- Z Soovimatu wszystko gra, tak? Słyszałam, że miał kilka problemów, był umierający tak? - wypaliła w końcu, co nie zdziwiło mnie za bardzo, ale nieco ukłuło. Tamte chwile najchętniej wyrzuciłabym z pamięci.
- Tak, wszystko już z nim dobrze. Pozbierał się i wrócił do życia. Jest dobrze - odpowiedziałam z uśmiechem, bo to był powód do radości, nawet jeżeli podszytej wcześniejszym bólem.
- To dobrze! Tak się cieszę! I za was też - stwierdziła pogodnie.
- Za nas...? - spytała, odwracając się i przyglądając jej badawczo.
- Oj nie ukrywaj tego dalej, co? Wszyscy wiedzą, że spędzacie każdą wolną chwilę razem, a strażnicy widzieli cię jak wymykasz się późno z jego komnaty... Diablico ty! A tak to wydajesz się taka powściągliwa - zaśmiała się.
Myślałam, że się uduszę... Co? Ja i Soovimatu? Znaczy... chciałabym... bardzo, ale... to nie było nic więcej niż przyjaźń.
- Tylko zanosiłam mu leki... - wytłumaczyłam się szybko.
- Tak tak... Ja wiem co to były za "leki" - znów z jej gardła wydobył się chichot. - Dobrze, że ta cała Leira to już przeszłość. Dziwna jakaś była.
- Leria? - spytałam mimowolnie.
- Nooo... Twój rudzielec ponoć spotykał się z taką jedną. Włóczył ją po medykach i tak dalej. Nie wiedziałaś?
- Może i coś mi mówił...
- Fakt, to było już dawno temu, wszystko się od tego czasu poukładało, co? - i tu zaczął się inny temat. Z tym, że nie słuchałam.
Soovimatu był moim przyjacielem.. tylko. Dlatego wieść o tym, że z kimś się spotykał... albo raczej ktoś myślał, ze tak było, nie powinna mnie w ogóle interesować. Tylko, że... czułam się zwyczajnie zazdrosna! Kim była ta wilczyca? Czy naprawdę coś ich łączyło? Cokolwiek? Pewnie tylko jej pomógł, prawda? Nic więcej... A jeśli?
Z takimi myślami zostałam już do końca dnia. Byłam zagubiona. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nawet jeżeli tamta plotka byłą tylko plotką to... co jeżeli Soovimatu naprawdę sobie kogoś znajdzie? Czy byłabym w stanie to znieść?
Usiadłam w ogrodzie ze zwieszoną głową. Nie zauważyłam, że ktoś idzie w moją stronę.
- Hej Sar - usłyszałam.
- Helios... Wybacz, nie zauważyłam cię - odpowiedziałam na powitanie.
- Coś się stało? - spytał, widząc najwidoczniej, że coś ze mną nie tak. - Znów kłopoty?
- Nie... Nie... to nie to... tylko.
- Daj spokój, Sar, znamy się już ładne parę lat, wiem, kiedy coś cię gryzie. Od razu to po tobie widać.
No tak... to była prawda... Zawsze.
- A dochowasz tajemnicy? - spytałam, a on przytaknął, uśmiechając się ciepło. - Ja... zastanawiam się... Jak wyznać miłość przyjacielowi? Chciałabym tego, ale tak strasznie się boję. Co jeżeli to wszystko zepsuje? - no i rozpłakałam się. Nie chciałam tego, ale łzy same cisnęły mi się nieprzerwaną strugą do piekących oczu.
Helios zbliżył się i lekko mnie przytulił. Byłam mu wdzięczna. Potrzebowałam się wygadać i wypłakać.
Soovimatu
Po pogrzebie matki wiele myślałem i doszedłem do pewnego wniosku. Życie jest zbyt krótkie, by się czegoś obawiać, a moimi największymi obawami było odrzucenie. Doświadczyłem tego i bałem się to powtórzyć, jednak będzie lepiej, jak to załatwię. Jest moją przyjaciółką, więc na pewno to zrozumie i nie będzie chciała mnie skrzywdzić. Jeśli odmówi, będę w stanie się z nią dalej przyjaźnić, tak jak dawniej, chociaż chęć tulenia jej do siebie jest tak silna. Dam radę.- Co tam rudzielcu?! - krzyknęła z oddali, kiedy szedłem korytarzem. Znałem tą szarą waderę doskonale, bowiem pomagałem jej ze szczeniętami.
- Witaj Elea. Piękna jak zawsze. - uśmiechnąłem się do niej, a ona odwzajemniła ten gest i podziękowała za komplement.
- Gdzie się wybierasz? W końcu zrobić uprawnienia i zająć stanowisko? - zaśmiała się. Tak, ona ciągle mnie poganiała i w sumie to nie wiem, dlaczego jeszcze tego nie zrobiłem.
- Masz rację. Idę to zrobić właśnie teraz, potem do cesarza, a potem znajdę odpowiedni kwiatek. - oznajmiłem, a ona spojrzała na mnie podejrzliwie.
- A jaki to kwiatek? - zapytała z ciekawością.
- Dowiesz się wkrótce, nie chcę zapeszać. - powiedziałem, po czym szybko się pożegnałem i ruszyłem do biblioteki. Szybko ogarnę te zadania i załatwię formalności. To będzie najlepszy dzień na świecie! Raz się żyje! Tak!
Kiedy wszystko sobie przypomniałem o tym jak udzielić pierwszej pomocy, postanowiłem iść do cesarza. Znałem się na tym, nie ukrywam. Pracowałem ze szczeniętami, więc nie powinno być żadnego problemu, by dał mi to stanowisko. W dodatku Elea może wszystko potwierdzić, bo zawsze jej pomagam. Szczeniakom wystarczy podać syrop, posmarować maścią zadrapania i tyle, bo nawet bandażować się nie opłaca. Dzieci to dzieci, chcą się wybiegać i szaleć, więc to marnotrawstwo. Jeśli już wydarzy się coś więcej to wiadomo, że trzeba biec do medyka.
Stanąłem przed drzwiami najwyższej komnaty, gdzie siedziało dwóch strażników przy drzwiach. Wziąłem oddech i oznajmiłem, że przyszedłem po stanowisko, po czym wszedłem do środka. Stresowałem się trochę, więc obsypałem Uriana wszystkim co wiem, na co ten się zaśmiał i przydzielił mi miejsce opiekuna szczeniąt. Ukłoniłem się i wyszedłem, starając się zachować normalnie, a kiedy tylko drzwi się zamknęły, ruszyłem pędem do lasu. Z tego co słyszałem, to tam Red Rose znalazł ten kwiat. Wiem, że jest różowy, przypomina tulipana i trochę świeci. Mam nadzieję, że go rozpoznam i nie zrobię z siebie idioty przed czarną waderą. Opowiadała mi o tym jak bardzo jej się ta historia podobała, że to romantyczne... a co jeśli chciałaby dostać ten kwiat od kogoś innego?
Po kilku godzinach udało mi się znaleźć trzy rośliny, moim zdaniem podobne do tego co pamiętałem. Wziąłem wszystkie, jednak wiadomo, że będę musiał wybrać jedną. W drodze do zamku zastanawiałem się co jej powiedzieć, jak się zachować, co zrobić, by wszystko było tak jak ona tego chciała.
Nie zastałem przyjaciółki w miejscach w których być powinna, przez co trochę się niepokoiłem. A co jeśli jej się coś stało? Szybko zapytałem o to strażników, którzy zapewnili, że wszystko z nią dobrze i aktualnie przebywa w ogrodach. Tak! Gdzie jest piękniej jak nie w ogrodach? A może powinienem to zrobić wieczorem? Gwiazdy, księżyc? Albo... nie powinienem jej dawać tego kwiatu teraz. Podobnież oznacza on zaręczyny, wesele... w sumie to, chciałbym. Tu, teraz i do końca. Nie wiem.
Rozglądając się za nią, zamurowało mnie. Stanąłem, upuściłem kwiatek i nie mogłem nic więcej zrobić. Ona ma kogoś? Czemu mi nie powiedziała? A co jeśli on to zaplanował? Był pierwszy...
Sarissa
- Dasz sobie radę. Musicie po prostu szczerze porozmawiać - tłumaczył Helios.- Jestem tchórzem... Nie dam rady - załkałam.
- Nie jesteś. Pomyśl o wszystkim co do tej pory osiągnęłaś. Postanowiłaś, że zostaniesz magiem i co? Jesteś najwspanialszym magiem w Arcanterze. Przygarnęłaś trójkę szczeniąt i dałaś im dom. To będzie dla ciebie pestka, wierz mi - uśmiechnął się jeszcze, a ja poczułam się odrobinkę pewniej.
Miał rację musiałam wziąć się w garść...
- Chyba będziesz miała okazję - rzucił wilk i wskazał na stojącego opodal rudego basiora. - Powodzenia - rzucił jeszcze i odszedł, rzucając przybyszowi uśmiech.
- Soovimatu... - zaczęłam i na powrót ogarnął mnie strach. Mimo to podeszłam do niego, wpatrując się we własne łapy. - Ja... chciałam ci coś powiedzieć, tylko... nie wiedziałam jak... Nie chcę, żeby coś się między nami zepsuło. Jesteś moim przyjacielem, wiesz o tym, że lubię cię naprawdę mocno. Tylko, że... - zwiesiłam głos.
A jeżeli wszystko popsuję? Jeżeli on jednak mnie odtrąci? - kolejna fala wątpliwości zalała mnie z taką siłą, że skuliłam się mimowolnie.
- Soovimatu ja... Kocham cię... - wyszeptałam, miałam nadzieję tylko, że na tyle głośno, by mnie usłyszał. - Przepraszam... - skupiłam się mocniej, czekając jakby na cios. Nie fizyczny, ale być może przez to bardziej bolesny. Za co przepraszałam? Chyba za swoje tchórzostwo... za to, że nie umiałam spojrzeć mu w oczy i powiedzieć tego tak, jak należało, tak, jak powinnam. A może za to, że właśnie wszystko popsułam? Nie wiem.
Soovimatu
Obserwowałem waderę, będąc totalnie sparaliżowanym w dodatku ten stres zjadał mnie od środka. A może to nie stres? Nie wiem, bolało, tak... mentalnie? A może fizycznie? Serce biło mi jak dzwon, zrobiło mi się gorąco, a kiedy ona mnie zauważyła i zmierzała ku mnie, chciałem uciec. Nie mogłem, nic nie mogłem... nie chciałem tego słuchać. Widziałem, wystarczy. Proszę, odejdź, nie chcę tego słuchać... nie przepraszaj, był pierwszy. Rozumiem.Nie odezwałem się ani słowem, nie potrafiłem, a ona? Spoglądała na swoje łapy, po czym zaczęła. Nie, nie, nie! Ja rozumiem. Nie chcę tego usłyszeć, po prostu nie chcę, nie przeżyję tego... No i co? Na co ci to wszystko! Po co mi to mówisz... ładnie, lubi mnie. Też ją lubię, ale nie tylko. Przyjaciel... przyjaciel... przyjaciel. Dobrze! Zrozumiałem! Nie mów nic więcej! Było mi coraz bardziej źle, coraz cieplej, aż w końcu słyszałem jak przepływa mi krew w żyłach. Czy wilki się pocą? Zimno mi.
Patrzyłem na nią, a ona nawet na mnie nie spojrzała, po czym tylko oznajmiła, że przeprasza. No ładnie, niech lepiej teraz nie zauważy tego kwiatka, bo co sobie o mnie pomyśli? Teraz nie wypada. Ona jest szczęśliwa, ale... czekaj... wiedziała? Wiedziała, że ją kocham? Tak, musiała to wiedzieć, przecież... nie przepraszałby.
- Rozumiem. - udało mi się jakoś to powiedzieć, a zaraz po tym zacząłem się rozluźniać i mogłem już spokojnie uciec. Jednak nie, ja taki nie jestem, poza tym co ona sobie pomyśli? Nie chcę jej stracić... mimo wszystko.
- Ja... no... wiesz.. może... wiesz... może wszystko mi opowiesz? - zbierałem myśli. W końcu skoro jesteśmy przyjaciółmi to może mi wszystko powiedzieć, prawda? A może przeprasza mnie za to, że już nie możemy się spotykać? Może jej zakazał? Zazdrosny jest? W sumie to nie wiem już... nic.
Sarissa
A więc jednak... Soovimatu nic do mnie nie czuł. Moje wyznanie sprawiło tylko tyle, że zapadła między nami jakaś niezręczna cisza, którą przerwała lakoniczna wypowiedź basiora. Na co ja liczyłam? Na to, że cokolwiek będzie normalnie? Że spotka mnie szczęście? Tak... chyba... Ale widać nie będzie mi to dane. Trudno...- Ja... przepraszam, ale... chciałabym pobyć nieco sama - powiedziałem, wpatrując się we własne łapy. Nie miałam odwagi unieść wzroku. Spoglądać na niego, widzieć jego błyszczące oczy, które nigdy nie spojrzą na mnie z uczuciem.
- Z-zobaczymy się jutro czy innym razem... Jeśli znajdziesz chwilę... Dobrej nocy... - ruszyłam w stronę zamku starając się nie płakać i nie puścić szaleńczym biegiem do swojej pracowni, w której mogłabym się zaryglować i wypłakać. Wiedziałam, że jeżeli wykonam choć jeden zbyt szybki ruch, to pęknie ta drobna banieczka samokontroli, którą jeszcze w sobie miałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz