Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

piątek, 16 grudnia 2016

Ikelos - Szczenięta

Jak tylko wróciłem do wioski z podróży zastałem nie jedną, a dwie wiadomości. Red wziął ślub i został ojcem... tak, ojcem. Wszyscy się cieszą, że car doczekał się szczeniąt, a ja? Co ja mogłem zrobić? Cieszyć się razem z nimi? Nie. Zamknąłem się w moim domku i zacząłem płakać, mając przed oczami wymyślone zdarzenia i jej maluchy. Mogłem nie wracać, iść jeszcze dalej, poza granice. Nie jestem tu potrzebny, a ona? Kłamała? Została zmuszona? Co mam o tym myśleć? Spotkać się z nią czy uciec bez słowa?
Kiedy już emocje puściły, poczułem wielką ulgę, bowiem wszystko wyszło na wierzch. Spróbuję ją odwiedzić, w końcu jestem ich wujkiem, prawda? Nie mogę też iść bez prezentów, więc wziąłem z pracowni sześć medalionów niewidzialności i udałem się w kierunku zamku. Po drodze miałem dużo czasu na myślenie, mianowicie planowałem moją przemowę, pytania jakie jej zadam. Wyobrażałem sobie te sytuacje, to jak zareaguje na szczenięta, ciekawe czy jakieś są podobne do niej, jakie płci mają? Może nawet i imiona mi zdradzi. Ciekaw jestem i to bardzo, a rozmyślanie o małych puchatych kulkach poprawiła mi humor diametralnie! Tak, wszystko będzie dobrze tak jak to zaplanowałem.
Przeszedłem przez bramy zamku, spoglądając na ogromną kamienną budowę i zbliżając się do niej. Na dziedzińcu było wiele wilków, a kątem oka dostrzegłem brata... z jakąś waderą. Uśmiechnięty, czarujący i jednocześnie obrzydliwy, jak ona może dobierać się do innej?! Toż to jeszcze dziecko, ile ona mogła mieć? Dwa lata? Ehh... ale nie po to tu jestem, lepiej by mnie nie widział.
Zapytałem strażników czy mogą mnie zaprowadzić do cesarzowej, a znając moje pochodzenie, nie mogli mi zaprzeczyć. W końcu jeśli Redowi by coś się stało, to ja musiałbym go zastąpić. Mam jedynie nadzieję, że Aria nie planuje go otruć... rodzina to jednak rodzina, jaka by nie była. Doszedłem w zamierzone miejsce i zapukałem, a po chwili drzwi zostały otwarte. Na cudownym łożu zastałem ją, nie chciałem już kochać, jednak widząc jej oczy, moje serce zabiło szybciej. Starałem się być jak najbardziej odpowiedni, jednak nie wytrzymałem. Rozpłakałem się znowu... nie mogłem...

Aria
Do mojej komnaty wszedł Ikelos. Zamknął mosiężne drzwi, po czym spojrzał na mnie. Momentalnie rozpłakał się.
- I-Ikelos? - zapytałam niepewnie.
W tym momencie jedno ze szczeniąt obudziło się. Zaczęło piszczeć. Popatrzyłam na nie. To moja córka, Lee. Polizałam ją delikatnie po głowie. Uspokoiła się, jednak powędrowała po czerwonym materiale aż pod mój pysk. Złapałam ją za kark i przysunęłam bardziej do piersi. Samiczka wtuliła się w futro i zasnęła. Młode wyglądały na prawdę uroczo. Sama rozkosz! Moje rozmyślania na temat słodyczy dzieci przerwało łkanie szarego basiora. Popatrzyłam na niego ze współczuciem, choć za bardzo nie wiedziałam o co mu chodzi. Gdybym mogła, to teraz podeszłabym do niego oraz przytuliła, aczkolwiek nie mogę obudzić szczeniąt. Czułam się źle, bo to pewnie przeze mnie teraz cierpiał. Nie musiałam mu wyznawać miłości. Możliwe, że wtedy by przestał czuć do mnie to głębokie uczucie. Wtedy by pokochał inną waderę, która by z nim zamieszkała i wiodła szczęśliwe życie. Oh... Nie raz śniło mi się mieszkanie w wiosce z bratem cesarza. Byliśmy parą i mieliśmy trójkę szczeniąt - Flasha, River oraz Blossom. Dwie samiczki i jeden syn. To byłoby piękne, lecz rzeczywistość jest bardziej okrutna niż można sobie wyobrazić.

Ikelos
Nie wiem dlaczego, ale poczułem się okropnie, jakby wbiła mi ostry sopel lodu w plecy. Czemu nie mówiła nic o ciąży? Czyżby chciała tylko się odprężyć ze mną? Chwila słabości i brak uczucia ze strony Red ją do tego zmusiły, a może rzeczywiście coś czuła do mnie? Jeśli tak to dlaczego brała ślub? Nie wierzę, że mój brat jest takim tyranem, by zmusić ją do czegoś takiego, jednak nie wyglądała na niezadowoloną.
Podszedłem, starając się opanować, po czym spojrzałem na szczenięta. Spały, a ja pewnie je obudziłem, przeszkodziłem w czymś? Nie patrzyłem na nią, nie chciałem... rzekłem jedynie, że przyniosłem prezenty i odstawiłem skórzany woreczek z medalionami. Były śliczne, wszystkie szare, aż nie chciało się wierzyć, że to są szczenięta Red Rose. Tyle możliwości i żadne nie jest rude? Zresztą, to dobrze... ona jest dobra i lepiej by były takie jak matka, niżeli małe potwory po bracie.
- Śliczne są. - oznajmiłem, cały czas patrząc na dzieciaki. Zapatrzyłem się, a mój umysł zapełniło dużo myśli o tym, jakie będą i czy poznają wujka. Czy ona w ogóle będzie chciała do mnie przychodzić? A może car jest zakaże?
- Pójdę już. - ocknąłem się i odwróciłem wzrok w kierunku drzwi, rzucając oschłe słowa. Kocham ją strasznie, ale myśl, że ma innego, wyobrażenia, że robią to co noc, że się przytulają... napełniają mnie nienawiścią i rozpaczą. A te maluchy? Nie są niczemu winne, ale czy nie będę dla nich złym wujkiem? Może słusznie wadera wybierze opcję, w której mnie nie ma.

Aria
Ikelos nawet na mnie nie popatrzył. Odłożył worek z tajemniczą zawartością. Następnie zaczął wpatrywać się w szczenięta. W jego oczach widziałam cierpienie. Basior odwrócił się i pożegnał oschle. To do niego nie pasowało. Ale... Ale czy mam mu coś teraz powiedzieć? Nie wyglądał na skorego do rozmowy; był wręcz zawiedziony. Sprawiłam mu tylko cierpienie. Tylko C I E R P I E N I E. Nic więcej. NIC! Z moich oczu popłynęła jedna łza, druga, trzecia. Czułam się bardzo źle.
- J-ja nie chciałam tego... - mówiłam, jąkając się. - S-sama wybrałam sobie taki los. Wybacz mi. Wybacz! - powiedziałam donośnym tonem, ale na tyle cicho, aby strażnicy tego nie usłyszeli.
Wiedziałam, że stoją za drzwiami. Wiedziałam również teraz to, iż jestem egoistką. Nie myślałam o konsekwencjach związanych ze znajomością z nim. Zakryłam pysk łapami, łkając tak jak wcześniej Ikelos. Dopiero teraz dostrzegłam swoją nieporadność. Czemu nie postawiłam się cesarzowi przed ślubem? Może byłaby jeszcze jakaś szansa na uratowanie mojego życ... Znowu! Znowu tylko mojego życia! Zaczęłam jeszcze bardziej płakać.

Ikelos
Słysząc jej płacz, miałem ochotę wszystko rzucić i przepraszać ją za to. Nie chciałem tego, nie chciałem by była smutna, jednak nie jestem na tyle silny by jej ofiarować prawdziwego samca. Red do niej pasuje, on taki jest. Jednak boli mnie to, że ją zdradza i wcale się z tym nie kryje. To takie śmieszne, że kochają go za wszystko, za to, że ma już cesarzową i szczeniaki, nie widząc zła jakie w sobie kryje. Tłumacząc jego zachowanie prostym „To władca, jak żona mu nie daje to musi odreagować”. Na tym miłość nie polega i jestem pewien, że on nawet nie wie co to takiego znaczy „kochać”. Ja kocham i co mam? Cierpienie. Często uczucie to piękne, niesie za sobą coś takiego. Nie przygotowałem się na to, myśli i wyobrażenia nie odzwierciedlają zachowania. Czy ja rzeczywiście byłem tak głupi, by sądzić iż dam radę? Przystanąłem na chwilę, zanim otworzyłem drzwi. Co mam powiedzieć? Co mam zrobić? Niech lepiej zapomni, ma to czego chciała, a ja zjawianiem się tutaj wszystko psuję.
- Lepiej będzie jak o tym zapomnimy. – powiedziałem, zaciskając oczy i zęby. Trudno mi było.

Aria
Zapomnieć? Poczułam się w tym momencie tak, jakby ktoś porzucił mnie na pustkowiu. Bez wody, bez pożywienia, bez towarzyszy. Mój najlepszy przyjaciel właśnie opuścił mnie. Zostałam sama, bez żadnego wsparcia. Nikt nigdy mnie tak nie słuchał jak Ikelos. A teraz? Teraz czuję wielką pustkę w sercu. Nie mogę na nikogo liczyć. Dzieci? Młode to i nic raczej nie zrozumie. Postaram się im zapewnić dobrą przyszłość. Nie chcę, aby cierpiały tak samo jak ja. Nie chcę, aby zadawały innym krzywdę tak samo jak ja. Nie chcę, aby popełniały tak duże błędy jak ja. Chcę, aby żyły normalnie. Niestety starość daje się we znaki. Nie zabawię jeszcze długo na tym świecie, lecz postaram się zapewnić jak najlepszą opiekę memu potomstwu. Zobaczyłam, iż Urian obudził się. Wgramolił się pomiędzy moje łapy i zaczął lizać je. Odwzajemniłam gest. Może jednak mam kogoś, komu mogę się zwierzyć? Wychowam Rosemary, Dianę, Evangeline, Lee, Uriana oraz Zeconi'ego tak, że na pewno coś osiągną w przyszłości i zostaną szanowanymi obywatelami Arcanterry. Moich synów w szczególności, ponieważ jeden z nich niegdyś zasiądzie na tronie. Dopilnuję tego, aby ich przyszłe partnerki nie zawiodły się na nich tak samo jak ja na Red Rose.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home