Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

piątek, 28 kwietnia 2017

Leria - Stary, ale jary

Obserwowałam drobinki kurzu latające w powietrzu w mej komnacie. Ot, małe, nie znaczące, widziane tylko w promieniach słońca. Takie jak ja. Mała, nic Nie znacząca i widziana tylko jak ktoś raczy skupić swą uwagę na mej personie. Na co mi to wszystko było? Ta przeklęta Arcanterra... Na co było to Olethrosowi? Mówi się; Tam gdzie wilków sześć, tam nie ma co jeść. (NOTE: W rodzimowierstwie duch składa się z trzech pomniejszych dusz). Tak mam już dosyć i tylko gniew czuję na myśl o... wszystkim.
- Zrobisz ty w końcu coś? Czy tak będziemy gnić po wsze czasy? - zwróciłam się do mego towarzysza. Pełni szczęścia już bym doznał gdybyś po dobrej woli się wyeksmitowała z tego ciała, ale ty oczywiście nie chcesz i do tego nawet nie współpracujesz! Nie znalazłaś mi Evangeliny, nie wróciłaś do Miejsca jak ci kazałem, do tego niszczysz ciało jakby w twoim interesie nie leżało nawet przeżycie i nie używasz swojego popierdolonego żywiołu! Gadka-szmatka. Wstałam z łoża, wzięłam torbę i wyszłam z komnaty, zamknąwszy za sobą drzwi.
- Nie mam żywiołu - warknęłam. Jak cię kto porządnie wkurwi to wtedy zobaczysz jak ty dopiero nie masz żywiołu. - Akurat ty jesteś w tym najlepszy.
Basior w końcu się zamknął i mogłam kontynuować spacer. Stąpając po zielonej trawie, zastanowiwszy się wprzódy gdzie pójść, skierowałam swe kroki ku królewskim ogrodom. Będąc już blisko posłyszałam śpiew jakiś i dźwięki wydawane przez jakiś instrument toteż żwawo wkroczyłam między rabaty i podążyłam ku muzyce. Taka sceneryja mi się objawiła: stary basior o szarej barwie grywał na instrumencie i śpiewał z uśmiechem krasnym a naokoło niego siedziało parę wilków zasłuchanych. Niestety zdążyłam tylko na ostatnie nuty, ale zawyłam z paroma wilkami co wiwat muzykantowi winszowali. On spakował instrument do torby nieopodal i spojrzał jakby badawczo po zebranych. Jak na mię spojrzał zerwał się z miejsca i z uśmieszkiem podszedł do mnie. Od razu skłonił się przede mną i przedstawił się ślicznie. Ale, ale! Nie może być, że starszy basior się przed młodszym kłania! Znikąd poczułam wstyd i skłoniłam tedy łeb.
Leria von Vero, tak się nazywam, Waćpanie. - mruknęłam speszona.
Ethen o dziwo okazał się być naprawdę miłym i nieco szalonym wilkiem jak na swój wiek. Czas z nim spędzony był bardzo przyjemny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home