Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

wtorek, 18 kwietnia 2017

Zeconi - Spacer zakochanych

Ostatnio zrobiłem sobie wolne i wybrałem się do zamku, wcześniej przydzielając odpowiednie zadania tym leniom. Mają zajęty cały tydzień, a jak wrócę to wszystko sprawdzę, niech sobie nie myślą, że jak młody to głupi.
Ostatnio myślałem o tej królewnie i chciałbym ją jeszcze raz zobaczyć. Brata i tak mam gdzieś, co niby mi zrobi? Jedynie co to zacznie błagać o wybaczenie, a ja go oleję, tak jak on to zrobił. Dobrze wiedział, jak mi zależy, ale nic z tym nie zrobił. Nawet nie ruszył swej dupy z zamku, by mnie znaleźć i pogadać. Nie to nie. Teraz mam to gdzieś, a jak zostanę generałem to coś czuję, że się nie dogadamy. Oh, miło będzie na niego popatrzeć jak się płaszczy przede mną. Cesarz straci swą wartość.
Wpadłem ukradkiem do ogrodów, gdzie na złość zastałem spacerującego Uriana i jego waderę. Nosz, kurwa... teraz to nie ma opcji, że ją jakoś wyciągnę. No, ale skoro już tu jestem to jeszcze raz skoczę do Shae. Zawsze coś. Ciekawe co tam u niej, hmmm? Chciałem ich jakoś ominąć, tak by się nie doczepił czy coś, chociaż szczerze? Nie liczyłem nawet na to. No i się przeliczyłem, bowiem ni z tego ni z owego, ucieszył się i zagadał. Może jednak powinienem wejść normalnie? Ze strony dziedzińca...
- Daruj sobie. Nie przyszedłem tu do ciebie. - warknąłem niechętnie, marszcząc nos i unosząc lekko lewą wargę.
Urian
Wybraliśmy się z Viviann na spacer. Robiliśmy to dość często, zazwyczaj, żeby zwyczajnie porozmawiać o wszystkim i niczym. Trzeba było przyznać, że zbliżyliśmy się do siebie, co więcej chyba można nas było uznać za przyjaciół. Kłopot był taki, że tylko za przyjaciół. Mimo, że Vi była śliczna, mądra i miała ogrom uroku nie czułem do niej nic więcej... Nie pociągała mnie w sposób, w jaki wszyscy tego oczekiwali. Storm szczerze się już niecierpliwił, bo przecież po takim czasie powinniśmy już zapewne być po ślubie i myśleć o sporej gromadce szczeniąt. A tu klops, bo Vi czuła do mnie to samo, co ja do niej do czego już wspólnie doszliśmy.
Spacer przerwał nam nikt inny niż Zeconi. Tak dawno go już nie widziałem, że naprawdę ucieszyła mnie jego obecność. Ucieszyła, ale i zaniepokoiła. Wreszcie mogłem z nim porozmawiać. Tutaj, na spokojnie, nie szukając go po lasach lub włócząc się po koszarach.
Jak zwykle jednak już na powitanie dostałem warczenie. Nie powiem, zabolało... Poczułem jak sierść jeży mi się nieprzyjemnie, ale nie dałem tego po sobie poznać. Musiałem być spokojny. Choć ten jeden raz...
- Tak też myślałem - odpowiedziałem mu. Szczerze bym się zdziwił, gdyby przyszedł do mnie, szczególnie w celu innym niż ostra wymiana... zdań. Czy naprawdę to, że byliśmy braćmi nic dla niego nie znaczyło? Jedyne czego chciał to władza? Westchnąłem ciężko coraz bardziej rozumiejąc dlaczego to mnie wybrano. Mnie nie obchodził tron... ja chciałem po prostu jakoś wszystko poukładać, zadbać o to, co było dla mnie ważne. Dlatego teraz się starałem, nawet jeżeli kiedyś nie było to w mojej naturze.
- Mimo wszystko cieszę się, że cię widzę i sądzę, że powinniśmy wreszcie porozmawiać. Naprawdę nie dość już tych kłótni i spięć?
Brat łypał na mnie spod byka, jak zawsze... Co ja mu do cholery takiego zrobiłem, co? A tak... wybrano mnie, ktoś ośmielił się zrobić coś nie po jego myśli... W takich chwilach naprawdę ciężko było mi się powstrzymywać i najchętniej siłą natłukłbym mu rozumu do łba nawet jeżeli później bardzo bym tego żałował.
- Vi... zostaw nas jeśli możesz. - zwróciłem się do wadery, która spoglądała na nas z pewnej odległości.
Viviann
Naprawdę nie miałam pojęcia co się właśnie działo. Wiedziałam, że bracia się nie dogadują, że się kłócą, jeden ma do drugiego żal, ale za każdym razem, kiedy próbowałam o to podpytać Uriana, ten zbywał mnie, zmieniał temat, mówił, że sobie poradzi... Z tym, że nie radził sobie. Widziałam to ja i wszyscy wokół. On sam też zdawał sobie z tego sprawę i miałam wrażenie, że tylko robi wszystko, żeby uspokoić innych i nie dać im powodu do zmartwień czy wreszcie kolejnych plotek.
Urian poprosił, żebym zostawiła ich samych, ale... nie mogłam ruszyć się z miejsca. Miałam wrażenie, że ledwie spuszczę z nich wzrok, a cieniutka nić jaka jeszcze trzymała ich na miejscach, pęknie i stanie się coś złego. Nie miałam nadziei na to, że będę w stanie interweniować. Byłam słaba i bałam się, ale być może zdołam im choć do rozumu przemówić? Lub wezwać kogoś w razie potrzeby.
- Jeśli mogę... wolałabym zostać - powiedziałam cicho, ale pewna swego.
Spojrzałam na Zeconiego i uśmiechnęłam się do niego lekko. Cieszyłam się, ze go widzę, naprawdę i szczerze. W gruncie rzeczy dużo o nim myślałam. Zastanawiałam się co robi, czy jeszcze go zobaczę... Urian niezbyt chętnie wypuszczał mnie z zamku po tym jak się zgubiłam. Bał się, że następnym razem coś sobie zrobię... Szczerze miałam nadzieję, że uda mi się tę "przygodę" przemilczeć, ale nie wyszło...
Jedyne co mnie kluło to to, że Coni znów był zły... Zdecydowanie wolałam go takim, jakim był w mojej pamięci kiedy się żegnaliśmy. Rozluźniony, spokojny... Słodki... Nie chciałam oglądać go w gniewie. Gdybym tylko mogła jakoś go uspokoić.
Zeconi
Nie interesowało mnie to co on sobie myśli i mówi, a tym bardziej co czuje. Olał mnie, kiedy potrzebowałem wyjaśnień i wsparcia. Nawet nie raczył mnie odnaleźć i pogadać. Niech sobie teraz nie myśli, że będzie wszystko dobrze, nie, nie będzie. Może mu wszystko podstawiają pod nos, jednak ja do tych wilków nie należę. Będzie chciał porozmawiać, tak? To proszę, zapraszam do koszar, chyba, że to też za trudne dla tego spaślaka. Siedzi tylko na dupie i tyje, nic poza tym.
Wymówek też żadnych nie kupuję, bo mając dwa lata mógł mnie odnaleźć, bowiem druid miał jeszcze nad wszystkim prawie stu procentową kontrolę. Teraz nasz cudowny cesarz większość sam musi załatwiać, więc no cóż... za późno. Zresztą nawet jakby teraz zechciał cokolwiek zrobić to także jest dla niego już za późno. Dwa lata się do mnie nie odzywał i nie próbował nic z tym zrobić. Dobrze wiedział jak jest i dobrze wiedział jak się czułem, mimo tego nic go to nie interesowało. Teraz miałoby być inaczej? O co to, to nie.
- Jasne, zostań, bo ja już idę. - warknąłem i odszedłem od nich. Chętnie bym go teraz rozszarpał, ale po pierwsze, strażnicy, a po drugie Viviann. Wadera to jednak wadera, więc wiadomo, że wypada zachowywać się trochę lepiej. One nie rozumieją naszych zachowań i tego, że wszystko należy rozwiązywać siłą. No tak, one rozwiązują wszystko poprzez małżeństwa. Ehh... szczęścia... życzę.
Urian
Prychnąłem nie wytrzymując. Czego ja oczekiwałem? Miałem nadzieję, że kiedykolwiek wszystko się poukłada? Od tak? Głupota... Tak, byłem bardzo głupi.
- Masz rację... Idź sobie. Uciekaj! - warknąłem w końcu. - Uciekaj tak, jak uciekałeś cały ten czas. Jak zwiałeś z zamku, przed koronacją. Jak uciekałeś po lasach, kryjąc się przede mną i nie odpowiadałeś na żadną z wiadomości. Albo zaszyj się w koszarach, jak do tej pory zwyczajnie mnie ignorując. Tylko to potrafisz. Uganiać się za waderami lub wściekać, że ktokolwiek ośmielił się zrobić cokolwiek nie tak jak ty tego chciałeś. Dlatego wybrano mnie. Ja widzę w otaczających mnie istotach żywe osoby, ty stado bydła, które albo ma cię wielbić, albo zgnić, bo postanowiła ci się przeciwstawić. Nie masz zamiaru traktować mnie jak brata? Proszę bardzo, niech i tak będzie.
Wywarczałem to wszystko niemalże jednym tchem, wyrzucając wreszcie z siebie to, co leżało mi na wątrobie tyle czasu.
- Chodź Vi, nie mamy tu już nic do roboty - ruszyłem dalej, ignorując brata tak, jak on ignorował mnie cały ten czas. Miałem już dość kombinowania jak wszystko załagodzić. Starałem się z nim skontaktować? Źle! Nie odpowiadał, uciekał! Dałem mu czas? ŹLE! Przecież go olałem, co? To nie miało sensu... nie miało go od początku...
Zeconi
No proszę, czego mogłem się po nim spodziewać. Tylko krzyczeć i denerwować się potrafi, a to wszystko potem się tak przekłada. Ja jestem zły, on się wścieka, potem ja się denerwuję jeszcze bardziej. W sumie, zawsze tak było. Przeszkadzał mi, warknąłem, potem on odwarknął, znowu warknąłem, podniósł głos i doszło do bójki. Jednak wtedy żadna z tych bójek nie była na serio.
Słuchając jego warkotu, nie mogłem zareagować inaczej. Miał już odejść i chciałem mu na to pozwolić, jednak skoro już do tego doszło... niech będzie to jasne.
- Wiesz czemu zwiałem!? Dobrze wiesz jak bardzo mi na tym zależało, tak!? Mimo tego wszystkiego nic nie zrobiłeś, totalnie nic! Olałeś mnie, kiedy ja ciebie potrzebowałem. Czemu nie odpowiadałem? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym? Nie, na pewno tego nie robiłeś, bo wolałeś zająć się tymi bzdurami zamiast naszymi kontaktami. Druid nie miałby żadnego problemu by zająć się królestwem przez kilka pieprzonych dni! - krzyczałem, a on zatrzymał się, jednak nie odwrócił. Nastawił uszu i słuchał, więc kontynuowałem.
- Chciałem tylko, żebyś mnie odwiedził, żebyś chociaż trochę się przejął, jednak nic... wędrowałem, jednak żadnych wieści o tym, że cesarz się martwi, że mnie szuka, że chce sam z siebie coś zrobić. Wolałeś się wysługiwać innymi. Myślisz, że tylko się potrafię uganiać i wściekać, tak? Nie znasz mnie. Dobrze wiedziałem co się wiążę z tym stanowiskiem i byłem na to przygotowany. Gówno o mnie wiesz i widocznie... ja też cię nigdy nie znałem. - nie wiem dlaczego, ale coś we mnie pękło. Głos się załamał, jednak nadal starałem się jakoś to ogarnąć...
Zamilkłem, opuściłem łeb i otarłem łapą jedną łzę, która raczyła uciec. On nadal stał tyłem do mnie, co nawet mnie cieszyło. Nie zamierzam na niego patrzeć. Zrobiłem krok by stąd odejść, rzucając jeszcze tekst na pożegnanie.
- Myślałem, że chociaż ty widzisz we mnie kogoś innego niż zwykłego podrywacza i potwora. Zawiodłem się. - odwróciłem się i ruszyłem przed siebie, jednak po chwili znowu się zatrzymałem i odwróciłem wzrok na Uriana.
- Jeśli chodzi o tron. - zrobiłem krótką pauzę i spojrzałem na ziemię, by potem ponownie na niego spojrzeć i dokończyć. - Już mi nie zależy, a jeśli chcesz wiedzieć dlaczego to ci powiem. Będę generałem. Wiesz czym to się różni od twojego stanowiska? Tam nie oceniają po okładce. - oznajmiłem ze spokojem, a kiedy nastała cisza i zamiar odejścia. Wtrąciła się ona... moja królewna.
- Zeconi. - powiedziała ze łzami w oczach i zamierzała podejść.
- Nie Viviann... zostaw potwora. - powiedziałem, patrząc na nią, by następnie móc opuścić wzrok.
Urian
- Po okładce? - sapnąłem i odwróciłem się do niego. - Nie martwiłem się tak? Tak o tym myślisz? Nie szukałem cię? Każdego cholernego dnia zastanawiałem się gdzie jesteś, co robisz i kazałem sprawdzać czy wszystko z tobą dobrze. Inna sprawa, że druid nie chciał mnie wypuszczać z zamku, bo i on i wujek uważali, że postanowisz zwyczajnie skórę ze mnie ściągnąć i nie waż się mi mówić, że nie miałeś na to ochoty - spojrzałem mu w oczy. Tak właśnie było, znałem go już wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że tak właśnie było kiedy się wściekał.
- Nie mam już siły, rozumiesz? Nie mam siły myśleć co mam zrobić i jak, żeby tym razem nie nadepnąć ci na odcisk i nie pogorszyć sytuacji. Nigdy nie chciałem siać paniki, biłem się z myślami, nie mówiłem o tym nikomu. Nie chciałem, żeby postrzegano cię jako potencjalnego bratobójcę i zagrożenie dla mnie. Ale tym razem mam naprawdę dość tego, że to zawsze ja muszę ci przypominać o swoim istnieniu. Tak było zawsze. Ja szukałem z tobą kontaktu? Wychodziło na to, że zwyczajnie ci przeszkadzam, warczałeś, wywiązywała się walka. Tym razem miałem robić to samo? Nie...
Ciężko westchnąłem. Ciężar tych wszystkich dni znów na mnie osiadł, przyciskając mnie do ziemi, kładąc się na żebrach jak pień wiekowego drzewa, zabierając mi oddech.
- Jesteś moim bratem i zawsze byłeś dla mnie ważny, zawsze cię kochałem i chciałem, żebyś choć co jakiś czas zwyczajnie był przy mnie, ale nigdy nie potrafiłem tego osiągnąć. Jestem jaki jestem... Mówisz, że się starałeś. Ja także i co mi z tego wyszło? Nic... Znów to ja jestem ten gorszy, ten, który wszystko psuje. Od zawsze tak to wyglądało. Wciąż chodzi o to co ty czujesz... Nie pomyślałeś nigdy co czuję ja... Co czułem kiedy spadła na mnie władza i to całkowicie niespodziewanie. Co czułem kiedy dowiedziałem się, że mój brat uciekł, wściekły, najpewniej przysięgając mi w duchu zemstę. Co czułem nie mając przy sobie nikogo bliskiego, kto by mnie chociaż wysłuchał, po śmierci mamy i wuja. Mógłbyś choć raz pomyśleć też o tym, że nie tylko tobie nie jest łatwo. Ja naprawdę mam dość tej niepewności i napięcia... Dość tego, że nawet nie wiem czy mam prawo o cokolwiek się starać... - powiedziałem słabo, bo już nawet złość ze mnie wyparowała. Czułem tylko smutek - Zrobisz co będziesz chciał, jak zawsze.
Zeconi
Nie wierzyłem w to co właśnie usłyszałem. Naprawdę, czy oni wszyscy uważali mnie za takiego psychopatę? Nic kurwa takiego nie zrobiłem, więc czemu? Cały czas się starałem, uczyłem się i nawet szukałem idealnej wadery na cesarzową, jednak nie... lepiej brać pod uwagę tylko to, że się wściekłem. Zawsze byłem jakiś spokojny i proszę, na co mi to było? Teraz nawet braciszek uważa, że rzeczywiście byłbym w stanie go zabić. Debil po prostu!
- Nawet teraz mam ochotę to zrobić. I co? Myślisz, że jestem w stanie? Słowa to nie czyny, mój braciszku. Mogę ci nawet mówić, że cię nienawidzę, ale byłbyś głupcem, uważając, że to wszystko prawda. - odwarknąłem mu, a on zamiast się zdenerwować bardziej... odpuścił.
Nie chciał, żeby mnie tak postrzegano? Naprawdę? Mam w to uwierzyć? On się nawet głupiego druida boi, a co dopiero powiedzieć ludowi, że wszystko w porządku. Bał się do mnie przyjść, więc nie dziwię się teraz, że każdy się na mnie tak dziwnie patrzy. Normalnie, jakbym zabił całą wioskę. Przynajmniej w wojsku wiedzą jaki jestem, ale tego co tutaj się stało... tak szybko nie da się naprawić.
- Już nie zachowuj się jak pizda, bo dobrze wiesz, że te walki były zabawne. - przewróciłem oczyma. No i miałem rację, nie znam go. Jakoś nigdy nie narzekał, że go tam ugryzłem czy przewróciłem. A nawet jeśli on to robił, to też szybko zapominałem. Tak, denerwowało mnie, kiedy mnie ośmieszał przed waderami, ale tego kwiatu jest pół światu. Może i ma rację, jednak dobrze wiedział jak będą wyglądać przygotowania i nauka. Musiałem po prostu odpocząć od tej rywalizacji, a przy nim się nie dało. Jemu nie zależało, mi za bardzo, więc to chyba nie dziwne, że się aż tak zdenerwowałem, prawda? Miałem prawo, a on powinien coś z tym zrobić, ale nie. Tak jak nie zależało mu na władzy, tak samo nie zależało mu na tym, by się pogodzić. Dość tego. Będę generałem, a on niech się wypcha swoim tronem.
- Właśnie. Tym się różnimy. Ja robię to co chcę, ty natomiast wszystkiego się boisz, na nic nie masz siły. Nic ze sobą nie robiłeś, tylko biegałeś bezsensownie po murach zamku, kiedy ja ciężko pracowałem nad tym, by się przypodobać. Jednak co wszyscy widzieli? Widzieli tylko to, że lubiłem towarzystwo wader. Lubię je nadal i się z tym nie kryję, a ty? Chowasz w sobie zbyt wiele, przez co tak to się kończy. Co czułeś? Wiesz, czemu nikogo to nie obchodziło? Bo tak właśnie chciałeś, by wszyscy myśleli jaki to jesteś cudowny. To, że zostałeś cesarzem nie znaczy, że masz tracić siebie. Nie pamiętasz ojca? Chcesz być od niego lepszy, tak? Oczywiście. - zaśmiałem się.
- Nigdy nie będziesz od niego lepszy, bo on się nie chował. Matka mówiła, że to zły wilk, że był okropny, ale popytaj mieszkańców. I co powiedzą? Pytałeś kiedyś o to? Ja pytałem. Agresywny, wybuchowy, zabawny, uwielbiający piękne wadery i dobre imprezy, jednak zawsze po tym pojawiało się... dbający o poddanych i zapewniający poczucie bezpieczeństwa. Szkoda, że prócz mnie, nikt tego nie widział. - powiedziałem, nie po to by go dobić, jednak po to by w końcu coś zrozumiał. Każdy mieszkaniec dobrze wiedział jaki był Red Rose, ale lubili go. A co mogą powiedzieć o Urianie? To, że jest idealny i bez skaz? To tylko wilk, po to ma druidów by oni zajmowali się pierdołami. Chce wszystko robić sam? Proszę bardzo, jednak niech nie oczekuje, że będzie szczęśliwy.
Brat zamilkł na chwilę i opuścił głowę. Ehh, szkoda mi go, naprawdę. Przypomniałem sobie, że kiedyś rzucaliśmy się kulkami powietrza, więc machnąłem jakąś lekką i posłałem w jego kierunku. Dostał w głowę, jednak nie odbił jej. Najeżył sierść i spojrzał na mnie gniewnie. Pięknie, po prostu pięknie. Serio? Mnie okrzyknęli psychopatą, który chce brata zabić, a tymczasem to on jest chory psychicznie.
- Co? Zapomniałeś już, jak się gra w powietrzną piłkę? - zaśmiałem się i posłałem mu kolejną kulkę, którą tym razem odbił. Kątem oka spojrzałem na waderę, która w końcu się uśmiechnęła.
Bratu też przeszło, pograliśmy trochę i postanowiliśmy normalnie porozmawiać, na osobności. Viviann nie miała nic przeciwko temu, chociaż wiadomo, że wolałbym spędzić ten czas z nią. Szkoda, że należy do niego, ale wiem też, że Urian jest kiepski w te klocki, więc mu nie odbiję jedynej wadery jaką ma.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home