- Cześć, na stołówkę idziesz? Miło poznać, jestem Zeconi. - uśmiechnąłem się do niej, po czym lekko ukłoniłem.
Issar
Obudziłam się dość wcześnie, nie wiem, kilka godzin po świcie? Na zewnątrz bardzo jasno, słońce daje blady blask, pewnie jeszcze zimno i mokro od porannej rosy... Wzdrygnęłam się, ale nie ułożyłam się ponownie do snu, ponieważ jakoś tak strasznie suszyło mnie w gardle. Eh, trzeba wstawać i zebrać się do stołówki... Stosunkowo lekko poprawiłam sierść przed małym, brudnym lustrem w mojej komnacie, ziewnęłam sobie, po czym wyszłam na korytarz i wybrałam się na śniadanie. Snułam się sennie po budynku, zastanawiając się, co też bym mogła dzisiaj porobić. Praca nie wzywa, przyjęcia są rzadko kiedy, a mi się powoli zaczynają kończyć pomysły na wykorzystywanie wolnego czasu. Odwiedzić kogoś? Czy ja wiem? Nie wiem, przejść się do lasu czy... nad jezioro? Tak. Ponownie do Luminosum. Tam jest ładnie, można spędzić cały dzień nad wodą, czemu nie? Uśmiechnęłam się sama do siebie, po czym poczułam, że w swym zamyśleniu na kogoś... wlazłam. Ajć... Spojrzałam na biednego przechodnia, na języku pojawiły mi się już słowa przeprosin, kiedy spostrzegłam, że... to dzieciak! Oh, jak słodko!!! Był taki...taki mały i uroczy, tak rozczulający, że od razu się rozbudziłam, a na mój pysk wpłynął szeroki, szeroki uśmiech. A potem jeszcze się odezwał, i to tak pięknie, że ciężko mi było powstrzymać jęk zachwytu.- Ooo, cześć, malutki! Ja jestem Issar i tak, idę do stołówki. A co, chciałbyś może mi towarzyszyć? Będę doprawdy zaszczycona. - zachichotałam, uprzednio schylając się na wysokość małego wilczka.
Zeconi
Spojrzałem się na nią z lekkim zażenowaniem. Aha, fajnie... malutki? Co jest do cholery z nią nie tak? Przecież nie jestem malutki! Byłem, ale nie jestem! Te parę centymetrów to nie aż tak wiele, pff... Jeszcze się zdziwi, jak urosnę większy od niej. Też mi coś, malutki! Obraza mej godności i te jeszcze słodkie słówka jak do szczeniaka, którym już nie jestem! Zgodzić się czy nie zgodzić? W sumie to idziemy w tym samym kierunku i raczej nie zrezygnuję ze śniadania. Ciekawe czy ona w ogóle wie z kim rozmawia, może wtedy zachowałaby się inaczej. Tak jak przystało się do mnie zwracać! Zwykły plebs. - To świetnie. - odparłem z uśmiechem, mimo iż wewnętrzne już mnie od niej odpychało. Może jednak się ogarnie i będzie spoko? Dam jej szansę.
- Jak długo mieszkasz w zamku, piękna? - zapytałem w drodze do stołówki.
Issar
O nieee, czy on powiedział piękna? Ten dzieciaczek jest naprawdę super uroczy! Kurczę, dlaczego ja właściwie nie mam jeszcze własnych szczeniąt, to by było przecież takie wspaniałe, mogłabym się z nimi cały dzień bawić, a jeśli wszystkie byłyby takie prześliczne jak ten mój mały towarzysz, to bym chyba... Ej, ale dobra, dobra, zaczekaj, przecież malutki-słodziutki zadał pytanie. Całkiem trudne, bo jakoś nie mogłam od razu znaleźć na nie odpowiedzi. Ile ja właściwie mieszkam w tym kamiennym starociu? No, od początku, od kiedy przybyłam do Arcanterry, ale...- Umm... - mruknęłam, podnosząc oczy do nieba i zmarszczyłam brwi, próbując sobie przypomnieć, ile to już tych miesięcy. Tak, na pewno całkiem sporo, one się chyba powtarzały tak serio wielokrotnie...
- No, czy ja wiem? Pewnie ze cztery, może pięć lat. - odpowiedziałam, uśmiechając się, tym razem przez fakt, że poczułam się trochę, odrobinę wręcz niezręcznie.
Przepiękny basiorek nie odpowiedział, kiwnął tylko energicznie głową na znak, że rozumie. I świetnie.
- No, to co, młody? Chcesz jeszcze o coś spytać, czy możemy ruszać na posiłek? Co dobrego byś zjadł? - spytałam już znowu bardzo pogodnie, po czym żwawym ruchem pchnęłam stołówkowe drzwi.
Zeconi
Im dłużej byłem przy niej, tym dziwniej się czułem. To było naprawdę... dziwne. Nigdy jakoś nie miałem problemu z waderami, nawet starszymi, a ta? Coś z nią nie tak, chyba? Z tego wszystkiego nawet nie odpowiedziałem, kiwnąłem głową i starałem się coś wymyślić. Jednak z drugiej strony, była całkiem ładna i urocza, na swój sposób oczywiście. Moim zdaniem idealnie pasowałaby do brata, niby stara, ale szurnięta a on też taki, nieopanowany i niepoważny. Mniejsza. Dzielić się nie zamierzam. - Chętnie zjadłbym bażanta, a tobie co najbardziej smakuje? - zapytałem z uśmiechem, jednocześnie starając się być bardziej męski, niżeli słodki, uroczy i malutki. Pfe!
A tak swoją drogą, skoro ona mieszka tutaj pięć lat, to na pewno wie kim jestem. W takim razie dziwi mnie to, że się do mnie zwraca w taki sposób. Każdy strażnik czy inne wilki nigdy by nie śmiały powiedzieć się do mnie "malutki", no... pomijając okres bycia szczeniakiem, takim głupim i niczego nie świadomym. Teraz? To raczej niemożliwe. Może jak zaciągnę się do wojska to ona pomyśli o mnie w inny sposób? Zostać takim generałem to jest coś, podobnież wadery same pchają ci się do posłania. Cesarzowi w sumie też... ale widząc ojca, wolałbym być nieco bardziej zbudowany. Matka to chyba była ślepa, albo należała do grona waderek, które lecą na władzę.
Issar
- Ja tam nie przepadam za ptakami, chyba, że chodzi o te jeszcze całkiem żywe. Wiesz, niektóre naprawdę ładnie śpiewają, a gdzieś w Lesie widziałam takie malutkie, strasznie kolorowe... Ah... Ale tak to zobaczę, czy mają sarny albo inne kopytne. - powiedziałam, po czym rzuciłam okiem do wnętrza stołówki. - Idziem?Szary się zgodził, więc razem weszliśmy do, moim zdaniem, wielgachnego pomieszczenia, w którym rzecz jasna panował spory gwar. Ruszyliśmy w kierunku jadalni, by wziąć sobie coś do jedzenia, ale wtedy coś zaczęło być nie tak... Wiele wilków się nas gapiło, kiedy przechodziliśmy obok stolików, niemal wszyscy przy nich siedzący przerywali jedzenie i podnosili na nas wzrok. Po jakimś czasie zaczęłam czuć się dziwnie. Próbowałam ogarnąć, o co chodzi, po głowie zaczęły krążył mi możliwe hipotezy. Jednak za mało się dziś czesałam? Może jestem gdzieś brudna? No cóż, wszystko się wyjaśniło, kiedy przechodzący obok nas zaczęli się kłaniać i mruczeć coś w stylu "o, szanowny'' - mój mały kumpel okazał się być z arystokracji! Nawet nie zdążyłam się do niego odezwać, pytając, czyim jest synkiem, bo wtedy ponownie mnie olśniło - Zeconi! Zeconi! On jest synem cesarza!
- Malutki, ty jesteś księciem, prawda? - odruchowo spytałam, kiedy siedliśmy wreszcie przy stole, mając przed nosem miski ze śniadaniem.
Zeconi
Pytasz ją o to jakie mięso lubi, a ta wali teksty o śpiewających ptaszkach. Serio? W sumie to rozgadana jest i poza tym, że lubi sarny to teraz wiem też, że lubi ptaki śpiewające. Co jak co, ale w te to tylko rzucałem kamieniami, kto by ich słuchał? Wilki w stołówce standardowo witali mnie lekkim skinięciem głowy, jednak tym razem była to nowość, bowiem nie przyszedłem sam, ani też z rodzeństwem. Oho, już widzę ploteczki o tym, że starsza się do mnie przystawia i że leci na mój status. Jednak, ona jest głupia, bo zamiast rzeczywiście się tak zachowywać to obraża mnie. Złamię ją i tak. Może nie potrzebuję takiej wadery, ale podobnież one są bardziej chętne i doświadczone, więc można by było sobie poćwiczyć. Zaśmiałem się w myślach, bowiem to tylko taki żarcik, ale chyba coś w tym jednak jest?
Wszystko było spoko, do czasu kiedy znowu walnęła tekścik o tym jaki to jestem ogromny. O co jej chodzi!? Denerwuje mnie... a może ją to kręci? Taki grymasik na mym pysku? Na pewno wie to doskonale i specjalnie się tak odzywa. Cwane.
- Owszem, ale chyba ci to nie przeszkadza, prawda? - oznajmiłem, dość poważnie, ale jednak z uśmiechem. Niech sobie nie myśli, że jestem jakimś głupim bachorkiem, za jakiego mnie uważa. Chętnie się z nią powygłupiam i posłucham tych jej ptaszków, jednak chcę by traktowała mnie jak pół dorosłego.
- Swoją drogą, po której jesteś stronie? W królestwie roi się od plotek na temat mego ojca i faktu, że niedługo ja lub mój brat zasiądziemy na tronie. - zapytałem, po prostu z ciekawości. Niezbyt mnie tam interesował tron, na pewno nie teraz, może w przyszłości. Chcę się bawić, a dopiero w wieku jakiś 5 lat zająć się robotą.
Issar
- Oj, ja tam będę tobie kibicować z caaałych moich sił. - zaśmiałam się lekko, ledwo powstrzymując się od przyjacielskiego pchnięcia małego w bok, ale przecież to książe, lepiej się powstrzymać, bo od rękoczynów to mnie jeszcze w lochach zamkną...Ale poważnie, po co on mnie w ogóle o to pyta? Co innego mogłam powiedzieć, kiedy ja wcale nie znam jego brata, a jego samego znam od kilku minut. Swoją drogą, jak się tak zastanowisz, to przecież trochę dziwne, wybierają ci władcę, któremu musisz składać hołd, a przecież nawet nigdy go nie widziałaś, nie wiesz, czy będzie dobrze rządził, a nawet jak będzie rządził źle, to musisz go szanować i się przed nim korzyć. Kto ich tam w ogóle wybiera? No, mimo wszystko postanowiłam robić dobrą minę do złej gdy i nie zdradzać mojego ogólnego zaniepokojenia, tego lekkiego smutku, nie zdradzać, że teraz to już do końca nie wiem jak się przy nim zachować i owszem, tak, trochę jednak przeszkadza mi fakt, że Zeconi jest synem króla. Wzięłam szybki, głęboki wdech i ponownie przybrałam na twarz uśmiech, który wcześniej na chwilę zniknął, teraz jednak był dużo bardziej sztuczny.
- No to co, jemy? - spytałam
Po chwili ciszy dodałam jeszcze:
- Młody, a mamusia już ci pozwala wychodzić poza Zamek? Bo jeśli tak, to może po śniadaniu gdzieś się razem wybierzemy? Tak wiesz, no, dla zacementowania przyjaźni!
Zeconi
Ona serio jest dziwna. Czy naprawdę nie wystarczy powiedzieć tylko raz, że ma się ochotę na bażanta? Teraz to jedynie zabrać go i znaleźć miejsce, czy to trudne? Mniejsza. Co jak co, ale chyba jednak dam sobie spokój ze zrozumieniem jej i zajmę się kimś innym. Mam nadzieję, że jakaś mądrzejsza waderka daruje sobie głupie teksty, które są po prostu obrażające! Nie jestem mały, no ja pierdole! - Może kiedy indziej. Mam rok. - oznajmiłem, zabierając kawałek mięsa i udając się w wolne miejsce, by jak najszybciej je zjeść i iść na zajęcia. Wadera też sobie coś tam wzięła i usiadła obok. Ehh... Byle o mnie zapomniała i darowała sobie te podróże, bo chyba bym ją zagryzł...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz