Wybrałem się na spacer do lasu. Szczerze mówiąc zastanawiałem się czy przy okazji nie zabrać się za jakieś polowanie. Może gdybym znalazł jakąś ciekawą zdobycz? Najlepiej, aby było to coś, z czym mógłbym powalczyć. O tej porze nie powinno być to specjalne, bo południe nie było porą, kiedy można by od tak się ukryć z ciemności nocy czy porannej mgle.
Zdecydowanie potrzebowałem jakichś emocji. Takich, które nie byłyby zamartwianiem się i ponurymi myślami krążącymi wokół niepewnej przyszłości i przeszłości, za która tęskniłem. Dość już miałem nudy dnia codziennego i tego, ze co rano wstałem, odbębniałem swoje obowiązki jak umiałem najlepiej, jadłem, kładłem się spać… Gdyby nie poczucie obowiązku i odpowiedzialności doprawione nadzieją, że wszystko to przyniesie jakieś rezultaty i będzie dobrze, rzuciłbym to wszystko w diabły i uciekł na drugi koniec wyspy. Od tak, dla zasady i w poszukiwaniu świętego spokoju.
Z zamyślenia wyrwał mnie szum, a kilak kropel przedarło się przez gęste listowie i opadło na moje futro. Po chwili było ich więcej, a do tego usłyszałem i grzmot. No pięknie… I tyle było z polowania. Nie znosiłem taplać się w błocku, moknięcie też nie było czymś, co uważałbym za przyjemne. Ruszyłem więc na powrót do zamku. Być może jutro będzie lepiej. Miałem taką nadzieję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz