Po walce z czarnym samcem spędziłam dość dużo czasu w sali medycznej na Solitudine, zresztą on też. Miałam bardzo dużo czasu na poznawanie innych pacjentów, bowiem co chwila jakiś basior mnie zagadywał. Kto by pomyślał, że jest tu tak sporo przystojniaków i w dodatku wojskowi, uuu. Przypomniały mi się czasy plemiennego życia, chociaż zaraz po tych dobrych chwilach nęka mnie mój synek. Ciekawe co tam u niego, hmm?
- Kolejna porcja leków. - oznajmiła medyczka i postawiła mi miskę z wodą obok posłania. Skinęłam jedynie głową na znak, że dziękuję, po czym przyjrzałam się specyfikom. Sporo tego... i w dodatku nie wszystkie są dobre. Westchnęłam i zabrałam się za łykanie.
Kątem oka zauważyłam, że czarny basior się przebudził, a raczej został obudzony, bo pora na zmianę opatrunków i leki. Mnie także odwiedziła jakaś praktykantka w celu zmiany bandaży. Kiedy było już po wszystkim, postanowiłam wstać z posłania i poczłapać się na stołówkę. Zostanę tu jeszcze trochę, a potem dam sobie radę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz