeszcze stras.
Usiadłam na skraju lasu. Zamek miałam za plecami. Westchnęłam ciężko, bo docierało do mnie, że miałam rację. Nie pasowałam do tłumów, komnat... Najpewniej przez własny strach miałam jakąś paranoję czy inne dziadostwo. Nie miałam pojęcia czy będę w stanie z tym walczyć. Potrzebowałam jakiegoś punktu zaczepienia, czegoś lub kogoś, co by mnie nakierowało. Póki co musiała mi starczyć determinacja do rozwoju umiejętności. Red Rose obiecał w końcu, że jutro przedstawi mi magów. Oni mnie nauczą wszystkiego, czego będę potrzebować. Może kiedy zajmę się tu czymś pożytecznym będzie mi łatwiej się wpasować.
Moje rozmyślania przerwał szelest. Odwróciłam się pospiesznie. Nieco chyba za szybko i zbyt spłoszona, bo łapy zachwiały się pode mną, co chyba nie uszło uwadze stojącego przede mną wilka.
- Umm... Witam...? - wyszeptałam, widząc jego uśmiech. Miałam nadzieję, że moje szczęście mnie nie opuściło i basior okaże się pokojowo do mnie nastawiony.
Ethen
Wadera była chyba trochę zamyślona bo jak się zbliżyłem odwróciła się z przestrachem. Słodkie. Och. Tak btw. przypomniało mi się, że jakiś basior wyglądał podobnie. Ugh. Jak on się nazywał...? Ale to było dawno temu, gosh. Geez, przyjąłem ten głupi slang. Nieważne zresztą. Stoi przede mną piękna wadera z pięknymi bursztynowymi oczkami. Właśnie szepnęła niepewnie powitanie. Takiej słodyczy nie spotyka się na co dzień.- Witaj moja damo.- Przywitałem się z pewnym dystansem. Ale i tak już ją sobie zaskarbiłem. - Jestem najlepszym bardem, jakiego możesz znaleźć na ziemiach Arcanterry. - Uśmiechnąłem się szerzej. - Znalazłem cię tu zamyśloną, samą. Czyż nie potrzebujesz pomocy? - Mówiąc "pomoc" miałem na myśli moją ciepłą pierś, na której może się oprzeć jak jest smutna. A jak jest rozhisteryzowana zrobię tak, by chętnie zaproponowała mi gorącą noc.
Sarissa
- Nie... raczej nie potrzebuję pomocy, ale dziękuję bardzo za propozycję - powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech. Humor nieco mi się poprawił, a na sercu było lżej. Miałam kąt, w którym mogłam się zatrzymać, odetchnęłam nieco i stres zszedł ze mnie na tyle, żebym mogła spokojnie odetchnąć. Do tego spotykałam kolejną życzliwą osobę. Było dobrze, musiało być.
Bardzo zainteresowało mnie to co basior powiedział. Czasami mój klan napotykał na wędrownych bardów. Lubiłam siedzieć wtedy z nimi, słuchać opowieści i pieśni, z dalszych zakątków świata. Wszystko tam było po części piękne i zdecydowanie mnie pociągało, a z drugiej strony zawsze pojawiał się wątek niebezpieczeństwa, dreszczyk emocji! Często w tych bajaniach pojawiała się oczywiście także i miłość. Taka wielka, prawdziwa i mogąca przenosić góry. Chyba każdy młody wilk zasłuchiwał się w takich opowieściach.
- Jako bard znasz wiele opowieści, tak? Czy mógłbyś jakaś mi opowiedzieć? - spytałam rozochocona perspektywą małego powrotu do szczenięcych lat. - O ile oczywiście masz nieco czasu i nie sprawiłoby ci to kłopotu - dodałam pospiesznie nie wiedząc dokąd wilk zmierzał i czy ktoś czasem na niego nie czekał. W końcu jeżeli naprawdę jest najlepszy, to wielu chciałoby go posłuchać.
Ethen
Wadera odmówiła pomocy, ale co tam, jak zaraz zaproponowała opowieść! Motyla noga, ale ona była słodka z tym swoim zakłopotaniem i nieśmiałością. Uśmiechnąłęm się do niej lekko i usiadłem naprzeciwko niej. Postanowiłem dać jej wybrać historię.- Oczywiście, opowiadanie bajań, to dla mnie sama przyjemność. - Rzekłem z entuzjazmem. - Szczególnie dla takiej uroczej wadery. - Między nami zapadła chwilowa cisza po tych słowach, więc nie omieszkałem jej zakłócić. - To jaką historię chciałabyś usłyszeć? Nieszczęśliwa miłość? Wielkie przygody jakiegoś śmiałka?
Przerwałem wysyłając jej uśmieszek.
Sarissa
Nie myślałam długo. Nie byłam typem, który lubiłby nieszczęśliwe miłości i inne smutne historie. Zawsze byłam zdania, że w życiu należny szukać pozytywów, radości i po prostu uśmiechu. To było ważne. Nie rozumiałam jak niektórzy mogli specjalnie wyszukiwać dobijające historię, sprawiać sobie samemu przykrość i wprowadzać się w melancholijny nastrój. - Chciałabym usłyszeć coś o śmiałkach - stwierdziłam ochoczo, mimowolnie szorując ogonem po ziemi w zadowoleniu.
- To może znajdźmy jakieś wygodniejsze, ustronne miejsce, w którym moglibyśmy w spokoju posiedzieć? - spytał przekręcając łeb i przyglądając mi się z uśmiechem, który nie schodził z jego pyska.
- Dobrze... Jeżeli tak będzie ci wygodniej - wstałam, gotowa iść za nim.
Ethen
Szkoda. Miałem nadzieję, że wybierze coś o miłości... No nic, trzeba z tym żyć. Zaproponowałem waderze pobyt w Pulchram. Powiedziałem coś o tym jak tamta sceneria będzie pasować do opowieści i do nas. Wybraliśmy się w drogę od razu. Czy to nie jest szalone? Bez żadnego przygotowania. Szczęscie nam nie dopisało i noc musieliśmy spędzić w Glacies. Pani Piękna miała pomysł, by zrobić swoim żywiołem lepiankę. Poszło sprawnie. Gdy wsunąłem się do prowizorycznego domku wadera stała się bardziej nieśmiała, więc nie robiłem już żadnych kroków w kierunku miłosnych uniesień... No, znaczy przytuliłem się do niej. Ale nie chcemy by ktokolwiek zamarzł, prawda? Koło południa zostawiliśmy daleko zaspy śnieżne Glacies i wielkimi krokami zbliżaliśmy się do Pięknej Krainy. Gdy zmierzchało dotarliśmy do sławnego jeziora pośrodku Pulchram. Ona usiadła pod jakimś drzewkiem a ja sprawdziłem co mam w torbie. Ostatecznie powinno kryć się tam jakieś jedzenie, rozdawali w Zamku ostatnio i... Jest! Podbiegłem do niej, usiadłem naprzeciwko i dałem jej porcję jedzenia. Zjedliśmy strasznie szybko, ponieważ apetyt mieliśmy spory. Po uczcie, moja cudowna ślicznotka ułożyła się wygodnie a ja uśmiechnąłem się patrząc na ten obraz naturalnego piękna. - Masz jeszcze ochotę na powieść? - spytałem się dosyć cicho, dwuznacznie.
Sarissa
Podróż okazała się długa, ale za to naprawdę przyjemna. Prawdę mówiąc była to moja pierwsza podróż w tym stylu. Pierwszy raz szłam gdzieś z drugą osobą i to w gruncie rzeczy dopiero poznaną. Nie miałam pojęcia jakim cudem zgodziłam się na tak długi wypad, ale basior chyba miał jakiś dziwny dar przekonywania. Normalnie zwyczajnie bym się wstydziła, zastanawiała dziesięć razy, aż zwyczajnie nic by z tego nie wyszło. Może to ten jego uśmiech? A może to, że sporo mówił i to miłych rzeczy? Nie wiem.Spędzona razem noc była dla mnie czymś niecodziennym. Byłam skrepowana, to na pewno. Nawet mimo tego, że moje moce wreszcie podziałały jak trzeba i udało mi się zrobić dość stabilną lepiankę. Tak, to było dla mnie niezwykłe, bo przeważnie z własną mocą bardziej się męczyłam, niż mi ona pomagała. Wolałam wszystko robić zwyczajnie, telekinezą i siłą mięśni, niż skupiać się i męczyć ze zdolnościami, które albo nie działały, albo robiły nad wyraz coś, co tylko przysparzało mi kłopotów. Tak, jak wtedy, z tym obcym wilkiem...
Wracając jednak do tematu dziwnej nocy. Na początku byłam przekonana, że nie zdołam zasnąć z Ethenem, którego ledwie znałam, w ciasnej jamie i to ciasno do niego przytulona. Czułam zapach jego ciała, oddech, który łaskotał mnie w ucho. Słyszałam bicie jego serca i czułam się dziwnie.
Najdziwniejsze okazało się to, że to było przyjemne. To ciepło, bliskość. Nawet jeżeli krępujące, to jednak przyjemne.
Tej nocy spałam jak suseł, a następnego dnia dopisywał mi dobry humor. Tak też było, kiedy dotarliśmy na miejsce.
- Opowieść... - wymówiłam, ale nie spieszyłam się z odpowiedzią. Było mi tu przyjemnie. Ciepło, miło... A do tego pierwszy raz od dłuższego czasu nie wstydziłam się i nie bałam przebywając z kimś.
- Tak - rzuciłam. - Chciałabym czegoś posłuchać.
Niełatwo było mi się przyznać, że po prostu przyjemnie słuchało mi się głosu basiora.
Ethen
Lekkomyślnością z mojej strony było spodziewać się, że wadera powie coś innego niż "Tak, chciałabym czegoś posłuchać." Jednak to prawda co wilki mówią: Nadzieja jest matką głupich. No, ale co będę się bił z tym jednym zdaniem, jak wadera jasno powiedziała czego żąda. Czas na wymyślanie opowieści, przeszukiwanie głowy w poszukiwaniu inspiracji. Po namyśle zdecydowałem się opowiedzieć o pewnej waderze, która sprzeciwiając się tyranowi rządzącemu jej ziemiami, postanowiła zwrócić się do watahy i prowadzić ją do większego dobra. Ta jednak nie chciała jej słuchać i sama wadera została skazana na banicję. Tam właśnie, za granicami królestwa, w dzikich ostępach znalazła prawdziwe wyzwania a także też prawdziwe szczęście. - Zanim powstała Arcanterra i inne Królestwa na naszej planecie, rządził nią prawdziwy demon w wilczej skórze o imieniu Tulius. Wilki pod jego władzą pracowały, walczyły i budowały dla niego nowe rzeczy bez wytchnienia. Tulius raz na miesiąc urządzał egzekucję paru wilków, by innym mieszkańcom nawet nie śniło się o powstaniu przeciw jego rządom. W całej zastraszonej i posłusznej tyranowi watasze dorastała jednak czarna jak smoła wadera, która była nieugięta jak stal. Wiedziała, że comiesięczne egzekucje są wyprawiane tylko dlatego, że sam Tulius boi się rewolucji. - opowiadałem. A noc wokoło nas pomagała tylko w podtrzymywaniu atmosfery napięcia.
Sarissa
Leżałam z ogonem podwiniętym pod siebie. Wokół panował mrok, który rozpraszało jedynie nikłe światło gwiazd i księżyca. Chwile ciszy zakłócał tylko szum wiatru między gałęziami, a ja nasłuchiwałam kolejnych słów basiora przede mną. - W sercu czarnej wilczycy - kontynuował - powoli rosła odwaga, która wkrótce pchnąć ją miała do wszczęcia buntu przeciwko tyranowi. Robiła to powoli, mając uszy i oczy otwarte. Każdego dnia słuchała, obserwowała. Starała się zebrać tych, którzy mieli jeszcze coś do powiedzenia w królestwie, a którzy bali się mówić by nie stracić życia.
- Udało jej się wzniecić bunt? - spytałam niecierpliwie.
- Wszystko w swoim czasie, ślicznotko - powiedział i upił kilka łyków wody ze stojącej obok miski. - Czarna wadera w końcu zebrała głosy wielu wilków i w dzień, w którym odbyć się miała kolejna egzekucja, gdy wszyscy członkowie watahy zebrać się mieli by oglądać kaźń niewinnych, wystąpiła przed tłum. Stanęła dumna, unosząc twarz ku zachodzącemu, krwawiącemu słońcu i przemówiła. Powołała się na prawo życia, głosząc sprzeciw niesprawiedliwości i tyranii. Jednocześnie nawoływała swych braci by powstali. Obiecała, że ich poprowadzi, że uwolni tych, którzy lada chwila mieli umrzeć. Sądziła, że ci, którzy zgadzali się z nią wcześniej również wystąpią. Jakiż ból odczuła w sercu, gdy okazało się inaczej...
Ethen
Ojej. Nie wiedziałem, że moja opowieść tak ją zaintryguje. Nie mogła usiedzieć na miejscu, a gdy tylko widziała szansę na zadanie pytania zadawała je. Próbowałem trochę ostudzić jej entuzjazm. Bez skutku z resztą. Kontynuowałem opowieść z uśmiechem.- Lud, w który wierzyła, który podsycał jej nadzieję, odwrócił się od niej. Wilki zlękły się i spokorniały przed panem, który obwieszony diamentami i złotem, z przypasanym u boku kamieniem wzmacniającym żywioł, zjawił się na egzekucji osobiście. Rusz, gdy młoda wadera wystąpiła dumnie przed tłum, wilki myśląc tylko o swoim bycie i widząc szansę na przybytek i poprawienie swojego wizerunku w oczach króla, oskarżyły samicę o planowanie zamachu stanu. Władca słysząc to, wpadł w gniew. Skazując waderę na wygnanie powiedział do niej: "Chciałaś mieć wszystko, nie będziesz miała nic." Czarna jak noc wadera opuściła szybko plac, próbując przekonać swoich najbliższych o ucieczkę wraz z nią i hamując chęć naplucia innym w pyski. - przerwałem na chwilę zdając sobie sprawę, że to zdanie nie odzwierciedli jej gniewu, jednak dałem sobie z tym spokój i kontynuowałem historię.
Sarissa
Fuknęłam i zjeżyłam się słysząc słowa Ethena. - Jak mogli jej zrobić coś takiego? - spytałam.
- Widzę, że naprawdę się wczułaś, co, maleńka? - zaśmiał się basior.
- Tak... Przepraszam - skuliłam się lekko. - Po prostu lubię słuchać opowieści... Ciekawiło mnie to od zawsze - dodałam, żeby się usprawiedliwić. Tak, zachowywałam się jak szczenię, ale taka już byłam.
- No dobrze, dobrze. Miło mieć tak powabną słuchaczkę, więc jeżeli chcesz opowiem co było dalej - zaoferował.
- Chcę! Naprawdę bardzo.
- Więc... Rodzina czarnej wadery, zdjęta strachem, postanowiła pozostać w swojej ziemi. Nie chcieli wywoływać w swym panie jeszcze większej złości. Czarna musiała więc uciekać. Sama, goniona przez nasłanych na nią siepaczy, którzy dopilnować mieli, by jej łapy nie stanęły więcej na ziemi Tuliusa.
Ethan zbliżył się nieco do mnie, a ja dalej wyczekiwałam jego słów.
- Czarna jak noc wadera długo tułała się po ziemiach niczyich. Życie jej stało się samotne i pełniejsze niebezpieczeństw niż to, które prowadziła w królestwie, jako przywódczyni niedoszłego buntu. Na jej życie dybało wiele stworzeń, wiele musiała się nauczyć, także o sobie samej, by przetrwać. Tam jednak, pośród jałowych na pozór ziem, gdzie nie sięgała władza tyrana, natrafiła na ślad innych, którzy tak jak oni skazani byli na banicję. Jednych wygnał sam Tulius, innych wygnał głód lub strach. Jeszcze inni odeszli, bo w ich sercach było na to dość odwagi. Jednym z takich właśnie odważnych był szary niczym nagie skały ciągnące się po horyzont. Ten właśnie szary basior okazał się tym, dla którego czarna wadera zaprzestała swej podróży...
Ethen
Kurczę, jaka ona jest słodka! Niepojęte. Zachowuje się prawie jak dziecko. I do tego się tego wstydzi. Sama słodycz. Przez to zapragnąłem być bliżej niej, więc wplotłem parę komplementów w zdania i opowiadając historię, przysunąłem się do niej. Była tak zaabsorbowana opowieścią, że chyba nawet tego nie zauważyła. Tak w ogóle na początku postanowiłem zmienić maści bohaterów na nasze. Wiadomo dlaczego. Jak bohaterka ma czarną sierść to pani u mojego boku automatycznie się z nią utożsamia... a jak na scenę wkracza szary basior, czyli ja, no to sprawy robią się poważniejsze. Więc jak wypowiadałem słowa o szarym basiorze i takie tam bzdury, przechyliłem łeb i spojrzałem jej prosto w oczy. No a potem było już po sprawie. Odsunąłem się od niej i jakby nigdy nic kontynuowałem opowieść. Powiedziałem, że osiedlili się w górach i z prowizorycznej wioski w końcu wyszło piękne i bogate królestwo, nie mające sztywnej władzy, mające nade wszystko wolność. Sarissa
Wysłuchałam opowieści do końca z pełną uwagą. Zakończenie okazało się an szczęście dobre i bohaterka opowieści znalazła nowy dom, miłość i zyskała szacunek, na który w pełni zasłużyła. Byłam szczerze opowieścią zachwycona. Przez długą chwilę czułam się znów tak, jakbym siedziała ze swoim klanem i wsłuchała się w opowieść wędrownego bajarza. Nie byłam jednak w tłumie, nie siedziałam, z kimś, kto lada dzień zniknie całkowicie z mojego życia. Siedziałam sama, pośród nocy, a przede mną siedział Ethen, szary basior, który znów raczył mnie uśmiechem, którego ciężko mi było nie odwzajemnić.
- Chyba powinniśmy już się położyć - zaczął, podszedł znów do mnie. Blisko... bardzo. Na tyle, że jego oddech połaskotał mnie w ucho.
- T-tak... oczywiście - odpowiedziałam, ale zanim się cofnęłam, poczułam coś, czego nigdy jeszcze nie było mi dane czuć.
Basior polizał mnie po policzku, a mnie zrobiło się momentalnie aż za gorąco, nawet mimo chłodnego wiatru szumiącego pośród otaczających nas drzew.
Nie stało się nic więcej, nic poza tym, że uśmiech basiora jeszcze się pogłębił, a ja sama nie wiedziałam co z sobą zrobić.
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć, nawet jeżeli rankiem mieliśmy ruszyć w drogę powrotną do zamku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz