Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

sobota, 22 kwietnia 2017

Soovimatu - Ślubuję ci miłość, wierność...

Nadszedł ten piękny dzień, ten wyjątkowy i ten magiczny, ten do którego przygotowywałem się tak długo. Niczego bardziej nie pragnąłem i nie pragnę, jak jej. Czy można kochać kogoś tak bardzo, że żadne słowa tego nie opiszą? Żadne, nawet jakbym wymyślił słowo, które oddawałoby by wszystkie moje uczucia do niej, to byłoby to i tak za mało. Jest piękna, cudowna i niepowtarzalna. Codziennie kiedy się budzę, mówię jej, jak bardzo ją kocham, nawet wtedy, kiedy ona wstaje pierwsza i po cichu wymyka się z komnaty, by nie zbudzić mnie ze snu. Wspaniale jest być kochanym, ale jeszcze cudowniej jest kochać i widzieć uśmiech tej jednej, jedynej istoty. Ona nie zamieszkała w mym sercu... ona jest moim sercem. Lokatora można wyrzucić, ale bez serca nie da się żyć. Mimo wszystko, słowa te i tak są niczym w porównaniu z mym uczuciem, ale będę o tym myślał i będę jej to powtarzał. Nie można pozwolić by uczucie zgasło, a czasem tak się dzieje. Wilki się do siebie przyzwyczajają, a ta cała magia gdzieś zanika. Już nie czuje się dreszczy podczas dotykania, bo jest to coś... codziennego. Jednak ja myślę, że to nam nie grozi, bo z każdym dniem zakochuję się od nowa i każda czułość należy do tej pierwszej, tej wyjątkowej. Małe iskierki rozpalające moje uczucie i jeśli miałbym codziennie gasić ogień miłości, tylko po to bym pragnął jej jeszcze bardziej, bym tęsknił za jej cudownymi oczami, jej uśmiechem, dotykiem, bym pozwalał jej zapalać go na nowo, to gasiłbym go po stokroć.

Leżałem w łóżku sam, patrząc na sufit i rozmyślając o tym cudownym uczuciu. To jest nasz cel i bez tego bylibyśmy niczym ważnym. To miłość, dzięki niej się budzimy, polujemy, uczymy się, tworzymy... Oh, ja jak cię kocham, moja księżniczko.
Kiedy w końcu wstałem, udałem się najpierw do niej i nawet jakby poszła na poszukiwania zaginionego kwiatu na koniec świata, to nie zjadłbym śniadania, dopóki nie powiedziałbym jej tego. Jednak to mi nie grozi, bowiem była w swojej komnacie i przygotowywała eliksiry. Była bardzo skupiona na tym co robi, a ja tylko spoglądałem na nią i uśmiechałem się.
- O! Soovimatu. Nawet nie zauważyłam jak wszedłeś. - oznajmiła promiennie, podchodząc do mnie by mogła mnie polizać w pyszczek.
- Nie chciałem ci przeszkadzać. - odparłem z uśmiechem, a zaraz po tym zaburczało mi w brzuchu.
- Ktoś tu jest głodny. - zaśmiała się nadzwyczaj uroczo i potarła mój nosek, swoim.
- Właśnie się wybieram na stołówkę, ale zanim to zrobię, muszę ci coś powiedzieć. - oznajmiłem, udając poważnego.
- Coś się stało? - zapytała, lekko się ode mnie odsuwając i uważniej przypatrując.
- Kocham Cię, a to wciąż za mało. - oznajmiłem z uśmiechem, a wadera przytuliła się do mnie.
Chciałbym tulić ją bez końca, jednak natura wzywa. Wystarczy, że raz prawie bym ją stracił przez swoją głupotę, więc muszę dbać o siebie. Dla niej. Pożegnaliśmy się i poszedłem coś zjeść, zaraz po śniadaniu zabiorę się za ostateczne poprawki i widzimy się o zachodzie słońca, chociaż... mogłem to bardziej przemyśleć. Wschód słońca byłby bardziej odpowiedni, chociażby dlatego, że nasza miłość dopiero wchodzi. Ehh, teraz to już za późno Soovimatu.

Wybrałem się do komików, myśliwych i pochodziłem jeszcze po zamku, by dowiedzieć się jak idą przygotowania. W lesie też byłem przed całą uroczystością, żeby sprawdzić czy aby na pewno wszystko jest dobrze i nie ma żadnego zwiędłego kwiatu. Nie chcę przecież by taki mały element wszystko zepsuł. Nasze elementy też były na miejscu, kokardka i peleryna. W prawdzie u mnie trochę ten kolor się zleje i nie będzie za bardzo widać, ale za to do niej beżowy pasuje idealnie a jaśmin? Białe kwiaty czystości, poza tym idealny kontrast będą tworzyły z jej czarnym jak smoła futrem. Jak o tym wszystkim myślę, to aż ciepło mi się robi na sercu, a czasem to nawet ogień bucha.
Jeszcze tylko dopracuję moją iluzję i sprawdzę, czy posiadam wszystkie niezbędne składniki. Poprosiłem o nie magów i zielarzy, oczywiście prosiłem też by Sarissa o niczym nie wiedziała. Wszystko dopracowaliśmy wspólnie, bo aż tak się na tym nie znam. Zaklęcie też dopracowaliśmy! Jak to szło? "Aak Ahkriin Bonaar Drem, Bahlaan Bonaar Ensosin Fahdon, Jud Haas Du'ul". Żebym tylko niczego nie poknocił. Chcę jej pokazać, że jest mi przewodniczką życia, dodaje mi odwagi, jest jednocześnie przyjaciółką i światełkiem w tunelu, lekiem na wszelkie choroby i że codziennie oczarowuje mnie na nowo. Moja królowa dla chcę być godnym poddanym. Z tego co wiem, to zaklęcie pochodzi ze smoczego języka. Oh! Będzie cudownie!

W lesie byłem wcześniej niż Sarissa i ubrałem moją kokardkę, ja nie mogę jej zobaczyć w pelerynie wcześniej niż przed ołtarzem, dlatego niecierpliwie czekałem. Z tego wszystkiego aż ogon zaczął mi chodzić w obydwie strony. Muzyka zaczęła grać, a ja spoglądałem w stronę parawanu z kwiatów. Czekałem aż się odsłoni i w końcu ją ujrzę, jak będzie stąpała po białym dywanie z jaśminu w moją stronę, a wtedy dam znać magom i stworzymy iluzję, która zachwyci wszystkich. Serce waliło mi jak dzwon, a świat jakby zwolnił, jakby ciągnęło się to wieki, ale w końcu... odsłonili moją księżniczkę, najpiękniejszą i najwspanialszą. Chciałem patrzeć teraz tylko na nią, ale... zaklęcie. Znak.
- Aak Ahkriin Bonaar Drem, Bahlaan Bonaar Ensosin Fahdon, Jud Haas Du'ul. - wyszeptałem, a magowie zajęli się składnikami i dopowiedzeniami.
Wszystko dookoła jakby zgasło, a światło słoneczne padało tylko na nią, sprawiając, że lśniła niczym diament. Delikatne promienie słońca, odbijały się od białych kwiatów, a zaraz po tym te zamieniły się w białe motylki, które także lśniły. Miliony malutkich światełek wokół mej ukochanej, a każdy jej krok powodował, że z ziemi wyłaniały się stokrotki, które zaraz traciły swoje płatki. Wiatr unosił je i wirował, jakby tańczył, dodając do tego inne, kolorowe kwiaty. Wir miłości zatrzymał się nad nami, a płatki powolnie opadały... do tego ciepłe, przyjemne promienie słońca oświetlające polanę.
- Zebraliśmy się tutaj by połączyć Sarissę i Soovimatu świętym węzłem małżeńskim... - zaczął kapłan, a my patrzyliśmy na siebie jak zaczarowani.
- Ja Soovimatu biorę Ciebie Sarissę za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Arcanusie. - powiedziałem, czując w duszy coś, czego nie da się opisać. To było cudowne. A kiedy ona wypowiedziała te słowa, o mało co nie zemdlałem.
Przytuliliśmy się do siebie, a jeszcze działająca iluzja utworzyła żółte światła i oplotła nas nimi, by na końcu utworzyć nad naszymi głowami czerwone serce.

"Oh, nie wiem czy wiesz, ale Kocham Cię, bardzo i tęsknię... chodź mam cię tu, przy sobie, a jednak to i tak za daleko."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home