Swoją komnatę miałem razem z brązowym basiorem, z którym przyszło mi pracować. Jest to naprawdę miły typek i świetnie się dogadujemy. Można powiedzieć, że mamy podobne nastawienie do życia.
Po porannym treningu wybraliśmy się na stołówkę, gdzie zajęliśmy te same miejsca co zwykle. Standardowo rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Inni kaprale, którzy z nami siedzieli opowiadali swoje przeżycia, co tam się wczoraj wydarzyło i jakie plotki usłyszeli. A to w wiosce się urodziły szczenięta, a to w zamku ktoś dostał stanowisko, czyli ogółem nic interesującego. Dużo też mówiono o ślubie Viviann... co niestety, denerwowało mnie.
- Cześć chłopaki, nowy jestem. - przysiadł się do nas szary basior.
- Siema. Zeconi. - przedstawiłem się, a po mnie zaraz każdy wypowiedział swoje imię.
- Koadi. Miło was poznać. Co tam dzisiaj będziemy robić? - zaczął pogadankę, po czym ugryzł swojego zająca. Fajnie, że do wojska dołączają tacy samce, bowiem poczucie humoru jest tu mile widziane. W przeciwnym razie dostałby lanie, które zwiemy "koceniem". Stara legenda, kiedy to jeszcze Arcanterrą panowały koty. Psy koty pogoniły i stąd się wzięło to całe kocenie i koty. Też byłem kotem i chcieli dać mi nauczkę, ale wystarczy wytrzymać, żeby wzbudzić szacunek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz