Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Foxy - Pora na naukę

Dzisiaj Antra, więc moja kolej na zabranie bachorów w jakieś miejsce, by pomóc im odkryć moce i popracować trochę nad telekinezą i innymi. Tak jak dwuletnie szczeniaki już coś wiedzą, tak te roczne to istna zmora nauczycieli. Nie słuchają, gryzą się i w ogóle bałaganią strasznie. Czasem zastanawiam się czy nie pomyliłam stanowisk? Mogę się jeszcze rozmyślić... mam czas.
Przygotowywałam różne potrzebne elementy telekinezy, w końcu moc jak moc, kiedyś uważano, że telekineza to żywioł... jednak z czasem wszyscy ją posiedli i stała się codziennością. Naprawdę silni magowie są w stanie rzucać innymi wilkami, bez potrzeby użycia kłów. Za pomocą telekinezy uniosłam skórę i zajrzałam we znaki, by sprawdzić kogo przyjdzie mi dzisiaj nauczać. Wtem do sali wbiegło kilka roczniaków, jednak poczekam jeszcze chwilę, aż zjawią się wszyscy.
Kiedy uznałam, że sala jest pełna lub też prawie pełna, zaczęłam wymieniać każdego z imienia, czekając na zgłoszenie swej obecności.

Urian
- Nie chce mi się... - jęknąłem żałośnie i odwróciłem się na drugi bok, ziewając przy tym przeciągle. - Możesz już sobie iść... robić... co tam zwykle robisz... - machnąłem łapą na wilka, którego napuściła na mnie mama. Jego zadaniem było mnie obudzić, bo ponoć moje rodzeństwo było już na nogach, a dziś mieliśmy zajęcia. Na co to jednak komu? Przecież sen był ważniejszy... Wyspany umysł to zdrowy umysł, do tego ciało też potrzebowało odpoczynku. Same plusy! A nie... zrywać się skoro świt i drałować na lekcje, które nie uczyły niczego, co w tym konkretnym momencie wydawałoby mi się ciekawe.
- Jej Wysokość wyraziła się jasno... - zaczął znów mój prześladowca. - Musisz, książę, wstać i dołączyć do rodzeństwa.
- Na zarośnięty zadek Arcanusa... ależ ty jesteś upierdliwy! - warknąłem, ale z rezygnacją wstałem. Coś czułem, że ten natręt nie da mi spokoju, póki faktycznie nie zwlokę się z wyra, a on będzie mógł obwieścić wszystkim, że wypełnił swą życiową misję.
Ziewając i przeciągając się, powoli doprowadziłem się do stanu, który można by z grubsza nazwać życiem. Dołączyłem do zniecierpliwionego rodzeństwa i podreptałem niechętnie za nimi na zajęcia.
- Jeeeesteeem - stwierdziłem, ziewając w środku słowa szeroko, kiedy Foxy wywołała moje imię.

Rosemary
Obudziłam się wcześnie rano. W zamku panowała jeszcze cisza, a złociste promienie wschodzącego słońca przebijały się do środka, rozjaśniając pomieszczenie. Przeciągnęłam się ospale i zerknęłam na leżącą poza posłaniem, pluszową zabawkę. Wciągnęłam ją do siebie i ułożyłam obok, sama po chwili wstając. Ziewnęłam jeszcze raz i właśnie wtedy usłyszałam pukanie. Do pokoju wparował rudy wilk, zapewne przysłany przez mamę. Oznajmił mi, abym naszykowała się i zaczekała chwilę na zewnątrz, gdyż razem z rodzeństwem mam iść na naukę. Cóż, czeka mnie lekcja? Mam nadzieję, że będzie ciekawie.
Szybko ogarnęłam się, doprowadzając do starannego ładu i wyszłam na zewnątrz, gdzie czekała już jedna z moich sióstr. Niedługo dołączyli do nas inni. Nie było jeszcze tylko Uriana. Ahh, ile on może się tam grzebać?! Rozumiem, że wadera, ale basior?! Wręcz nie mogłam już wytrzymać tego wyczekiwania, w myślach krytykując za to brata. Na szczęście wreszcie się pojawił, a moje nerwy rozpłynęły. Zastąpiła je ciekawość i podniecenie.
Po chwili już byliśmy na miejscu. Rozejrzałam się uważnie, a moje bursztynowe oczy zatrzymały się na rudawej wilczycy, która zaczęła sprawdzać naszą obecność. Nie wystarczy nas szybko policzyć i już zaczynać? Chyba sześć młodych wilków to nie jakaś wymagająca i trudna liczba.
- Obecna. - obwieściłam, wreszcie słysząc swoje imię. Usiadłam, kontynuując wpatrywanie się w Foxy i czekając, aż w końcu zacznie o czymś mówić.

Lee
Otworzyłam szybko oczy, słysząc dziwny hałas. Podniosłam głowę, rozglądając się po bogato zdobionej komnacie. Księżyc zachodził, lecz pojedyncze promienie jego blasku oświetlały pomieszczenie. Obok okna ujrzałam tą samą przezroczystą postać co za młodych lat. Teraz wiedziałam czym jest. To jeleń. Miał piękne, duże poroże. Stukał nim w szkło. Byłam zdziwiona faktem, iż ten dźwięk nie wybudził mojej rodziny. Powoli zwlokłam się z posłania, czyniąc to jak najciszej. Podeszłam do błękitnej postaci, która pod wpływem mojego dotyku rozpłynęła się. Tia... Bardzo często zdarzało mi się ją widzieć. Ponadto nieraz mogłam ujrzeć inne twory, lecz one absolutnie nie były mi znane. Westchnęłam i wyszłam z komnaty. Przypomniałam sobie, że dzisiaj mój pierwszy dzień nauki. Postanowiłam się najeść przed edukacją, więc poszłam do stołówki i wzięłam pierwszego lepszego ptaka.
Słońce świtało. Czekałam na rodzeństwo pod komnatą do nauczania. Po jakimś czasie zjawiło się, więc wspólnie weszliśmy. Usiadłam gdzieś na końcu, bowiem zawsze wolałam być z tyłu. Nie przepadałam za byciem w centrum uwagi; a gdy się już tak zdarzało, to jąkałam się, kompletnie mieszając słowa. Ruda wadera zaczęła sprawdzać obecność. Moje imię wypowiedziała jako drugie.
- Obecna... - mruknęłam.
Właściwie to jakoś nigdy nie miałam zapału do nauki. Nie posiadałam również żadnych zainteresowań. Po prostu spałam, jadłam, spacerowałam i... tyle.

Zeconi
Nie mogę się doczekać, aż w końcu dostanę swoją własną komnatę. Skończę dwa lata i już nikt nie będzie mi zawracał głowy, tym bardziej nie będę musiał słucha porannego miauczenia mojego rodzeństwa. Skoro nie mogę pospać, to trudno... pójdę już do tej szkoły, zwłaszcza, że na wczorajszej lekcji hierarchii poznałem bardzo niezłą waderkę Shae i byłoby miło spotkać ją ponownie. Wstałem z posłania i udałem się do stołówki, najpierw musiałem coś zjeść. Moją dzienną porcję mięsa zawsze rozbijam na dwa, rano i wieczór. Tak według mnie jest najlepiej.
Najedzony i zadowolony, udałem się na lekcje, gdzie zastałem jedynie dwie osoby, co lepsze... nie było to moje rodzeństwo. Ehh, przygłupy, zawsze na końcu.
- Witaj Shae. - uśmiechnąłem się zawadiacko i usiadłem gdzieś na końcu sali, na mięciutkiej poduszeczce. Zaraz po tym do sali weszła reszta watahy, w tym Rivosish, Ime i siostra Shae, Baoa, która była totalnym przeciwieństwem białej, czyli... czarna. W sumie też niezła z niej sztuka. Przywitałem się ze wszystkimi i trochę pogadaliśmy, nim zjawiła się Rosemary, Urian i Lee. Ciekawe co z resztą, bowiem niektórzy wczoraj postanowili zrobić sobie wagary u panny Nery.
- Obecny. - oznajmiłem, kiedy ruda wypowiedziała me imię.

Foxy
Sprawdziłam obecność i zapoznałam się z imionami tych szczeniaków, to już coś. Z tego co mi wiadomo, to dwóch dzieciątek nie było, jednak to i tak lepiej, niż wczorajsze zajęcia z hierarchii. Nera była nieźle wkurzona, że zawitało u niej tylko troje młodych, ale czy to jej wina? Widocznie nie wszyscy przekazali plan lekcji, więc od tego zacznę dzisiaj. Tak na wszelki wypadek, chociaż skoro dzisiaj są to jutro też powinni być prawda?
- Dobrze, nie będziemy czekać na spóźnialskich. - odłożyłam spis i sięgnęłam po inny kawałek skóry. Po czym zrobiłam kilka kroków przed kufer nauczycielski.
- Zaczniemy dzisiaj od przypomnienia planu lekcji. - zmierzyłam wszystkich wzrokiem, a następnie kontynuowałam.
- Jak już wiemy, antra należy do mnie, poza tym widzimy się też w penkta. Lekcje z Nerą macie wczoraj... - ponownie spojrzałam na uczniów, może to im da trochę do myślenia.
- Czyli prima dla lekcji hierarchii, a praktyki z Thutią macie w trecia i ketvirta. Czy wszystko jasne? - zapytałam z lekką pogardą i znudzeniem.

Urian
Naprawdę starałem się to zapamiętać... Naprawdę... Chociaż, kogo ja chcę okłamać? Jedyne o czym myślałem w tym momencie to to, że zrobię futrzak z kolejnego wilka, który przylezie mnie obudzić o tak wczesnej porze. Nie miałem ochoty tu siedzieć i szczerze mówiąc zirytował mnie fakt, że ja jednak muszę tu być, słuchać tego co miała do powiedzenie nauczycielka i męczyć się, a Evcia i Diana sobie gdzieś polazły.
Ziewnąłem znowu, na co Foxy warknęła lekko pod nosem, zapewne rzucając coś o naszym nieposłuszeństwie, ale nie bardzo słuchałem. Moją uwagę przykuł za to mój braciszek, który właśnie robił maślane oczęta do wilczycy, którą dane mi było znać tylko z widzenia. Postanowiłem nieco mu poprzeszkadzać w miłosnych podbojach i rzuciłem w niego telekinezą kamykiem. Dostał pięknie w łeb, aż dumny byłem ze swojej celności!
Zeconi zjeżył się cały i odwrócił do mnie z warknięciem. Ślepka aż mu błyszczały. Jak ja uwielbiałem go wyprowadzać z równowagi, szczególnie kiedy najmniej się tego spodziewał. Wyszczerzyłem się więc do niego pięknie i zamerdałem ogonem przeczuwając małą bitkę.

Lee
Ruda zaczęła coś gadać o tym, jakie lekcje i z kim je będziemy mieć. Szczerze? Wisiało mi to koło nosa. Jak coś to winę zwalę na strażników nas budzących. Powiem, że mnie źle pokierowali i tyle. Zostaną wyrzuceni za nieodpowiednie spełnianie obowiązków. Heh, uwielbiam wkurzać inne wilki. Pomiędzy paplaniną tej starej wadery zauważyłam, iż Zeconi flirtuje z jakąś inną samicą. Coraz bardziej przypominał mi naszego ojca - Red Rose. Wiele razy widziałam jak wychodzi gdzieś z innymi wilczycami, a później wraca z wielkim uśmiechem na pysku. Tylko nie wiedziałam co oni tam robili. W każdym bądź razie często tulił się do zupełnie mi nieznanych samic. Pod jego nieobecność to nasza mama wydawała drobne rozkazy.
Szary basior, Urian, rzucił kamykiem w Zeconi'ego. Dobrze mu tak! Wkurzają mnie takie amorki. Widziałam, że biała wadera syknęła w jego stronę. Co to, to nie! Ja również jakimś małym odłamkiem ściany rzuciłam, lecz nie w brata a w nią. Trafiłam jej prosto w nos. Zachichotałam, gdy prychnęła i szepnęła parę niestosownych słów. Może i jest ładna, lecz inteligencją oraz kulturą nie grzeszy. Nasza nauczycielka najwyraźniej zauważyła co się dzieje. Spiorunowała wzrokiem dwójkę amorków.
- Spokój! - krzyknęła.
Miałam wrażenie, jakby w jej oczach pojawiły się czerwone ogniki.

Foxy
Lekcja się nawet dobrze nie zaczęła, a te wstrętne bachory już mnie denerwują i nie słuchają. Warknęłam na nich ze złości, tak, że w końcu zwrócili na mnie uwagę. Spojrzałam na te cesarskie ścierwa i podpaliłam im trochę futra. Tacy dobrzy są w telekinezie, tak? Mocy nie mają a ich marne telekinetyczne umiejętności ograniczają się jedynie do maluteńkich kamyczków. Lee wraz z Urianem miotali się trochę po klasie w celu zgaszenia ognia, a reszta klasy uznała to za bardzo zabawne. Kiedy się uspokoili, odezwałam się w końcu.
- Siadać na tyłkach i słuchać, głupie bachory. Nie chcecie przychodzić na moje lekcje to wynocha, ale potem nie dziwcie się, że nie posiadacie żywiołu lub też nie potraficie podnieść większego przedmiotu. - mówiłam ze złością, po czym zademonstrowałam telekinezę, unosząc trzy poduszki jednocześnie. Następnym razem wezmę ze sobą skórzany pas i będą dostawać po dupie, bo teraz śmierdzi w całej sali spalonym futrem. Spodziewałam się też tego, że pójdą na skargę do mamusi, jednak car jest po mojej stronie, a jak zapomniał, to mu wszystko przypomnę. W końcu jestem lepsza od tamtej suki.
- Przejdźmy do rzeczy. Niech każdy sięgnie po skórzane worki z piaskiem, które są na końcu sali i położy przed sobą. - oznajmiłam z pogardą. Równie dobrze mogłam sama to zrobić, jednak niech się męczą... używając do tego pyska. Chociaż przez chwilę będzie cisza.

Zeconi
Wszystko było fajnie do czasu, kiedy ten dureń postanowił się wtrącić w moją rozmowę. I na co mu to? Co za żałosny dzieciak, że też go bawi rzucanie kamyczkiem. Serio? Wiadomo, że normalnie to bym mu oddał i jęczałby z bólu, jednak nie będę się upokarzać przed białą śnieżynką, która potem sama dostała kamykiem. Czy naprawdę to aż takie zabawne?! Warknąłem ze złością na Uriana, bowiem we mnie może sobie rzucać ile chce, ale od wader to niech się odwali.
W tym momencie nasza całkiem niezła nauczycielka wpadła w szał i podpaliła ogon bratu, jednak nie tylko jemu. Nie wiem co Lee ma z tym wspólnego, jednak nie będę wnikać. Lubiłem chodzić do szkoły, nie tylko ze względu na Shae...
Rozkaz nauczycielki spełniłem bez większego jęczenia, podszedłem po skórę i chwyciłem ją w zęby. Była bardzo ciężka, jednak nie mogłem tego okazywać. Wiadomo z jakich powodów. Wracając na miejsce popchnąłem Uriana, który dopiero po worek zmierzał.
- Pożałujesz po lekcjach. - rzuciłem na odchodne.

Urian
- Też cię kocham, najdroższy braciszku - rzuciłem do niego i wyszczerzyłem się przesłodko.
Naprawdę uwielbiałem się z nim droczyć, wkurwiać go do tego stopnia, że aż z tych jego kudłatych, wiecznie łasych na czułe słówka uszu, aż się kopciło. Lubiłem też nasz zajadłe sparingi, które nabierały tylko na sile, gdy mój braciszek był wkurzony. Co prawda irytowało mnie to jego zgrywanie ważniaka i wielkiego dorosłego, no przynajmniej przy waderach, wtedy palma mu odbijała i wyglądał jakby połknął co najmniej miotłę. Swoją drogą może mu któraś coś sztywnego w tyłek włożyła i dlatego tak się puszył? Kto wie? Ale co ja będę wnikał w upodobanie mojego brata.
Coni oczywiście znów na mnie warknął, zaraz jednak uniósł się dumą, wypiął pierś i podszedł do swojej nowej wybranki. Ja natomiast zamachałem ogonem, obolałym ogonem, i ruszyłem w stronę worków. W międzyczasie łypnąłem zdrowym okiem na naszą nauczycielkę. Oj, zemszczę się jeszcze kiedyś za tę zniewagę. Moja zemsta będzie równie kompromitująca, a jak dobrze pójdzie to i bardziej bolesna od tego co zaserwowała mi. Z tą jakże pokrzepiającą myślą i wyobraźnią wymyślającą coraz to ciekawsze sposoby na zdarcie z niej odrobiny futra, worek wcale nie wydawał się taki znów ciężki. Chociaż z drugiej strony, jakby tak odpowiednio się rozbujać i puścić w dobrym momencie, to może zarobiłaby w ten swój rudy łeb?

Lee
Ruda podpaliła moje puszyste futro na ogonie. Zaczęłam się szamotać aż w końcu płomień zgasł. Co ona sobie myśli? Uważa się za jakąś waderę, która może nami pomiatać? Pożałuje tego jeszcze.
- Suka... - mruknęłam pod nosem, siadając na poduszce.
Niestety nie dane było mi dłuższe odpoczęcie na materiałowym przedmiocie, gdyż Foxy kazała nam wziąć do pysków jakieś wory na ziemniaki. Prychnęłam i wstałam, kierując się stronę tychże rzeczy. Wzięłam w pysk worek i zaniosłam go tam, gdzie trzeba. Był dosyć ciężki, lecz jakoś uporałam się z nim. Stanęłam pomiędzy Zeconi'm a Urian'em. Chwilę później doszli do nas pozostali uczniowie. Na samym końcu była ta biała Shae. Szła niezgrabnie, raz po raz chwiejąc się. Może to przez ten kamień co dostała w łeb? Oby. Może zmądrzeje. Spojrzałam na nauczycielkę. Byłam zniecierpliwiona. Chciałam, aby te zajęcia jak najszybciej się zakończyły.

Foxy
Popatrzyłam na uczniów, którzy męczyli się ze swoimi pakunkami. Jakie to piękne, nie ukrywam, że ich męczarnie są dla mnie czymś, co mnie tu trzyma. Całe szczęście, że ja już nie będę musiała się zajmować jakimś szczeniakiem. W sumie to odejście na emeryturę wcale nie jest złym pomysłem, ale lubię się na nich wyżywać. Zwłaszcza, że nic mi nie mogą zrobić, gorzej już z tym cesarskim podmiotem... Jednak co mnie to obchodzi? Zwolnią mnie? Ha! Niech zwalniają, też mi coś.
Kiedy wszyscy już byli na swoich miejscach, zaczęłam tłumaczyć czym się zajmiemy. Mianowicie ci którzy już potrafią podnosić i kontrolować małe przedmioty, muszą teraz ćwiczyć podnoszenie ciężarów. Ćwiczenie umysłu jest tak samo męczące jak ćwiczenia fizyczne, więc nie zdziwię się, że zaraz zaczną sapać. Myślę, że do wieku dwóch lat ogarną tą umiejętność, potem zajmiemy się żywiołami a reszta to już trening i pomoc w wyborze stanowisk. Dlaczego przeczuwam, że książęta i księżniczki nie będą tym zainteresowane? Cóż, ich matka to najzwyklejsza suka, która urobiła sobie cesarza i teraz siedzi na dupie, nic nie robiąc. Już bardziej cenię sobie braciszka naszego władcy, który woli robić miksturki, niżeli obijać się jak ona.
Przyglądając się młodym, które bezskutecznie próbują podnieść worki, zauważyłam, że jedno z nich potrzebuje nieco innej pomocy. Podeszłam i zapytałam o co chodzi, a ten mi oznajmił, że on nawet kamienia ponieść nie potrafi. No ładnie... Mimo wszystko, uśmiechnęłam się i dałam mu łatwiejsze zajęcie, a worek z piaskiem odłożyłam na miejsce.

Zeconi
Zrobiłem miejsce Shae, jednak zamiast niej zobaczyłem Lee. Głupia szmata jakby nie miała swojego miejsca. Zauważyłem też, że spogląda do tyłu, więc odruchowo zrobiłem to samo. Biedna biała wadera miała problem ze swoim workiem, więc postanowiłem jej pomóc i jednocześnie zmienić miejsce. Mam lepsze zajęcia niż patrzenie na nieudane próby Lee i Uriana o ile będą chcieli w ogóle coś robić. Znając życie, planują zemstę na Foxy the Fury, ale to już nie mój interes. Kiedy moja koleżanka była już na miejscu i podziękowała za pomoc, zabrałem swój worek i dosiadłem się do niej. Lekcja powinna być przyjemna, prawda?
Nauczycielka wydała rozkaz by próbować podnieść skórzany worek, jednak zamiast skupić się na swoim przedmiocie, zająłem się workiem Shae. Jak nam się we dwójkę uda to podnieść, to Lee będzie zazdrosna, że biała jest od niej lepsza. Totalnie nie rozumiałem, dlaczego jej tak nie lubi, ale czy to ważne? Ważne, że mi się ona podoba, prawda? Długo to trwało, zanim nam się udało osiągnąć zamierzony cel... znaczy się mój, bo wadera nawet nie wiedziała, że jej pomagam i sama była zachwycona faktem, że udało jej się wypełnić zadanie. Doskonale wiedziałem, że na pierwszej lekcji jest to raczej nie możliwe, ale liczyłem na jakieś słówka o talencie, od naszej nauczycielki.

Urian
Mój humor psuł się z każdą chwilą. Ten dzień był z każdą sekundą coraz gorsze i gorszy. Miałem w tym momencie ochotę kogoś zwyczajnie rozszarpać i nie byłyby to nie mające nic wspólnego z faktyczną agresją sparingi jakie robiłem sobie nie raz z bratem. Nie dość, że musieli mnie ściągnąć z łóżka o cholernie wczesnej porze, musiałem tu przyleźć, a do tego nasza nauczycielska okazała się wredną suką, która na zbyt wiele sobie pozwalała, to jeszcze kazała mi robić te durna ćwiczenia. Nie znosiłem kiedy ktoś coś mi kazał! Aż sierść mi się jeżyła. Mimo to zagryzłem szczękę z powarkiwaniem i próbowałem ruszyć ten dziadowski wór z piachem. Chciałem pokazać tej rudej suce, że nie jestem jakimś tam smarkiem, którym może sobie pomiatać.
Worek zadrgał, początkowo delikatnie, później silniej, a ja spiąłem mięśnie zupełnie jakbym to ich miał używać do uniesienia ciężaru, nie tylko umysłu. Wszystko szło dobrze. Jeszcze tylko odrobina, chwila wysiłku nawet jeżeli czułem już jak kły mi trzeszczą, tak mocno zaciskałem szczękę...
I już! Prawie! Udałoby się gdyby nie to, że po sali rozszedł się pomruk, który puścił w diabły moją koncentrację.
- Co do cholery?! - wydarłem się i warknąłem wściekle z czystą furią, którą odczuwałem z faktu, że ktoś mi przeszkadzał.
Spojrzałem na to, w co wgapiali wszyscy gały i znów warknąłem.
Jeden z worków, ten należący do białej wilczycy, za którą obecnie latał Zeconi, jak kot z pełnym pęcherzem, unosił się. Wszyscy byli widocznie zaskoczeni i pełni podziwu... ja także byłem w niezłym szoku, do chwili kiedy z worka przeniosłem spojrzenie na mojego brata, którego mina ukazywała ten sam wysiłek, a może i większy, niż ten malujący się na pysku wilczycy. A to skurwikot! Swoja drogą chyba nie tylko mojej uwadze to nie umknęło, bo Foxy warknęła, przez co worek upadł, a zaraz później kazała nam wracać do ćwiczeń.

Foxy
Dzieciaczki grzecznie zaczęły robić to co rozkazałam, aż tu nagle proszę, biała, słodka waderka dała radę podnieść worek. Co jak co, ale dobrze wiedziałam, że w ich wieku to jest raczej niemożliwe, prędzej by puścili bąka niżeli podnieśli wór. Reszta klasy zleciała się i zaczęła podziwiać jej wyczyny, ja zaś rozejrzałam się po klasie próbując znaleźć wilka, który jej pomaga. Widziałam, że jedynie Urian i Zeconi zajmują się czymś innym, niż fascynacją nad latającym obiektem. Jednak pierwszy z nich odpadł zaraz po tym, jak ukazał swe niezadowolenie z faktu iż ktoś mu przerwał koncentrację.
- Koniec zajęć. - warknęłam i już wszyscy zapomnieli o ciekawym zjawisku. Nic się na tych szczyli nie liczyło jak to, żeby iść poleżeć lub też podokuczać starszym. Ehh...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home