Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

środa, 25 stycznia 2017

Olethros - La liberte ou la Mort

Spojrzałem na czarnego basiora przede mną. Właśnie oświadczył mi, iż rewolucja mu się marzy! Niech zapierdala do rewolucjolandii. Z początku myślałem, że Pan Plebs jest w miarę rozgarnięty bo ładnie mówił o cichym zabijaniu... Ale teraz... Rewolucja.
- Gdyby rewolucja miała wybuchnąć... Red Rose zaraz sam zdechnie a po nim zostaje chmara bachorów. A kto by podnosił łapę na szczeniaki, co? - przerwałem. Przypomniało mi się, że w mojej watasze składano ofiary ze szczeniaków. Spojrzałem na niego. Co by się stało gdyby strażnicy zastali po południu w komnacie cara mającego aureolę z własnej krwi... A naokoło niego wisiały by jego szczeniaki. Za nimi, na ścianie, ogłosiłbym im prawdziwą wiarę krwią tego, który sam miał się za bóstwo.

Ingrate
Jak to bez rewolucji? To po co on mnie w ogóle tutaj wzywa, jak bez rewolucji nie ma sensu w ogóle zabierać się za królobójstwo, po śmierci rudego zaraz tylko wybiorą następnego ślepego grubasa, który siądzie na tronie, a całe okoliczne wojsko zbierze się, by tylko nas dwóch, mnie i Olethrosa wytropić i zamordować przed zamkiem na oczach wszystkich okolicznych mieszkańców. Nie wiem, czy skrytobójstwo może nam się tutaj udać - widział te pęczki strażników, kamienie skanujące czy inne pierdoły? Jak nikt nas nie będzie krył ani wspierał, to ten plan jest tak właściwie niemożliwy. No to o czym on myśli? Może on jest szalony? Tak, cholera, teraz to się wpakowałem, sam na sam w małym pomieszczeniu z wielkim, niepoczytalnym basiorem, gdzieś w środku nocy, na odludziu, gdzie na pewno nikt nie usłyszy moich krzyków ani nawet nie znajdzie ciała. Westchnąłem ciężko, podnosząc na chwilę oczy do góry.
- No to czego ty chcesz, jak nie władzy, poprawy warunków życia ani wolności? Chodzi o zemstę czy twoje osobiste chore pragnienia? 

Olethros
Ingrate nie wyglądał na zbyt zadowolonego. Ba! Nawet był wkurzony. Ale co ja mogę kiedy ten debil waderę zapłodnił? Czarny następnie spytał się - w końcu to pytanie musiało wreszcie przyjść - o to czego pragnę. Nie władzy? Będą mi bić pokłony, gdy przyjmą jedyną wiarę. Poprawy warunków życia? Sami będą decydować się na życie w klatce. Mordować będą swe szczenięta i zabijać przyjaciół. Wolności? Kto im broni opuścić Arcanterrę? A czy kochanie prawdziwych bóstw? Czy to nie już wolność? Za co mam się zemścić? Za świnię? Za naszego cara? Co mi takiego zrobił? Nie mam prawa. Osobiste, chore pragnienia... To wola mych rodziców, by car zginął z moich łap jako obiata.
Spojrzałem szczerze na czarnego basiora.
- Pragnę tylko zaprowadzić ich do światła. Wierzą nie w tego co powinni. Wierzą w marne plugastwo, które imituje bóstwa. Wolą mą i mych rodziców jest to by Arcanterra została wyzwolona z łańcuchów kłamstw, które krępują jej postrzeganie prawdy.

Ingrate
O proszę, to teraz się okazało, że mamy sekciarza na kwadracie... Cóż, przy naszym pierwszym spotkaniu w życiu bym nie pomyślał, że on jest szalony, myślałem, że to jakiś równy, silny, mądry gość, który wreszcie uwolni mieszkańców Arcanterry z tego chorego układu, a on tutaj nagle wyskakuje z gadką o jakichś tam bogach. Ja nie kwestionuję, że żadni nie istnieją, ale że żaden jakoś mi się dotychczas nie ukazał, to żadnego nie wyznaję, ale to nie jest ważne, ważne jest to, że nam się właśnie cała idea rewolucji w sekundę rozsypała! No to jest po prostu niewiarygodne! I co będzie dalej, co ja mam teraz zrobić? Szukać sobie innego partnera do planowania wielkiego przewrotu? Samemu podburzać lud? Aj, cholera, przecież doskonale widać, że ci głupi, ślepi wieśniacy nie są jeszcze gotowi na obalanie króla, oni go kochają nie ważne jaki jest, a za mną poszłoby maksymalnie pięć osób. No po prostu pięknie! A wiecie co, mam już w ogóle dość tego całego tematu, boli mnie, że nic z tego nie wyjdzie. Spojrzałem na Olethrosa. Tego durnego sekciarza też mam dosyć, wychodzę, idę do siebie, idę spać.
- No to czego ty ode mnie chcesz?! Idź sobie do Wioski i próbuj nawracać wieśniaków, a nie, o królobójstwie myślisz! - wykrzyczałem, po czym opuściłem jego norę
Podczas drogi do własnego mieszkanka kilka razy odwracałem się, sprawdzając, czy szarooki nie będzie mnie gonił, jak przystało na takiego szaleńca, ale nie. Nie wyszedł na śnieg. A ja cały czas powarkiwałem cicho, nie mogłem i nawet nie chciałem się godzić z losem, byłem wściekły na samą myśl o tym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home