Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

czwartek, 6 kwietnia 2017

Zeconi - Quest#20

Razem z moim brązowym znajomym i jednocześnie wilkiem, który został przydzielony do mnie, spacerowaliśmy po Solitudine. Standardowo, nic się nie zmieniło. Był już wieczór i właśnie zamierzaliśmy wracać, by oddać wartę kolejnej parze. Po drodze rozmawialiśmy o waderach i wtedy właśnie przypomniał mi się ślub Viviann i moja słodka Shae. Ehh, ostatnio nie miałem kontaktu z żadną waderą, a biorąc pod uwagę jego podekscytowanie, on też nie. Chyba pora na jakiś urlopik, czy coś, jednak zanim to zrobię, zdobędę stanowisko Oficera.
W połowie nogi coś nas napadło. Dostałem kulą ognia w bok, a tak był tak silny, że odepchnięto mnie na około metr czy dwa. Bolało okropnie, więc piszczałem, starając się coś z tą raną zrobić. Mój przyjaciel postawił murek wokół mnie, a sam zaczął ogarniać co się stało.
- Co się dzieje?! - krzyknąłem, upewniając się, że z nim wszystko dobrze. Niech tylko poczeka, przestanie trochę boleć to poparzenie i mogę mu pomóc.
- Feniks! Wstawaj! - warknął, obrzucając czerwonego ptaka kamieniami i próbując go związać pnączami. Problem tu jest taki, że ani ja, ani mój towarzysz nie damy sobie z nim rady. Ogień, gdzie ja mam powietrze, a on ma ziemię.
Wyskoczyłem z ochrony, starając się myśleć o pojedynku, a nie o tym, jak mnie bok niemiłosiernie boli. Ptak rzucił w Rashnala kulą ognia i w ostatnim momencie udało mi się ją ściąć. Jest to naprawdę trudne do zrobienia, bowiem jedna iskra sprawia, że moje powietrze zmienia się w ogień lub też wybucha.
- Uciekaj! Tak go nie pokonamy, jest dwa razy większy! - krzyczałem do niego, obrzucając ptaka ostrzami. W oddali zauważyłem czerwony płomyk na ziemi.
- Spierdalaj, kurwa! Ona broni pisklaka! - krzyknąłem i sam ruszyłem w stronę koszar, popychając basiora magią powietrza. Wytworzyłem też silny podmuch, by zepchnęło ptaka na ziemię. Upadła jak kłoda, a nam się udało uciec. Na miejscu wstąpiłem do sali medycznej, gdzie spędzę kilka dni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home