Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

niedziela, 2 kwietnia 2017

Soovimatu - Pęknięcie

Leżałem na leśnej ściółce i nie przejmowałem się niczym. Nie jadłem, nie piłem... tylko leżałem, przeganiając przechodniów iluzją. To takie oczywiste. Nie mam ochoty żyć, na nic nie mam ochoty. Boli mnie serce. Wszystko mnie boli. Nie mam siły. Po co ja w ogóle zostawiłem moje plemię? Byłem głupi. Czego ja oczekiwałem? Wszystko będzie dobrze? Nie. Nigdy nie jest i nie będzie. Nie wiem co by się musiało stać, ale pewnie nawet i to jest niemożliwe.
Czy miłość to tak wiele? Zawsze sądziłem, że bardzo łatwo jest się zakochać, bowiem sam pokochałem moje szczeniaki. Od pierwszego wejrzenia wiedziałem, że będą moje, że je wychowam i będą szczęśliwe. A ona? Nic. Totalnie. Może to dlatego, że już nie jestem taki uroczy jak kiedyś? Może dlatego, że jestem już stary? Nie wiem, ale obydwoje jesteśmy dorośli. Czemu nie mogła zachować się tak jak na dorosłego wilka przystało? To było szczeniackie, nieodpowiedzialne... tak jak zostawianie mnie samego. Co ja mam robić? Proszę, dajcie mi odpowiedź. Zamknąłem oczy. Chcę odejść...
Obudziłem się w pracowni medycznej na jednym posłaniu. Chcąc się rozejrzeć, zabolało mnie... w sumie to wszystko, więc tylko oczyma błądziłem tam gdzie mi na to zasięg pozwalał. Co się stało? Nie pamiętam nic, poza tym, że byłem w lesie. Nic nie zrobiłem, więc? Czy ktoś mi to wyjaśni? Ehh... czy to w ogóle jest ważne? Nic nie jest ważne. Dobijcie mnie i dajcie to czego oczekuję... spokój.
Sarissa
Siedziałam pod salą medyków i czekałam. Adriel został z rodzeństwem i obiecał mieć na nich oko. Nie powiedziałam co się stało choć miałam wrażenie, że nie udało mi się ukryć, że to coś złego. Nigdy z resztą nie byłam dobra w ukrywaniu czegokolwiek. Zwyczajnie zawsze coś mnie zdradzało. Emocji było zbyt wiele, a ja byłam za słaba by chować je w sobie.
- Obudził się. - zakomunikowała Hera i uśmiechnęła się do mnie życzliwie, aczkolwiek blado. Widziałam smutek w jej oczach, a także wielkie współczucie. Wiedziała, że Soovimatu był mi bliski.
Wstałam i zaczerpnęłam spory haust powietrza starając się uspokoić. Kiedy jednak weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam basiora, który uniósł łeb niechętni i wlepił we mnie mętny wzrok, nie wytrzymałam. Sądziłam, że wypłakałam już wszystkie łzy, ale okazało się, że nic bardziej mylnego. Ryczałam znów jak bóbr.
- Jak mogłeś? - zadałam pytanie, które cisnęło mi się od chwili, w której medyczka powiedziała mi, że to, co stało się z Soovimatu to najpewniej jego własne działanie... a raczej jego brak. Wilk nie miał bowiem żadnych obrażeń, nie fizycznych. Nikt go nie zaatakował, nie uwięził. Gdyby nie patrol, który zainteresował się opowieściami innych o dziwnych rzeczach w lesie, a następnie samotnym, leżącym wilkiem, basior najpewniej zmarłby.
- Jak mogłeś zrobić sobie coś takiego? dlaczego? Czy ona naprawdę była JEDYNĄ ważną w twoim życiu osobą? - wypytywałam, krzycząc niemal i zalewając się łzami. Mój głos łamał się i drżał, targany szlochem. 
 - Czy jeżeli ona odtrąciła ciebie, to masz zamiar zrewanżować się światu i odtrącić wszystkich, którzy byli ci bliscy? Czy pomyślałeś o swoich dzieciach, które czekają na wieści od ciebie? Pomyślałeś o Renn, Adrielu i Ruinie, którzy już stracili wystarczająco osób, które kochali? Pomyślałeś o mnie...? - ostatnie pytanie niemalże wyszeptałam, bo brakło mi siły.
Dlaczego świat musiał rzucać mi pod nogi kłody? Przeżyłam śmierć Rue, trzymałam się dzielnie dla jej szczeniąt choć byłam beznadziejna i nie potrafiłam im pomóc i wykorzenić z nich lęku. Nie umiałam dać im sił do życia i nadziei... Czego ja oczekiwałam? Że tym razem będzie inaczej, że uda mi się dotrzeć do Soovimatu, pomóc mu? Naiwność... tak, miałam jej sporo, ale dalej wierzyłam, że uda mi się zrobić cokolwiek by tym razem nie stracić przyjaciela. Nie miałam jednak pojęcia co miałabym zrobić... Byłam bezsilna i nie wiedziałam skąd miałabym tę siłę czerpać.
Soovimatu
Spodziewałem się tego, że ktoś jej powie i że tu przybiegnie, jednak wolałbym by to się nigdy nie stało. Nie powinna się tym interesować. Co gorsze, krzyczała na mnie, a to nie wróży nic dobrego. Zależy jej, a ja ją skrzywdziłem. Co ja sobie myślałem? Jak się z kimś przyjaźnisz to wiadome jest to, że ta osoba się o ciebie martwi. Zepsułem wszystko. Pozwoliłem jej się zdenerwować, bo byłem egoistą. Tak się przyjaciel nie zachowuje. Marny ze mnie kumpel.
Widząc ją w takim stanie, łzy zaczęły mi lecieć z oczu. Co ja mam teraz zrobić? Nie chciałem, naprawdę... Nie miałem jednak wystarczająco siły, by zrobić cokolwiek. Starłem się, naprawdę, jednak jedyne co teraz mogłem zrobić to użyć słów, które może odebrać jako puste i nic nie warte. One tego nie są w stanie naprawić. Ona ma rację. Sam sobie to zrobiłem. Odtrąciłem ją, kiedy tak naprawdę była mi najbardziej potrzebna. Skrzywdziłem, a wystarczyło poprosić by została. Czy teraz mogę o to prosić? Jest wściekła, smutna... nienawidzi mnie.
- Przepraszam cię. - powiedziałem z trudem, walcząc z bólem jaki temu towarzyszył. Zaraz po tym zamknąłem oczy, a medycy kazali jej wyjść. Musiałem odpocząć.

Z każdym dniem czułem się coraz lepiej, a ona przychodziła. Starałem się to wszystko naprawić i nigdy więcej nie popełniać takich błędów. Była smutna, jednak rozśmieszałem ją, mimo bólu. Codziennie też pokazywałem inną sztuczkę na powitanie, by zapomniała o wszystkim, o tej złości i bezradności. Chociaż ona, nie była bezradna, bowiem ktoś te leki dla mnie tworzy, prawda? Mógł być to każdy inny mag, ale czy ona by na to pozwoliła? Nie wiem, ale ja bym nie pozwolił, gdyby ona była w takim stanie. Nie odszedłbym i zadbałbym o każdy szczegół. Od mięsa, które musiało by być najlepszej jakości, po sprawdzone i świeże lekarstwa i bandaże.
Dzisiaj mogłem opuścić salę i wrócić do siebie, a moja przyjaciółka towarzyszyła mi. Na powitanie obsypałem ją wymyślonymi kwiatami i podziękowałem za wszystko, obiecując też, że nigdy więcej jej nie skrzywdzę. Z uśmiechem na pysku dodałem też, że będę jej zawsze słuchał, bo ma rację. Oczywiście wiadomo, że tego nie da się zapewnić, ale chciałem ją rozweselić. Patrząc w jej oczy i widząc uśmiech na pysku, czułem coś czego nigdy wcześniej nie doświadczałem. To było bardzo przyjemne. Kocham ją.
Sarissa
Było lepiej... codziennie lepiej. Nawet jeżeli bywały chwile, że znajdowałam się na skraju wytrzymałości, to pchała mnie do przodu nadzieja, że Soovimatu wyzdrowieje, że będzie lepiej, że odzyska siły. Biegiem gnałam co rano do pracowni, przebierałam składniki, pieczołowicie wplatałam w mikstury zaklęcia, byle tylko ulżyć przyjacielowi w cierpieniu jak najszybciej, by wracał do zdrowie, nie czuł bólu... Później zaglądałam do dzieci, szczęśliwie jakoś sobie radziły... a może ukrywały swoje troski, wiedząc, że jestem zajęta? Nie miałam pewności, ale byłam im naprawdę wdzięczna. Następnie gnałam do Soovimatu aby sprawdzić co z nim.

Wreszcie nadszedł dzień, w którym basior mógł opuścić salę medyczną. Cieszyło mnie to ogromnie. Do tego Soovimatu tak bardzo się starał pokazać mi, że wszystko już z nim dobrze. Nie mógł mi sprawić większej radości niż po prostu być... Mieć siłę wstać i iść dalej. Tylko na tym mi zależało, żeby każdy z nich miał nadzieję iść dalej i szukać szczęścia. Chciałam tego bez względu an to czy miałabym być tego szczęścia częścią czy też nie.
- Jeszcze zobaczymy - zaśmiałam się kiedy stwierdził, że miałam rację i będzie mnie słuchał od dziś. - Czuję się jakbym dostała właśnie kolejne szczenię - dodałam jeszcze i trąciłam go lekko nosem. - Skoro jednak już się w to wplątałeś to mam jedną ważną prośbę. Dbaj o siebie. Tylko tyle i aż tyle. Dobrze? 
Soovimatu
Powiadają, że basiory nigdy nie dorastają, tylko zmieniają zabawki. Takie duże szczenięta. Jakiś czas temu bym w to nie uwierzył i zapierał się, że tak nie jest, ale skoro Sarissa ma zawsze rację, to czy wypada mi się o to kłócić? Oczywiście, że nie, ale to nie tylko ze względu na nią. Prawie się zabiłem i to przez co... egoizm. Nie wiem co bym bez niej zrobił, po prostu nie wiem. Za każdym razem jak o tym myślę, widzę tyle możliwości zrujnowania sobie życia. To dzięki niej żyję i czuję się tak cudownie. Czemu byłem aż tak ślepy by nie zauważyć tego wcześniej? Ah, no tak. Nadzieja. Moja malutka, głupia nadzieja, która zasłoniła i umysł i serce.
- Dobrze mamo. - zaśmiałem się, po czym dodałem, że jestem jej winny naprawdę coś cudownego. Tyle dla mnie zrobiła, że nie wiem jak się za to wszystko odpłacę. Na pewno nie dam jej nic od maga, bo sama nim jest i ma wszystko pod łapą. Będę musiał się nieco bardziej wysilić. Może jakiś wisiorek albo bransoletka? Tylko czy ja umiem coś takiego zrobić? A może jakieś kwiaty? Spacer? Nie, spacer to zły pomysł. Jeszcze pomyśli, że chcę czegoś więcej a ja nie chcę być nachalny. Nie bez powodu jest sama, prawda? Ona czeka na kogoś wyjątkowego i mam nadzieję, że go znajdzie.
Sarissa
- Nic nie jesteś mi winny - powiedziałam do niego z uśmiechem pełnym czułości. - Wystarczająco cudowne jest to, że znów się do mnie uśmiechasz.
Tak, to było najważniejsze. To, że Soovimatu żył i miał wreszcie siłę żyć. Tylko to się dla mnie liczyło. To, że znów miałam go przy sobie, że był bezpieczny, że... być może poczuje do mnie kiedyś to, co ja czułam do niego. Kiedy nieomal go straciłam wiele myślałam. Przez moje myśli przewijało się wiele uczuć, których nie potrafiłam pojąć. Nie wtedy, ale teraz, z każdym kolejnym dniem, w którym z basiorem było lepiej mogłam ocenić wszystko bardziej trzeźwo. Wiedziałam teraz już, że całą ta troska i strach, jaki odczuwałam nie były tylko przyjaźnią. Wiedziałam jak boli utrata przyjaciółki... Pamiętałam to aż za dobrze i choć rany po tym były głębokie to były niczym w porównaniu z tym co czułabym, gdybym straciła Soovimatu. Niestety nie wiedziałam co z tym zrobić. Jeżeli mu powiem to... czy dalej będę mogła być jego przyjaciółką jeżeli on tych uczuć nie odwzajemniał? Czy dalej byłby przy mnie, tak jak teraz, ufając mi? Nie wiedziałam i bałam się zaryzykować...
- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, że będę cię teraz pilnować? - spytałam kiedy stanęliśmy pod drzwiami do jego komnaty.
Basior, choć już zdrowy, wciąż musiał odzyskać nadwątlone siły. A ja zamierzałam zadbać, by tak się stało, nawet jeżeli miałabym go osobiście karmić jak faktycznie kolejne, marudzące szczenię.
Soovimatu
Będzie mnie pilnować? Jakoś wcale tego nie zauważyłem! Zaśmiałem się w duchu, co objawiło się uśmiechem na mym pysku. Nigdy jeszcze nie spotkałem takiej istoty jak ona, która zrobiłaby wszystko dla innych, nie przejmując się sobą. Jeszcze trochę i wezmę sobą za misję, naprawić to wszystko i pokazać, że ktoś dla niej też może być tak dobry. Mam nadzieję, że wybaczy mi to wszystko co się do tej pory stało i pozwoli trochę o siebie zadbać. Codziennie będą ją zabierać na wieczorne spacery, by przed snem się zrelaksowała. Szczeniaki są już prawie dorosłe, teraz przyjdzie im wybór stanowiska. Swoją drogą, ja muszę się za to wziąć, żeby dać dobry przykład. Jutro z samego rana idę do biblioteki i przygotuję się by zostać opiekunem!
- Skoro mówisz, że będziesz mnie pilnować, to ja nie chcę wiedzieć co robiłaś do tej pory. - zaśmiałem się, co także rozśmieszyło moją znajomą. Oczywiście dodałem zaraz, że to będzie dla mnie przyjemność, bowiem nie ma nic lepszego niż jej widok.
Widząc zachowanie Sarissy, trochę chyba przesadziłem, ale to najszczersza prawda. Mam nadzieję, że nie odbierze tego w nieodpowiedni sposób i przyjdzie do mnie jutro. Tym czasem pożegnaliśmy się, bowiem potrzebowałem trochę odpoczynku. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home