Wyruszyłem około południa i dotarłem na miejsce o zachodzie słońca, no może trochę przy jego końcu. U bram zostałem przywitany przez strażnika, który zaprowadził mnie do tymczasowych pomieszczeń dla podróżników. Mam nadzieję, że uczennica jest pojętną istotą i nie będę tu długo. A co jeśli Aria mnie z nią przyłapie? Co gorsze, jeśli mi nie uwierzy? Powie, że się puszczam, że ją zdradzam?! Eh, im krócej tym lepiej. Spakuję się jutro rano, wezmę to co potrzeba i jak najszybciej wyruszymy w podróż, byleby nie przesiadywać w tym miejscu. Przekazałem moje zamiary strażnikowi, by poinformował ucznia, że spotkanie będzie o wschodzie słońca, tuż przed murami fortecy.
Sarissa
Musiałam przyznać, że byłam nieco spięta i przez to zwyczajnie zamotana. Dziesięć razy sprawdzałam czy wszystko mam. Jedzenie, zioła, o których chciałam się więcej dowiedzieć, tak w pierwszej kolejności, no i oczywiście dziwny, błękitny porost, który mimo tego, że przeleżał w torbie ładne kilka dni, to wciąż był świeży i ciepły. Zaczął też wydzielać słodkawy zapach przypominający miód i coś jeszcze, co trudno mi było opisać. Mimo tego słodkiego zapachu owady trzymały się od niego z daleka, co sprawiło, że zaczęłam rozważać jego ewentualne toksyczne właściwości. Potrząsnęłam łbem, żeby przestać znów się and tym zastanawiać. W końcu mag, z którym miałam się uczyć wszystko mi opowie, prawda? Nauczy mnie co mogę zrobić z roślin! Będę mogła wreszcie pomóc Rue, zrobić specyfiki, którymi będzie mogła leczyć innych. Przydam się także innym! A od tego tylko kroczek, a nauczę się i uprawy roślin, może dostanę posadę zielarza i będę wreszcie mieć takie swoje stałe miejsce!
Obudziłam się jeszcze przed wschodem. Z zadowoleniem stwierdziłam, że po moich zadrapaniach nie pozostało nic, co sprawiałoby mi faktyczny ból, z dyskomfortem mogłam spokojnie dać sobie radę. Mój nowo rozbudzony entuzjazm spokojnie da sobie z tym radę.
Byłam naprawdę pełna radości! Co prawda wciąż niepokoiło mnie to, że mój przyszły nauczyciel mógł mnie nie polubić, że czegoś nie będę rozumieć, coś pomylę, sprawie mu kłopot... ale mimo to po prostu chciałam się uczyć i byłam pewna, że cokolwiek by się nie działo, jakoś go uproszę i ugłaskam.
Pod murami, na umówionym miejscu, byłam pierwsza i z uśmiechem przywitałam się ze strażnikiem, który jednak burknął coś tylko, najwidoczniej zmęczony nocną zmianą.
Nie czekałam długo, a zjawił się oczekiwany przeze mnie mag.
- Dzień dobry - przywitałam się i uśmiechnęłam lekko, po czym dodałam: - Jestem Sarissa.
Ikelos
Szedłem na miejsce spotkania zastanawiając się jak w ogóle rozpoznam tą waderę, przecież nic o niej nie wiedziałem. Strażnik nie powiedział mi jak ona wygląda, nawet nie wspomniał o tym jaki kolor futra posiada. Nieco zaniepokojony, miałem nadzieję, że ona mnie rozpozna i sama podejdzie, w końcu to jej kurs a w bibliotece mogła coś przeczytać na temat mieszkańców. Ja niestety na to czasu nie miałem.Byłem już na miejscu i od razu przywitała mnie młodziutka samica. Od razu przypomniała mi się Rue, która była jej odbiciem, takim w negatywie. Nie wydawała się nieśmiała, więc i tu mamy odwrotność.
- Miło mi cię poznać. - ukłoniłem się leciutko, nie przerywając przedstawiania się. Wspomniałem jej o tym jak mam na imię, jaki przydomek noszę oraz jakie stanowisko zajmuję. Zacząłem też wypytywać o cel naszego spotkania i tego czego dokładnie chciałby się nauczyć. Wynikało iż będzie to mój kolejny kurs zielarstwa, więc bez zbędnych pytań i rozmów przeszliśmy do rzeczy. Bardzo lubię spędzać czas z wilkami, które interesują się tym samym co ja. To są najlepsze tematy, więc było nam naprawdę miło, przynajmniej ja tak się czułem.
Po krótkiej wymianie zdań i dowiedzeniu się kilku podstawowych informacji, takich jak to zwykle bywa na początku znajomości, zaproponowałem spacer. Uznałem, że Dolina będzie ciekawym polem edukacyjnym, chociaż w Arcanie większość terenów była obfita, więc co bym nie wybrał, to coś by się znalazło.
- Mam nadzieję, że cię nie zanudzę przez ten czas, bo trochę nam zleci. - oznajmiłem z uśmiechem, spacerując u boku panny Cyprys.
Sarissa
- Zanudzisz? Nie, na pewno nie - stwierdziłam z entuzjazmem. Teraz czułam, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Ikelos okazał się nie tak straszny jak mogłaby sobie to wymyślić moja zbyt wybujała wyobraźnia, a naprawdę można mi wierzyć, że jeżeli chodziło o sytuacje stresowe, szczególnie w kontaktach z innymi, ta działała na najwyższych obrotach. Za dużo wtedy widziałam, myślałam, obawiałam się. Czasami słusznie, jak nie raz mi to pokazał los, jednak nad wyraz często bałam się tylko i wyłącznie swoich wymysłów. Tak było w przypadku Red Rose. W końcu okazał się naprawdę miły, przyjął mnie, dał mi wiele możliwości. Najgorsze, że nie miałam pojęcia jak mu się za to odwdzięczyć.
Podobnie bałam się na początku Ethena i Rue, a mimo to okazali się równie uprzejmi. Co prawda na wspomnienie Ethena robiło mi się ciepło, ale o tym sza... Za to jeżeli chodzi o Rue, to moje nadzieje na przyjaźń rosły z każdym dniem, co wprawiało mnie w dobry nastrój do tego stopnia, ze nieco mniej się wszystkiego bałam.
- Nauka o roślinach nigdy nie będzie dla mnie nudna - zapewniłam.
Droga do doliny nie była długa, ale strasznie się podczas tej przeprawy pilnowałam. Wciąż w głowie miałam obraz tamtego wilka, który postanowił mnie zaatakować. To, że nie byłam sama, a mój mentor wyglądał na kogoś naprawdę doświadczonego i silnego, dodawało mi sporo otuchy. Nie oznaczało to, że nic nie mogło nam grozić, ale zdecydowanie lepiej byłoby nam sobie radzić we dwójkę.
Już na miejscu odetchnęłam z ulgą.
Dolina była tak piękna i spokojna, jak ją zapamiętałam. Wszystko tu wręcz nakłaniało do złapania oddechu i ukojenia skołatanego serca. Nie sposób było nie przysiąść i nie wciągnąć do płuc haustu świeżego, pachnącego zielenią i ciepłą ziemią powietrza.
- Ja... mam nieco ziół, które bardzo mnie interesują. Kilka z nich znam z nazwy - zaczęłam, kiedy wygodnie usiedliśmy w cieniu sporej jodły. - To jest Krakawica - wskazałam na pierwszy z interesujących mnie okazów. Ziele miało szerokie, długie liście przypominające wyprostowane krucze skrzydło. Miało ciemną barwę. Czarną niemal u podstawy, jednak czerń ta zmieniała się w zieleń im bliżej końca liścia. Kwiaty były małe, śmierdziały okropnie zepsutą oliwą, a barwy były rażąco czerwonej. Wiedziałam tylko, że ziela często używali medycy, ale nie wiedziałam do czego. chciałam to wiedzieć.
Następny był Złoty Rozmaryn. Drobne listki, na czerwonawej łodydze lśniły w słońcu na złoto. Ziele wydzielało intensywny, przyjemny zapach, od którego ciężko było się oderwać. Złotawą barwę miał także bulwiasty korzeń, w którym mnóstwo było lepkiego soku. Dalej Śnieżna Stokrotka i Orle ziele.
Dwoma okazami, których nazw nie znałam był błękitny porost oraz znaleziony pod ziemią bulwiasty grzyb szarawej barwy. Jego kapelusz był gładki od góry i niemal całkowicie okrągły, jednak spodnie blaszki marszczyły się i falowały. Dziwne było to, że niemal wcale nie pachniał.
Ikelos
Szliśmy spokojnym krokiem, rozmawiając o roślinach, takich podstawowych jak stokrotka czy bławatek i moim skromnym zdaniem, ta wadera bardzo dużo wie. Widocznie babcia miała dla niej sporo czasu i w sumie dobrze, bowiem potrzeba nam doświadczonych wilków. Jej młody wiek był dla mnie podziwem, gdyż ja w tym wieku nie potrafiłem jeszcze nic, jedynie co to, jak się zachowywać będąc księciem. Nauki te jednak nie były zbyt interesujące, bo mój ojciec nie należał do najlepszych władców. Przypominał nieco Red Rose, z tym, że kochał naszą matkę i tylko ją. Ehh, rodzina cesarska... zakładam, że jak wrócę to już brat taką założy. Wcale nie żałuję tego, że mnie tam nie będzie. Nie chcę tam być. Samobójstwem byłoby to dla mnie, widząc i słuchając fałszywych słów w kierunku mej ukochanej, co gorsza... jej zgoda na to wszystko. A co jeśli odmówi? Zabije ją? Wtrąci do lochów? Nie, nie, nie... przestań o tym myśleć szary głupcze. Masz tu zadanie do wykonania. Doszliśmy na miejsce, a widok ten ukoił me serce. Zaraz po tym postanowiliśmy odpocząć pod cieniem jodły. Z torby wyciągnąłem kawałek suchego mięsa i wziąłem mały kęs. Wadera w tym czasie też czegoś szukała w torbie, po czym wyciągnęła z nich kilka roślin i zaczęła mówić. No cóż, zna się na tym, więc czego ja mam jej uczyć?
- Niektórzy mówią na nią Krukawica, ze względu na wygląd. Według mnie to podstawowa roślina medyczna, bowiem ma działanie przeciwbólowe. Dość silne. - podniosłem ziele za pomocą telekinezy, byśmy widzieli je w całej okazałości, po czym odłożyłem i wziąłem następne, pytając waderę czy zna nazwę. Sarissa bez problemu potrafiła to określić, a ja dokończyłem jej wypowiedź resztą informacji. Zleciało nam trochę na tym, aż w końcu doszliśmy do Mavranisa Błękitnego.
- A to znasz? - zapytałem podnosząc roślinę do góry, wadera odpowiedziała mi gestem przeczącym, więc ponownie patrząc na roślinę, zacząłem swą naukę. Dochodząc do miejsca występowania porostu, zacząłem się zastanawiać skąd ona go ma. Czyżby była na Anguntur?
- Mogę wiedzieć skąd go masz, bo wiesz... nie jest to łatwa roślina do zdobycia? - zapytałem, odkładając Mavranisa i czekając na odpowiedź.
Sarissa
Słuchałam uważnie każdego słowa basiora, starając się zapamiętać jak najwięcej z przedstawionych mi przez niego właściwości. Zadziwiające jak oczywiste stają się niektóre rzeczy, kiedy tylko poszerzysz odpowiednio swoją wiedzę. Teraz rozumiałam dlaczego Krukawica była tak ważna w medycynie. W końcu tam zawsze potrzebne były środki przeciwbólowe.W końcu doszłam do swojego błękitnego znaleziska. Mavranis Błękitny, wreszcie poznałam nazwę rośliny. Wtedy też padło pytanie odnośnie tego, skąd ową roślinę mam.
- Ja... Chciałam się jakoś przygotować do lekcji - oznajmiłam. - Znaleźć coś niezwykłego. Kiedyś mi mówiono, że najdziwniejsze rośliny można znaleźć w najmniej dostępnych miejscach. Dlatego wybrałam się do Anguntur. Weszłam niemal na szczyt i... wywęszyłam coś... Zerwałam kawałek i... może znalazłabym coś więcej, gdyby nie to, że chyba naruszyłam spokój jakiegoś stwora.
Jakoś głupio było mi o tym wszystkim mówić. Czułam się jak za każdym razem, kiedy wybierałam się gdzieś sama, nic nikomu nie mówiąc, a później musiałam tłumaczyć się ojcu lub starszym z klanu dlaczego tam byłam, co robiłam i dlaczego znowu wylądowałam u medyka.
- Nic wielkiego mi się nie stało - dodałam szybko, widząc jak mnie ogląda, jakby szukając niedawnych obrażeń, które mogłam lekkomyślnie zbagatelizować. - Tylko trochę pokaleczyłam łapy podczas ucieczki, ale maść pomogła, już jest dobrze. Gorzej było przy spotkaniu tego wilka w Glacies... Chciał mnie obrabować, zwiałam, ale nieco obiłam żebra... - dodałam z rozpędu i wzdrygnęłam się lekko na samo wspomnienie, jednocześnie kładąc uszy po sobie. Miałam niemiłe wrażenie, że za chwilę, jak za czasów mojego dzieciństwa, dostanę ochrzan za lekkomyślność i głupotę.
Ikelos
Słuchając wadery dziwiłem się ileż to ona miała przygód, a raczej nieszczęśliwych wypadków. Wynikało, że każdy chciał ją zabić, obrabować czy wykorzystać. Nie wnikałem jednak w to, bo możliwe, że nie chciałaby o tym rozmawiać. Skoro twierdzi, że to nic wielkiego, to zapewne ma rację. - To dobrze, że jesteś cała. - oznajmiłem z ciepłym uśmiechem, po czym wstałem i kiwnąłem głową na znak, by podążała za mną. Wybraliśmy się na spacer po okolicy, rozmawiając o roślinach tutaj rosnących. Pytałem czy zna ich nazwy, a ta jak tylko je znała, radośnie mi je mówiła, ja natomiast opowiadałem do czego może je wykorzystać. Bardzo miło spędziliśmy ze sobą cały dzień, czasem jednak coś się działo bardziej rozrywkowego niż zielarstwo. A to wiewiórki rzucające w nas kulkami ognia, gdy tylko podeszliśmy do drzewa, a to wpadnięcie w pokrzywy. Przy okazji pokazałem też trochę alchemii, może chciałaby zostać magiem? Ja mogę odejść na emeryturę i ofiarować jej mą pracownię, jeśli tylko będzie chciała o ile pozwoli mi siebie odwiedzać, a tymczasem oddałem jej złoty kamyk, na znak iż potwierdzam jej wiedzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz