A na miejsce szedłem długo, parę dni co najmniej, i mogę powiedzieć, że już później nocami, po tym jak pierwszy szok minął, wielką radość i ulgę, jaką dawniej nigdy nie czułem, zaczęło zajmować poczucie zranionej dumy. Tak, o dziwo ja nadal mam coś takiego jak duma, jak honor, a czułem, że został on splugawiony, kiedy zrobiono mi coś takiego, naruszono moją wolność, w dodatku za niewinność. Zacząłem się powoli zastanawiać, co z tym fantem zrobić. Zapomnieć? Nie, nie, nie da się. Uciec, ruszyć w dalszą podróż? Czy może się... zemścić? O tak, to jest to, czego bym potrzebował, rudy Red Rose, czy tam Arcantera, czy co, nie może pozostać bezkarny wobec takiej sytuacji. Ah, jak ja dużo podczas drogi na Solitudine o tym myślałem, szukałem dobrego rozwiązania!
Ale w końcu jednak doszedłem. Zameldowałem się tam na miejscu, oznajmiłem, że chcę na trening siły, jeden z wojskowych na tamtejszym posterunku powiedział, że dobra, dobra, że mam się udać na tor tam gdzieś w skałach, dodatkowo uprzedził, że ćwiczenia zawsze są w parach, ale tam dużo wilków się błąka i na pewno się z kimś dogadam. Super. Ruszyłem, a na miejscu ujrzałem... O bogowie, to ruda! To mój kojot, który mnie w lochach odwiedził! Tak, stała sobie tam sama, a ja pomyślałem, że niezwykle fajnie by było zamienić słówko, nie powiem, trochę się chyba jednak stęskniłem. Pewnym krokiem ruszyłem w jej kierunku, wyszczerzyłem kły w uśmiechu i przywitałem się słowami:
- Hej mała, powiedz, często tu bywasz?
Foxy
Przez ostatni tydzień szczeniakami zajął się inny nauczyciel, niech się trochę nauczą praw w Arcanterze, a ja tymczasem wybrałam się na trening. Postanowiłam, że w taki sposób spędzę mój wolny czas, a trochę mięśni nie zaszkodzi. Muszę wyglądać ponętnie, a skoro nie poluję, nie biegam i w ogóle nie zajmuję się normalnymi wilczymi sprawami, to wypadałoby zadbać o swoje zdrowie i wygląd. Mieszkanie w zamku rozleniwia strasznie, a jeszcze fakt iż mięso tak po prostu się bierze ze spiżarni to tym bardziej. Jesz ile chcesz, a nie tyle, ile sobie sam upolujesz. Obudziłam się w koszarach o świcie, bowiem wtedy oficer łazi po korytarzach i krzyczy "Pobudka!", więc no cóż... pospać się nie dało. Po śniadaniu i załatwieniu kilku formalności, znalazłam się na polach treningowych. Kapral przestawił wszystkie możliwości, jak zwykle, po czym wilki rozeszły się w poszukiwaniu par. Odwróciłam się, a tam co? On. Pan od łańcuchów i to jeszcze jaki zadowolony.
- O proszę, widzę, że wypuścili mojego kryminalistę. - odparłam filuternie.
- To jak? Na co masz dziś ochotę? - zapytałam dwuznacznie. Widać było, że wilczur pary nie ma, więc czemu by nie poćwiczyć razem? To oczywiście było znaczenie pierwsze, jednak znając pana ciemności mogłabym nazwać to znaczeniem numer dwa.
Ingrate
Na co miałbym ochotę? Myślę, że na wszystko, myślę, że z rudą mógłbym robić cokolwiek, mógłbym robić wszystko, a i tak bym się świetnie bawił! Na treningu też pewnie będzie miło, tylko tego, co wybrać? Wiem już z doświadczenia, że można chyba walkę jeden na jeden, ale czy z rudą tak wypada? Okej, dobra, z pewnością kuszące, ale zdecyduję się jednak poćwiczyć dzisiaj żywioł. Magia żywiołu jest dla mnie bardzo ważna, a kiedy wyobraziłem sobie takie wielkie tornado, wichurę, to już w ogóle byłem bliski ekstazy.- Chodźmy poćwiczyć żywioł! - powiedziałem energicznie i bardzo pewnie
Potem jeszcze powtórzyłem to przed jednym z wojskowych, a ten zaprowadził nas na naszą arenę - była przecudna, naprawdę, z ekscytacji uśmiech sam pchał mi się na usta i coraz trudniej mi było usiedzieć w miejscu Na szczęście już chyba nie musiałem. Stworzyłem chyba najmocniejszy podkręcony podmuch powietrza, na jaki mnie było stać i wycelowałem go w rudą.
Foxy
Skinęłam głową po czym razem z czarnym samcem udaliśmy się na miejsce i nim się zorientowałam, ten uderzył mnie kulą powietrza. Cudnie, mam nad nim przewagę! Żeby stłamsić moc wilka, od razu odparłam ognistym podmuchem, a ten w połączeniu z jego atakiem stworzył całkiem potężny wybuch. W rezultacie przewróciło nas oboje, jednak by nie tracić czasu szybko wstałam na nogi i schowałam się. Planowałam atak z zaskoczenia, jednak w przeciwieństwie do Ingrate nie posiadałam prawie bezszelestnego chodu. Usłyszy mnie, więc musiałam coś wymyślić. Rzuciłam kilka kulek samo palnych, tak by odwrócić jego uwagę, po czym skryłam się w innym miejscu, tak by mieć go na oku. Huk od ognistych kulek był całkiem spory, więc nie usłyszał moich kroków. Kiedy byłam gotowa, rzuciłam w niego ognistym ostrzem. Ingrate
Ogień!? Ogień?! OGIEEEŃ!!! O bogowie, co tu się dzieje, co to za chaos, czy to normalne, że leci na mnie nieziemski żar, że wystarczy, że trafi mnie jedna jej kulka, jeden taki szybki atak przepuszczę, to się od razu spalę, zginę w okropnym bólu, w męczarniach?! Kto w ogóle dał wilkom takie piekielne moce, czy Stwórca Świata może być taki nieodpowiedzialny!? Ja się chyba jeszcze nigdy z czymś takim nie spotkałem. Tam, gdzie się urodziłem, to wszyscy mieli jakieś powietrze, ewentualnie wodę, a tu takie cholerstwa?! Jak ja mam z tym walczyć, gdzie uciekać? O boże, właśnie na mnie leci! Ognisty pocisk, jeszcze gorzej, jakieś ogniste ostrze, a co ja mam robić?!
Otworzyłem pysk, jakbym miał krzyknąć i zacząłem machać szaleńczo łapą na lewo i prawo by wytworzyć na tyle szybki, na tyle potężny powiew powietrza, by rozgonił i dogasił zbliżający się ogień. A na wszelki wypadek to jeszcze zrobiłem taki szybki unik, padłem, przytuliłem się do ziemi. Nie wiem, która z tych metod podziałała, ale któraś musiała, bo po chwili jeszcze żyłem i miałem się dobrze...
Następnym moim ruchem było oczywiście szybkie ukrycie się za jakąś skałą, by uniknąć kolejnych ataków mojej rudej Bogini Zniszczenia, zwłaszcza, że straciłem w tej panice orientację, nie wiedziałem, skąd ten następny atak ma przyjść! I siedząc tak w ukryciu myślałem gorączkowo, co tu mogłem teraz zrobić, jak z tym walczyć? Zawsze, kiedy walczyłem, to był jeden, szybki, dokładny atak z zaskoczenia. To zawsze działało i mogłoby zadziałać teraz, tylko, że to ona, że ta wadera stosowała tą taktykę właśnie tu, właśnie teraz, właśnie na mnie. Odebrała mi... Co, jak to w ogóle nazwać?! I co teraz? Czy mam spróbować robić to samo? Kiedy ja już teraz jej nie widzę! Bogowie, szybko, co robić, co robić, jak nie mogę z zaskoczenia to jak... Bezpośrednio? Kurczę.
Taka taktyka wymaga użycia dużej siły, a ja chyba nie jestem w formie, ale czy pozostaje mi coś innego? Poza tym, to może być dobry test. Okej, jedziemy.
Z okrzykiem bojowym wyskoczyłem dzielnie z kryjówki, tak, żeby stać na widoku, rozejrzałem się szybko szaleńczym wzrokiem po arenie i uruchomiłem sobie powietrzną osłonkę. To znaczy tak, powietrze, wiatr jakby zaczął wirować wokół mnie, okrążał mnie całego. Każdy ognisty pocisk musiałby się najpierw przedrzeć przez niego, a byłem pewny, że wietrzyk dałby radę ugasić te mniejsze i normalne ataki, co zmusi w końcu waderę to tworzenia tych potężniejszych ognistych kulek, przez co z każdym atakiem będzie tracić coraz więcej siły. To znaczy ja też będę ją tracił, coraz trudniej mi będzie utrzymać osłonę, będzie musiała być coraz silniejsza i w końcu padnę ze zmęczenia, wiatr ustanie, ale to nieważne, miałem nadzieję, że to ruda zmęczy się pierwsza próbami przebicia tej mojej swoistej tarczy. Brzmi dziwnie? Nierealnie? Że przekombinowane? Trudno, ja mam bardzo silną wolę! Atakuj, kochana!
Foxy
Basior nie poddawał się, jednak widać było, że ogień go spłoszył lub rozum odebrał. Wybiegł z krzykiem na wolną przestrzeń i zamiast uderzyć, zaczął się bronić. Byłam przekonana, że zaraz zacznie miotać ostrzami w różne strony, że wpadnie w jakiś szał bitewny i jak oszalały zemści się na mnie, jednak nie? Woli stać i bronić się przed atakami, których nie ma? Nie rozumiałam co on planuje, a przecież jestem nauczycielem, prawda? To powinno być dla mnie oczywiste, a jednak nie jest... chyba powinnam zrobić sobie jakieś kursy psychologiczne - zaśmiałam się w myślach. Trudno, przecież nie będę tak stać i czekać aż książę łaskawie mnie zaatakuje. Rzuciłam w niego jedną kulką, potem drugą i nic. Ochrona była tak silna, że nawet iskierka nie przedarła się przez tą barierę. W sumie, a co jeśli by to zrobiła? Nie chciałabym, żeby mój czarnuszek zamienił się w popiół. Wystarczy jeden ognik, by powietrzna tarcza zamieniła się w ognistą, a wtedy on straciłby kontrolę i spłonął lub też zostałby bardzo poparzony. Hmmm...
- Skończ to! - warknęłam do niego, bowiem co to za zabawa, jak ten zamiast atakować, broni się. Co gorsze, on może tego nie usłyszeć, w końcu wiatr niesie głos, nieprawdaż?
Basior nadal stał, chroniąc się przed nie wiadomo czym, czy on w ogóle wie, iż go nie atakuje? Ryzyk fizyk, prawda? Rozpędziłam się, biegnąc w jego stronę i szykując ogniste rozproszenie, jak go uderzę, spowoduje wybuch, jednak mam nadzieję, że z rozbiegu uda mi się nas odepchnąć.
Obudziłam się w pobliskiej sali medycznej, mając obok siebie mojego kolegę. Totalnie nie pamiętam co się stało, jednak pielęgniarka patrząc na nas, pokiwała jedynie głową... prawdopodobnie z zażenowania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz