Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

sobota, 31 grudnia 2016

Legenda Glacies

Z każdym rokiem Glacies było coraz bardziej mroźne, a skaza wychodziła poza jego tereny, nie zapowiadało się na to by lód stopniał kiedykolwiek. Pewnej zimowej nocy, kiedy na niebie zauważono cudowną gwiazdę, która lśniła bardziej niż wszystkie wokół, mroźne tereny przemieszczała para wilków. Brązowy basior imieniem Luim oraz jego ciężarna partnerka Viri zostali wygnani ze swojej watahy, bowiem tylko para alfa mogła posiadać potomstwo. Nagle Viri zatrzymała się i zacisnęła zęby.
- Co się stało kochanie? - zapytał Luim, zaniepokojony jej zachowaniem.
- To już blisko. - oznajmiła, po czym pisnęła.
- Musimy znaleźć schronienie. - odparł basior, tuląc swoją ukochaną.
Ruszyli w dalszą drogę, rozglądając się za grotą czy jaskinią, jednak zamiast tego napotkała ich zamieć śnieżna. Gwiazda błysła, ukazując im lodowe schronienie, kiedy już znaleźli się w środku, Viri ponownie pisnęła i zaczęła strasznie dyszeć.
Na świat przyszło śnieżnobiałe szczenię, które roztopiło lód i sprawiło, że mróz cofnął się i objął jedynie kawałek ziemi, która była najbardziej zatruta. Luim stwierdził, że to cud i postanowił postawić mały domek. Zostali tu i żyli w harmonii z resztą mieszkańców tych ziem, w końcu niewinne mieszkanko przerodziło się w pałac, bowiem plotka rozniosła się po całym lesie, po górach i pustyniach. Podróżnicy chcieli na własne oczy zobaczyć cudowne dziecię, które roztopiło lód i zostało władcą całej krainy, która zwie się Arcanterrą.

Mieszkańcy Arcanterry dostrzegli cudowną gwiazdę, która pojawia się raz na kilkanaście lat. Postanowili uczcić jej przybycie na granicach Glacies. Przygotowali lodowe stoły pełne najlepszego mięsa, dziwne napoje ziołowe, udekorowali to miejsce najlepszymi kwiatami i lodowymi rzeźbami. Melodyjne pieśni muzyków i tańce przyciągały coraz więcej wilków, które chciały spędzić miło czas i odpocząć od codzienności. Każdy z nich posiadał drobny upominek, który umieścił pod jednym drzewkiem świerku. Wieczorem, kiedy gwiazda rozbłyśnie, rozpocznie się uroczyste wręczanie prezentów i składanie życzeń, na najbliższe kilkanaście lat. Wszystko zostanie zakończone pięknym pokazem fajerwerk!

Sarissa
Szczerze mówiąc niewiele pamiętałam z zimowej opowieści o białym szczenięciu, które przywróciło ład i pokój krainie. Natknęłam się na nią jedynie przelotnie w jednej z wertowanych ksiąg. Kiedy jednak po królestwie rozeszło się szumnie o tym, że przecudna, zwiastująca świętowanie, gwiazda ukazała się na niebie, nie potrafiłam nie pogłębić swej wiedzy i nie wziąć udziału w uroczystościach. Sama z pełną przyjemnością nazbierałam najpiękniejszego kwiecia, jakie potrafiłam znaleźć i pomagałam z zapałem dekorować miejsce biesiady. Byłam więc świadkiem tego, jak mnóstwo wilków przybywa na miejsce, przynosi jedzenie, dekorację lub po prostu uśmiech i ciepło. Widziałam cudowne drzewko, wybrane spośród wielu tu rosnących, przystrojone złotymi drobinami tak, by błyszczało w świetle. Pod drzewkiem znajdowało się wiele podarków, które przynosili ze sobą kolejni przybysze, by po chwili odejść i zająć się rozmowami, tańcem, słuchaniem opowieści czy podziwieniem wytwornych dekoracji. Sama byłam jedną z osób, które pod owym drzewkiem zostawiły podarek. Nie było to nic wielkiego. Jedynie coś na kształt amuletu w postaci woreczka z miękkiej skóry, wypełnionego ziołami, których aromat wspomagał samopoczucie i miał zdrowotne właściwości. W końcu zdrowie jest czymś, czego warto życzyć każdemu. Przynajmniej ja tak uważałam i miałam ogromną nadzieję, że mój podarek przypadnie naszemu władcy do gustu.
Miałam przy sobie jeszcze inne, mniejsze drobiazgi. Ledwie suszone listki o przyjemnym aromacie. Chciałam je podarować kilku znajomym i ważnym dla mnie jednak osobom.

Aria
Już od dłuższego czasu mojego partnera nie było od świtu do zmierzchu. Zajmował się jakimś ważnym wydarzeniem. Od strażników dowiedziałam się, iż jest to przyjęcie upamiętniające stopienie śniegu przez pewne białe szczenię. Święto to odbywa się raz na kilkanaście lat - wtedy, kiedy na niebie, nad Glacies, błyszczy duża gwiazda. To właśnie tam jest odprawiana uroczystość. Wilki obdarowują się upominkami pod przyozdobionym świerkiem. Pomyślałam, iż udam się tam razem ze szczeniętami. One jeszcze nie odpakowały prezentu od Ikelosa, więc byłby to dobry podarunek. Kiedy wstałam, od razu obudziłam szczenięta.
- Wstawajcie, dzieci. Dzisiaj idziemy na święto z okazji pojawienia się pewnej gwiazdy. Po drodze opowiem wam całą historię związaną z nią. Dostaniecie tam prezenty. - uśmiechnęłam się do nich.
Szczenięta zapiszczały radośnie, po czym podążyły za mną. Udałam się do stołówki, ponieważ hałasujące młode przeszkodziłyby w polowaniu. Wzięłam stamtąd spory kawałek jelenia i zaczęłam go spożywać razem z dziećmi.
Skończyłam właśnie tłumaczyć po co właściwie idziemy do mroźnej krainy. Już widać było lodowe rzeźby odbijające w sobie czerwony ogień. Na niebie powoli pojawiały się gwiazdy, lecz jeszcze nie ta, której wszyscy oczekiwali. Z sześcioma pakunkami podeszliśmy do złocistego drzewa. Położyłam je pod nim, a gdy Lee chciała już złapać się za otwieranie ich, chwyciłam ją za kark. Odstawiłam na obok.
- Jeszcze nie, kochanie. Dopiero później. - powiedziałam stanowczo.

Urian
Wszyscy bardzo cieszyliśmy na wycieczkę. Mama co prawda mówiła coś o gwiazdach i takich tam, ale mało mnie to interesowało. Fajniejsze było to, że można się tu było bawić! Było tyle fajnych, ciekawych rzeczy! Tak dużo zapachów i kształtów.
Węszyłem zaciekle, co chwilę doskakując do nowego śladu, który aż promieniował ciekawym zapachem. Jeszcze nigdy tu nie byliśmy, a do tego było tu tak dużo wilków. Dużo, dużo więcej niż jest w pałacu i w ogrodzie. Chciałem ich poznać, dowiedzieć się kim są, co robią. Może mogliby się ze mną pobawić? Albo może mają coś ciekawego? Lubiłem na przykład różne błyszczące rzeczy, były ładne i robiły czasami takie śmieszna skierki, jak się nimi ruszało przy ogniu.
Od razu spodobała mi się lodowa rzeźba. Był to sporych rozmiarów smok. Zacząłem więc przedzierać się przez zaspę, żeby skrócić sobie drogę. Co prawda łapki zagłębiały mi się w śniegu i musiałem podskakiwać jak piłeczka, żeby widzieć w ogóle gdzie zmierzam, ale parłem uparcie do przodu. I byłbym dotarł do celu, gdyby nie mama, która postanowiła mnie pochwycić i przypomnieć mi, że mamy się nie rozdzielać i nigdzie jej nie uciekać.
- Ale ja chcę zobaczyć błyszczącego smoka! - zawołałem. - Mamo, ja chcę! Chcę! - powarkiwałem.
Dlaczego mama musiała zepsuć mi zabawę, a do tego kazała nie podbiegać do obcych. To jak my się mamy z nimi niby bawić, co? To bez sensu. Dorośli są czasem niemożliwi!

Ash
Leżałam w kącie jaskini w swoim skórzanym posłaniu. Futro z którego miałam zrobione legowisko, było miękkie i cieplutkie. Przytuliłam się do niego bardziej, ugniatając przednimi łapami jego brzeg. O tak... Pomrukiwałam z rozkoszą, kiedy usłyszałam dziwne dźwięki dobiegające z daleka. Otworzyłam oczy i wyskoczyłam z legowiska, czując jak bardzo ścierpły mi łapy. Zaczęłam dreptać w miejscu, czując się coraz lepiej. Zaczęłam iść powoli przez tunel, aż wyjrzałam na zewnątrz, a mróz zaczął szczypać mnie w nos. Dźwięki były teraz o wiele głośniejsze. Zaciekawiona zaczęłam iść w stronę ich źródła. Śnieżynki spadały na moje futerko, przez co zadrżałam. Ale było to spowodowane jedynie tym, że niedawno spałam. Byłam przecież przyzwyczajona do takich klimatów. Po chwili moim oczom ukazały się wilki, chodzące tu i tam. Gdzie nie gdzie wisiały jakieś ozdoby, pewnie wykonane przez naszych artystów. Uśmiechnęłam się niepewnie. Święta! Zabawa! Prezenty!
Nagle dostrzegłam waderę, wydającą się dziwnie znajomą. Ah, przecież to cesarzowa. Kiedy spotkałam się z Ikelosem, a następnie z cesarzem, coś o niej wspominali. Wiedziałam też o niej od różnych wilków. Nie wiedziałam do końca co się działo, bo ostatnio leżałam chora* i dopiero niedawno medycy pozwolili mi normalnie funkcjonować. I akurat na imprezę. Szczęście w szczęściu, cóż, Arcanus mnie najwyraźniej polubił.
Tym razem jednak zauważyłam obok niej grupkę szczeniaczków. Wypadałoby jej pogratulować, może przywitać się ze szczeniakami. Tak, idealny pomysł.
- Witaj, Ario. Yghym... Teraz już cesarzowo. Gratuluję dzieci. - uśmiechnęłam się do młodych, następnie kiwając jedynie głową, oddalając się od nich.
Gratulacje, odhaczyć. Powitanie przybywających i bawienie się, nieodhaczone. Zmarszczyłam nos. Poczułam, że mogłabym zjeść chociaż malutką przekąskę. Podeszłam do stołu nakrytego skórą i smacznie wyglądającymi potrawami. Zjadłam doprawiony kawałek zająca, który był tak dobry na jakiego wyglądał. Trzeba powiedzieć wilkom robiącym tę imprezę, że naprawdę się postarały. Oj, naprawdę! Skończyłam jeść i jak dobrze wychowany mieszkaniec Arcanterry, dopiero teraz odeszłam od stołu, rozglądając się. Nie było tu aż tak ciekawie jak się zapowiadało. Gdzie nie gdzie chodziły wilki, ale nie widziałam żądnych znajomych pysków. Była jakaś puszczona muzyka, ale co to za zabawa bez jakichś specjalnych atrakcji? Mimo wszystko usiadłam, czekając cierpliwie, aż coś zacznie się dziać. Może występy zostawili na koniec.

Ikelos
Skoro Red Rose ogłosił spotkanie z okazji pamiętnej gwiazdy i tajemniczego szczenięcia, postanowiłem wpaść tam na chwilę. Tak tylko, żeby się rozejrzeć i choć przez chwilę poobserwować Arię ze szczeniętami. Wiedziałem, żeby lepiej nie wdawać się z konwersacje z szarą, ponieważ miała przy sobie swojego ukochanego, który no cóż... nie należy do najspokojniejszych istot. Jestem ciekaw, którego ze swych synów wybierze na zastępcę, bowiem po nim nie spodziewałbym się tej decyzji. Wolałby, żeby panowało bezkrólewie, albo żebym wymyślił mu jakiś kamień filozoficzny.
Już o świcie ruszyłem w podróż na mroźne tereny, bowiem z wioski droga jest dłuższa niż z zamku. Postanowiłem zabrać ze sobą drobne upominki, takie jak kamienie teleportacyjne dla szczeniaków. Teraz im się to nie przyda, jednak jak dorosną ułatwi im to podróże, byleby nie byli zbyt leniwi. Nie chciałbym, żeby przeze mnie mieli problemy z wagą.
Na miejscu ułożyłem skórzane paczki z imionami, narysowałem tam rozmaryn, liścia, kolbę, słoneczko, urnę oraz aniołka. Patrząc tak na podarunki, moje i innych zamyśliłem się. Czy byłbym dobrym ojcem?

Red Rose
Dzisiaj obudziłem się wcześniej niż Aria, ponieważ musiałem jeszcze załatwić kilka spraw, a mianowicie samą uroczystość. Ogłoszenia, tańce, poczęstunek i w końcu podarunki. W dodatku dla dzieci rozkazałem przygotować przedstawienia, które pokazywały historię tej gwiazdy. Wszystko oczywiście zostawiłem w łapach komików i miałem nadzieję, że nie zepsują tej szansy. Coś pójdzie nie tak, to wtrącę ich do lochów. Rzadko kiedy gwiazda ta się pojawia, więc to naprawdę ważna uroczystość.
Udałem się na miejsce spotkania, gdzie zastałem przygotowania. Wszystko szło idealnie i nawet stroje były naszykowane. Jestem dumny z moich poddanych.
Nim się obejrzałem, była już odpowiednia pora, która sprowadziła na mroźne tereny kilka gości, w tym moją ukochaną ze szczeniętami. Wadera położyła jakieś pakunki pod drzewkiem. Hmm, czemu ja o niczym nie wiem?

Foxy
Jakiś czas temu dowiedziałam się o imprezie, więc nie mogłam przegapić takiej okazji, prawda? Kto wie, może czarnuch będzie i jakoś rozkręcimy to towarzystwo? Kilka łyków soku z Gokuune załatwi sprawę, co jak co, ale ten trunek jest przepyszny i bardzo fajnie się po nim czuję. Mam nadzieję, że przygotowali odpowiednią ilość na święto.
Około południa wybrałam się do rzemieślnika po mój płaszcz i kwiatowe zdobienia, a następnie w swojej komnacie poczęłam przygotowania. Kwiaty były zamoczone w jakimś płynie, który sprawiał, że nie więdły i wyglądały bajecznie, w dodatku posypano je srebrnym pyłem. Za pomocą telekinezy nałożyłam na siebie świecący, niebieski kawałek materiału i obwiązałam się złotymi wstążkami, by mi nie przeszkadzał. Wystarczyło teraz przykleić do futerka kwiaty i będę tam najpiękniejsza!
Kiedy wszystko było już gotowe, wyruszyłam w drogę. Powolnie, bowiem damie wypada się spóźnić, zwłaszcza jeśli wygląda tak ślicznie jak ja. Na miejscu zastałam kilkanaście wilków i bajeczne dekoracje. Nim się obejrzałam, miałam obok siebie napalonych samców. Szykuje się niezła libacja.

Zeconi
Rano mama obudziła nas i oznajmiła, że dzisiaj dostaniemy prezenty! Tak, kocham prezenty! Nie dyskutując, zrobiłem wszystko co kazała mi mamusia i nawet nie marudziłem, kiedy bolały mnie nóżki. Historia opowiedziana przez rodzicielkę jednak nie była taka ciekawa, nie rozumiałem zbytnio o co w niej chodziło, więc zadawałem mnóstwo pytań do czasu, aż nie doszliśmy na miejsce.
Było tam naprawdę pięknie, chciałem iść polizać rzeźby, jednak bardziej skupiłem się na prezentach, które wyciągnęła mama.
- To dla mnie? - zapytałem, a kiedy szara wadera skinęła głową, chciałem zabrać się do rozpakowywania. Niestety, moje czyny nie doszły do skutku, bowiem mama złapała mnie za kark i wyjaśniła, że dopiero będą otwierane, kiedy pojawi się pewna gwiazda. Spojrzałem w niebo i zobaczyłem kilkanaście gwiazdek, które jak dla mnie wyglądały tak samo. Pytań nie było końca.
- Czy to ta!? Czy to ta? A może tamta? Która to gwiazda!? Mama! - krzyczałem, biegając wkoło, cały czas patrząc się w górę. Nagle coś mi przeszkodziło, a ja upadłem na tyłek.
- Kim jesteś? - zapytałem tajemniczego wilka.

Rue
Od początku dnia zastanawiałam się, czemu większość wilków wychodzi z zamku. Każdy z nich podążał w tą samą stronę. Może jakiś nieoczekiwany gość się zjawił? Albo jakiś kosmiczny głaz spadł na ziemię? A może las się pali? Ah! Tyle pomysłów, a nie wiadomo, czy któryś z nich jest prawidłowy. Byłam tego bardzo ciekawa, więc gdy zauważyłam, że jakieś troje czarnych wilków idzie w tamtą stronę, to podążyłam za nimi.
Po dość długim spacerze znalazłam się przy lodowej krainie. Było tu mnóstwo mieszkańców Arcanterry. Co parę kroków znajdowały się figury wykonane z lodu. Wzdłuż "dreptaka" stał ogromny stół z różnorodnym jedzeniem. Nie byłam głodna, więc nie skorzystałam z poczęstunku. Chwilę namysłu przerwało mi coś, co uderzyło mnie w tylną łapę. Popatrzyłam w tamtą stronę lekko zdziwiona. Ujrzałam szarego szczeniaka. Patrzył na mnie trochę przestraszony. Posłałam mu ciepły uśmiech, na co się uspokoił.
- Hej, malutki. Czyżbyś się zgubił? - zapytałam.

Issar
Tak, tak, tak! Nareszcie jakaś impreza, nareszcie trochę zabawy! Byłam taka szczęśliwa i nakręcona na te całe gwiazdkowe uroczystości już od chyba całego tygodnia, mój niebieski, pomarszczony kostium i inne gadżety miałam gotowe już kilka dni przed imprezą, a przecież raczej nie należę do tych pracowitych, mam przykry podobno zwyczaj zostawiania wszystkiego na ostatnią chwilę... Tak czy inaczej, w Glacies pojawiłam się o poranku, by pomóc w ostatnich przygotowaniach. Podobno prace nad dekorowaniem tego miejsca trwały już od kilku dni, ale ja przecież nie będę nosić stołów ani nic, zostawiłam sobie tylko tą przyjemność tworzenia ostatnich dekoracji i błyskotek. Potem wiadomo, szybko do zamku się wyszykować, a potem biegiem wracać do Lodowej Krainy, by wreszcie sobie potańczyć, pośpiewać, pobawić się, poznać kogoś nowego! Na miejscu znalazłam się po zmierzchu, cała zdyszana, ale uśmiechnięta. Chciałam upatrzyć sobie kogoś w tłumie, by się przywitać i zaproponować zabawę, a w końcu dokonałam wyboru i zaczepiłam jakiegoś losowego wilka.
- Hej, jak się bawisz? - spytałam rozentuzjazmowana

Zeconi
Spojrzałem na śliczną białą waderę, która zapytała czy się zgubiłem. Ja? Zgubiłem?! Rozejrzałem się za mamą i zauważyłem jak z kimś rozmawia. Jeśli widzę mamę to chyba się nie zgubiłem prawda?
- Nie. - odparłem wesoło, przyglądając się większej postaci bardzo dokładnie. Miała dziwne oczy. Nigdy nie widziałem wilka, który miałby zamknięte niebo w tych dwóch kuleczkach.
- Czemu masz takie oczy? - zapytałem zdziwiony i jednocześnie zainteresowany tym faktem. Przeważnie widziałem wilki, które miały taki sam kolor jak ja lub takie zwykłe. Ona była śliczna! Usiadłem przed nią, cały czas wlepiając gałki w te piękne szafiry. Tata ma ich pełno w komnacie! Jak będę mógł sam wychodzić na zewnątrz to na pewno dam jej jeden taki kamień.

Rue
Zaśmiałam się cichutko pod nosem. Ten szczeniak był przeuroczy! Sama za młodu marzyłam o posiadaniu dzieci, lecz z wiekiem ten cel jakoś zamazał się w mojej pamięci. Niby lubię młode, lecz to nie na moje nerwy. Za dużo przy nich opieki. Basiorek usiadł, więc i ja to poczyniłam.
- Po prostu. - odparłam. - Takie odziedziczyłam po rodzicach. - dodałam, z lekkim westchnieniem.
Ah... Rodzice... Nigdy ich nie pamiętałam. Wychowywałam się u lisów, które raczej w żadnym aspekcie nie były do mnie podobne. Byłam od nich większa oraz jaśniejsza. Niestety wraz z rozpoczęciem się moich problemów z żywiołem, postanowili mnie wyrzucić. Od tak, bo stanowiłam dla nich zagrożenie. Niby dali mi schronienie na czas dzieciństwa, ale jednak więzi do czegoś zobowiązywały. Choć czy oni tak na prawdę mnie kochali? Nie mam pojęcia. Pewnie Lar* otoczyliby opieką gdyby coś takiego jej się przydarzyło. Co się stało to się nie odstanie. Trzeba żyć teraźniejszością, nie przeszłością. Na szczęście udało mi się opanować wodę, więc teraz sobie radzę.
- A-ale przecież każdy wilk ma takie szare albo brązowe! - zaprzeczył.
Szczenię zilustrowało mnie od góry do dołu, szeroko otwierając pysk.
- T-ty... Jesteś duchem! - krzyknął, zwracając na siebie uwagę poszczególnych wilków.
Ponownie zachichotałam. Ten młody na prawdę mnie nie rozśmieszał.
- Jeśli tak uważasz... Ale nie bój się. Jestem dobrym duchem. - odparłam wesoło.
Samiec nadal był zdziwiony tym faktem. Zauważyłam, iż coraz więcej mieszkańców tej krainy zbiera się przy oddzielonym, drewnianym podeście. Na scenę wychodzili komicy.
- Chodź, spektakl się zaczyna. - zaproponowałam. - ...albo wróć do mamy. - dorzuciłam prędko.
Czułam się odpowiedzialna za to dziecko. Nie mogłam go samego zostawić. 

Na scenę wyszedł jeden z komików, w pięknym płaszczu z kapturem. Podszedł on bliżej i usiadł gdzieś z brzegu sceny, po czym zaczął opowiadać, a każde jego słowo nabierało rzeczywistości. Reszta przyjaciół naszego narratora była ubrana w cudownie wykonane stroje, by jak najbajeczniej przedstawić historię pewnego szczenięcia. Mieszkańcy Arcanttery słuchali ich z zachwytem i podziwiali magiczne efekty specjalne. Nawet szczenięta zainteresowały się tą historią, chociaż kto wie? Może bardziej ciekawiły ich te sztuczne ognie i brokat?
Wszyscy świetnie się bawili, pili, jedli, tańczyli i podziwiali wszystko wokół, oczekując rozbłysku gwiazdy, który miał nadejść lada chwila. Słońce schowało się za horyzontem, a księżyc powolutku wychodził z ukrycia. Kaprale zapalili magiczne kamienie świecące, bowiem robiło się coraz ciemniej. Wtem niebo rozbłysło, tak jak nigdy dotąd. Było jasno jak za dnia, a wszystkie oczy tu zgromadzone podziwiały piękno tego zdarzenia. Światło docierało do zmrożonych kropelek, które mieniły się niczym diamenty... magicznie... Czy to już czas na prezenty i życzenia?

Ikelos
Uważnie przyglądałem się przedstawieniu, bowiem nigdy jeszcze nie widziałem czegoś tak pięknego. Te stroje, dopracowane efekty i dekoracje. Było naprawdę bajecznie! Miło było przypomnieć sobie tą historię od nowa i to w takim wykonaniu. Czyżby to było moje drugie święto tajemniczej gwiazdy? A może trzecie? Nie pamiętam już, jednak to chyba utkwi w mej pamięci.
Po spektaklu udałem się coś zjeść i posłuchać pieśni bardów, kiedy nagle coś mnie oślepiło. Tak, to gwiazda rozbłysła! Spojrzałem w niebo, a następnie rozejrzałem się po terenie. Pora na życzenia i prezenty! Udałem się do drzewka, po moje sześć pakunków i zacząłem rozglądać się w poszukiwaniu Arii.
- Cześć. - przywitałem się, dość nieśmiało. Nie wiem przecież czego mogę się spodziewać po bracie.
- Chciałem złożyć ci życzenia, a mianowicie... dużo szczęścia, tak wiele ile mieści się w tych sześciu puchatych kulkach, zdrowia, bo na nasze lata się bardzo przydać może, no i... - przerwałem na chwilę. Czy powinienem? - miłości, takiej jakiej zawsze chciałaś. - dodałem, z opuszczoną głową.
Nim wadera zdążyła mi odpowiedzieć, jedno ze szczeniąt zapytało co trzymam w torbie. Uśmiechnąłem się do nich, po czym wyciągnąłem za pomocą telekinezy podarunki i wręczyłem każdemu z nich, zgodnie z narysowanym znakiem. Zawsze mogą zatrzymać ten kawałek skóry dla siebie.
- Wszystkiego najlepszego od wujka. - odparłem z uśmiechem.  

Red Rose
Przez całe przyjęcie byłem otoczony pięknymi i młodymi waderami, które zadbały o to, bym się bawił jak najlepiej. Jedna nawet zaproponowała mi krótki spacer, w wiadomym celu. Dlaczego miałbym nie skorzystać? Całą zabawę zniszczyła nam ta cholerna gwiazda, wiadomo... król i przemówienia z okazji rozbłysku. Szybko skończyłem to co zacząłem i liznąłem ją w pysk, po czym wróciliśmy na miejsce przyjęcia.
Wszedłem na scenę i zaczęła się ta cała paplanina, standardowo, że zdrowia, że szczęścia i miłości. Prościzna. Kiedy zszedłem i zamierzałem znaleźć Arię, przeszkodzili mi mieszkańcy, który koniecznie chcieli porozmawiać z władcą. Ludu się nie wybiera, także szarą znajdę później.

Foxy
Przez całe przyjęcie zabawiałam przystojnych samców, aż w końcu udało mi się dojść do cara. Teraz to już nie było mowy, żeby mnie opuścił. Wystarczyło pozbyć się konkurencji i innych panienek, więc szepnęłam mu kilka słodkich słówek na uszko. Długo nie trzeba było czekać na rezultat, bowiem nasz władca to zwykły prostak, ale ta ranga... hmmm. Idealny do mojego spisu.
Udaliśmy na spacerek, zrobiliśmy co trzeba a potem jakby nigdy nic wróciliśmy na miejsce imprezy. W sumie, znam lepszych w tych sprawach. Teraz mogę spokojnie wrócić do kontynuowania mych zabaw, ale najpierw życzenia. Oczywiście, ja ich składać nie będę, a jednie przyjmować. Od czasu do czasu szepnę coś sprośnego, o ile samiec mi się spodoba.

Urian
Zacząłem niuchać za bratem. Jak to tak, że mnie to nie pozwoliła mama nigdzie iść, a on sobie gdzieś polazł?! Znajdę go i zobaczę co robi i tym razem mama mnie nie powstrzyma!
Wciągnąłem zimne powietrze w nosek i kichnąłem parę razy, ze aż mną zatrzęsło. W głowie zrobiły mi się takie dziwne wirowania... To było śmieszne... Ale dobra, trzeba się skupić. Znalezienie tropu brata łatwe nie było, bo wszędzie ktoś chodził, a zapachów było tyle, ze aż się w głowie od nich kręciło, ale w końcu dałem radę. Nosek zaprowadził mnie na tyle blisko, że mogłem wreszcie dostrzec Zeconiego. Nie był sam. Siedział i wlepiał patrzałki w białą wilczycę przed sobą. Przypatrzyłem się chwilę, przekręcając przy tym łepek. Zaraz jednak zacząłem się skradać i nim mój brat zdał sobie sprawę co się dzieje, leżał już pode mną z głupkowatą miną, na którą roześmiałem się głośno.
Brat warknął na mnie i zrzucił mnie z siebie. Burknął coś przy tym o tym, że wstyd mu robię i mam sobie iść. Wlepił przy tym maślane oczy w wilczycę spoglądająca na nas z uśmiechem.
Ryknąłem śmiechem, bo zrozumiałem w czym rzecz.
- Coni się zakochał! Zakochana para...! - zaszczekałem i zacząłem podskakiwać wokół brata, podśpiewując i śmiejąc się przy tym.  

Zeconi
Do mamy? Nie chcę iść do mamy, wolę spędzić czas z nią. Szczeknąłem dwa razy, ukazując moje niezadowolenie, po czym z dumą udałem się ku przodowi. Wadera musiała za mną iść, bo co jak co, jak się zgubię to będzie jej wina i wszystkim o tym powiem. Tata nie lubi jak ktoś go nie słucha, a ja jestem taki jak tata.
Usiadłem gdzieś z przodu sceny i zacząłem wpatrywać się w to, co się na niej dzieje, a moja biała koleżanka siedziała obok mnie. Kiedy opowiadanie się zakończyło, zacząłem patrzeć się na nią i mówić, że ma bardzo ładne oczy i też bym takie chciał. W tym momencie przerwał mi mój głupi brat! O nie, tak to nie będzie! Warknąłem dwa razy i zacząłem go gonić, kiedy prawie go dorwałem, coś mnie oślepiło, jednak nie tylko mnie. Usłyszałem krzyki brata, który nawoływał mamę, więc i ja również to zrobiłem. Po chwili poczułem, że ktoś mnie łapie za kark. Czemu to tak mocno świeci!
Zrobiło się troszkę ciemniej, więc otworzyłem oczki i ujrzałem, że to cień mamy i wujka, który dał nam jakieś kamyczki. Niestety, nie da się ich gryźć. Ała.

Wilcze serca rozpaliły się i już po chwili każdy członek otrzymał najszczersze życzenia i malutkie, niepozorne upominki, ale jakże wielkie! Liczy się bowiem gest, nie przedmiot. Śmiechom i tańcom końca nie było, jednak biesiada trwać wiecznie nie może. Z rozkazu władcy wystrzelono w niebo magiczne ognie, które przybierały najróżniejsze kolory. Czegoś tak pięknego jeszcze nie było! Niebo rozbłysło ponownie, jednej nie jaśniej, niż nasza tajemnicza gwiazda.
Dzisiaj już nikt nie zdoła posprzątać tego bałaganu, jednak bałagan nie zając, nie ucieknie. Odpocznijcie moi mili, cieszcie się magią jaką nas odwiedziła, a jutro... no cóż, trzeba zabrać się za robotę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home