Dowiedziałem się, że Foxy zmarła. Cóż, młoda to ona nie była. Czy się tym przejąłem? Oczywiście, bowiem to, że potraktowała mnie tak a nie inaczej, nie zmienia faktu, że była moją matką. W moich żyłach płynie jej krew, no i Rixatusa. Ciekawe czy jeśli on by się ją zajął to ja bym był inny... kochany. Chciałbym bardzo, żeby tak było, ale teraz to już nie ma sensu. Ehh, co ja zrobiłem! Mogłem w ogóle nie opuszczać wioski i zająć się dziećmi. Są już duże i mają rodziny, fakt, ale to nadal tylko dzieci. Z drugiej strony, tutaj mam, jakby to powiedzieć, nowe dzieci i rodzinę. Też nie mogę, ale pokochałem tą trójkę i ich zastępczą mamę. Nie wiem tylko jak jej to powiedzieć... boję się.
- Chciałbym ją pożegnać w ogrodzie. Z tego co słyszałem to zamek to jej całe życie, więc tak będzie najlepiej. - oznajmiłem strażnikom, którzy pomagali mi zabrać ciało na łono natury. Nie wiem czy ktoś przyjdzie pożegnać mą matkę, ale starałem się powiadomić mniej więcej każdego basiora. Nie wiem z kim spała, z kim się spotykała, ale na pewno nie z waderami.
Będąc na miejscu, strażnicy ułożyli ciało matki na wcześniej przygotowanym przeze mnie miejscu. Starałem się, żeby to wyglądało naprawdę dobrze, bowiem to ostatni raz, kiedy ją widzę. Kilka materiałów, poduszki dla gości, a dla mamy łoże z rumianków. Nawet nie wiedziałem jakie kwiaty ona lubi, nic nie wiedziałem. Mimo wszystko, starałem się sprawić jej godny pogrzeb. Zmówiłem nawet szamana i komika, który podobnież był jej ulubionym.
Strażnicy ułożyli ciało wadery na kwiatach, po czym podszedłem do niej i położyłem czerwoną różę. Chwilę jeszcze jej się przyglądałem nim zacząłem mówić. Nie wiedziałem za bardzo co, bowiem nie znałem jej, więc skupiłem się na mych uczuciach.
- Dzisiaj żegnamy moją kochaną mamę, Foxy the Fury z którą niestety, nie spędziłem wystarczająco czasu, by ją poznać. Nie wiem co lubiła, za czym nie przepadała, jednak bardzo się cieszę, że mogłem zamienić z nią kilka słów. Była moim marzeniem odkąd skończyłem rok, moim celem i sensem życia, bowiem zawsze chciałem ją zobaczyć i powiedzieć jej, jak bardzo ją kocham. Teraz przyszło mi powiedzieć to ostatni raz w jej towarzystwie... Kocham Cię Mamo. - ostatnie zdanie mówiłem już przez łzy. Kochałem ją, a ona mnie tak potraktowała. Wybaczam jej wszystko, bo była dla mnie najważniejsza.
Zaraz po przemowie, szaman rzucił jakieś zaklęcie, posypał ją proszkiem, a potem pozwoliliśmy jej odejść. Mimo tego wszystkiego... była dobrym wilkiem. Zniknęła na zawsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz