Rano obudziłam się rześka i wypoczęta. Ból był już mniej odczuwalny, a ja ledwie się rozejrzałam, a wiedziałam gdzie jestem i jaki obrać kierunek. Dziwne, bo jeszcze wczoraj miałam wrażenie, że nigdy nie dotrę do domu.
Po zjedzeniu reszty tego, co zostało a mojej torbie z suszonego mięsa i ugaszeniu pragnienia ruszyłam w dalsza drogę. Idąc ścieżką między drzewami uświadomiłam sobie, że miałam w nocy wyjątkowo dziwny sen. Śnił mi się smok.
- I co jeszcze? Trzygłowy jednorożec? - zaśmiałam się sama do siebie, rozbawiona absurdalnością rozmowy ze smoczym duchem.
Wkrótce znów zrobiło się chłodniej. Drzewa ustąpiły śnieżnym zaspom charakterystycznym dla Glacies. Kraina nie należała do przyjemnych, a ja naprawdę miałam ostatnio niemiłe doświadczenie z zimnem, ale lepsze to niż kolejne góry lub wracać się i mieć niemal dzień do tyłu. Tak więc szłam hardo do przodu.
Wszystko jednak do czasu, bo nim jeszcze zdążyło się na powrót wokół mnie ocieplić znów wpadłam w tarapaty.
- Hej mała, co tam masz w tej sakiewce, co? Może coś cennego? - usłyszałam od basiora, który stał teraz przede mną, blokując zaniedbany trakt, którym postanowiłam iść.
Wilk był spory, o szarej, skołtunionej sierści. Jego ciało znaczyły okropne blizny biegnące od prawej łopatki niemal do nadgarstka. Zastanawiałam się jak ktoś z takimi ranami może się poruszać, kiedy ten przyglądał mi się badawczo żółtymi oczyma.
- Nie mam nic, co ma wartość dla kogokolwiek oprócz mnie - wyjaśniłam, chcąc rozwiązać to pokojowo. - To tylko rośliny, które zebrałam, nic więcej. Przysięgam.
- Jakoś ci nie wierzę, gołąbeczku - warknął i skoczył w moją stronę.
Basior kłapnął zębiskami tuż obok mnie. Uskoczyłam w ostatniej chwili. Niestety zachwiałam się i uderzyłam w pień drzewa, a tym samym nieźle strzaskałam sobie żebra. Szybko jednak spięłam mięśnie do kolejnego uniku. Tym razem mi się udało.
Po raz kolejny musiałam salwować się ucieczką. jakie szczęście, że okazałam się zwinniejsza, a mój prześladowca miał niemały kłopot z przeciśnięciem się przez stos połamanych pni, między które skoczyłam licząc na to, że moje mniejsze rozmiary pomogą. Nie pomyliłam się na szczęście i wkrótce gnałam co sił w łapach ku wyraźnie cieplejszym terenom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz