Jasne promienie słońca zawitały do mojej komnaty. Cichutko ziewnęłam i rozciągnęłam się. Nowy dzień. Zeskoczyłam z łoża, zastanawiając się, co teraz począć. Tak jakoś miałam wielką ochotę na spacer. Spacer, na którym zbiorę coś, co ozdobi moją komnatę. Może jakieś błyszczące kamienie? Ciekawy pomysł, choć nie mam pojęcia, gdzie mogłabym je umieścić. A może kwiaty? Również dobra idea, lecz nie mam żadnego wazonika na nie. Cóż, trudno się mówi. Zobaczę na co natrafię i w tedy zadecyduję. Powolnym krokiem wyszłam z komnaty. Wokół znajdowało się mnóstwo wilków. Nienawidziłam tego. Część z nich obserwowała mnie, przez co czułam pewien dyskomfort, lecz także strach. Co u ich tu przypałętało? Najlepiej będzie, jak opuszczę to miejsce natychmiast. Przyspieszyłam tempa i nie minęła minuta, a już znalazłam się przed zamkiem. Wzięłam głęboki oddech. Ah... Zapach świeżości i lasu. Nie to co w gigantycznej budowli. Tam ciągle czuć było odór cegieł. Zatrzymałam się na chwilę. Z tego, co pamiętam, to na wprost było Glacies, a obok mój ulubiony Las. Niestety chyba będę musiała zawędrować na pobliskie tereny, ponieważ sądząc po kolorze chmur, zanosi się na burzę. Silną burzę. W każdym bądź razie miałam jeszcze trochę czasu. Ponownie ruszyłam, wzdłuż murów zamku. Drzewa rosły coraz gęściej. Uważnie rozglądałam się po okolicy, w poszukiwaniu czegoś interesującego. Jedyne, co znajdowało się tutaj, to połamane gałęzie. Jednak chwilę potem dostrzegłam coś migoczącego w krzakach. Podeszłam do krzewu, z zamiarem wzięcia przedmiotu. Gdy już się nachylałam, aby łapą go wyciągnąć, coś uderzyło mnie w bok. Odleciałam na parę metrów, uderzając w drzewo. Przede mną znajdował się wilk o brązowym umaszczeniu. Obok niego wirowały dwie kulki z ziemi, które po chwili cisnął we mnie. Oberwałam dosyć mocno. Podskoczyłam, a następnie przeleciałam wzrokiem po okolicy. Nic. Żadnej pomocy. Tylko ja i on.
- To mój skarb! - krzyknął zniekształconym głosem.
Dopiero teraz zauważyłam, że samiec ma czerwone oczy, a w nich czarną postać. Jakby duch. Niemożliwe... Czy to był rodzaj złej zjawy? Denam, Denom, Damon*; jakoś tak. Zlękłam się. Nie umiem walczyć, a co dopiero używać mojego żywiołu do tak brutalnych czynów. Jedyną możliwą opcją byłaby ucieczka. Tak, to rozsądne rozwiązanie. Rzuciłam się do biegu. Zamek był niedaleko, więc w nim będę bezpieczna. Potwór gonił mnie, ponieważ słyszałam jego kroki oraz ten dziwny oddech.
- Wracaj! Poniesiesz karę, złodziejko! Argh! - krzyczał damonicznym głosem.
Odruchowo wycelowałam w jego pysk małą kulą wody. Chciałam w tej chwili powiedzieć przepraszam, ale byłoby to bynajmniej śmieszne i nieodpowiednie. Tajemniczy osobnik zatrzymał się na chwilę, z lekka oślepiony. Dostrzegłam zza koron drzew beżowe mury. Jeszcze tylko moment, a damon nie będzie mi zagrażać.
- Jeszcze tu wrócę! - zdołałam usłyszeć.
Zwolniłam tempo. Rzuciłam przelotne spojrzenie do tyłu. Monstrum nie goniło mnie już. Zdyszana, zatrzymałam się.
- Uf! - wykrztusiłam, sapiąc.
Koniec końców zaczęło padać, więc powróciłam do zamku, a pozostały czas spędziłam na przeglądaniu map w bibliotece.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz