Zastygłem w bezruchu, obserwując jak te pocieszne kuleczki się bawią. Nagle jedno z nich zaczęło płakać, więc Aria podeszła, powiedziała coś, liznęła i utuliła, a szczenię po tej całej czułości wróciło szybko do zabawy. Wyjątkowo słodkie, a ona? Mama idealna, szkoda jedynie, że ja nie jestem tatą...
Poczułem, że coś szarpie mnie za ogon, odwróciłem się i zobaczyłem szarego szczeniaka, który nie przestawał. Tak jakby w ogóle się mnie nie bał, nie wstydził, nie zwracał na mnie uwagi. Gryzł, szarpał, ciągnął aż do momentu poruszenia ogonem z mojej strony. Puścił i upadł na tyłek, obawiałem się, że coś mu zrobiłem, więc szybko zacząłem z nim rozmawiać i pocieszać, byleby tylko nie płakał. Nagle do mych uszu doszedł znajomy głos, jej głos. Uniosłem pysk i spojrzałem w te piękne oczy.
- Przepraszam, ja nie chciałem. - powiedziałem, mając na myśli to co się przed chwilą stało. Spojrzałem jeszcze raz na szczenię, które dorwało się do mej torby.
Aria
Patrząc na niego, przypomniał mi się tamten dzień. Dzień, w którym mnie odwiedził. Spokojnie... Mieliśmy o tym zapomnieć, racja?- Urian! - krzyknęłam trochę zdenerwowana.
Ikelos przeprosił mnie za to.
- Nic nie szkodzi. Nie ty zawiniłeś. - rzekłam, spoglądając na syna. - Przeproś, natychmiast. - dodałam surowym tonem.
- Przepraszam... - skulił uszy młody wilk.
W tym samym momencie pozostałe szczenięta zleciały się do nas.
- A kto to? - jedna z samiczek zapytała.
- To wasz... - zacięłam się. - Wujek. Wujek Ikelos. - dokończyłam.
Lee podeszła do niego i ostrożnie obwąchała. Następnie zaczęła wesoło wokół niego biegać. Reszta rodzeństwa również to poczyniła.
- Pobawmy się! My chcemy bawić się z wujekiem Ikelos! - krzyczały rozradowane.
Zachichotałam cichutko. Te maluchy ciągle mnie rozbrajały.
Ikelos
Patrzyłem na szczenięta, oczarowany ich nadmiarem energii i słodkością jaką w sobie miały. Chciałem powiedzieć, że "Nic nie szkodzi", jednak to nie ja jestem ich ojcem, nie ja je wychowuję, więc nie wypadałoby się wtrącać. Skoro mama twierdzi, że ma przeprosić to musi to zrobić, prawda? Gdybym odparł, że to nic takiego, szczenię mogłoby zacząć się buntować. Nie chciałem im mieszać w głowie, więc nie odparłem nic, jedynie się uśmiechnąłem. Widząc resztę stadka, uśmiech nie schodził mi z pyska. Oh, jakie one są urocze! Słysząc słowo "wujek" zamarłem na chwilkę, po czym spojrzałem na ukochaną. Czy to nie jest dziwne? To co się ostatnio działo to pasmo pomyłek, po co to wszystko...
Ocknąłem się, słysząc piski szczeniaków i szczekanie. Czy ona ma tak codziennie? Nie ma czasu na myślenie, bo gdzie nie spojrzysz tam małe puszyste kuleczki, szczekające i gryzące wszystko co popadnie. Teraz rozumiem dlaczego zrezygnowała z posady maga, taka cesarzowa to ma inne rzeczy do roboty.
- W co chcecie się bawić? Może pokazać wam parę sztuczek? - tak się składa, że miałem w torbie parę pyłków i ziółek, które idealnie się nadawały do prostych zaklęć.
Szczenięta bez większego zastanowienia zaczęły krzyczeć, że chcą zobaczyć co tam mam i co potrafię, więc za pomogą telekinezy wyciągnąłem z torby potrzebne składniki i zacząłem od fajerwerków, potem pokazałem sztuczne zwierzątka, trochę iluzji i nim się obejrzałem, jeden ze strażników przypomniał mi o spotkaniu. Mam jedynie nadzieję, że to nie ostatni raz, kiedy mogę spędzić z nimi trochę czasu, bowiem pokochałem je jak swoje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz