Nie wiem co się ostatnio stało w ogrodach. To było dziwne, naprawdę. Chciałem za nią pobiec, jednak po co? O co bym pytał? Dlaczego mnie zostawia? Przecież to, że kogoś ma, nie znaczy, że tak musi być. Poza tym, nie potrafiłem się ruszyć z miejsca. Odeszła, a ja stałem... ze łzami w oczach, aż w końcu to wszystko puściło. Poszedłem do lasu, który był jej pełen. Nie rozumiałem, nic. Nawet nie zauważyłem, kiedy zasnąłem na polance.
Obudziłem się w nocy. Sam. Ciemność. Co ja mam zrobić? Odejdę...
Minęły trzy tygodnie nim doszedłem do plemienia. Kilka razy zastanawiałem się czy nie zawrócić, nawet w sumie biegłem do zamku, chcąc jej wszystko powiedzieć i oznajmić, że rozumiem, ale musi wiedzieć. Jednak byłem za daleko, zmęczyłem się, padłem na ziemię ze łzami w oczach i wróciłem do kontynuowania mej podróży. Udało się, ale jak bardzo to bolało.
Na miejscu spotkałem moje dzieci, które bardzo się ucieszyły na mój widok. Tak samo zresztą wnuczęta, które bardzo wyrosły, a niektóre nawet mają partnera. Cieszyłem się też z tego, że wiele zmieniło w plemieniu. Porzucono niektóre tradycje i z tego co mi wiadomo, moja rodzina jest szczęśliwa. Z drugiej strony... tęskniłem, bardzo. Powoli czułem jak załamuję się, jak me serce się drze na kilkanaście kawałeczków, pozostawiając jakąś ruinę, bym mógł żyć. Tak jak ona była moim ogrodem, pełnym kolorowych i pachnących kwiatów, tak teraz zostały jakieś krzaki i chwasty, wsysające całą energię.
Kilka dni spędziłem nawet jakoś, dobrze, możemy tak powiedzieć. Nikt na mnie nie zwracał uwagi, bo każdy chciał chociaż chwilę porozmawiać, pochwalić się... jednak wiedziałem, że w końcu Kimira wydusi ze mnie wszystko. Tak też właśnie się stało.
Rozpłakałem się, wylewając z siebie to wszystko czego nie potrafiłem jej powiedzieć. Może nawet trochę przegiąłem? Możliwe.
- Nie ma tak! Wstawaj i wynoś się stąd! - krzyknęła na mnie, po czym zaczęła gryźć mnie w ogon. Oh, moje maleństwo. Zawsze taka była.
- Po co? Mówiłem, że ma innego. - odparłem ze smutkiem.
- Ale mówiłeś też, że dziwnie się zachowywała, tak? Wynoś się i nie wracaj bez niej! - odwarknęła i ugryzła mnie mocniej, tak, że wstałem na nogi bez mniejszego problemu.
- To bolało! - krzyknąłem, lekko rozzłoszczony.
Najgorsze jest to, że córka nie dawała mi spokoju i nastawiła resztę rodziny przeciwko mnie. A nawet poprosiła braci by mnie odprowadzili pod sam zamek. Co jak co, na to pozwolić nie mogłem. Mają tutaj czym się zajmować, więc na co im stary Soovimatu, prawda?
Szedłem powolnym krokiem, rozmyślając nad tym, czy na pewno mam tam wrócić, czy może nie znaleźć innego miejsca. Jestem taki beznadziejny! W dodatku nic jej nie powiedziałem... będzie wściekła. Znowu. Może to i lepiej? Zagryzie mnie własnymi kłami i będzie po kłopocie.
Westchnąłem stojąc przy bramie zamkowej, kiedy ktoś do mnie zagadał. Odwróciłem się i proszę, Helios.
- Byłem... odwiedzić rodzinę. - odparłem, jakoś tak bez życia.
- To mogłeś chociaż jej powiedzieć. Wiesz jak się o ciebie martwi? Czy ty jesteś ślepy czy głupi? - oznajmił, mając do mnie pretensje, jakby rzeczywiście go to interesowało. Najpierw jej zabrania spotykać się ze mną, a teraz, że niby jej nie powiedziałem?
- O co ci chodzi? - zapytałem, nie bardzo rozumiejąc, a raczej, żeby tak myślał.
- Czyli jednak ślepy. Chłopie, ona cię kocha a odkąd zniknąłeś, to zwiędła. - wytłumaczył.
- Kocha mnie? Przecież mówiła co innego i widziałem was... - zamilkłem, nie wiedząc czy wypada mi to mówić.
- Wtedy w ogrodach tylko rozmawialiśmy, bo potrzebowała rady. Idź lepiej do niej i błagaj, żeby ci wybaczyła. Jest u siebie w pracowni. - warknął, poganiając mnie.
Pobiegłem i stanąłem przed tymi drzwiami. Bałem się je otworzyć, jednak nie musiałem. Sama wyszła, a kiedy mnie zobaczyła, stanęła w bezruchu. Spoglądaliśmy na siebie przez chwilę, nie mówiąc nic, po czym to wszystko pękło. Przytuliłem ją, a ona zrobiła to samo. Mokro się też zrobiło od nadmiaru łez.
- Wiem wszystko. Przepraszam. Ja nie chciałem niszczyć ci życia, bo Cię kocham. Myślałem, że... - w tym momencie, wadera wydała z siebie cichy pisk i uciszyła mnie. Rzucę na siebie jakąś klątwę czy coś, bo tyle jej obiecuję, a nie potrafię się tym zająć jak normalny wilk.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz