- Dzień dobry, mogę wejść? - krzyknęłam.
Yuki
Wróciłem z porannego polowania, na którym upolowałem dużego zająca. Po zjedzeniu go, od razu zająłem się wymienianiem nowej wody do kwiatów. Nagle ktoś za drzwiami zawołał przez co na chwilę straciłem kontrolę nad telekinezą i upuściłem wazon z różą. Wazon się rozbił, ale w samą porę złapałem kwiat, który umieściłem szybko w naczyniu kwiatu obok. Otworzyłem drzwi a moim oczom ukazała się szara wadera.- Tak. Proszę wejdź. - odpowiedziałem, a po chwili mój gość wszedł do środka.
- Tylko uważaj na łapy. Niechcący upuściłem wazon, który się pobił. - oznajmiłem po chwili.
- Proszę usiądź. - zaproponowałem, wskazując na trochę starą, brązową sofę, która stała pod półkami. Znajdowały się na nich jakieś małe pierdoły i kamienie.
Wadera usiadła, a ja wziąłem miotłę i posprzątałem potłuczony wazon.
- Co cię tu sprowadza? - zapytałem.
Issar
Zdziwiłam się mocno, kiedy weszłam do środka. Basior miał bardzo schludny i elegancki, ładnie urządzony domek. Widać było, że włożył w niego dużo pracy. W dodatku sprzątał po sobie miotłą i miał na półkach tyle pięknych róż... Łał... Ich zapach, który poniósł się po całym domku, był wprost nieziemski. A sam basior wydał mi się taki dziwne spokojny, miły i zorganizowany. Zrobiło to na mnie naprawdę wielkie wrażenie, ponieważ ja, szczerze mówiąc, byłam totalnym, chaotycznym przeciwieństwem wilka. Ale dobra, skorzystałam szybko z zaproszenia basiora, usiadłam na wygodnej sofie i na chwilę odpłynęłam, ponownie zatapiając się w bajeczny zapach kwiatów. Nagle do moich uszu dotarło pytanie, które gwałtownie przywróciło mnie do rzeczywistości, przez co chwilę zajęło mi zebranie wszystkiego, co chciałam powiedzieć razem
- J-jestem Issar The Swan. - uśmiechnęłam się przyjacielsko.
- Mieszkam w zamku. Słyszałam, że jesteś nowy, dlatego koniecznie chciałam cię poznać. Chyba ci nie przeszkadzam, prawda? - wyjaśniłam.
Yuki
Szkło zamiotłem do śmietnika, a miotłę odstawiłem na miejsce. Sięgnąłem po naczynie i nalałem do niego wody, po czym swoją mocą powoli zacząłem ją gotować. Z kufra wyciągnąłem dwie miski, jedną dla mnie, drugą dla wadery i włożyłem do nich zioła otrzymane od tutejszego zielarza. Były dokładnie owinięte nitką, więc bez problemu je potem wyciągnę. Z tego co mówił, działają odprężająco.- Ja jestem Yuki. Yuki Łagodny. Znam tu mało wilków więc przydałby się jakiś nowy przyjaciel. - przedstawiłem się w tym samym czasie, kiedy przygotowywałem nam napój, a kiedy ten był już gotowy, sięgnąłem po flakonik i nalałem do niego świeżej wody. Potem wstawiłem tam różę, która straciła swój wazon.
- Będę musiał iść po kilka nowych wazonów. - mamrotałem pod nosem.
Kiedy zioła się zaparzyły, wyciągnąłem je z miski i odłożyłem na stolik wykonany z pnia drzewa. Następnie podałem miskę z wywarem waderze i dalej zacząłem zmieniać wodę kwiatom.
Issar
Boże, on mnie coraz bardziej oczarowuje, ziółka parzy wrzątkiem i jakieś wywary robi, tak bez okazji, o, do pogawędki, jak nikt z całej Arcanterry. To takie, hmm, dosyć eleganckie i miłe. Od razu upiłam odrobinę, nie zważając na to, że był jeszcze gorący, naprawdę chciałam się przekonać, czy taki napój rzeczywiście może być dobry - ziółka kojarzyły mi się tylko z lekarzem, łee... Co prawda wywar był jeszcze gorący, trochę sparzyłam sobie język, ale i tak uznałam, że smaczny. Ponownie uśmiechnęłam się szeroko - Yuki jest fantastyczny!- Tam, skąd pochodzisz, macie takie ładne zwyczaje? - powiedziałam niby bez namysłu, ale taki temat po chwili wydał mi się całkiem interesujący, toteż dodałam jeszcze z entuzjazmem: - A właśnie, opowiesz mi, skąd do nas przybywasz? Wiesz, ja bardzo kocham podróże i długie spacery, całkiem interesuje mnie świat.
Yuki
Ojejku, co ja mógłbym powiedzieć, żeby nie zanudzić przypadkiem mojego całkiem sympatycznego gościa. No bo czy ta kraina była w jakiś sposób inna, wyjątkowa, bardziej ciekawa czy magiczna... Nie uważałem, ale skoro Issar chce coś usłyszeć.- Mieszkałem dosyć daleko stąd. To była mała kraina, mniejsza od Arcanterry. Pełna była rzek, jezior, gorących źródeł... Tak. Mieliśmy zamek i wioskę, tak jak wy. Ja się urodziłem na zamku. Zamyśliłem się na chwilę, biorąc jednocześnie łyk napoju.
- A co cię tutaj skierowało? - usłyszałem zaraz kolejne pytanie, najwidoczniej wadera była bardzo ciekawska.
- Wojna. - rzuciłem krótko. - Wojna. Wiesz... czasem nie mogę zrozumieć, dlaczego stchórzyłem i uciekłem. Ciężko sobie coś takiego wybaczyć, a tutaj czuję się dosyć samotnie.
Szara wadera wyglądała na trochę zszokowaną. Chyba nie chciała już bardziej drążyć, jak widać, bolesnego tematu.
- A skoro ja wiem już o tobie tak niewiele, to teraz ty musisz coś o sobie opowiedzieć. - uśmiechnąłem się jednak lekko, biorąc kolejny łyk ziółek z wodą.
Issar
Zaraz, co on powiedział? Że skąd jest? Że rzeki, rzeki, jeziora... Woda. Woda! A biorąc pod uwagę jeszcze jego wygląd wszystko się staje oczywiste! Natychmiast zapomniałam o pytaniu, jakie mi zadał, skupiłam się tylko na jednym.- Woda! - wykrzyknęłam, energicznie podnosząc się z siedzenia. - Woda!
A Yuki w przeciwieństwie do mnie skulił się na swoim miejscu, widocznie dość przestraszony moim nagłym wybuchem, zdawał się nie bardzo rozumieć, o co mi chodzi, ja jednak nie straciłam entuzjazmu.
- Jesteś wilkiem wody! To genialnie, jak dawno ja nie widziałam nikogo z żywiołem takim jak mój! Musisz mnie zabrać na trening, musisz mi koniecznie coś pokazać, nauczyć wszystkich sztuczek! Oh, jak wspaniale, nareszcie jakiś wilk wody, będę miała z kim trenować! - wykrzyknęłam radośnie wszystko, co leżało mi na sercu tak od razu, bez ogródek.
- To jak, to jak, zgadzasz się? - ponownie usiadłam, by więcej go nie straszyć, nie mogłam jednak powstrzymać się od energicznego machania ogonem.
Yuki
Ona jest dziwna. Ona jest straszna. Czy to nie jest jakieś zaburzenie, że jest tak nadmiernie aktywna? Siedząc tak na przeciw tej roześnianej, energicznej wadery poczułem się nagle taki przytłoczony, taki mały, więc trochę i bezwiednie wyszeptałem:- Dobrze
Wadera wydała z siebie jakiś cichszy okrzyk radości, a potem zadała pytanie, którego się spodziewałem, mianowicie, czy wyruszamy już teraz, tak od ręki. Ah, takiego czegoś się można było po niej spodziewać.
- Dobrze. - powtórzyłem, odwracając wzrok. - Widziałem, że jakieś półtora godziny drogi stąd znajduje się ładna plaża. Nad morzem dobrze nam się będzie ćwiczyć, prawda?
Issar the Swan kiwnęła głową na znak zgody, po czym zeskoczyła z siedzenia i szybkim krokiem udała się na zewnątrz. A ja za nią, choć z dużo mniejszą chęcią...
Issar
Byłam bardzo szczęśliwa, że Yuki zgodził się na wycieczkę. Wyszliśmy więc z jego domku i poszliśmy w kierunku, który wskazał mój sympatyczny kolega. Czy dwie godziny drogi były długie? Nie, nie były wcale, nawet nie zauważyłam, kiedy minęły, nawet nie poczułam nudy czy zjawiska niezręcznej ciszy.Kiedy doszliśmy na miejsce, ożywcza morska bryza, błękitny kolor wody i śpiew mew od razu mnie rozbudziły, dodały sił, zniwelowały całkowicie ból kończyn, jaki mimo wszystko odczuwałam po skończeniu wędrówki. Uśmiechnęłam się najpierw sama do siebie, potem do białego basiora.
- No, pokazuj co tam potrafisz! - krzyknęłam.
Yuki
Kiwnąłem głową, wyrażając coś w stylu "Czemu nie?'', po czym zbliżyłem się do morza. Ona chce zobaczyć coś spektakularnego, coś ładnego, więc na szczęście nie będzie się czepiać niezbyt wielkiego zasięgu mojej mocy... Tak, trzeba poćwiczyć żywioł... Na początek sprawiłem, że woda zadrżała, zaczęła szybko falować i drżeć, jak przy wrzeniu. Potem wystrzeliła do góry, a opadała na dół w postaci grubych i dobrze widocznych kropel. Jak deszcz, tylko dużo wolniej, bo kropelki opadały z gracją, a blask słońca otulił je tęczą. Issar wyglądała na zachwyconą. Co mogę zrobić dalej? Może standardowy wodny atak, takie jakby błękitne tornado? Każdy to przecież potrafi. A więc gruba tafla wody oddzieliła się od morza i zaczęła krążyć wokół nas, układając się właśnie w takie tornado. Oddzieliła nas od całego świata, a dało to takie ożywcze uczucie, zimne krople zmoczyły nas całkowicie. Niestety nie mogłam utrzymać nas w tym wodnym objęciu, bo poczułem, że zaczynam słabnąć i powoli tracić kontrolę nad całą magią. Woda opadła na piach. Dyszałem ciężko, ale uśmiechnąłem się do wadery, a ona na szczęście to odwzajemniła. Podobało jej się.- Więcej zobaczysz na naszym wspólnym wodnych treningu. Zaproszę cię kiedyś na Solitudine. - tak, to bardzo dobry pomysł
Na razie trzeba będzie namówić wesołą waderę na powrót do Wioski... Życzcie mi powodzenia, to nie będzie łatwe!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz