Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

środa, 18 stycznia 2017

Evangeline - Cel uświęca środki

Nie byłam typem towarzyskiej wadery, z którą chce się przebywać i której obecność się ceni. Byłam przeciwieństwem tego - samotniczką, a w dodatku ryzykantką o innych poglądach niż reszta. Lubiłam wystawiać innych na próby, testować ich cierpliwość, stanowczość i wytrwałość we własnych poglądach, a także badać granice nałożonych na mnie ograniczeń. Nie przejmowałam się zasadami. Lubiłam myśleć, że cel uświęca środki - w sumie często się tym tłumaczyłam przed samą sobą. Kara zostanie nałożona... I przeminie. Wszystko przemija. Niedawno przeminęła moja nieświadomość. W jej miejsce nadeszło rozgoryczenie. Dlaczego? Otóż uświadomiłam sobie, że zawsze pozostanę w cieniu. Nie chodziło nawet o to, że nigdy nie będę u szczytu władzy. Nie. Byłam zła przez to, że w centrum zainteresowania zawsze będzie ktoś inny. Cesarz i jego małżonka. Moi bracia i siostry, nie stroniący od innych wilków. Za niedługo oczy wszystkich będą skierowane na nich, nowe pokolenie władców. I może należałam do tej rodziny... Ale nie należałam do kręgu tych, których będą wielbić. Zapewne będą mnie szanować jako księżniczkę - będą musieli. Ale gdy będzie problem, nie zwrócą się do mnie, tylko do mojego chętnego do pomocy, towarzyskiego rodzeństwa. Będę ostatecznością. Gdy reszta będzie się szczerzyć, ja będę mieć lodową maskę. I może i będę ostatecznym wyborem, ale też tą, przed którą się drży. Nie dopuszczę do sytuacji, w której się o mnie zwyczajnie zapomni. Oddali w dalszy kąt, gdyż tak będzie łatwiej dla wszystkich innych. Nie dam się. Sprawię, że jeszcze wiele lat po mojej śmierci zapamiętają moje imię. I choćbym miała odejść w złej sławie - nie chcę być tylko tą zimną, nic niewartą. pozbawioną skrupułów i ciepła księżniczką. Księżniczką stojącą w cieniu, w mroku, krok za wszystkimi, na której lepiej nie zawieszać wzroku, jeśli chce się zachować dobry nastrój. No dobrze, zapiszą mnie gdzieś jako księżniczkę... Ale nic więcej. Ja miałam ambicje. I doprowadzę do sytuacji, w której wszyscy oddadzą mi pokłon. Może nie zostanę cesarzową... Ale mogę być kimś więcej. Kimś lepszym nawet od samego cesarza. Jeszcze nie wiem, jak do tego doprowadzę - ale jestem pewna, że to zrobię. Bo w końcu przecież cel uświęca środki. Nie ważne jak, ważne co.
Wyjrzałam przez okno. Krajobraz był piękny, jak uznałby ktoś inny - ale mnie nie interesują takie rzeczy. Za jasno tu, zbyt wesoło i kolorowo. Zdecydowanie wolałam ciemniejsze barwy i mroczniejszy klimat - to budziło grozę u innych, ale u mnie było wręcz przeciwnie. Może i tym zasłużyłam na tytuł najgorszej z cesarskiego miotu? Wprawdzie nikt tak nigdy nie powiedział, ale ja się tak czuję. Czy nie liczy się jedynie to?
Przewróciłam oczami i wyszłam z zamku. Podążyłam ścieżką, zmierzając do bliżej nieokreślonego celu. Ot tak, zwykły spacer. Jedyna różnica była w tym, iż był to spacer księżniczki. Mój spacer. Chciałam zobaczyć, jak zareagują na mnie zwykłe wilki, gdy pojawię się gdzieś, gdzie mnie nie oczekują. A przy okazji pragnęłam również zaczerpnąć świeżego powietrza. Po przechadzce pod gołym niebem zazwyczaj lepiej mi się myślało. Wciąż nie wiedziałam, przez co chcę być zapamiętana. Przez jaki czyn. Przez jaką decyzję. Ale w końcu przede mną jeszcze wiele długich lat, tyle że wolałabym zdążyć przed swoją śmiercią. I w sumie chyba przed śmiercią rodziców też, by zobaczyli moje dzieło. Lub dzieła. Chociaż nie byłam pewna, czy wpadnę na genialny plan i zrealizuję go w tak krótkim czasie. No cóż, w każdym bądź razie, nie dopuszczę do tego, bym zabrała ostatni oddech i została zapomniana po krótkim czasie. Co to, to nie.
Przemierzałam tereny lekkim truchtem, pozornie nie obserwując otoczenia. Byłam jednak w stanie najwyższej gotowości i czujnie mierzyłam wzrokiem wszystko i wszystkich dokoła. Ku mojemu zawiedzeniu nie spotkałam zbyt wielu wilków. Cóż, będą inne dobre okazje. Pomysłowy plan jednak nie przychodził. Ale czego ja się spodziewałam? Że wpadnę na to ot tak? Z tą myślą zdałam sobie sprawę, że właśnie na to liczyłam. Zatrzymałam się i potrząsnęłam głową, po czym odwróciłam się, by powoli wracać w stronę powrotną do zamku, gdyż słońce niedługo będzie się chylić ku zachodowi. Nie miałam zamiaru sprawić, by mnie szukali i wyjść na nierozsądną czy też niepoważną. Mniejsza o to - wiedziałam, że czas wracać. Westchnęłam cicho, niemal bezgłośnie. Już chciałam stąd odbiec, gdy wyczułam woń zbliżającego się ku mnie wilka. Wyraźnie zmierzał on w tą stronę, być może niespecjalnie, aczkolwiek najpewniej i tak mnie wyczuł, więc co szkodziło mi tu zostać i poczekać do jego przyjścia? Nie spieszyłam się zbytnio do zamku, bo w końcu moje życie jest moją sprawą. Wiedziałam, że niezupełnie tak, jednakże wygodniej mi było teraz się nie zadręczać takimi myślami.

Rue
Zmierzałam leśną ścieżką do Ittena. Praktycznie co wieczór się tam udawałam, aby zobaczyć czarnego basiora. Czułam, że łączy nas szczególna więź. To nie było uczucie, którym darzyłam Ethena - to było coś innego, wspanialszego. Przy tym ciemnym samcu czułam się swobodniej i lepiej. Opowiadałam mu o wszystkich moich zmartwieniach, a on tego z cierpliwością wysłuchiwał. Na samą myśl o nim przyspieszyłam tempo w jakim się poruszałam. Aczkolwiek rozproszył mnie pewien, znajomy zapach. Ponownie zwolniłam, aby dokładnie odszukać źródło z którego on pochodził. Paroma dużymi krokami dotarłam do szarej wadery. Była bardzo młoda, więc jej obecność wieczorem poza zamkiem czy wioską była dziwna. Wilczyca nie była zdziwiona ani przestraszona - wręcz przeciwnie! Jej pysk nie wyrażał praktycznie żadnych emocji. Posłałam jej nieśmiały uśmiech.
- Witaj. Z kim mam do czynienia? - zapytałam.
Zauważyłam, iż teraz jestem trochę pewniejsza siebie. To również zasługa Ittena... Gdybym tylko mogła mu się jakoś odwdzięczyć!

Evangeline
Chyba już odeszłam w zapomnienie. Słysząc słowa wadery, zamarłam. Nie ze strachu, co to, to nie. Zamarłam w bezruchu, bo przez moją głowę przeleciało mnóstwo pomysłów na ukaranie tej bezczelnej samicy. Jak można nie znać swojej księżniczki? Nie rozpoznać m-n-i-e? Jak można? Jakim cudem? Kto mógłby? Gdzie jego maniery? Gdzie ukłony? Czułam się znieważona, tak jakby ktoś wykrzyczał mi moją pozycję w twarz. Czy raczej jej brak. Bo przecież byłam tylko księżniczką, niewiele więcej wartą od zwykłych wilków. Tak z pewnością ta wadera o mnie pomyślała. Myśli, że jak jest starsza, to zlekceważę zniewagę. Chyba się pomyliła. Zapragnęłam sprawić, by zastanawiała się, dlaczego musiała tędy przechodzić, dlaczego nie wpadła na moją siostrę, dlaczego wpadła na mnie. Ale jeśli była przybyszką lub podróżowała... Mogła nie znać mojej pozycji w hierarchii. Zignorowałam pytanie tej wadery i skrzywiłam się niemal niezauważalnie.
- Jesteś nowa na tych terenach?- zapytałam.
Wadera spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem, co wystarczyło mi za odpowiedź. Jednak skoro zamieszkiwała nasze ziemie od dawna, może musiała zrobić coś ważnego, co by tłumaczyło jej zachowanie? W końcu cel uświęca środki, czyż nie?
- Jestem Evangeline. - powiedziałam po chwili ciszy.
Postanowiłam przemilczeć mój tytuł, aby zobaczyć reakcję na te dwa słowa. Może jej imię jej coś powie? A jeśli nie - zobaczę, jak mnie potraktuje w niewiedzy.

Rue
Całkiem nowa to ja tu nie byłam... No chyba, że ktoś uznałby, iż mieszkanie tutaj około sześciu lat to krótki okres czasowy. Chwilę później wadera przedstawiła siebie jako Evangeline. Evangeline... Coś mi świtało. Gdzieś już słyszałam to imię. Wilczyca miała zadbane, lśniące futerko. Jej zapach wskazywał na pochodzenie z zamku. Nagle moje ciało zostało jakby sparaliżowane. Uświadomiłam sobie, kim jest wilk stojący przede mną. Wbiłam swój przestraszony wzrok w ziemię i ukłoniłam się.
- W-wybacz w-wasza wysokość... - powiedziałam zlękniona.
Obawiałam się tego, co mnie teraz może czekać. Kara? Zamknięcie w lochach? A może coś gorszego? Serce zaczęło mi szybciej walić. Jakiż to wstyd! Jaka zniewaga dla księżniczki! Oh wielki Arcanusie... Pomóż mi!

Evangeline
Obrzuciłam waderę pogardliwym spojrzeniem. Przynajmniej mi się ukłoniła. W tej sytuacji nie było nic dobrego poza tym, iż uświadomiłam sobie, że moje imię jest rozpoznawalne. Tyle ulgi. Chociaż, może rozpoznała mnie po wyglądzie lub po zapachu, świadczącym o zamieszkaniu w zamku? Najpewniej tak właśnie było, ale mniejsza o to. Wnioskując po jej głosie, wystraszyła się swojej początkowej niewiedzy. Wystraszyła się tego, że mogę ją ukarać. To stwierdzenie wywołało we mnie małą radość... Myślała, że mam tę pozycję i wpływy, by zrobić z niewiele wartym pospólstwem co tylko chciałam. Może i tak było, niemniej jednak dobrze wiedzieć, że wywołuje się respekt.
- O takiej zniewadze szybko nie zapomnę. - powiedziałam powoli. Nie była to do końca prawda. Trudno podejrzewać zwykłych mieszczan o rozpoznanie tej, której nie widują. Nie miałam zamiaru zadręczać się prostymi wilkami.
- Sądzę jednak, że nie powinnam cię za to ukarać. - dodałam po chwili.
Wadera odetchnęła cicho i odpowiedziała cichym głosem:
- D-dziękuję, wasza w-wysokość.
Kiwnęłam lekko głową.
- Jak ci na imię? - zapytałam.

Rue
Uf! O mały włos! Następnym razem muszę bardziej uważać. No bo kto wie? Może znowu spotkam kogoś ważnego i znieważę jego stanowisko, a on mógłby nie być tak łaskawym. Szara księżniczka zapytała o moje imię.
- R-Rue... - odparłam niepewnie.
Tia... Stary nawyk jąkania się ponownie wrócił. Czasami naprawdę to przeszkadzało, lecz nic nie mogłam poradzić. Taka uroda nieśmiałego wilka... W każdym bądź razie lekko uniosłam się, ponieważ łapy bolały mnie od klękania przed wysokością. Ciągle nie wiedziałam, jak mogłam się tak zachować. Przecież Evangeline jest bardzo podobna do naszej carycy, Arii, ale chyba tylko z wyglądu. Z tego co kojarzę, to caryca jest bardzo dobrodusznym wilkiem - przeciwieństwem cara. Właściwie to jak oni się dobrali? Choć... Przeciwieństwa się przyciągają, tak? 

Evangeline
Trafiłam niezwykle źle - w jakąś waderę, która nie potrafi nawet władać własnym językiem. Nic dziwnego, że nie ma pojęcia o tym, jak się należy zachować, co należy robić i mówić, gdy widzi się księżniczkę. Gdy widzi się mnie. W jej pobliżu pewnie jedynie się upodlę, gdy ktoś nas zobaczy obok siebie. A to byłoby niewyobrażalnie niefortunne. Dla mnie, oczywiście. Nie wierzę, by cokolwiek mogłoby pogorszyć to, jak się patrzy na tę całą Rue. Przynajmniej podejrzewam, że nie tylko ja dziwnie na nią patrzę. Bo jeżeli coś się zdarza raz, to na ogół wydarza się po raz drugi. I kolejny również. Zdecydowanie nic nie mogło sprawić, bym ujrzała ją w lepszym świetle. No chyba, że zaoferowała by mi kilka rzeczy, co jest jednak skrajnie niemożliwe. Nie wykonała by tych czynności, jeśli jest przy zdrowych zmysłach. W co śmiałabym wątpić, skoro ośmieliła się znieważyć mnie. Co z tego, że nie z własnej winy? Chociaż w sumie jej niewiedza jest jej winą. Niewiedza czy też głupota, w tym przypadku jedno i to samo, jak śmiem sądzić. Z drugiej strony, na co przydałaby mi się wadera podchodząca umiejętnościami pod niemowę? Chyba na ośmieszenie. Czego, szczerze powiedziawszy, wolałabym nie doświadczyć. Nigdy, nawet jeśli to mało prawdopodobne. Oj, już ja tego dopilnuję, by nikt nie ważył się zaśmiać z powodu moich czynów.
- I to dobre. - mruknęłam do Rue po długiej chwili ciszy.
- Chociaż nie wiem, do czego. - zlustrowałam waderę krótkim, oszczędnym spojrzeniem.
- Nie mam dla ciebie ani tobie podobnych więcej czasu. - ziewnęłam.
- Żegnam więc.
Nie czekając na jakikolwiek ruch czy jakiekolwiek słowo ze strony Rue, wyminęłam ją i nie oglądając się za siebie, ruszyłam lekkim truchtem w stronę powrotną do zamku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home