Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

środa, 7 grudnia 2016

Ikelos - Przyjaciółka

Obudziłem się w swoim kamiennym domku i jeszcze chwilę leżałem na posłaniu rozmyślając o tym eliksirze. No cóż, zażyłem go i trochę energii mi przybyło, jednak po co to zrobiłem? Czy aby na pewno by tylko go przetestować, czy może chciałem osiągnąć coś więcej? Sam przed sobą boję się przyznać, że chciałbym żyć nieco dłużej, tylko po to, że mam jakieś nadzieje, na to by mnie zauważyła? Ona już nie ma wyboru, poddała mu się i nawet jeśli teraz by się rozmyśliła, to on wie, iż jest jego. Nic nie stoi mu na przeszkodzie, nawet zabijając ją byłby szczęśliwy, bowiem była tylko… jego.
Postanowiłem dzisiaj spędzić z nią czas, ostatnio było bardzo fajnie i chciałbym tego więcej. Zerwałem się na równe nogi i po drodze do zamku zebrałem kilka kwiatów wiśni.

Aria
Znajdowałam się właśnie w pracowni i kończyłam właśnie 'produkcję' eliksiru odmładzającego. Co jak co, ale nawet nieźle się przyjmuje wśród mieszkańców Arcanterry. Dzisiaj zrobiłam dziesięć. Postanowiłam skończyć na tym, więc ułożyłam flakoniki na półce i odetchnęłam z ulgą. Pomyślałam, że mogę wybrać się na spacer w ramach odpoczynku. Skocznym krokiem wyszłam z pracowni, a później przeszłam przez korytarze i opuściłam zamek. Powędrowałam wydeptaną ścieżką prowadzącą przez las. Zwolniłam tępo i zachwycałam się odradzającą się naturą. Tereny naszej krainy wyglądały już o wiele lepiej od katastrofy. Wiele roślin odrosło, chociaż nadal w wielu miejscach było widać ślady po ogniu. Niespodziewanie dostrzegłam znajomego mi szarego basiora; Ikelosa. Szedł tą samą ścieżką co ja, tyle że w przeciwną stronę. On również mnie zauważył. Podeszłam do niego uśmiechając się.
- Witaj, Ikelosie. - przywitałam go.

Ikelos
Po drodze do zamku rozmyślałem co by jej powiedzieć. Po ostatnim spotkaniu nabrałem nieco więcej odwagi, bowiem bardzo miło nam się pracowało i rozmawiało. Może powinienem w końcu to z siebie wyrzucić? Poczekam na ten odpowiedni moment i wtedy, tak byłoby najlepiej. Jednak czy to nie zepsuje jej planów odnośnie ślubu?
Spacerując pewną ścieżką natknąłem się na szarą waderę. Czy to przypadek? A może Arcanus tak chciał, by znajdowała się w tym samym miejscu co ja? Podszedłem do niej z uśmiechem i przywitałem się, tak się złożyło, że zrobiliśmy to w tym samym czasie. Obydwoje zaśmialiśmy się, po czym wyciągnąłem z torby kwiaty.
- Proszę, to dla ciebie. – podarowałem jej. Z tego co mi kiedyś mówiła to kwiaty wiśni to jej ulubione, chyba, że już zmieniła zdanie i upodobania. Tak czy siak, sama mi pewnie odpowie. Jeśli mam rację to podkreśli słowo „ulubione”, a jak nie, to tylko podziękuje.
- Jak się dziś czujesz? I jak tam przygotowania do wesela? To już niedługo, prawda? - zapytałem i o dziwo wcale mnie to nie przygnębiło. Miałem dzisiaj bardzo dobry humor. 

Aria
Ikelos podarował mi kwiaty. Ucieszyłam się, ponieważ bardzo lubiłam kwiaty wiśni. Pamiętam jeszcze nasz 'trening' żywiołu na plaży, obok tego drzewa. Ach... Co za piękne czasy. No może oprócz Red Rose, który mnie wtedy ciągle zamęczał.
- Dziękuję, bardzo lubię te kwiaty. - odparłam z radością.
Tak w zasadzie jeszcze nikt mi nie podarował takiego prezentu; nawet mój aktualny partner. Niby drobnostka, ale jednak potrafi ucieszyć wilka. Chwilę później basior zadał mi pytanie odnośnie ślubu. Na myśl o tym serce zabiło mi szybciej. Ten szary samiec to mój najlepszy przyjaciel... Może... Może mu powiem o moich zmartwieniach? Nie powinien powiedzieć tego swemu bratu, choć czy ja go aż tak dobrze znam? Nie wiem, zaryzykuję.
- Ech... - westchnęłam. - Muszę ci coś powiedzieć. Wydaje mi się, iż Red Rose tak naprawdę nie darzy mnie miłością. Zauważyłam, że ostatnio jest bardziej nerwowy i nie zwraca na mnie uwagi. Zamiast mówić ciepłych słów to drze się na mnie z byle jakiego powodu. Zauważyłam również jego spotkania z innymi waderami. Wydaje się być w tedy szczęśliwszy. Czy ja... - zacięłam się. - Czy ja powinnam od niego odejść? - dokończyłam trochę ciszej.

Ikelos
Ucieszyłem się strasznie, kiedy usłyszałem, że kwiaty jej się podobają. Nadal ma ten sam gust co dobrze o niej świadczy, a mówią, że wilki w zamku się zmieniają. Na pewno Red nie dał jej byle jakiej komnaty, a tą najwyższą i każdy traktuje ją z szacunkiem, bowiem wiadomo, że jest wybranką samego władcy.
Nagle wadera postanowiła mi się zwierzyć i byłem nieco zszokowany. Cóż, widocznie Red nie zmienił się tak bardzo jak wszyscy tego oczekiwali. Znudziła mu się ta, która go kocha, bowiem nie musi jej już zdobywać. Zdobył i myśli, że wszystko będzie w porządku. Rudy zawsze taki był i szczerze? Nie za bardzo chciałem wierzyć w te plotki, że król jest dobry, że się zmienił, że już się ustatkuje i miałem trochę racji. On się nie zmieni... Szkoda mi jedynie mojej przyjaciółki. Oddała mu serce, a w zamian dostaje coś takiego. Ja nigdy bym się tak nie zachował... i to nie tylko w stosunku do niej, ale do każdej innej.
- To zależy jak odpowiadasz na pytanie... - zaciąłem się przez chwilę, bowiem trudno mi było to powiedzieć. Nie chciałem usłyszeć tego słowa. - Czy go kochasz? - zapytałem, unikając kontaktu wzrokowego.

Aria
Ikelos zapytał się, czy go kocham. Moje serce zabiło szybciej. Moje obawy potwierdziły się. W tamtej jaskini... Był to moment załamania. Potrzebowałam kogoś, kto by się mną zaopiekował czy przytulił. Z początku nie kochałam go, jednak przez pierwsze dni naszego partnerstwa było mi dobrze. Myślałam, iż tak pozostanie, a tu co? Gdy już coś do niego zaczęłam czuć, to on po prostu mnie odrzucił jak śmiecia, a potem poszedł na 'zdobywanie' innych samic. No bo wiadomo, że basiory wolą te młode. Nagle coś dotarło do mnie. Przez ten cały czas byłam zakochana, lecz w kimś innym, a swym uczuciem obdarzałam Red Rose. Tym kimś był Ikelos. Jak ja mogłam tego nie zauważyć?! To przecież on jest bliższy memu sercu. Zawsze był dla mnie miły. Po za tym mamy praktycznie te same stanowiska. To o czymś świadczy. Popatrzyłam prosto w oczy szarego basiora. Wydawał się być lekko zestresowany. Powiedzieć mu? Chyba... Chyba nie zaszkodzi. A co, jeżeli to zepsuje naszą przyjaźń? Może lepiej nie mówić. Nienawidzę podejmowania tak ważnych decyzji. Dobra, zacznę na spokojnie. Wzięłam głęboki wdech.
- N-nie. - tylko to udało mi się wydusić.
Czemu byłam taka przestraszona? Musiałam wyglądać jak zając tuż przed obliczem śmierci. Spuściłam wzrok na ziemię. Biłam się z własnymi myślami.
- Ja... - zaczęłam. - Ja kocham... Kocham ciebie. - dokończyłam.
Gdy to powiedziałam ulżyło mi, choć nie do końca. Ikelos zapewne nie darzył mnie tym samym uczuciem. Jeżeli odpowie, że on mnie nie kocha, to szybko dodam, iż to miłość przyjacielska... Lecz czy taka jest prawda?

Ikelos
Wadera najwidoczniej o czymś myślała, a to nie dobrze, gdyby go kochała to bez zastanowienia odpowiedziałaby, że „Tak, kocham go”. Jednak ona… wahała się? W sumie to się nie dziwię, Red Rose sam jej nie kocha, a może po prostu nie potrafi tego okazać. Woli uciec niż rozwiązać problemy miłosne, no tak, po co? Jedna nie chce kochać, jedna krzyczy to dlaczego by nie poderwać innej? Jest władcą i sobie może, każda chciałby zostać cesarzową i może gdybym jednak ja był władcą to i Aria chciałby mnie zamiast jego?
Tak sobie myślałem, aż nagle dopadł mnie paraliż, a moje serce zaczęło walić jak dzwon. M-m-mnie? Co? Kocha? Nie? Tak? Pustka. Nie wiem co jej powiedzieć, a to przecież takie łatwe. Tak, ja ciebie też kocham. No, ale dobra, powiedz to na głos. No, dawaj…
- Tak. – odparłem jedynie, jak jakiś skończony idiota i już zamierzała odejść, kiedy wszystko puściło. Po prostu podbiegłem i przytuliłem ją do siebie, siadając na dwóch łapach i obejmując ją.
- Kocham Cię najbardziej na świecie. – wyszeptałem czule do ucha. 

Aria
Basior odpowiedział krótko. Czyli... Czyli mnie nie darzy tym samym uczuciem co ja jego? Wygłupiłam się. Gdy już miałam odejść, on mnie przytulił i powiedział tak bardzo wyczekiwane przeze mnie słowa - Kocham Cię najbardziej na świecie.
- Ja ciebie również. - odszepnęłam.
Zamknęłam oczy i wtuliłam się w jego futro. Mogłam trwać tak wiecznie. Nagle poczułam coś mokrego na futrze. Mała kropelka. Czy to jego łza? Czy może moja? Moje futro stawało się coraz bardziej wilgotne. Odsunęłam się delikatnie od Ikelosa, a następnie popatrzyłam w niebo. Deszcz. Z sekundy na sekundę nasilał się. Ciemne chmury gromadziły się nad nami. Czy to miał być znak? Ale... Czego? Zdrady? Nie. Przecież Red Rose również zdradzał mnie. Nawet nie wiem czy mnie kochał.
- Powinniśmy się gdzieś schronić. - stwierdziłam szybko.
Rozejrzałam się. Z pewnością wioska jest bliżej, więc tam mogłabym przeczekać ten deszcz razem z szarym basiorem. Nieboskłon zabłysnął. Zbliżała się burza - i to spora. Wstałam, po czym potrząsnęłam ciałem, aby pozbyć się zgromadzonej na nim wody.
- Myślę, że twój dom w wiosce to dobre rozwiązanie. - rzekłam po paru minutach.

Ikelos
Czułem się cudownie, kiedy tuliłem ją do siebie. Moje serce waliło jak oszalałe i było mi jak w niebie. Tak lekko, tak błogo, tak ciepło. Kocham ją, bardzo. Z tego wszystkiego uroniłem jedną łzę, potem drugą, jednak na szczęście zaczęło padać. Utworzyłem na szybko wietrzny parasol, który odbijał wodne kropelki, po czym królowa mego serca zaproponowała byśmy się gdzieś schronili. Przyznałem jej rację, chociaż nie jestem pewien co do domku w wiosce. Jest tam kilku strażników i by mogli coś powiedzieć cesarzowi. Czy on czasem nie będzie zły? Zdolny jest do wszystkiego i boję się, że jej coś zrobi.
- Wiesz... a co z Red Rose? Nie chcę żeby ci się coś stało. - oznajmiłem poważnym i smutnym tonem głosu.

Aria
Popatrzyłam z lekkim zdziwieniem na basiora. No tak... Red Rose. To był nasz największy problem. No bo co ja mu powiem? Podejdę do niego i "Wybacz, ale z nami już koniec"? Albo "Już cię nie kocham. To moja wina, nie twoja"? Obydwa tak samo badziewne. Eh... Nagle jednak wpadł mi do głowy pewien pomysł.
- Co sądzisz o Decorum? - zaproponowałam.
Wiedziałam, że zmieni to mój wygląd, tylko na jaki? Tego się najbardziej obawiałam. Mogłam stać się wilkiem o dosyć dziwnym umaszczeniu, ale przynajmniej Red Rose by mnie nie rozpoznał. Tylko to teraz się liczyło. Zastanawia mnie też fakt, kto by odziedziczył władzę. Niestety nie znam się na tym, więc mogę się tylko domyślać. Jak na razie nic nie wskazywało na to, abym miała z nim szczenięta... co jest dziwne. W każdym bądź razie teraz cieszę się z tego. Mogłabym je mieć z Ikelosem. Czekaj... Czy ja o tym właśnie pomyślałam? Chyba trochę za bardzo idę w przyszłość, ale miło by było wychowywać razem z nim potomstwo.
- Zmieniłoby to mój wygląd, więc Red Rose by mnie nie rozpoznał. Masz ten eliksir na stanie w pracowni? - dodałam po dłuższej chwili.

Ikelos
Po krótkiej chwili doszliśmy do mojego domku i weszliśmy do środka. Zastanawiałem się nad jej propozycją, więc nie odpowiedziałem od razu. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Jest piękna taka jaka jest, jednak ma rację. Red Rose to wzrokowiec i nawet jakby ją znalazł, taką odmienioną to kto wie czy by ją chciał. Nie wiadomo też jak eliksir podziała, bo co jeśli zmieni się i będzie jeszcze piękniejsza? Możliwe też, że on już się nią nie interesuje i nawet nie będzie jej szukał.
- Eliksir mam tutaj. - podniosłem wieko kufra i wyciągnąłem z niego, za pomocą telekinezy, eliksir.
- Jednak nie wiem czy to dobry pomysł. W końcu strażnicy mają kamienie skanujące. - wyjaśniłem moje obawy.
- Dla mnie zawsze będziesz piękna. - dodałem, patrząc w jej oczy i jednocześnie oznajmiając iż decyzja należy całkowicie do niej.

Aria
Ikelos położył eliksir na stole. Powiedział również, że dla niego zawsze będę piękna. Przez chwilę się zawahałam. Obawiałam się z lekka tego, co powiedział szary basior. Jednak po co strażnicy mieliby skanować przypadkowego wilka? No chyba, iż rozpoczęliby poszukiwania. W tedy tak czy tak bym została złapana. Nie mam dużego wyboru. Szybciej jednak zostałabym znaleziona w moim obecnym stanie, więc... Ryzykuję. A może nie? Nie wiem! To trudne. Odsunęłam łapą fiolkę z różową cieczą.
- Nie chcę. Wymyślimy coś. Jeżeli wsadzi mnie do lochu to ubłagam go o litość. - powiedziałam, odwracając głowę od samca.
Przymknęłam powieki. Czemu ja się zgodziłam na partnerstwo z cesarzem? Z tą... świnią, jak powiadają. Teraz dopiero przejrzałam na oczy. On chciał mnie wykorzystać. Nie czuł do mnie nic. Po prostu mnie krzywdził. A teraz będę miała przechlapane do końca życia. Moje potomstwo również. Pojedyncza łza spłynęła po moim pysku. Potrząsnęłam głową, aby jej się pozbyć. Nie przepadam za okazywaniem słabości w postaci płaczu przed kimś. Nagle wpadłam na pomysł. Pomysł dosyć brutalny, ale trzeba będzie go użyć w ostateczności.
- W razie czego naślemy na niego mordercę. Nie wiele życia mu już zostało. - rzekłam chłodno.
Wiedziałam, iż to okrutne. Miałam świadomość, że Ikelosa mogło to przerażać. Ale przecież on również krzywdził innych, w szczególności wadery. Nawet jeśli się to nie uda to sama go pokonam. Tak. Nie. Eh... Nie wiem, czy jestem na tyle silna, aby go osłabić na tyle, aby zmarł. Trening - to może pomóc. Postaram się z ukochanym ćwiczyć jak najwięcej.

Ikelos
Wadera wahała się i ostatecznie zdecydowała iż nie skorzysta z eliksiru. W sumie to dobrze, nie warto się ukrywać, jednak naprawdę martwię się o nią. Red jest jaki jest i nawet nasze błagania nic nie zmienią. Uweźmie się i nic go nie będzie interesować, po trupach do celu, taki on jest.
Kiedy ukochana odwróciła głowę, złamałem się, nie mogłem nic zrobić by ją ochronić. Nic... jestem taki, beznadziejny. nie powinna być ze mną, nic jej nie dam. Co ja mogę? Przytulić z nią i szczerze porozmawiać? To nie jest wystarczająco. Samiec powinien sprawić by jego jedyna poczuła się z nim bezpiecznie a tymczasem co? Sprawiam, że płacze, straszę ją. Może Red Rose ma rację? Nie nadaję się do niczego i powinienem być sam?
- Nie płacz, kochanie. - szepnąłem, cały czas rozmyślając o tym, co możemy zrobić w tej sytuacji. Nagle ona się lekko odsunęła i oznajmiła iż możemy nasłać na niego mordercę. Byłem w szoku... Red jest jaki jest, ale nikt nie zasługuje na śmierć. To mój brat... ja nie mogę, nie mogę go zabić nawet w takiej sytuacji. Nie interesuje mnie ile on ma życia, bo jesteśmy w tym samym wieku. Kto wie czy czasem ja nie umrę pierwszy? Nikt tego nie wie. Śmierć to nie rozwiązanie.
- To mój brat. - odwróciłem wzrok. - Ja nie mogę się zgodzić na coś takiego. - dodałem, roniąc łzę. Jednak szybko otrzepałem się, nie mogę sobie na to pozwolić. Muszę być facetem, takim na jakiego ona zasługuje! Jednak co ja mam robić? W napadzie paniki rozbiłem jedną fiolkę nie dokończonej mikstury, która uwolniła bardzo przyjemny zapach. Po chwili poczułem się bardzo dobrze, taki odprężony a te wszystkie problemy... zanikły gdzieś, za mgiełką, taką różową i fascynującą. Skierowałem wzrok na waderę, która miała wszystkie barwy tęczy na sobie.
- Jest-eeś taa-kaa kooo-looo-rofaaa. - uśmiechnąłem się i machnąłem łapką, po czym wybuchnąłem śmiechem.

Aria
Basior rozbił fiolkę. Od razu poczułam się tak jakoś... milej? Przyjemniej? Nie dało się nawet tego opisać. Błogi stan... Wszystko dookoła zaczęło mieć więcej barw. Świat wydawał się szczęśliwszy; totalnie bezproblemowy. Ikelos miał na sobie jakąś koronę. Koronę z mięsa! Skoczyłam na niego, lecz wyszło mi to pokracznie. Przeturlaliśmy się razem po pomieszczeniu. Śmiałam się.
- Móóóóój książeeeeeee... - wymamrotałam.
Nagle różowa mgiełka pokryła cały domek. Ale przyjemnie... Mogłabym zostać w takim stanie na zawsze. Traciłam powoli świadomość. Liznęłam samca po pysku parę razy. Pyszne! Później sturlałam się z niego na podłogę, po czym zaczęłam machać łapami.
- He... he... - śmiałam się.
Ikelos wstał i chwiejnym krokiem podszedł do mnie. Odwzajemnił mój gest i również wydał z siebie okrzyki radości. Chwilę później - ledwo - uniosłam się na nogi. Ikelos poszedł do mnie od tyłu, a następnie skoczył na plecy. A dalej? Domyśl się.

Ikelos
Nie wiem dlaczego, nie chciałem tego robić, nie w takim stanie, ale wszystko potoczyło się inaczej. Co ja w ogóle rozbiłem? Strasznie byłem nakręcony na moją ukochaną i chyba aż za bardzo. Zapach ten sprawił iż straciłem totalnie samokontrolę, robiłem to o czym myślałem, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Śmieszne jest to, że przypominało mi to zachowanie mego brata. Co jeśli on tak czuje się zawsze? To straszne.
Te kolory, dziwne stworzenia... jak one się tutaj znalazły? Spojrzałem w górę a tam było pełno motylków i bąbelków, przyglądałem się im chwilkę, po czym usłyszałem warknięcie wadery. No tak, przecież coś robimy. Złapałem zębami za jej kark i dokończyłem całą sprawę. Zmęczyłem się tym, zszedłem z niej i położyłem na podłodze, zamykając oczy. Przed zaśnięciem poczułem jej ciepłe ciało, wtuliła się we mnie.

Aria
Zasnęłam. Śniło mi się nic. Pustka. Czarna otchłań. Przeminęła szybko. Obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Właściwie to nie pamiętałam co się działo. Ikelos jeszcze spał. Budzić czy nie budzić go? Zostawię jego w spokoju. Niech odpocznie. Ziewnęłam leniwie i rozejrzałam się. Po pomieszczeniu unosił się przyjemny zapach, lecz nie był tak otępiający jak za pierwszym razem. Na drewnianym stoliku znajdowała się różowa ciecz. Wolałam nie zawierać z nią kontaktu fizycznego. Była mi nieznajoma. W każdym bądź razie szukałam czegoś na ból głowy. Podeszłam do kufra, a następnie przeleciałam wzrokiem po znajdujących się w nim rzeczach. Niestety były tam same fiolki oraz pojemniczki, do których nie chciało mi się zaglądać. Westchnęłam i po prostu wyszłam z kamiennego domku. Próbowałam sobie przypomnieć choć trochę z sytuacji, która nastąpiła parę godzin temu. Pamiętam tylko to, jak wyznaliśmy sobie miłość, później dotarliśmy do miejsca zamieszkania Ikelosa, a na koniec rozbicie dziwnego flakonika. To tyle. Przemierzałam las w blasku księżyca, ponieważ był już wieczór. Trochę się zejdzie na dotarcie do zamku. Na szczęście deszcz już minął.
Dotarłam o bardzo późnej porze do komnaty. Na szczęście nie obudziłam Red Rose. Ułożyłam się obok niego. Po uświadomieniu sobie paru rzeczy odpychała mnie bliskość akurat z nim. Ale co poradzić? Muszę wymyślić jakiś łagodny sposób na to, aby dać mu do zrozumienia, że nie chcę z nim być.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home