Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

środa, 14 grudnia 2016

Sarissa - Pozostałości mojej wyprawy

Weszłam do zajmowanego przez medyka pomieszczenia z duszą na ramieniu.
- Witam... Nie chciałabym przeszkadzać, ale potrzebuję małej pomocy - powiedziałam, bo wilczyca wyglądała na zajętą. Przekładała właśnie coś na pułkach. Uprzejmie jednak odłożyła to, co robiła i zwróciła się do mnie. Przedstawiła mi się i przystąpiła do badania. Czułam jak naciska mnie w różne miejsca, powodując co i rusz jakieś ukłucie bólu. Dokładnie też obejrzała liczne zadrapania zdobiące moje ciało.
Miałam wrażenie, że cały ten proces trwał wieki i martwiłam się, nawet jeżeli wilczyca uspokajała mnie, że to nic poważnego.
- Długo to wszystko będzie się goić? - spytałam nieco żałośnie.
Lubiłam spacery i wątpliwym było, że usiedzę w miejscu mimo wszystkiego, co się stało niedawno, ale z takimi łapami, zasmarowanymi mazidłami i powiązanymi opatrunkami, mogłam co najwyżej potuptać wokół łóżka, a i to nie za wiele.

Rue
Przebywałam właśnie w sali medycznej, porządkując różne medykamenty. Byłam asystentką medyków. Z tego, co zauważyłam, to są bardzo wdzięczni za pomoc. Każdy miał zmianę co parę godzin. A ja? Ja praktycznie cały dzień przebywałam w tej komnacie. Aczkolwiek cieszył mnie ten fakt. Na reszcie miałam zajęcie, w którym się spełniam. Odkładając naczynia na ich miejsce, usłyszałam, jak ktoś wchodzi. Była to wadera, która potrzebowała pomocy. Hery aktualnie nie było, ponieważ wyszła do zielarza. Tak więc zostałam sama. Odeszłam od mojego dotychczasowego zajęcia i poleciłam czarnej samicy, aby położyła się na posłaniu.
- Mam na imię Rue. Jestem asystentką medyków. Pełnoprawnego wilka leczącego na razie nie ma, ponieważ wyszedł po zioła, więc ja się tobą zajmę. - powiedziałam.
Następnie poczęłam badać wilczycę. Na pierwszy rzut oka widać było, że długo wędrowała. Od razu dostrzegłam otarcia oraz lekkie rany na łapach. Zastosuję tutaj maść z aloesu. Czułam również, iż jej żebra były lekko potłuczone. Tutaj nie wiedziałam co począć. Na logikę - dam jej jakieś rośliny przeciwbólowe. Jak nie pomoże to przyjdzie jeszcze raz.
- Zaczekaj chwilę. - rzekłam.
Poszłam do składziku. Za pomocą telekinezy chwyciłam fiolkę z białą, gęstą cieczą. Rozejrzałam się nerwowo. Mak! W drewnianej miseczce rozgniotłam jego nasiona, po czym dodałam gorącej wody. Później wróciłam do wadery.
- Proszę, wypij to, a ja nasmaruję twoje łapy. - oznajmiłam.
Nałożyłam delikatnie maść na jej kończyny, po czym zaczęłam ją powoli rozsmarowywać.

Sarissa
Intensywny, ziołowy zapach maści, którą Rue nakładała na moje łapy, nieco mnie uspokoił i rozluźnił.
Zioła od zawsze dobrze mi się kojarzyły. Przypominały mi o rodzinnym klanie i o mojej babci, która zawsze nosiła w torbie pęki suszonych ziół. Była tam zawsze mięta, która łagodziła dolegliwości żołądkowe, rumianek i szałwia, z których naparem można było przemywać opuchnięte, pokaleczone miejsca lub, z których przyrządzało się zdrowotne maści po ówczesnym utarciu ich z sokiem z aloesu. Były też pokrzywy, jarzębina, która należało zbierać po pierwszych mrozach, a nawet naparstnica, która ponoć w małych ilościach dobrze działała na serce.
- Wszystko dobrze? - spytała wilczyca, kiedy łeb zaczął sam lecieć mi na bok.
- Tak, tak! - otrząsnęłam się, nieco za głośno mówiąc. Wszystko po to, żeby jednak się rozbudzić.
- Trochę mało spałam ostatnio. - uśmiechnęłam się przepraszająco za swoje zachowanie. nie powinnam tak odpływać.
Uniosłam napój, o którym przypomniała mi wadera i zbliżyłam go do ust. O ile maść była jak najbardziej przyjemna, tak z miksturą, którą mi podano sprawa miała się gorzej, bo jej smak nie należał do najprzyjemniejszych. Mimo to starałam się nawet nie skrzywić. Gorzej było z tym, że rozchodzący się po moim żołądku płyn przypomniał mi jak bardzo głodna jestem. Po pomieszczeniu rozeszło się więc gromkie burczenie.
- Przepraszam - jęknęłam zawstydzona.

Rue
Zdziwiona burknięciem, popatrzyłam na zawstydzoną waderę. Przeprosiła mnie za to. Lekko zachichotałam. Czarna wilczyca była dosyć uprzejma.
- Nic nie szkodzi. - powiedziałam, odrywając swoje łapy od kończyn samicy. - Skończone. Teraz musisz przez parę dni odpoczywać, aż okaleczenia zagoją się. - dodałam.
Czułam się dumna. Wydaje mi się, że niedługo zostanę medykiem, ale w jakiej dziedzinie? Ciągle ciągle i jeszcze raz ciągle dręczyło mnie to pytanie. Niedawno dowiedziałam się, iż można zostać wilkiem leczącym do spraw mocy. Tylko co on robi? Bada jak silny jest twój ogień? Dziwne. Najbardziej rozważam opcję zielarstwa lub alchemii. Są to proste dziedziny, które już troszkę poznałam. Z zamyślenia wyrwało mnie kolejne burknięcie. Chyba była głodna.
- Przyniosę ci coś do jedzenia. - rzekłam, po czym podreptałam do drzwi.
W mojej komnacie znajdowało się jeszcze trochę mięsa. Był koniec tygodnia; jutro dostajemy nową porcję, tak więc mogłam się tym podzielić. Moja komnata mieściła się blisko sali medycznej. W mig dotarłam tam, chwyciłam mięso, a następnie powróciłam do wadery. Położyłam obok niej kawałek zwierzęcia.

Sarissa
- Ale ja... nie mogę tego przyjąć - stwierdziłam zakłopotana. Wilczyca mi pomogła, opatrzyła moje rany, a teraz jeszcze dzieliła się ze mną swoim jedzeniem. Byłam wdzięczna, ale nie miałam nawet jak jej tego zrekompensować.
- Oj, nie przesadzaj. Gdybym nie miała czym, to bym się nie dzieliła. Jest inaczej, więc wcinaj - powiedziała z pełnym życzliwości uśmiechem.
- Naprawdę bardzo dziękuję - stwierdziłam i uległam głodowi.
Zaczęłam wcinać z zapałem, być może wręcz zbyt dużym, bo przyglądająca mi się wilczyca zachichotała pod nosem.
- Na zdrowie - dodała jeszcze i wróciła do układania flakonów na pułkach.
- Jeśli mi pozwolisz, to z chęcią ci pomogę - zaproponowałam i uniosłam telekinezą jeden z flakonów. - Chociaż tak będę mogła odrobinę się odwdzięczyć.

Rue
Skinęłam głową w geście podziękowania. Przynajmniej trochę pracy mniej. Niby tych fiolek jest mało, ale zawsze medycy je zostawiają dosłownie wszędzie. Dlatego je układam, by nie mieli kłopotu z ich odnalezieniem. Wkrótce trzeba będzie ich nauczyć odkładania ich na miejsce, ale na to jeszcze nadejdzie pora. Moją pracę poczęłam od ułożenia eliksirów na półce "Na żołądek". Znajdować się miały tutaj zioła oraz inne medykamenty służące do umorzenia bólu wewnętrznego. Dobrze, że fiolki były popisane. Dzięki temu każdy - nawet ktoś, kto zupełnie się na tym nie zna - wiedział, co gdzie powinno się znajdować. Spojrzałam ukradkiem na Sarissę. Wyglądała na sympatyczną, więc może umówić się na kolejne spotkanie?
- Tak sobie myślę... - zaczęłam, odwracając w jej stronę głowę. - Może zaplanujemy sobie jakieś spotkanie? Oczywiście nie narzucam się! Po prostu dobrze mi się spędza w twoim towarzystwie czas, nawet jeśli znamy się tak krótko... - dokończyłam.
- M-może jakiś trening? Nigdy nie robiłam czegoś takiego, a z opinii innych wiem, że jest dosyć ciekawym przeżyciem. - dodałam ciszej.

Sarissa
- Ja uczyłam się z babcią - stwierdziłam zadowolona. - Zdecydowanie to fajna sprawa. Chodziłyśmy razem po lesie, oglądałyśmy różne rośliny, uczyłam się ich nazw. Zawsze było w tym coś ciekawego, jakaś nasza mała przygoda. Dlatego sądzę, że to wspaniały pomysł!
Odstawiłam ostatnią z buteleczek z symbolem krwawiącej rany na odpowiednia półkę i było po sprawie. Wszystko wyglądało teraz schludnie i było uporządkowane. Miałam nadzieję, że medycy nie narobią szybko bałaganu i moja nowa znajoma nie będzie musiała robić tego zaraz znowu. praca nie była ciężka, to fakt, ale za to żmudna.
- Naprawdę się cieszę - odpowiedziała Rue, kiedy kierowałyśmy się do wyjścia.
Pozostawało nam się tylko umówić na wspólne zgłębianie wiedzy. Ja z miłą chęcią nauczyłabym się co nie co o medycynie. W końcu, kiedy już nauczę się wyrabiać ziołowe specyfiki chce też wiedzieć jak nimi pomóc innym.
W ten właśnie sposób okazało się, że moja wyprawa miała także pozytywne skutki. Poznałam naprawdę wspaniałą wilczycę, z którą miałam małą, aczkolwiek szczerą nadzieję, zawiązać przyjaźń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home