O dziwo, dzisiaj udało mi się wstać wcześniej niż moja ukochana. Nadal w głowie mam dzień naszego ślubu i tą pamiętną noc. To było coś naprawdę wyjątkowego, a skala mojego szczęścia nie przestaje rosnąć. Czasem żałuję, że nie jestem w stanie wymyślić nowych słów by to wszystko opisać, a jednocześnie by te słowa były tak piękne jak wyjątkowy, magiczny, cudotwórczy, nieziemski czy ponadprzeciętny. Mało, ciągle mi jej mało.
Spoglądałem na czarną piękność leżącą obok mnie i tulącą się w rude futro. Była taka urocza, że aż łza pojawiła się w moim oku. Czy to nie śmieszne, że chce mi się płakać, chociaż wszystko jest takie cudowne? Chce płakać ze szczęścia, bo nie znam innych emocji tak silnych jak słone kropelki delikatnie spływające po pysku. Częściej kojarzone negatywnie i to właśnie pokazuje jak bardzo brakuje nam w tym świecie miłości.
- Nie śpisz już? - powiedziała zaspana wadera, przeciągając się i kładąc przednie łapy na moim boku.
- Tak jakoś wyszło. - polizałem ją na powitanie, po czym dodałem, że ją kocham.
- Też cię kocham. - uśmiechnęła się do mnie i zaczęła błądzić pyskiem po mym futrze, jednocześnie merdając wesoło ogonem. Oczywiście odwzajemniłem ten gest.
- To na co masz dzisiaj ochotę? Znowu gryzonie? - zapytałem, zanim jeszcze wstaliśmy z posłania. Czasami zdarzało nam się tak leżeć i rozmawiać przed obowiązkami, jednak no cóż... nie zawsze zdążyłem wstać. Wadera nie miała w zwyczaju czekać na mnie jak się obudzę, zawsze powtarzała, że jestem tak słodki, że aż szkoda budzić.
- Dzisiaj chyba coś innego, ostatnio gryzonie mi się przejadły. - zaśmiała się. Taką właśnie kochałem ją najbardziej i starałem się, by tak było zawsze. Radosna i szczęśliwa, taka jakiej jej nie znałem wcześniej. A najgorsze może być to, że mogłem po prostu tego nie widzieć i jeśli tak było, żałuję. Straciłem naprawdę wiele.
Po śniadaniu zmierzaliśmy do swoich pracowni, znaczy się ona miała pracownię, ja raczej komnatę radości. Szczenięta to coś, co nadaje naszemu życiu sens. Kochałem moją pracę i kto wie, może my też się doczekamy własnych puchatych słodkości? Muszę częściej odwiedzać bibliotekę, by naszykować się na masę trudnych pytań, chociaż... już jestem nimi obsypywany. Jak czegoś nie jestem w stanie wytłumaczyć to wystarczy propozycja zabawy i pytanie jakby gdzieś wyparowywało. To naprawdę słodkie.
- Miłej pracy kochanie. - polizała mnie w policzek i zniknęła za drzwiami. Jej komnata znajdowała się niedaleko stołówki i sali medycznej, natomiast moja była na drugim końcu zamku. Zaraz przy innych salach lekcyjnych... z których nie dobiega dźwięk wściekłej rudej wadery. Foxy. Ehh...
Wieczorem naszykowałem romantyczną kolację przy świecach. Znalazłem jaśmin i rozsypałem po komnacie, chociaż wiem, że pierwsze co jej przyjdzie na myśl to, że ktoś będzie musiał to posprzątać. Wziąłem też bażanty ze stołówki, skoro już gryzonie jej się przejadły, no i oczywiście czysta, górska woda z drewnianych miskach. Mam też sok z Gokuune, chociaż on nie jest nam do niczego potrzebny, bowiem świetnie spędzamy czas ze sobą.
Czekałem, nadal czekałem a jej nie było. Dziwne, ponieważ nigdy się nie spóźniała, była na czas... może coś jej się stało? Już zacząłem panikować, kiedy drzwi się otworzyły, a zaraz potem zobaczyłem to lśniące czarne futerko. Kamień z serca!
- Martwiłem się. Coś się stało? - zapytałem z troską, podchodząc do mej ukochanej, by móc jej dotknąć.
- A jak bardzo chciałbyś, żeby coś się stało? - zapytała z uśmiechem, co mnie zdezorientowało.
- Oczywiście, że nie chciałbym. Nie mógłbym żyć bez ciebie. - odparłem bez zastanowienia.
- A gdyby tak... - zamilkła i skierowała wzrok na swoje ciało. Widziałem też, że jest uśmiechnięta.
- Gdyby co? - zapytałem, nie rozumiejąc co się właściwie dzieje. Czy coś się stało w pracy? Jakiś eliksir jej zaszkodził?
- Byłoby nas więcej. - spojrzała na mnie, po czym wytłumaczyła, że jest w ciąży. Słysząc to, zamurowało mnie. Przez chwilę nie wiedziałem co czuję, to było tak... fantastyczne!
- Naprawdę!? - krzyknąłem radośnie i zacząłem wariować. Ogon latał z jednej strony na drugą, a pysk rwał się do wycia z radości. Naprawdę!? Będę tatą? Arcanusie! Wiedz, że kocham ciebie tak samo mocno, jak mój czarny sens życia! Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! To prawdziwy dar!
- Już, już, uspokój się. - zaśmiała się.
- Kocham Cię, wiesz? Czekaj! Co ja gadam! Kocham was. - mówiłem, prawie piszcząc, co naprawdę musiało wyglądać komiczne. Chciałem by wszyscy o tym wiedzieli, jednak zaraz dotarło do mnie, że wszyscy już wiedzą, bo to oni są dla mnie wszystkim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz