Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

sobota, 21 stycznia 2017

Azriel Illyrian

Urodziłem się w Arcanterze, a dokładniej w Wiosce. Tutaj neutralność mojej historii się kończy... Otóż jestem bękartem pewnego wilka o imieniu Nostrus, a moją matką jest jego kochanka, Amarantha. Miałem niespełna rok, gdy żona mojego ojca dowiedziała się o mojej biologicznej matce. Odtąd aż do 5 urodzin byłem wykorzystywany do najróżniejszych zadań czy też eksperymentów. Moi starsi przyrodni bracia testowali na mnie swój żywioł - ogień. Odwalałem brudną robotę, służyłem jako rozrywka i służba w jednym. Jednak to nie przeszkodziło mi w zakochaniu się w jednej z pospolitych wader z wioski. Była jedyną istotą, którą kochałem w swoim życiu, mimo tego, że byliśmy razem kilka krótkich miesięcy. I właśnie z tego powodu, jak podejrzewam, moi bracia zabili ją - naturalnie, paląc jej ciało. Kazali mi na to patrzeć. Od tamtej chwili nikogo nie darzyłem uczuciem. Po równym roku moim przyrodnim braciom zachciało się zobaczyć, jak długo będę się palił. Znudziłem się całej mojej rodzinie, jak wywnioskowałem. Zapędzili mnie daleko od ojca, który nienawidził mnie najmniej z nich wszystkich. Zaczęli od łap, jednak dalej nie doszli, bo znalazła nas moja przybrana matka. Nie przejęła się tym zdarzeniem ani nawet nie ukarała moich braci. Nie darzyłem ani jednym ciepłym uczuciem nikogo z mojej rodziny, ale to była jedyna, jaką miałem. Niby zapewniali mi schronienie i dawali pożywienie, ale traktowali mnie jako podrzędnego wilka. W dniu moich czwartych urodzin, kiedy też zdobyłem swoje blizny, obudziła się we mnie iskierka woli walki. Musiałem odczekać aż do zagojenia się ran, ale miałem cel. Postanowiłem uciec. Czułem, że próba podpalenia była dopiero początkiem. Wiedziałem, że jeśli dalej moje życie będzie tak wyglądać, długo nie pociągnę. Miałem 5 lat, gdy opuściłem rodzinny dom. Na zawsze. Nie chciałem wracać - wiedziałem, że po ucieczce byłoby jeszcze gorzej. Tak więc jakiś czas wędrowałem po terenach Arcanterry. Nigdzie nie zatrzymywałem się na dłużej... Aż do chwili, gdy dotarłem do Gór. Polubiłem to miejsce, takie ciche i spokojne. Nie przeszkadzał mi czasem dreszczyk strachu, głód, niepokój czy zimno - ważne, że nie było tu zbyt wielu wilków. Podczas mojej podróży często pytano mnie o powód moich blizn. Nie kłamałem wtedy, bo nie przyniosłoby mi to wielu korzyści. Prawda ta zniechęcała i skutecznie zamykała ciekawskim i dociekliwym wilkom pyski. Ciągłe pytania, wytłumaczenia, niezręczne przeprosiny, ukradkowe spojrzenia, gdy wydawało się, że nie patrzę - to wszystko mnie męczyło. W Górach znalazłem spokój. Samotność odpowiadała mi, bo mogłem wtedy pogrążać się w niewesołych, ponurych myślach. Kiedyś próbowałem szukać dobrych stron w zachowaniu mojej rodziny, ale ich nie znalazłem, toteż przestałem to robić. Trud życia mi nie przeszkadzał... Przyzwyczaiłem się. Aby nie oszaleć, czasem wędruję w otoczenie innych. Może i nie przepadam za tymi bezsensownymi rozmowami, aczkolwiek zdarza się, że obserwuję wszystko z ukrycia. Widzę życie innych i bywa, iż wyobrażam sobie siebie na ich miejscu, ale jakoś mi to nie pasuje. Najwyraźniej moim przeznaczeniem jest pozostanie półdzikim samotnikiem, mającym przez większość czasu za towarzystwo milczące Góry. Jakoś mi to specjalnie nie uwiera. Los sprawił, że większość rzeczy jest mi obojętna. A może to dobrze? Przyzwyczaiłem się do bycia na najgorszej pozycji.

Płeć: Samiec
Kolor oczu: Brązowy
Kolor sierści: Biały
Wysokość: 84
Masa: 59
Imię: Azriel
Przydomek: Illyrian
Wiek: 6
Żywioł: Ogień

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home