Dzisiaj na lekcji praktyki mieliśmy nauczyć się polować na małe istotki, takie jak zające, bażanty czy myszy, więc udaliśmy się wraz z Thutią do lasu. Coś mi się wydaje, że będzie zabawnie. Nauczycielka policzyła nas i kazała ustawić się w parach, więc wiadomo z kim stałem. Jeszcze trochę a Shae zostanie moją waderą i fajnie.
Bez większego problemu wyszliśmy z zamku i kierowaliśmy się ku lasowi. Jest to naprawdę spokojne miejsce, więc nie rozumiałem, dlaczego nawet tam nie możemy sami chodzić. Co za beznadzieja! Mniejsza, teraz liczyło się to, by zaciągnąć gdzieś białą i nieco się pomiziać. Na pewno Thutia da nam wolną wolę, skoro już tyle razy tu jesteśmy i już tyle razy dostawaliśmy osobne zajęcia, jak np. szukanie kwiatków. Po drodze brat oczywiście się uczepił mnie, bo jakże inaczej?! Miałem go serdecznie dosyć! Debil zamiast uganiać się za jakąś fajną sztuką, to robi głupoty, które nie mają większego celu. Ja przynajmniej korzystam z uroków natury.
Na miejscu dostaliśmy zajęcie, czyli standard, jednak tym razem było to coś bardziej interesującego niżeli kwiatki. Polowanie. Mięso. Krew i przemoc. Super! Przez to wszystko zapomniałem o białej i w głowie miałem tylko chęć zabijania, zwłaszcza bażantów, bo to całkiem dobre mięso. Po wywęszeniu jednego z nich, zacząłem się skradać. Powoli podchodziłem do celu, aż nagle ruszyłem najszybciej jak tylko potrafiłem. Jednak ptak uciekł, drugi także uciekł, trzeci również, aż w końcu miałem serdecznie dość tego biegania po lesie! Ze zdenerwowaniem węszyłem dalej, aż nagle usłyszałem jakieś wołanie o pomoc. Udałem się na miejsce, gdzie zastałem przygniecioną sarnę. Sarna jak sarna, mała, brązowa i średnio smaczna. Ta jednak była we krwi i po zobaczeniu mej osoby rozdarła się jeszcze głośniej. Jakby to coś dało, pfe! Nie myśląc zbyt długo, dobiłem biedaczkę i zacząłem szarpać jej zwłoki z spod kłody. Chyba nada się jako dowód polowania, prawda? Trzeba sobie jakoś radzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz