Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

czwartek, 22 grudnia 2016

Zeconi - Najwyższa komnata

Wstałem dzisiaj wcześniej niż moje siostry i mama. Rozejrzałem się po komnacie, po czym wdrapałem się na bok rodzicielki, by sprawdzić czy tata już wstał, jednak on również spał. Wróciłem na dół i zacząłem przepychać się do cycka, budząc przy tym kilka szczeniaków. Całkowicie skupiony na jedzeniu, nie zauważyłem, że Urian czaił się na mnie i w rezultacie pozyskałem tą wiedzę poprzez ból. Pisnąłem głośno, budząc matkę, po czym postanowiłem mu oddać. Zbiegł z łoża, a ja za nim, szczekając głośno ze zdenerwowania. W końcu udało mi się go przewrócić i bez wahania począłem gryzienie. Nie interesowało mnie gdzie, a to brzuszek, a to ogon... czasem nawet kopnął mnie w pyszczek, jednak nie zniechęcałem się. Niech przepadnie!

Urian
Pierwszy atak mi się udał! Punkt dla mnie! O tak! Urian Wspaniały górą! Szkoda tylko, że mój brat postanowił mi oddać, co z resztą było do przewidzenia.
Zapiszczałem żałośnie, bo Zeconi użarł mnie w ogon i to solidnie, ale nie zamierzałem się poddać, o nie! Pchnąłem mocniej tylnymi łapami, zrzucając brata z siebie i zawarczałem starając się brzmieć jak najbardziej złowrogo. Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie, gotowi oboje skoczyć na siebie i kontynuować walkę. Coni skoczył pierwszy, kłapnął mi koło ucha, ale w porę się uchyliłem... No prawie, bo łapki mi się rozjechały i prześliznąłem się po śliskiej posadzce ładny kawałek, żeby wylądować niemal pod łóżkiem.
Mój brat ryknął śmiechem, czego nie mogłem mu darować.
- Zaraz cię dorwę! - szczeknąłem i skoczyłem na niego. Tym razem udało mi się zacisnąć szczękę na jego uchu, które z przyjemnością i zapałem tarmosiłem ile miałem sił! Ja mu pokażę!

Zeconi
Piszczałem, starając się coś zrobić, by brat puścił moje ucho, jednak na marne. Trzymał bardzo mocno, prawie mi je urywając! Krzyknąłem najgłośniej jak potrafiłem, że mi zaraz mi je urwie i będzie cały we krwi, na co zluzował trochę zacisk. Rozpłakałem się głośno, ale byłem żądny zemsty. Pełen wściekłości udało mi się uciec i złapać go za kark. Wgryzłem się równie mocno co i on, aż w końcu do mego pyska napłynęło coś bardzo nie dobrego, puściłem go i zacząłem pluć krwią. Przeraziłem się, że sobie coś zrobiłem, jednak po spojrzeniu na brata, zdałem sobie sprawę, że to jego. Zaczął płakać, jednak tak samo jak i ja, nie odpuścił. Widząc gniew w jego oczach, uciekłem, natomiast po chwili grunt pod moimi łapkami zniknął. Ojciec wstał w łoża, unosząc mnie i Uriana na wysokość swych oczów, po czym wrzasnął ze złością i rzucił nas na łóżko. Mruknął coś jeszcze do mamy i wyszedł.

Urian
Struchlałem na chwilę, starając się siedzieć spokojnie. To samo zrobił mój brat. Tata bywał naprawdę nieprzyjemny, gdy się złościł. Tylko dlaczego tak się wściekał? Dobra. Narobiliśmy hałasu, byłem nieco obolały, nie tylko ja, bo mój brat trzepał lekko uchem mimowolnie, ale przecież tylko się bawiliśmy. Mama pozwalała nam się bawić... no przeważnie, bo czasami też się złościła i nas uspokajała, ale przy niej nigdy nie byliśmy spokojni dłużej niż trzy uderzenia serduszka. Dorośli w ogóle byli dziwni i mało który umiał się bawić. Nudziarze...
Mimo pozornego spokoju, wciąż łypałem na Zeconiego złowrogo. Kark mnie bolał, a serce łomotało. Kiedy jednak mama zaczęła lekko lizać ślady po kiełkach brata od razu zrobiło mi się przyjemnie i błogo... Jakoś tak... zapomniałem, że miałem dokopać bratu. No, przynajmniej na chwilę, bo zaraz zaczęły się nowe przepychanki, tym razem upatrzyliśmy sobie jeden cycek. Nasz spór rozwiązała mama unosząc brata i przenosząc z dala ode mnie.
Jedzenie stało się w tej chwili moim priorytetem. Mógłbym jeść i jeść i jeść! I na pewno bym nie pękł!

Aria
Obudziłam się, słysząc wrzask Red Rose. Rudy basior rzucił na łóżko szczenięta, po czym mruknął coś i wyszedł. Popatrzyłam na synów. Jeden z nich miał zakrwawiony kark, a drugiemu z pyska ściekała krew. Podsunęłam młodych samców do siebie, a następnie zaczęłam ich myć. Martwiło mnie to. Oczywiste było, iż szczenięta się bawią, ale żeby aż tak do krwi? Urian ciągle piszczał, a Zeconi był urażony tą całą sytuacją. Powoli wstałam z łoża, kierując się do zdobionego złotem kufra. Trzymałam tutaj parę eliksirów, z czego jeden był leczący. Za pomocą telekinezy wyciągnęłam go i wróciłam do dzieci. Wzięłam odrobinę i nasmarowałam zranione miejsca obydwu basiorków. Później zaczęli się dobierać do mleka, budząc siostry. Uśmiechnęłam się, lecz po chwili zadowolenie zniknęło z mojego pyska, gdyż szczenięta ponownie zaczęły walczyć - tym razem o pokarm. Westchnęłam i przeniosłam Zeconiego na drugą stronę brzucha. Teraz braci oddzielały siostry.

Zeconi
Przepychałem się jak tylko mogłem, by siostry nie dostały mojej części. Uderzałem je łapkami po pyszczkach i odpychałem, a kiedy w końcu byłem najedzony podniosłem główkę i spojrzałem na mamę. Przytuliłem ją i liznąłem, a ona odwzajemniła ten gest. Nie trwało to długo, bo nie jestem typem maminsynka, więc zeskoczyłem z łóżka w celu poszukiwań. Czego? Mojego misia, którego dostałem od jednego ze strażników. Był on wykonany ze skóry zwierzątka, które bardzo ładnie pachniało i smakowało, jednak było za twarde i totalnie nie do zjedzenia. W końcu znalazłem je pod naszym łóżkiem i wyciągnąłem, szarpiąc we wszystkie strony i warcząc ze wściekłości.

Lee
Moi nadpobudliwi bracia obudzili mnie. Który to już raz? Meh... Jestem głodna. Dobrałam się do brzucha matki i zaczęłam ssać ciepłe mleko. Pyszne! Niestety mój posiłek zakłócił Zeconi, pchając się obok mnie.
- Id zobie. - powiedziałam, nie odrywając pyszczka od sutka.
Samiec jakby tego nie słyszał, tylko jeszcze bardziej się wepchnął. Na szczęście chwilę później oderwał się od brzucha i zeskoczył na ziemię. A co on tam ma? Odsunęłam się od matki i niezgrabnie spadłam na kamienną posadzkę. Pisnęłam, lecz ból szybko minął. Dostrzegłam braciszka, który znęcał się nad skórzaną maskotką. Podbiegłam do niego, wymachując na wszystkie strony łapami.
- Ja też chcę! - krzyczałam, skacząc na niego.
Złapałam ostrymi ząbkami za materiał i zaczęłam go ciągnąć w moją stronę. Nie odpuszczę!

Urian
Od cycka oderwałem się jako ostatni i to tylko dlatego, że mama się poruszyła, a mnie było za ciepło i za wygodnie, żeby się ruszać. Ziewnąłem za to przeciągle, wydając przy okazji z siebie mieszaninę pisku i pomruku. Leżałbym tak dalej, gdyby nie to, że jedna z moich sióstr nieporadnie nadepnęła mi na ogon.
- Uważaj, gdzie łazisz, Diana! - fuknąłem na nią i wstałem jednak, żeby doczłapać do mamy i ułożyć się między jej łapami. Tu nikt mnie nie nadepnie, nie stratuje, ani nie pogryzie. Będzie mi cieplutko i wygodnie...
Ułożyłem się tak, żeby nie naciskać się na pękaty brzuszek i przytuliłem się do mamy. Kochałem się do niej tulić. Kochałem ją...
Lekko zmrożonymi ślepkami obserwowałem jak Zeconi i Lee tarmoszą razem miśka. W mojej głowie uroił się mały plan na to, jak zwędzić pluszaka, kiedy tylko mój brat spuści go z oczu. Ale to później... Na razie było mi mięciutko i ciepło i...
Ziewnąłem przeciągle.

Zeconi
Kiedy Lee doczepiła się do mojego pluszaka, wyraziłem swoje niezadowolenie poprzez warkot i zacząłem szarpać miśka w swoją stronę. Niech sobie nie myśli, że jej go oddam! Co to, to nie! Żeby puściła swój zacisk, ciągnąłem raz w jedną raz w drugą stronę najszybciej jak tylko potrafiłem i udało się. Bez głębszych przemyśleń uciekłem, a ona zaczęła mnie gonić. Ma swojego miśka, niech się odczepi od mojego! W pewnym momencie mej ucieczki, potknąłem się i wylądowałem pyskiem na posadzce, natomiast moja siostra próbując wyhamować, wbiła mi się w tyłek. Ja jestem wytrzymały, więc wstałem, cały czas trzymając miśka mocno zębami i ponowiłem próbę ucieczki. Może jak schowam się za kufrem to mnie nie znajdzie? To całkiem dobry pomysł.

Diana
Od początku dnia panowało nie małe zamieszanie. Tu się przepychali, tam walczyli o sutka mamy. W jakiej by nie było kłótni brakowało tylko mnie. Nie mogłam być gorsza, także postanowiłam pokazać swoje alter ego. Najbardziej zainteresowała mnie awantura o skórzaną maskotkę. Przez krótką chwilę zaobserwowałam spór i przemyślałam zamiary rodzeństwa, abym to ja wyszła na tym jak najlepiej.
Zeskoczyłam z łóżka biegnąc w stronę celu. W krótkiej chwili straciłam orientację, siostra również. Dodatkowo nie była zadowolona, że gram przeciwko niej. W ostatniej chwili zauważyłam, że Zeconi szuka kryjówki, aż do momentu schowania się za kufrem. Przyczajona skradałam się do kufra, aby w odpowiednim momencie przechwycić miśka, jednak Lee mnie wyprzedziła. Zanim zdążyłam wskoczyć na brata, siostra zwiała z zabawką w inną stronę wpadając w mamę.

Urian
Spało mi się naprawdę przyjemnie. Było mi mięciutko i wygodnie, a cieplutkie, pachnące futro mamy było naprawdę wspaniałym okryciem. Wszystko jednak zostało przerwane, kiedy mama postanowiła wstać.
- Mamuś... dupcia mi marznie! - pożaliłem się i ziewnąłem mocno, wydając przy tym z siebie głośny jęk niezadowolenia.
Mama jednak mimo to wstał i stanęła obok łóżka, przyglądając się przez chwilę temu, co też wyprawiało moje rodzeństwo.
Coni, miał zamiar się schować, ale Diana z Lee zabrały jego ukochanego miśka.
Zaśmiałem się kiedy Lee wpadła z impetem na mamę i pacnęła na pupę. Zaczęła parskać jakby zaraz miała się popłakać. Daję słowo, samice to straszne beksy... Bo przecież ja nigdy nie płaczę...
- Idziemy gdzieś? - spytałem, kiedy mama zaczęła grzebać w kufrze.
Miałem nadzieję, że pójdziemy do wujka. Miał zawsze w torbie różne, śmieszne klamoty, które można było przeżuwać i obwąchiwać. Był też o dziwo dość fajny. Bawił się z nami i opowiadał różne rzeczy. Nie to , co tata, on zawsze był zajęty.

Evangeline
Leżałam sobie spokojnie obok mamy. Nie mogłam spać, bo moje rodzeństwo wyczyniało nie wiadomo co. Byłam poirytowana, że nie dają mi się wyspać. W końcu jestem księżniczką! Co z tego, że oni też mają książęce tytuły? Najbardziej zdenerwowało mnie to, że w końcu mama też wstała, a wraz z tym uciekło całe ciepło z łóżka. Momentalnie przestało być przyjemnie. Mama jednakże zaczęła szukać czegoś w kufrze, co wzbudziło nasze zaciekawienie. Niechętnie wstałam i podeszłam do reszty wilków, zastanawiając się, co też robi nasz tato. Czułam, że inni trochę się go boją. Mnie jednak fascynowało jego bezuczuciowe zachowanie, władza, jaką dysponował i szacunek, jakim go darzono - jak na prawowitego władcę przystało. Mama też była szanowana, w końcu była Carycą. Ale z niej emanowało ciepło, w przeciwieństwie do ojca, od którego niemalże wyczuwało się chłód.
- Mamo? - zapytałam, ziewając. - Idziemy gdzieś?
- Przecież ja to powiedziałem! - oburzył się Urian.
Popatrzyłam na niego ze słabo skrywaną nienawiścią.
- No i co z tego? - syknęłam.

Zeconi
Głupie siostry planowały odebranie mi mojej zabawki, co po dłuższej szarpaninie udało się im, ale przecież jestem twardy, prawda? Nie mogę się poddać, tym bardziej dać się znieważyć waderom! Toż to dziewczyny, prawda? One nie mogą być silne, nie mogą wygrywać! Muszą służyć samcom, tak jak mama służy ojcu.
Rzuciłem się w pogoń a kiedy zauważyłem iż siostra uderzyła o mamę, próbowałem się zatrzymać, jednak łapki mi się rozjechały. Chwila nieuwagi sprawiła, że zabrałem to co moje i odszedłem gdzieś w kąt, pogrążając się w chwili przyjemności jaką dawało mi niszczenie i szarpanie miśka. Nagle do mych uszów dotarła bardzo ciekawa propozycja, a mianowicie oferta spaceru. Tak! Chciałem iść na dwór, tam można biegać bez obawy poślizgnięcia się. Podbiegłem do mamy i zacząłem krzyczeć, że chcę iść na dwór. A widząc jej minę, która wyrażała głębokie zastanowienie, krzyczałem głośniej.

Urian
Wizja spaceru i mnie się podobała. Zeskoczyłem więc i ochoczo podbiegłem do mamy, żeby również zacząć poszczekiwać, że chce iść na dwór.
W lesie zawsze było więcej do roboty. Można było żuć trawę, węszyć i gonić jaszczurki! Ostatnio udało mi się jedną prawie złapać! Musiałem spróbować znowu, po prostu musiałem. Zastanawiałem się jak smakują jaszczurki. Powinny być dobre, prawda? A jak już jakąś złapię to przyniosę ją mamie! Będę miał co robić nawet jak nie będzie wujka. No i zawsze można było się ścigać z Conim, albo kopać nory.
- Mamo, pospiesz się! - marudziłem i naparłem łepkiem na jej łapę, żeby jakoś ruszyć ją w stronę wyjścia.

Aria
Szczenięta zaczęły prosić o to, abyśmy wyszli na dwór. Pomyślałam, że to dobry pomysł. Świeże powietrze im nie zagrozi, a ogrody królewskie, do których miałam zamiar się z nimi udać, były otoczone żywopłotem. Trudno będzie im uciec, a jeśli jakieś to zrobi to po prostu nie wyjdziemy w najbliższym czasie na dwór. Koniec i kropka.
- Dobrze, ale trzymajcie się blisko mnie. Jeżeli któreś z was oddali się bez mojej zgody to natychmiast wracamy. W tedy będziecie mogli zapomnieć o wychodzeniu z zamku przez najbliższy miesiąc. - oznajmiłam donośnym tonem.
Co jak co, ale autorytet trzeba było sobie wyrobić. Niech wiedzą, kogo mają się słuchać. Gestem łapy zachęciłam ich do tego, aby poszli za mną. Młode wilki zrobiły to i gęsiego podążały za mną.
Doszliśmy do pięknego ogrodu. Dzieci od razu zaczęły bawić się. Zabrałam im tutaj również sześć miśków; tak, aby się już nie kłóciły. Położyłam się gdzieś z boku, obserwując uważnie poczynania mojego potomstwa.

Red Rose
Wyszedłem z komnaty bardzo zdenerwowany, czy już nie można normalnie pospać? Nie wiem czy lepiej będzie aż zmienię komnatę czy wywalę gdzieś Arię ze szczeniakami, albo same szczeniaki posłać do opiekunki w wiosce? No, nie głupie to, chociaż pewnie szara zacznie mieć pretensje, więc może i lepiej dać je opiekunom w zamku. Miałaby blisko i mogłaby je odwiedzać, a ja w końcu bym się wyspał. Nie mogę się doczekać, aż dorosną i zamieszkają w swoich komnatach. Spokój, cisza i w końcu Aria by mi się oddawała tak jak dawniej, teraz to się strasznie wstydzi, albo gada o tym, że co jeśli się obudzą. Samiec jest jednak samcem i ulżyć sobie musi, zwłaszcza car, prawda?
Udałem się do komnaty pewnej wadery w zamierzonym celu i przy okazji dośpię. Potem dopiero zacząłem się interesować sprawami cesarskimi. Spotkanie bardzo poprawiło mi humor, więc postanowiłem pogadać z carycą o opiekunce. Odetchnęła by trochę i miałaby więcej czasu dla mnie. Strażnik powiedział mi iż przebywa z dziećmi w ogrodach, więc tam zawędrowałem.
- Cześć kruszynko. - powitałem waderę i otarłem się pyskiem o jej szyję.
- Wpadłem na genialny pomysł, a mianowicie oddajmy szczeniaki opiekunce. - oznajmiłem bez owijania w bawełnę. Dzieciaki i tak się bawią, więc nie przeszkodzą nam w tej rozmowie.

Urian
Przestałem chwilowo przeżuwać ucho mojego pluszowego królika, bo mój nosek nie mógł nie niuchać za pewnym zapachem. Zapachem, który interesował mój nosek bardziej niż poplamiony misiek, bardziej niż rodzeństwo, które biegało i szczekało wokół.
Powolutku, przyglądając się mamie, która leżała opodal wraz z tatą, zacząłem wycofywać się w gąszcz, wiedziony zapachem. Niuchałem i nasłuchiwałem, bo miejsce było dość zacienione i nie łatwo było tu coś dojrzeć, szczególnie, że moje jedno oczko było śmieszne i widziało dym. Czasami zakrywałem to, które widziało wszystko ostro i kolorowo, i śmiałem się z tego, że wszystko wokół było takimi plamami w mlecznych kolorach.
Usłyszałem ruch. Zniżyłem się na łapkach, wstrzymałem oddech na chwilkę, nasłuchując. Nie raz tak polowałem na rodzeństwo. Szczególnie na brata, bo siostry szybko się obrażały i piszczały strasznie, kiedy chciałem je potarmosić. Coni był jednak fajniejszy niż siostry, nawet jeżeli mocniej gryzł.
Kiedy dostrzegłem ruch, spiąłem łapki i skoczyłem. Wtedy stało się coś dziwnego. Moje kiełki złapały za coś śliskiego, co od razu upuściłem. To była jaszczurka, to wiedziałem tylko dlaczego była taka dziwna i tak się... wiła?
Zawiał wiatr, a gałązki poruszyły się tak, że do miejsca, w którym stałem dotarło więcej światła.
- Mamo! - wrzasnąłem przerażony, bo przede mną leżał jakiś dziwny, wijący się kształt, który pachniał do tego krwią.
- Ja chciałem ją upolować, nie zrobić jej krzywdę - łkałem, tłumacząc co zaszło, kiedy mama przybiegła do mnie. - Ja przepraszam! Trzeba ją naprawić! - prosiłem. W końcu kiedy urwałem uszko swojemu pluszakowi, to mama go naprawiła i był cały i zdrowy.

Aria
Po jakimś czasie dołączył do nas Red Rose. Otarł się o mnie i położył obok. Od razu wyszedł z propozycją oddania szczeniąt do opiekunów. Czerwone światełko pojawiło się w mojej głowie. Odpowiedź oczywiście brzmiała 'Nie'. Tylko jak to ubrać w delikatne słowa? Tak, żeby go przekonać?
- Myślę, że jeśli oddamy je do opiekunek to mogą nauczyć się niekrólewskiego zachowania od nich. Nie wolisz, aby synowie brali przykład z ciebie? Z prawdziwego władcy? - odparłam.
Niestety rudy cesarz nie zdążył udzielić mi odpowiedzi, ponieważ zauważyłam, iż Urian łka. Wstałam i prędko do niego podbiegłam. Jego kiełki miały barwę lekko czerwoną. Krew? Znów pogryzł się z bratem? Basiorek tłumaczył, że trzeba coś naprawić, że nie chciał zrobić temu czemuś krzywdy.
- Co trzeba naprawić? - zapytałam zatroskanym głosem.
Urian nic nie powiedział, tylko wskazał łapą na zakrwawionego węża pod żywopłotem. Zbliżyłam się do niego i go przytuliłam.
- Spokojnie... Zabierzemy go do medyka, nic mu nie będzie. - uśmiechnęłam się do szczeniaka.

Urian
Wtuliłem się w mamę.
- Na pewno? I wyzdrowieje i nie będzie go bolało? - dopytywałem.
Mama pocieszyła mnie, powiedziała, że wszystko z nim będzie dobrze, że tylko go skaleczyłem i wąż zaczął po prostu wić się, żeby się uwolnić z mojego uścisku. Podziałało, więc nic wielkiego nie powinno mu być.
- Wosz? - spytałem. - A to nie jaszczurka?
Moja rodzicielka zaśmiała się i poprawiła mnie, mówiąc, że wąż to taki gad, podobny do jaszczurki, ale bez nóg, po czym zawołała kogoś, kto wziął gada żeby mógł wyzdrowieć. Odetchnąłem z ulgą, zaraz jednak wpadłem na genialny pomysł.
- A jak wosz wyzdrowieje to będę mógł go zabrać? Opiekowałbym się nim i dawał mu jeść! I obiecuję, że bym go nie gryzł i nie tarmosił! - poszczekiwałem w pospiechu. - A co wosz je? Lubi mleko?
Mama zaśmiała się. Nie miałem pojęcia dlaczego. Przecież to były bardzo poważne pytania! Po pierwsze coś jeść trzeba i każdy je. Lepiej zawsze się śpi z pełnym brzuszkiem. Poza tym, chyba wszyscy lubią mleko, nie?

Lee
Z uwagą przyglądałam się temu, co robi braciszek oraz mamusia. Zauważyłam, że jeden z poważnych wilków, które stoją ciągle w miejscu, bierze dziwaczną jaszczurkę i ją zanosi gdzieś. Podbiegłam do Uriana, o mało co nie wpadając na niego. Mówił coś o wonszu.
- Wonsz? Ja chcę wonsza! Będę się z nim bawić! - krzyknęłam radośnie.
- Nie! Mój wonsz! - pacnął mnie łapą szary brat.
Skoczyłam na niego. Przeturlaliśmy się pod brzuchem mamusi. Zaczęłam delikatnie tarmosić jego futerko na brzuszku, co spowodowało u niego śmiech. Chwilę później odepchnął mnie łapami i uciekł do brata. Urian oraz Zeconi poczęli bawić się. Zawsze tak było... Braciszkowie nie chcieli się ze mną bawić. Nie rozumiałam tego. Moje rozmyślania przerwało coś dziwnego. Coś, co stanęło przede mną. Było niebieskawe, chude oraz półprzezroczyste. Twór miał jakby oderwany ogon; był króciutki. Natomiast z głowy wyrastały mu fajne patyki. Skoczyłam na cośka, w celu złapania patyków, lecz po zetknięciu się z nim od razu zniknął. Spadłam na ziemię z lekkim piskiem.
- Co to było, mamusio? - zapytałam.
Pani mama rozejrzała się, po czym zaśmiała i wróciła do papy. Meh... Poszłam do swojej skórzanej zabawki. Uświadomiłam sobie właśnie, że jest podobna do cośka.

Red Rose
Zamyśliłem się na słowa wadery, bowiem nie wiedziałem czy to dobry pomysł. Szczeniaki przecież będą chodzić do druida, tak jak zawsze i to on jest odpowiedzialny za ich wychowanie, takie po cesarsku. A co jeśli ona ma racje i rzeczywiście jestem lepszym wzorem do naśladowania? A może mówi tak tylko dlatego, że się nie zgadza? Nie wiem, ale niech jej będzie, byle tylko dały mi spokój te małe poczwary. Fakt iż jedno z nich będzie cesarzem, trochę mnie denerwował. Nie lubię się dzielić i tym bardziej nie chcę oddawać mojej władzy, a co jeśli żaden z nich nie będzie odpowiedni? Zniszczą królestwo.
O wilczkach mowa! Nim zdążyłem odpowiedzieć i potwierdzić jej słowa, od razu któreś coś sobie zrobiło i zaczęło ryczeć. W sumie, to mnie tu nie ma, niech się ona nimi zajmie, a ja wrócę do swoich obowiązków. Zerknę czy myśliwi zaopatrzyli nas w wystarczającą ilość mięsa.

Zeconi 
Widząc, że reszta rodzeństwa biegnie w kierunku mamy i taty, postanowiłem zrobić to samo, jednak rozproszyła mnie wiewiórka. Oh, jak ja ich nie lubię! Są strasznie wredne, uciekają na drzewo i obrzucają mnie czymś, co strasznie boli, jednak nie zawsze. Każda wiewiórka jest inna, jednak kiedyś na pewno uda mi się którąś złapać. Może to właśnie ten piękny dzień?!
Szczeknąłem na nią, a ona zastygła bez ruchu, po czym rzuciła orzeszka i uciekła. Ze mną nie ma tak łatwo! Pobiegłem za nią, jednak przy najbliższym drzewie zatrzymałem się. Znowu mi uciekła, więc ze złości szczekałem i gryzłem korę. Jej śmiech i drwiny złościły mnie jeszcze bardziej, tak, że zaraz przegryzę to drzewo i ona spadnie! Zajęty swoimi sprawami, usłyszałem krzyk mamy, który oznaczał, że musimy już wracać. Nie wiem dlaczego, ale codziennie chodziliśmy do bardzo nudnego basiora, który mówił niezrozumiałe rzeczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home