- W-witaj. - zagadałam nieśmiało. - Czy mógłbyś mi pomóc z odnalezieniem pewnej wadery? Ma na imię Sarissa, niestety nie znam jej przydomku, aczkolwiek wiem, iż jest czarna oraz mieszka w zamku. - dokończyłam.
Basior zmierzył mnie od góry do dołu. W jego oczach zabłysnęły iskierki zachłanności. Czekaj... Czy on właśnie oblizał sobie pysk? Ani trochę nie rozumiem samców.
- Oczywiście. Dla takich dam wszystko. - odparł kulturalnie, po czym wyjął jakiś kamień.
Dotknął głazu, a on wysłał prawie niewidzialną, błękitną smugę światła dookoła nas. Chwilę później wydał nieznajomy mi dźwięk.
- Wadera, której poszukujesz, znajduje się na drugim piętrze, w pierwszej komnacie po prawej od pokoju cesarza. - oznajmił.
- Dziękuję. - odpowiedziałam i pospiesznie udałam się na górę.
Czułam na sobie wzrok strażnika, jednak to zignorowałam i szybko pokonałam schody. Następnie przeszłam małą odległość i znalazłam się przed tym pomieszczeniem. Sarissa wyglądała na skromną, a tutaj zdziwienie, ponieważ mieszkała na najbardziej szlacheckim piętrze. Zapukałam w drewniane drzwi, a później je delikatnie pchnęłam.
- Sarissa...? - zapytałam niepewnie.
Sarissa
Siedziałam w komnacie, wszędzie wokoło porozkładane były rośliny. Zaraz obok znajdowały się płaty czystej skóry, którą dostałam od miejscowego rzemieślnika. W zamian za to oddałam mu pęk potrzebnych mu ziół. Skórę smarowałam delikatnie żywicą i wklejałam na nią zioła, żeby później starać się gryzmolić pod roślinami obrazki mające na celu przypomnieć mi co i do czego służy. Nawet jeżeli mogłam korzystać z biblioteki, to wolałam mieć swoje własne przypomnienia i najlepiej zawsze przy sobie. W ten właśnie sposób w końcu leżały przede mną zapełnione stronice. Na jednych wyrysowałam czaszeczki z dodatkowymi obrazkami przedstawiającymi kałużę krwi lub wilczy łeb toczący piane z pyska, na innych znów wilki, które coś bolało i uśmiechnięte mordki do tego, żeby było wiadomo, że to lek. Przynajmniej ja tak to widziałam, bo talent miałam taki, że żaden i dla innych pewnie były tu zwyczajnie różnej wielkości plamy.
Odwróciłam się, bo drzwi do mojej komnaty ktoś otworzył. Nie było to łatwe, bo nieźle się zawaliłam milionem rzeczy i ciężko mi było z tego mojego bałaganu wyjść.
- Rue! - ucieszyłam się na widok białej wilczycy i podeszłam do niej ostrożnie, żeby nie wywrócić atramentu i nie narobić większego bałaganu. Zdecydowanie będę musiała tu posprzątać.
- Hej... Przeszkadzam ci? - spytała zerkając za mnie.
- Nie - rzuciłam z uśmiechem. - Już kończyłam. Tylko to nieco sprzątnę i będę do twojej dyspozycji, dobrze?
- Pomogę - zaoferowała ochoczo i już wkrótce wszystko miało względnie swoje miejsce. Zapiski schły przy oknie, farba i reszta skór wylądowały w kufrze, a zbędne rzeczy w kuble z odpadkami.
- Dziękuję za pomoc. - usiadłam wreszcie, oglądając dokładnie czy czegoś nie przeoczyłam.
- Nie ma za co, a teraz, skoro masz chwilkę czasu, może wybierzemy się na trening? Poćwiczymy zręczność? - spytała.
- Z chęcią! - wstałam gotowa do drogi. - Masz na myśli jakieś konkretne miejsce do treningu? Przyznam szczerze, że póki co kursuję tylko od biblioteki, do lasu i tutaj... - lekko się skrzywiłam, bo moja orientacja w zamku jeszcze kulała i zaczynałam wątpić, że kiedykolwiek będzie inaczej.
Rue
Od razu na myśl przyszło mi pole treningowe. Ponoć jest najlepsze, gdyż czuwasz pod czujnym okiem wojskowych. Tam też postanowiłam się wybrać razem z waderą.- Myślę, że pola treningowe będą w sam raz. Niestety trochę długo się tam podróżuje, aczkolwiek mi to za bardzo nie przeszkadza. - odparłam z delikatnym uśmiechem.
Czarna wilczyca kiwnęła głową na znak, iż się zgadza.
- Musimy się jakoś przygotować. Niby już znieśli zakaz polowania, lecz ja jednak wolę aby podróż nam sprawniej szła, bez postojów na zdobywanie mięsa. - dodałam.
- Wezmę ze sobą trochę pożywienia. Ty też jakieś przygotuj. Spotkajmy się przed zamkiem równo o porze, w której słońce znajduje się w najwyższym punkcie na niebie. - oznajmiłam wychodząc.
Rzuciłam jeszcze szybkie pa i pobiegłam do mojej komnaty. Podeszłam do torby, po czym ją na siebie założyłam. Coś jeszcze mi się przyda? Chyba nie. Nie mam w tej komnacie praktycznie nic. Jak wrócę z treningu to się tym zajmę. Powędrowałam do spiżarni. Możliwe, że jeszcze coś zostało z okresu niedostatku. Uf! Na szczęście nie myliłam się. Zgarnęłam parę płatów mięsa i udałam się przed kamienną budowlę. A może by tak jeszcze jakieś ziółka? Dobry pomysł. Domek zielarza był niedaleko, więc tam skierowałam kroki.
Dotarłszy do celu, weszłam do domku. Stary basior powitał mnie sympatycznie.
- W czym mogę służyć? - zapytał.
- Poproszę jakieś leczące zioła na rany czy coś. Wybieram się w podróż, a myślę, iż na wszelki wypadek się przydadzą. - odpowiedziałam.
Samiec wygrzebał z kufra białą fiolkę.
- To aloes. Używa się go zarówno na rany jak i bóle wewnętrzne. - wytłumaczył.
Kiwnęłam głową i pospiesznie wróciłam pod zamek. Czekała tam już moja czarna znajoma - Sarissa.
Sarissa
Bardzo cieszyłam się na możliwość spędzenia czasu z Rue. Wilczyca była przemiła. Zawsze uprzejma, skora do pomocy. Budziła moją bezsprzeczną sympatię i miałam nadzieję, że będzie tak już zawsze. Wizja samego treningu także bardzo mnie ekscytowała. Zastanawiałam się co będziemy robić. Jakie były te pola treningowe? Gdzie dokładnie się znajdowały? Nie za bardzo wiedziałam, ale miałam pewność, że w towarzystwie białej wilczycy wszystko będzie w porządku. W końcu razem wszystko wydaje się prostsze.
Spakowałam jedzenie, sporą ilość ziół, których zawsze miałam pod dostatkiem i mogłam ruszać.
Na umówionym miejscu byłam pierwsza. Nie przeszkadzało mi to wcale. Zawsze wolałam nieco poczekać i niemal nigdy nie zdarzało mi się spóźniać, szczególnie kiedy byłam czymś podekscytowana tak, jak choćby teraz.
- Witaj - rzuciłam z uśmiechem do Rue, kiedy ta zbliżyła się do mnie. - To... w którą stronę?
- Chodź - poprosiła i ruszyła przodem.
- Czasami mnie zadziwia jak mało rzeczy tu jeszcze widziałam... - odezwałam się, przerywając ciszę. - Nawet w zamku ciągle się gubię... Ledwo udaje mi się dotrzeć do biblioteki, albo uprosić kogoś, żeby wskazał mi drogę do wyjścia - zaśmiałam się nieco nerwowo, przerażona tym, jak wielką ciapą potrafię czasami być. Rue też się zaśmiała, widocznie rozbawiona, choć jej śmiech nie był pozbawiony życzliwości.
- Niezbyt długo mieszkasz w zamku, co? - spytała.
- Nie... I szczerze mówiąc nigdy bym nie pomyślała, że kiedykolwiek zamieszkam... - wadera spojrzała na mnie pytająco, więc kontynuowałam. - Spotkałam w lesie Red Rose... Pomogłam mu znaleźć kwiat miłości... Jakoś tak to się wszystko poukładało, że poprosił, żebym zamieszkała w zamku. Czasami wątpię, żeby było to miejsce dla mnie, ale jest tam naprawdę przyjemnie.
Szłyśmy dalej, wymieniając się spostrzeżeniami i opowiadając sobie nieco tego, co nas spotkało do tej pory. W końcu jednak przyszło nam się zatrzymać, bo naszym oczom ukazały się pola treningowe.
- Jakie to... wielkie - stwierdziłam oniemiała widząc konstrukcje, na których można było rozwijać rozmaite umiejętności. - To od czego zaczynamy?
Rue
Nie spodziewałam się, że tak szybko natrafimy na te pola treningowe. Myślałam, iż są parę dni drogi stąd. Chyba coś przekręciłam w wiadomości od znajomego, ale to nie ważne, każdy popełnia błędy. Grunt, że nie trzeba będzie tak długo iść. Chociaż... Przypomniałam sobie właśnie. Basior mówił o tym, iż tu i tu znajdują się miejsca treningu - to bliżej mniejsze, a to dalej większe. Wow! Jakież tamto centrum musiało być ogromne. Otrząsnęłam się, gdyż wadera zapytała od czego zaczynamy.- Myślę, że skupimy się na treningu zręczności; tak dla rozgrzewki. Co powiesz na armatki wodne? - odparłam.
Sarissa kiwnęła głową, przystając na moją propozycję. Podeszłyśmy do pierwszego strażnika z prośbą o nakierowanie nas na odpowiednie miejsce. Powiedział, iż to ten kwadrat zaznaczony na biało. Wytłumaczył również, że trzeba będzie unikać wody. Udałyśmy się tam, a trening rozpoczął się.
Sarissa
Szczerze mówiąc to jeszcze nigdy nie byłam w takim miejscu. Nie trenowałam w taki sposób i nieco obawiałam się, że nie dam sobie rady, szczególnie, kiedy pierwszy strumień wody wylądował centralnie na moim pysku. No ładnie, ładnie... Trening idzie mi świetnie!Przed kolejnym atakiem uskoczyłam... no prawie, bo część wody chlupnęła mi w łapę. Nawet się nie obejrzałam, a dostałam i w zadek. Tym razem naprawdę solidnie. W takich chwilach wilk się cieszy, że nie ma mrozów, bo w przeciwnym razie już zaczęłabym zamarzać na kość. Nie tylko z resztą ja, bo Rue była równie mokra co ja.
Akurat kiedy przystanęłam chwilkę, żeby jej się przyjrzeć i wilczyca na mnie spojrzała. No i wtedy znów zarobiłam tym razem w nos. Aż sobie kichnęłam i to na tyle porządnie, że łapy mi się rozjechały na mokrej powierzchni. Biała zaśmiała się głośno, widząc mój upadek i oszołomioną minę. Nie tylko z resztą ona, bo ja buchnęłam śmiechem.
- Weźmy się lepiej skupmy, bo nas tu utopią - skwitowałam w końcu, powstrzymując kolejną falę wesołości, kiedy to tym razem wodny bicz smagnął Rue.
Biała przytaknęła, ale widać było, że z tego treningu jest przede wszystkim mnóstwo zabawy.
Rue
Czas się zabrać do tego na poważnie! Bo w końcu trening to trening, tak? Niby śmiechy i chichoty, jednak nie można zapominać po co tu się przyszło. Szybko przeanalizowałam moją sytuację. Kulka z lewej! Pochyliłam się natychmiast. Udało się. Z uśmiechem na pysku oberwałam kolejnym strzałem. Nie mogę spoczywać na laurach. Szybko otrząsnęłam się i dokładnie rozglądałam. Prawa - góra! Przód - bok! Świetnie! Niespodziewanie kolejny pocisk już prawie miał dotknąć mojego pyska, lecz go zamroziłam.- Łoo... - jęknęłam z podziwem.
I co się stało? Znów oberwałam. Mam tego dość! W napadzie szału poczęłam skakać jak zwariowana. O dziwo udawało mi się sprawnie unikać kuli wodnych. Po jakimś czasie padłam zmęczona. W tym samym momencie krystaliczna ciecz przestała na nas napierać. Sarissa również była zmęczona. Odeszłyśmy na bok.
- Do-bry tre-ning. - powiedziałam zdyszana.
To doświadczenie było męczące, ale jednak czułam, że stałam się bardziej... zwinniejsza? Zręczniejsza? Coś pomiędzy.
Sarissa
Trening naprawdę dał mi w kość, ale kiedy wreszcie zebrałam się w sobie i starałam unikać wodnych pocisków jak należało, czułam wręcz jak moje mięśnie drżą, a płuca niemal płoną. Oszalały taniec w kroplach wody w dziwny sposób pozwolił mi się skupić. Wszystko wydało mi się na ułamek chwili łatwiejsze, zupełnie jakby moje ciało czegoś się nauczyło. Wytworzyło jakiś nawyk, który pozwalał mu reagować szybciej, sprawniej, łatwiej. Szmer z lewej, odskok... Świst z prawej i z góry, przypaść do ziemi. Nie myślałam... robiłam to, co podpowiadały mi same mięśnie.Kiedy wodne pociski przestały być ciskane w naszym kierunku byłam o krok od wyplucia własnych płuc. Mimo to poczłapałam do Rue i opadłam dopiero obok niej.
- Muszę... chwilkę... odpocząć - wysapałam i zamruczałam zadowolona, kiedy moje zmoczone futro owiał chłodniejszy wietrzyk pozwalający odgonić odrobinkę wewnętrznego, trawiącego mnie żaru zmęczenia.
Nie tylko ja zipałam z ledwością. Biała wilczyca wydawała się tak samo zmęczona jak zadowolona z tego, co udało jej się osiągnąć. To dobrze. Cieszyło mnie to.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz