Po śniadaniu zmierzałem ku ogrodom królewskim, bo gdzie jest piękniej jak nie tam? Wadery to lubią, to oczywiste! Jak one to mawiają? Oh, tak "Jak tu romantycznie". Pff, skomplikowane, ale do końca, bo szczerze... co ma miejsce do kochania? Po co patrzeć na miejsce? Ja się zawsze skupiam tylko na pięknym ciele, cudownych oczach i mięciutkiej sierści.
Moją uwagę przykuła pewna czarna wadera, która leżała przy stawiku. Jak na moje oko, ona czeka na swojego księcia z bajki, więc no cóż... jestem! Shae może poczekać, albo coś tam jej wypadnie. Oby. Nie chcę tutaj smutnej, białej śliczności, a jeśli nawet to mam ją pod taką kontrolą, że wszystko łyknie. Taka trochę niezdarna, ale szaleńczo zakochana. To dobrze, zawsze to jakaś opcja awaryjna.
- Witaj cudowna niewiasto, czy mogę się dosiąść? - podszedłem do czarnej wadery, delikatnie umieszczając kwiatek na wodzie, tuż przed jej oczyma.
Renn
Ni to z gruszki, ni z pietruszki, coś, co stanowczo nie było wodą, uniosło się na niej. Zamrugałam kilka razy myśląc, że moja psychika jest tak bardzo podniszczona, iż mam halucynacje. Na całe szczęście, roślina ta była prawdziwa, na co odetchnęłam z ulgą, a panika jeszcze przed chwilą narastająca z sekundy na sekundę, teraz zmalała. Słysząc nieznajomy mi głos, niemalże podskoczyłam, biorąc głęboki wdech. Spojrzałam niepewnie na wilka, który zadał mi pytanie. Niestety, na jego widok od razu spuściłam wzrok na wodę, bowiem nigdy nie przepadałam za dostawaniem komplementów, a tym bardziej od tak przystojnych basiorów, za którymi uganiało się całe stado wilczyc. Oh, nie chcę sobie narobić wrogów zwykłą rozmową z tym wilkiem, gdyż niektóre z adoratorek są tak zaślepione swym ideałem, że mogłyby nawet skrzywdzić kogoś, kto zagraża im przyszłym związkom. Przełknęłam ślinę, zbierając swe myśli do kupy.- Ja... - zaczęłam, czując pewnego rodzaju blokadę. - Jasne. - dodałam po dłuższej chwili.
Wtem stwierdziłam, iż większość wilków, z którymi zaczynam rozmowę, bardzo szybko chce ją kończyć, ponieważ zrażają się moją nieśmiałością. W pewnym sensie czasami ratowało mi to skórę, lecz totalny brak kontaktu z innymi oprócz własnej rodziny jest niedobry.
Zeconi
Wadera najwidoczniej się przestraszyła, co moim zdaniem jest bardzo urocze. Od zawsze miałem jakąś słabość do takich wilczyc, bowiem to naturalne. Nie po to wymyślono te wszystkie bajki o królewnie w opałach i jej królewiczu. Wadera to ma być wadera, a nie jakieś nie wiadomo co, co sądzi, że w wojsku będzie fajnie. Zwykłe popisywanie się i chęć bycia lepszym od samców. Jakieś kompleksy mają te nasze kapralki. Po co być lepszym od nas, skoro same są idealne, jeśli oczywiście zachowują się jak na płeć piękną przystało. Słodkie, głupiutkie, niezdarne, nieśmiałe i pakujące się w kłopoty. Takie właśnie są najcudowniejsze, bowiem przy nich basior może być basiorem. Od razu staje się odpowiedzialny i łapę by dał sobie uciąć za chociażby jeden uśmiech. A teraz? Nie wiem, ale ostatnio moda na jakieś chamskie teksty i samcze zachowanie, już nie wspominając o chęci rozkazywania. Ona chce samca czy samicę? A może najlepiej szczeniaka, który jednocześnie będzie dojrzały by ją zapłodnić. Po prostu masakra!- Mam nadzieję, że to twój ulubiony kwiat, a jeśli nie, to czy zechcesz zdradzić mi tą tajemnicę? - usiadłem obok niej, po czym zapytałem, patrząc najpierw na kwiat i kończąc pytanie ze wzrokiem skierowanym na czarną istotkę.
Renn
Przełknęłam ślinę, wbijając swój wzrok w kwiat dryfujący na błękitnawej tafli wody. Na pytanie zadane przez basiora nie umiałam odpowiedzieć. Po prostu. Nie miałam chyba żadnej ulubionej rośliny, gdyż wszystkie były dla mnie tak samo piękne. Choć... Za młodu mama pokazywała nam takie ładne, fioletowe kwiaty. Teraz ich zapach bardzo kojarzy mi się z nią. To były chyba irysy, choć łapy nie mogłabym sobie za to uciąć. Tak czy siak, w moich oczach wszystko miało w sobie jakiś urok, lecz nie chcąc zasmucić szarego wilka, postanowiłam odpowiedzieć tak, aby było mu miło.- Ym... No... - zbierałam w myślach słowa do kupy. - No bo... T-ten kwiat jest bardzo ładny... Tylko... Tylko ż-że... Ohh...
Wydałam z siebie jęk smutku, zmieszanego z lekką irytacją, po czym przypadłam głową do ziemi i zakryłam pysk łapami. Najchętniej to zapadłabym się teraz pod ziemię, albo w ogóle gdzieś, gdzie mnie nie widać, a najlepiej, żeby jeszcze nie było mnie słychać. Taki wstyd... Zaraz chyba po prostu się rozpłaczę. Nie ważne, że będzie ze mnie jeszcze większe pośmiewisko.
Zeconi
Zachowanie tej ślicznotki było bardzo słodkie, a kiedy się zamotała i zakryła łapkami, to normalnie... zakochałem się. Oh, jak ja uwielbiam takie samice. Od razu mam ochotę się nimi zająć, przytulić i obiecać, że wszystko będzie dobrze. Jednak jest pewien problem, nie obiecam nigdy, że będę zawsze. Wiadomo jak to jest, to nie pierwsza i nie ostatnia wadera, a one wszystkie chciałby mnie mieć na zawsze i żebym był tylko dla nich. Tak się nie da...Uśmiechnąłem się do siebie, patrząc na czarną jeszcze przez chwilkę, po czym ułożyłem się tuż obok, tak by poczuła moje ciepło. Wyciągnąłem łapy i ułożyłem na nich głowę, po czym zacząłem szeptać, tak by usłyszała.
- Wszystkie kwiaty są piękne, jednak każdy musi znaleźć ten jedyny. Kiedy tak się stanie, wszystko już będzie dobrze. Mój kwiat nie musi być tym, którego szukasz ty... - szepcząc te słowa, obserwowałem kwiatek na wodzie.
- Kiedy już znajdziesz odpowiedni kwiat, nie daj mu zwiędnąć, bo już może nie odrosnąć. - dodałem, już normalnym tonem głosu. Chociaż z drugiej strony, rzadko kiedy bywałem, jakby to powiedzieć... czuły? Troskliwy? Na ogrodnictwie też się nie znałem, więc jeśli ona się zna, to jestem kretynem, ale chyba słodkim, prawda?
Niebo się nad nami zarwało i woda runęła z chmur, jakby Arcanus utworzył nową rzekę. Taką z nieba, na ziemię. Wadera mimo grzmotów, nadal leżała, więc dałem jej chwilę, ochraniając nad przed deszczem. Utworzyłem powietrzny parasol, leżąc i czekając aż ona przejmie inicjatywę.
Renn
Basior nawet nie zwrócił uwagi na moje onieśmielenie, co mnie bardzo zdziwiło, aczkolwiek jeszcze mocniej ucieszyło. Na moim pysku pojawił się mały uśmiech. Podniosłam lekko pysk, spoglądając w górę. Nawet nie zauważyłam, że zaczęło padać. Poniekąd jednak takie zjawisko sprawiało mi przyjemność, ponieważ czułam w tedy pełnię swoich możliwości. To tak, jakby w moje ciało wpływała energia, która sprawiała, że moja moc żywiołu stawała się potężniejsza... Ale to było tylko wrażenie, gdyż nieraz próbowałam stworzyć coś niesamowitego z wody podczas deszczu, a wychodziło mi to, co na normalnych treningach. Zauważyłam wyczekujący wzrok szarego wilka, który mnie lekko speszył i zdezorientował. Ponownie w mojej głowie zapanowała pustka, choć z początku sądziłam, że tak nie jest.- Ym... Jak brzmi t-t-twoje... - dukałam, a pod koniec ściszyłam swój głos do takiego stopnia, iż był on praktycznie niesłyszalny. Przymknęłam lekko oczy, co na prawdę pomogło, ponieważ wymyśliłam jakieś sensowne dokończenie tego zdania, które i tak było bardzo chaotyczne. - ...twoje imię? Imię. - dokończyłam trochę pewniej i głośniej.
To z pewnością nie nawiązywało do tematu zaczętego przez samca, lecz na prawdę nic innego do głowy mi nie przychodziło (o ile w ogóle coś tam przyszło). Opuściłam wzrok, gdyż nie mogłam się tak ciągle patrzeć na kogoś innego. To było niekomfortowe, praktycznie nie mogłam zaczerpnąć normalnego wdechu, przez co oddychałam bardzo płytko.
Zeconi
Wadera albo była nie pewna siebie, i to aż za bardzo, albo moja cudowna osoba ją tak onieśmielała. Schlebiało mi to, nie powiem, że nie. Czemu każda nie może być taka? Teraz nie idzie znaleźć słodkiej, niewinnej i nieśmiałej królewny, bo wszystkie chcą być samodzielne. Po co? Czy to ma w ogóle sens? Wiadomo, że wadera i tak nie będzie rządzić, a nawet jeśli basior umrze pierwszy, to on sam o jej śmiałość zadbał na tyle, by coś ogarnęła. Zresztą, tron i tak przejmie jej syn, więc raczej panienki muszą być panienkami. Basior i szczeniaczki. Tym się powinny zajmować, bo tak chciał Arcanus.- Zeconi. Zeconi the White. A tobie jak na imię? - uśmiechnąłem się do niej, jednocześnie będąc wyjątkowo zauroczony jej osobą.
Co ja na to poradzę, że uwielbiam takie wadery! Po prostu tulić, kochać i obraniać, czyli wszystko to czego chce normalny basior. Być dla niej całym światem.
Renn
Zeconi the White. Przecież nasz cesarz, Urian, ma taki sam przydomek. Słyszałam, że ma on pewien konflikt z bratem, lecz nie wiedziałam, jak ten basior się nazywa. Właściwie powtarzaliśmy to na lekcjach, aczkolwiek raczej nie zainteresowało mnie to tak, abym zapamiętała wszystkie imiona rodziny królewskiej. Teraz jednak zaintrygowało mnie to na tyle, żebym dopytała się o to Zeconiego.- Renn Waterfall - odparłam. - A-a tak z cie-ciekawości zapytam... Urian to twój... brat? - dodałam.
Gdy tylko szary wilk usłyszał imię cesarza, od razu spiął mięśnie, a jego pysk jakby wykrzywił się w grymasie niezadowolenia. Me serce zaczęło szybciej bić, a oddech stawał się coraz płytszy. Nie chciałam, aby samiec tak zareagował. Zapewne sprawiłam mu przykrość moim błędnym myśleniem.
- Oh... W-wybacz mi za takie głupie pytanie... - westchnęłam z żalem.
Zeconi
Renn the Waterfall? Coś mi to mówi, jednak nie jestem w stanie sobie teraz przypomnieć skąd znam ten przydomek. Mniejsza, teraz liczy się tylko ta czarna piękność, chociaż wiadomo... szare są najlepsze.Wszystko dobrze, aż tu nagle pojawia się Urian. Kurde, czy on musi być wszędzie? W prawie już dawno o nim nie myślałem, bo miałem lepsze rzeczy do roboty i nawet nie jestem na niego wściekły. Teraz to mi raczej wszystko obojętne, jednak myśli to tylko myśli. Może i chciałem być cesarzem, ale teraz to już nie ma sensu. Porażki trzeba umieć znosić, a ja no cóż... zachowałem się jak szczeniak, jednak kto się temu dziwi? To było dwa lata temu. Pora dorosnąć.
- Nic nie szkodzi. - uśmiechnąłem się do niej i delikatnie musnąłem ją po policzku.
- Chodźmy się przejść. Tak ładnie pada, że szkoda tego nie wykorzystać. - wstałem i czekałem na jej reakcję, która była bardzo do przewidzenia. Przecież mi nie odmówi, prawda? Jest na to zbyt nieśmiała, proste.
Ja osobiście nie przepadam za byciem mokrym, ale wszystko fajnie wygląda podczas deszczu. Oczywiście wiadomo, że mój powietrzny parasol to podstawa takich przechadzek.
Wadera rozejrzała się i zamyśliła na chwilkę, po czym wstała i dołączyła do mnie. Widać było, że jest bardzo nie pewna tego co robi, w końcu znamy się od kilku chwil. Jeszcze co? Porwę ją i zgwałcę? Przed takimi basiorami to ja będę ją chronić. Jest moja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz