Przekroczyłam właśnie mury zamku. Wybierałam się na wyprawę w poszukiwaniu czosnku. Co prawda rośnie tu blisko, lecz ja szukałam szczególnej odmiany, która rosła w pobliżu zbiorników wodnych. To ona miała najwięcej właściwości neutralizujących działanie trucizny, a to było teraz bardzo potrzebne, gdyż w zamku pojawiły się dziwne węże. Niby małe, ale jednak sprytne i bardzo natrętne. Jeden z nich nawet mnie ugryzł! Różnią się od zwykłych beznogich gadów tym, iż mają małe wypustki potocznie nazywane skrzydełkami - stąd nazwaliśmy je Skrzydlatymi Wężami. Niektórzy sądzą, iż są podobne do smoków, tylko że ja nie wiem czym są te stworzenia. Na szczęście sytuacja się poprawia, a ich liczba zmniejsza, ale chyba powinnam się douczyć ze stworzeń, lecz tym zajmę się po powrocie. Przez moją nieuwagę wpadłam w dużą dziurę. Turlałam się dobrych parę sekund. W końcu zatrzymałam się. Powoli wstałam, pozbywając się z futra nadmiaru piachu. Usłyszałam dziwne warknięcia. Podniosłam głowę. Ujrzałam ogromnych rozmiarów żmiję zmierzającą wprost na mnie. Skuliłam się w kłębek, bez szans na ucieczkę. I tak czekałam, aczkolwiek nic się nie wydarzyło. Otworzyłam oczy. Dostrzegłam czarnego basiora z wieloma bliznami, który atakował ogniem to śliskie monstrum. Żmija syknęła, a następnie oddaliła się. Samiec spojrzał na mnie z troską. Następnie zbliżył się.
- Nic ci nie jest? - zapytał łagodnie.
- N-nie - odparłam nieśmiało. - Jestem tylko lekko poturbowana, ale to nic takiego...
Wilk odetchnął z ulgą.
- A tak z innej beczki to mam na imię Itten - przedstawił się, składając ukłon. - A ty, śnieżna damo?
- R-Rue - odpowiedziałam szybko.
Odwróciłam szybko wzrok. Tacy samcy mnie onieśmielali. Zapewne wyglądałam jak młoda wilczyca przechodząca okres, w którym każdy basior jej się podoba.
- Piękne imię. Może chciałabyś się przejść na spacer? Wydajesz się bardzo zestresowana, a to ci pomoże - zaproponował.
Zgodziłam się. Spędziliśmy miło czas nad jeziorem, gdzie przy okazji zebrałam trochę czosnku. Itten opowiedział mi trochę o sobie. Nie mieszkał ani w zamku, ani w wiosce. Żył samotnie, sam polował. Jego schronieniem była jaskinia w pobliżu Glacies, lecz gdy odbyło się tam święto to musiał przenieść się nad rzekę do lasu. Powiedział również, iż mogę go odwiedzać. Przystałam na tą propozycję, obiecując mu, że w najbliższym czasie przyjdę do niego i to ja coś mu o sobie opowiem. Pożegnałam się z nim i wróciłam do zamku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz