Stanąłem przy drzwiach i otworzyłem je, jednak nikogo w środku nie było. Dziwne? Bardzo możliwe, myślałem, że ona tu przesiaduje całe dnie. Hmm, może poszła po zioła do zielarzy czy coś? Nie wiem, spytam lepiej strażników i zaraz mi prześlą informacje o tym, gdzie ona się znajduje. Wyszedłem z pracowni i podszedłem do pierwszego lepszego strażnika z pytaniem. Wilk uruchomił swój kamień skanujący i wieść rozeszła się po całej okolicy. Idealnie.
- Przekażcie jej, że czekam w bibliotece. - oznajmiłem i udałem się do pomieszczenia wiedzy. Tak, przeważnie tam nie chodzę, bo nie mam takiej potrzeby, ale komnaty balowej ona zobaczyć nie może, dopiero po ślubie.
Aria
Obudził mnie nagły ból brzucha. Coraz częściej to się zdarzało. Nie mogłam spać po nocach. Może czas udać się do medyka? Mam nadzieję, iż to nic poważnego - jakieś łagodne zatrucie czy coś. Wstałam równo o świcie. Niemalże bezszelestnie zeszłam z łóżka. Przyzwyczajona do leżącego mięsa podeszłam do małego stoliczka. Ach, no tak. Tereny krainy coraz bardziej stawały się bujne. Ponoć zwierząt jest już pod dostatkiem, więc można polować. Jak ja dawno tego nie robiłam... Może dzisiaj udam się do lasu i zabiję jakiegoś królika czy bażanta? Dobry pomysł. Rozruszam już nie tak młode łapy. Silne ukłucie w środku ocknęło mnie z zamyśleń. Cicho syknęłam, lecz nie obudziłam tym Red Rose. Powoli wyszłam z ogromnej komnaty, po czym skierowałam się do sali medycznej. Nie wiem, od której pory wilki zaczynają tam pracę, ale pozostaje liczyć na to, iż ktoś tam już jest. Po dojściu pod drzwi z wyrzeźbionym krzyżem medycznym pchnęłam je. Niestety nie otworzyły się. Rozejrzałam się po korytarzu. Niedaleko stał strażnik. Potruchtałam do niego.- Obudź któregoś z medyków. - rozkazałam trochę niepewnie.
Nie byłam przyzwyczajona do wydawania rozkazów, więc moja wypowiedz nie była za bardzo przekonująca. Aczkolwiek basior chwilę później odszedł. Usiadłam na czerwonym dywanie, po czym odprowadziłam go wzrokiem. W zamku panowała cisza. Od czasu do czasu dało się usłyszeć jakieś kroki, jednakże prędko cichły. Po jakimś czasie ponownie je usłyszałam, lecz w przeciwieństwie do tych poprzednich były coraz głośniejsze. Zza rogu wyłoniła się szara postać z szerokim uśmiechem. Podeszła do drzwi i wyszeptała coś. One z kolei otworzyły się. Z lekka zdziwiona weszłam do środka i od razu ułożyłam się na jednym z posłań.
- Co ci dolega, kochana? - zapytała.
- Coraz częściej miewam bóle brzucha oraz nudności. Może to jakieś zatrucie? - wytłumaczyłam.
- Połóż się na boku.
Zrobiłam tak jak mi poleciła. Wadera poczęła badać mój brzuch. Uśmiech nie schodził jej z pyska.
- Mam dla ciebie dobrą wiadomość. - zaczęła. - Jesteś w ciąży. - dokończyła.
Serce jakby mi stanęło.
- Ci-ciąży? - odparłam przerażona.
W tej chwili masa pytań zaczęła mi krążyć po głowie. Jak sobie poradzę? Kto będzie ojcem? Czy będą zdrowe? Ile ich będzie?
- Owszem. A już powątpiewałam w to, iż będziecie mieć potomstwo i trzeba będzie wybierać kogoś mniej szlachetnego na władcę. A tu jak jasny grom z nieba spadasz ty. - mówiła radośnie. - Szczenięta urodzą się dopiero za jakiś czas, więc na razie możesz funkcjonować normalnie. Jeżeli bóle brzucha nie ustąpią to po prostu wypij rumianek czy melisę. Powinno pomóc.
Kiwnęłam głową. Nadal byłam zszokowana tym. Chwilę później do sali wparował jeden ze strażników. Rozejrzał się, a gdy mnie zauważył podbiegł do nas.
- Szanowna pani... - złożył ukłon. - Cesarz chce widzieć swoją wybrankę w bibliotece. - oświadczył drżącym głosem.
Chyba był nowy. Stresował się. Posłałam mu łagodny uśmiech.
- Dobrze, już idę. - rzekłam, wstając.
Skierowałam się do miejsca wiedzy. Po dotarciu tam zastałam rudego basiora.
- Witaj, Red Rose. Jaki jest powód dla którego mnie tu sprowadziłeś? - zapytałam sympatycznym tonem.
Red Rose
Chodziłem pomiędzy półkami, niecierpliwiąc się przybyciem mojej szarej iskierki, a jednocześnie rozmyślając nad tym co jej powiedzieć. Mógłbym ułożyć coś ładnego i romantycznego, jednak pewnie i tak coś palnę, coś co będzie zupełnie odwrotne do zamierzonego celu. Myślałem też nad tym, czy iść po kwiat teraz czy zrobić tak jak kazała kapłanka, czyli dopiero na przyjęciu i składaniu przysięgi. Postanowiłem, że lepiej będzie jak wszystko odbędzie się tradycyjnie, wystarczy, że do kapłanki wybrałem się sam, a powinniśmy razem i jeszcze pozaliczać te dziwne testy i wymysły duchowe. Jako władca powinienem być osobą wierzącą, jednak coś mi się za bardzo w tego boga wierzyć nie chce, no trudno. Nikt wiedzieć o tym nie musi, wystarczy, że raz w roku zajrzę do kapłanki i odmówię modlitwę. Wiadomo, na pokaz, by mieszkańcy nie narzekali.Wtem do biblioteki weszła ona i szczerze... wyglądała nieco inaczej. Nie wiem dokładnie co się stało, ale może powiem coś miłego? Jeszcze się okaże, że olejowała futro a ja nic nie zauważyłem.
- Witaj skarbie. Wyglądasz dzisiaj piękniej niż zwykle. - podszedłem i liznąłem ją po pysku, jednak coś mi się wydawało, że nie ma nastroju.
- Chciałem ci oznajmić, że wszystko jest już gotowe i możemy wybrać się do naszej komnaty. Mam suknię taką jaką chciałaś, przydzieliłem ci kilka wader do pomocy. Ja wezmę tylko moją torbę i będę na ciebie czekać na sali balowej. - oznajmiłem, patrząc cały czas na nią, dokładniej na jej ciało, ogon, łapy. Coś tu jest nie tak.
Aria
To dziś. Teraz. Teraz miałam wziąć z nim ślub. Ślub. Nie jestem chyba na to gotowa. Po tym wszystkim raczej nie dam rady stawić się mojemu problemowi. To nie jest takie łatwe jak może się wydawać. Ale... Ale muszę ochronić moje szczenięta. Nie chcę, żeby żyły w strachu tak jak ja. Pomimo tych czułych słów nadal nie czułam się dobrze wiedząc, iż zapewne to są kłamstwa. Ożenię się z nim, lecz niech Arcanus wie, że to z przymusu. Nie chcę zginąć jako ktoś z ciężkim grzechem. Uśmiechnęłam się. Musiałam udawać pozory zadowolonej, bo cóż innego mi pozostało? Płakać? Nie. - Tak się cieszę! - powiedziałam, odwzajemniając jego gest. - W końcu będziemy oficjalnie razem. - dodałam.
Red Rose wyszedł z komnaty wiedzy. Ja również to uczyniłam. Basior udał się w przeciwną stronę. Powędrowałam do królewskiej komnaty. Rzeczywiście; były tam piękne, śnieżnobiałe wadery. Przyodziane były w pół przezroczysty materiał o błękitnej poświacie. Współgrało to z ich niebieskimi oczami.
- Witaj, nasza królewska mość. - powiedziały, kłaniając się.
Od razu podleciały do mnie i popchnęły na podest. Przede mną stało lustro. Wilczyce poczęły przygotowania od nasmarowania mojego futra jakąś maścią, przez co stało się bardziej jedwabiste. Następnie ubrały mnie w białą suknię, na której widniały połyskujące jasnoniebieskie hafty. Tak jak chciałam; nie była ani za skromna, ani za bogata. W sam raz. Na głowę nałożyły mi wianek z kwiatami o tym samym odcieniu. Na sam koniec umieściły tam półprzezroczystą białą chustę. Cóż. Mogłam jedynie powiedzieć:
- Przepięknie.
Samice zachichotały po czym wyprowadziły mnie z komnaty, prowadząc do sali balowej. Mój oddech przyspieszył.
Red Rose
Po drodze do sali balowej powiedziałem jednemu ze strażników by to on skoczył po moją torbę, w której trzymam kwiat na uroczystość. Przynajmniej nie będę musiał biegnąć na samą górę, a wedle tradycji nie powinienem widzieć ukochanej przed weselem, mam tu na myśli jej strój. Wiem jedynie tyle, że miał być skromny i ze złotymi zdobieniami, taki przynajmniej zamówiłem u rzemieślników. Na sali było już kilka wilków i kiedy wszedłem każdy z nich ukłonił mi się, od razu przywitali mnie komicy i wilki odpowiedzialne za dekoracje. Moje łapy zostały owinięte niebieskimi wstążkami, wszystkie cztery. Czemu akurat niebieskie? Przecież to totalnie nie będzie pasować do biało-złotej sukni Arii. Widząc moje niezadowolenie, jeden z nich odparł, że mam się nie martwić, bo wszystko było dopracowane. No cóż, może zmienili zamówienie? Jak tak to powinni zostać zwolnieni, bo przecież mówiłem coś innego. Nie ważne, miejmy to już za sobą.
Udałem się w kierunku kwiecistego kręgu, który robił za ołtarz. Przed okręgiem stała kapłanka, z białym szalem. Niebiesko-białe? Miało być złote! Po królewsku! Zaraz mnie coś weźmie i trafi! Duchowa postać wskazała bym stanął w środku kręgu, dokładniej z lewej strony i podał jej mój kwiat. Strażnik, który był za niego odpowiedzialny podszedł, ukłonił się i przekazał mi zawartość mej torby, a ja następnie ułożyłem czarodziejskiego chwasta na specjalnej, białej poduszeczce z niebieskimi dodatkami. Teraz jedynie czekać, aż szara zbierze dupę i tu przyjdzie.
Gości było coraz więcej, zajmowali oni swoje pozycje i czekali na główną atrakcję. Sam też nie mogłem się doczekać, aż nagle... jest, ona. Muzycy wprowadzili w ruch swe narzędzia i po całej sali rozniosła się ta wyjątkowa pieśń. Wadera stojąca przy potężnych drewnianych drzwiach w końcu ruszyła przed siebie, jednak zanim to zrobiła posypały się płatki kwiatów, które idealnie pasowały do reszty dekoracji. Ehh, wolałbym jednak złoto.
Aria
Ruszyłam przed siebie po białym dywanie. Po bokach otaczały mnie różne wilki - jedne z wioski, drugie z zamku. Przeleciałam wzrokiem po większości pysków o barwie choć trochę zbliżonej do szarego. Niestety nie zauważyłam tego, którego szczerze kochałam. Czyżby nie przyszedł? A może po prostu tam gdzieś jest, tylko go nie widzę? Opcji było sporo, choć ta pierwsza jakoś najbardziej do mnie przemawiała. Uśmiech nie schodził z mego pyska. On również nie był szczery - z resztą jak wszystko. Bardowie zaczęli śpiewać weselne pieśni. Ja w tym czasie zdążyłam już dojść do Red Rose. Miał łapy przewiązane błękitnymi wstążkami. Dostrzegłam, iż motywem kolorystycznym tej uroczystości jest biel oraz błękit. Barwy te dobrze ze sobą współgrały. Przed nami stała kapłanka przyodziana w jasny szal. Nie była ani za młoda, ani za stara - można powiedzieć, iż w średnim wieku. W każdym bądź razie była poważna. Z góry spoglądała na wszystkich zebranych. Jej wzrok mówił jedno - uciszcie się. Wiadomo, wielkie wydarzenie i w ogóle, no ale goście powinni zachowywać się przyzwoicie.Red Rose
Na sali zapadła cisza i tylko minuty dzieliły nas od zawarcia związku małżeńskiego. Spojrzałem na waderę i przyglądałem jej się przez chwilę, wyglądała ładnie, jednak lepiej byłoby jej w złotym. Nie ważne. Zerknąłem na kapłankę, która wiedziała już co ma robić i bez większego marnowania czasu zaczęła standardową gadkę. - Zebraliśmy się tu po to, by połączyć kwiatem miłości te dwa wilki. Naszego cara oraz jego ukochaną, która zgodnie z tradycją, stanie się dziś naszą carycą. - mówiła, rozglądając się po wszystkich dookoła, po czym podniosła poduszeczkę z kwiatem i spojrzała na nas.
- Drogi władco, powtarzaj za mną. - oznajmiła, a ja skinąłem głową na znak iż rozumiem.
- Ja, pan tych ziem i ich opiekun... - zaczęła kapłanka, a ja powtórzyłem. - składam najwyższą przysięgę miłości... - ciągnęła dalej, a ja robiłem to co do mnie należy. Chociaż szczerze? Najwyższą potęgę miłości? Ehh, wadery i ich bzdurne miłostki, ale chciałem mieć to jak najszybciej za sobą, nie dobrze się czułem. Całe to na wieki wieków i inne pierdoły od których mi się rzygać chciało, przytłaczały mnie. To do mnie nie podobne. Nie chcę tego, ja nie dam rady. To za wiele! Nie, dam radę i będzie z głowy, wszyscy mnie pokochają i ogólnie, nikt już nie będzie plotkował, że jestem stary i nieżonaty. O nie.
"Ja, pan tych ziem i ich opiekun składam najwyższą przysięgę miłości, a na znak iż jest ona szczera ofiaruję mej ukochanej ten oto zaczarowany kwiat, który sprawi, że nasze życie będzie piękne i kolorowe, że będziemy żyć w zgodzie i nic nas nie rozdzieli. Przetrwamy wszelkie przeciwności losu, bowiem miłość jest sensem naszego istnienia, jest ona wieczna i magiczna. Dzięki niej mamy siłę na kolejne dni i to ona niszy zło naszego świata.
Ja, Red Rose oznajmiam wam tu zgromadzonym, że ta oto wadera będzie mą jedyną do końca mych dni i obowiązkiem mym jej sprawianie, iż uśmiech na jej pysku nie zniknie." - jakoś poszło, chociaż momentami ciężko mi było cokolwiek przepchnąć przez to gardło. Szczere? Nie wiem, nie jestem pewien. A co jeśli Arcanus mnie za to ukaże? Nie, czekaj. Nie ma boga, tak? O czym ty myślisz?! Skup się!
- Przyjmij ten kwiat na dowód mojej miłości i na znak, iż odwzajemniasz me uczucie. - podniosłem kwiat za pomocą telekinezy i ukłoniłem się przed nią. Teraz tylko czekać na potwierdzenie, kilka słówek od kapłanki, coś tam, że błogosławi związek, że Arcanus robi czary mary i można balować. Niezła impreza, to jest to czego mi teraz trzeba.
Aria
Rudy basior ukłonił się przede mną, po czym uniósł kwiat. Lekko się zawahałam, aczkolwiek go przyjęłam. Później rozrosły się gwizdy radości na sali.- Niech Arcanus pobłogosławi wasz związek na wieki. - powiedziała, składając lekki ukłon.
Ogromne drzwi komnaty otworzyły się, a do środka wparowały te same wadery, które ubierały mnie. Za pomocą telekinezy niosły naczynia z mnóstwem jedzenia. Głównie było to mięso z różnymi roślinami, ale dla smakoszy zieleni również coś się znalazło. Ostatnia wilczyca wniosła dwie misy z różowym napojem. Zapewne jakiś trunek, aby upoić wilki oraz trochę je rozruszać. Bardowie zaczęli grać skoczne piosenki. No i cóż... Właściwie zastanawiałam się co teraz począć. Niby bal i te sprawy, lecz nie wiem, czy coś takiego mnie kręci. Zeszłam po schodach i rozejrzałam się. Jedne wilki tańczyły, drugie rozmawiały, a trzecie obżerały się. Byłam ciut zestresowana, przez co w żołądku mnie ssało. Czując woń jelenia od razu powędrowałam do stołu. Nic dzisiaj nie jadłam, więc najwyższa pora to zmienić. Przybliżyłam do siebie jedną z mis z tym przepysznym mięsem. Następnie zaczęłam je jeść. Powtórzyłam to jeszcze dwa razy, aż w końcu byłam najedzona. Z perspektywy innych było to zapewne komiczne, bo musiałam wyglądać jak jakiś cebulak korzystający z darmowego żarcia.
Red Rose
No i pięknie, wszystko poszło bez komplikacji. Aria widzę, że zadowolona, bo będzie mogła się teraz rządzić a ja zyskam większy szacunek. Impreza się rozpoczęła, stoły naszykowane, muzyka gra, dekoracje i kolory. Cudnie, po prostu fantastycznie. Chciałem zatańczyć pierwszy taniec z szarą waderą, jednak ta mi zniknęła z pola widzenia, no trudno. Bez większych problemów znalazłem sobie inne obiekty zainteresowania, a mianowicie grupkę młodych waderek. Na pewno będą chciały potańczyć i pobalować z takim samcem jak ja, no przecież w końcu jestem carem, prawda?Foxy
Kiedy usłyszałam o tym, że wesele jest dziś, mało co mnie piorun nie trafił! Jak on śmie! Toż to przecież zdrada i jeszcze mi za to zapłaci. Beznadziejny rudy basior! Mimo mojego zdenerwowania postanowiłam się wybrać na to ich przyjęcie i nieco rozpalić atmosferę, dosłownie, rozpalić. Pożałują tego, bo ze mną się nie zadziera! Zaraz im pokażę jak wygląda gniewna Foxy, w końcu przydomek po tatusiu chyba mówi wiele, nie?Kierując się na salę balową zauważyłam, że mamy tu nie mały tłok. Wilki dosłownie wlewały się do środka sali, a każdy z nich warczał byleby znaleźć odpowiednie miejsce. Mi na tym niezbyt zależało, przecież podpalić mogę cokolwiek i gdziekolwiek, tak? Będąc już naprawdę blisko wrót, dostrzegłam strażników, którzy wręczali każdemu jakiś eliksir. Nosz kurde, czyżby mój plan nie wypalił?
- Wypij to. Eliksir hamujący żywioł. Dbamy o bezpieczeństwo władcy. - oznajmił kapral, po czym wlał zawartość fiolki do miski.
- Będę grzeczna, obiecuję. - uśmiechnęłam się uroczo, po czym dodałam, że jak pozwoli mi tego nie pić, odwdzięczę mu się w naturze.
- Nie ma mowy. Pijesz albo nie wchodzisz. - dodał drugi strażnik.
Po krótkiej wymowie zdań, zrobiłam to co mi kazali. Co za uparte osły! No masakra. Weszłam do sali i zajęłam jakieś miejsce przy końcu, zaraz potem zjawiła się ta szara zdzira w cudownej sukience. Co jak co, ale błękit bardzo pasuje do rudego, więc ja wyglądałbym ładniej. Chciałam ją popchnąć, jednak w tym momencie jakaś zapatrzona idiotka stanęła mi na drodze. Warknęłam na nią, a ta przeprosiła, jednak co mi po tym? Szara debilka już stała przy ołtarzu i zaczęło się to całe pierdolenie. Scortum! Nie wiem jak, ale doprowadzę do rozpadu tego żałosnego związku!
Red Rose
Impreza była bardzo udana i ubawiłem się jak nigdy, te wszystkie piękne młode wadery wiedziały czego oczekuję. A to z jedną potańczyłem, z drugą napiłem się cudownego Arcanterskiego wywaru, który jest zawsze przygotowywany na takie uroczystości. Nie wiem czego oni tam dodają, ale strasznie odpręża i nieco odurza. Humor miałem jak nigdy, nic nie było mnie teraz w stanie zdenerwować. Gdzieś też dostrzegłem Arię, która jak na moje oko, nie bawiła się dobrze. Ewentualnie wolała pilnować stołu niż potańczyć czy coś, może to też przez ten jej gruby brzuch. Nawet nie zauważyłem kiedy się tak roztyła. Co jak co, ale skoro ja mogę dbać o wygląd to ona też powinna, czyż nie? Jak ona mnie reprezentuje? No jak? Nie najlepiej, prawda? Jak to wygląda! Mniejsza. Dzisiaj jest dzień dobrej zabawy, więc nie przejmując się zbytnio waderą, wróciłem do gry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz