Kiedy poczułem się lepiej, wróciłem do starych zajęć. Po śniadaniu wyszliśmy z Rashnalem na patrol, tam gdzie zwykle, czyli granice Solitudine, między Cathardeą. Rozmawialiśmy o ostatnim ataku feniksa i śmialiśmy się z tego, chociaż z drugiej strony to dziwne, że taki ptak znajdował się właśnie tutaj. Może uczyła małego latać i akurat tutaj mu coś nie wyszło? Nie wiem, ale wtedy bardzo mnie zraniła. Kto by się spodziewał, że taki ptaszek ma aż tak parzący ogień. Słysząc te słowa, brązowy basior prawie się popłakał ze śmiechu.
- A jak się czujesz? - zapytał po chwili, mając na myśli moją ranę.
- Jest dobrze. Medycy powiedzieli, że jeszcze kilka dni noszenia bandaży, a potem niech się dotleni. - zaśmiałem się.
W oddali zobaczyliśmy lamparta, który właśnie przekraczał nasze granice. Podeszliśmy do niego i zaczęliśmy wypytywać po co on tutaj przybywa. Może to szpieg? Dawno nie było wojny, a nasze królestwa mają pakt pokoju, więc raczej nie jest szpiegiem. No, ewentualnie nie powinien być.
Okazało się, że zna język Arcanterski, więc nie mieliśmy żadnego problemu z dowiedzeniem się po co tu przyszedł. Turysta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz