Naprawdę długo czekałem na ten cudowny moment, tak długo, że poczułem zmęczenie, ale nie mogę się poddawać. Robaki rano byłoby martwe, gdyby zostały w szkatułce, więc muszę je wypuścić jak najszybciej. Wstałem, zabrałem ze sobą skórzaną torbę i założyłem medalion, po czym najciszej jak potrafiłem, wyszedłem z pokoju. Teraz się zacznie zabawa!
Pod jedynymi drzwiami podłożyłem takie śmieszne kuleczki, które przyklejają się do futra i trudno je ściągnąć. U kogoś innego wysypałem taki fajny proszek, który piecze w łapki. Jeszcze zrobiłem śmierdzące bomby z jajek i jak ktoś je nadepnie to ulotni się ten cudowny zapach. Zostały mi tylko robaki, ale je muszę wrzucić do środka. Nagle na korytarzu zjawił się strażnik, więc schowałem się za rogiem i użyłem amuletu, z nadzieją, że zadziała, jednak kapral skręcił. To i tak dobrze. Bierzmy się do roboty!
Za pomocą telekinezy popchnąłem lekko drzwi, a następnie wypuściłem robaczki, mało co nie pękając ze śmiechu. Starałem się być cicho, naprawdę...
Sarissa
Położyłam się dziś niezwykle późno... Miałam wręcz wrażenie, że zaraz wstanie słońce i tyle będzie z mojego spania. Miałam tego dni naprawdę sporo zajęć. Najpierw poszukiwałam ziół, których potrzebował jeden z magów, później pomagałam przy wyrobie maści, nawet jeżeli moja rola sprowadzała się do podawania odpowiedniej ilości ziół. Wieczorem zaszyłam się w bibliotece. Chciałam nieco się podszkolić. Nieco zastanawiałam się czy pasowałaby do mnie posada maga... Może gdybym jeszcze więcej umiała...Z myślami, które kłębiły się w mojej głowie nie było łatwo pogrążyć się we śnie. W końcu jednak powieki mi opadły, oddech zwolnił, a umysł odpływał do krainy snów... No i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że usłyszałam szmer i coś jakby westchnienie. Zupełnie jakby ktoś wśliznął się do mojego pokoju.
Zerwałam się z posłania, bo naprawdę mnie to wystraszyło. Mimo wszystko, usłyszeć coś takiego, kiedy niemal się już zasypia... Do moich uszy doszedł huk, jakby ktoś coś upuścił, później syk i trzaśnięcie drzwiami. Wtem oprzytomniałam i ruszyłam za rabusiem. Trzeba było przynajmniej straż zaalarmować, co jeżeli ten ktoś kogoś skrzywdzi?
- Hej! - zawołałam za wilkiem, który zniknął za rogiem.
Zeconi
Słysząc iż mieszkaniec tej komnaty wstał, musiałem jak najszybciej zwiewać, żeby nie było, że to ja. Nie chciałbym dostać kary od matki, co to, to nie. Już prawie mi się udało, kiedy usłyszałem za sobą jej krzyk, tak... jej. To była wadera! Extra! Zatrzymałem się i nasłuchiwałem czy czasem nie biegnie za mną czy coś, jednak zamiast tego wywiązała się tam pewna rozmowa, ze strażnikiem. No cudnie! Będę miał przez nią przesrane!- Stójcie! To byłem ja. - przyznałem się, podchodząc bliżej. Może to coś zmieni? Przyznam się, dadzą tylko pouczenie i okey?
- A książę to co robi o tak późnej porze? Wie książę, że będę musiał powiadomić o tym rodziców, prawda? - oznajmił strażnik.
- A może tylko pouczenie? Proszę? - wyszczerzyłem kły, jednocześnie błagając o to, by nie mówił matce. Stary i tak ma to w dupie, ale mama? Oj nie...
- Znowu tylko pouczenie? Wie książę, że nie chcę się narażać na gniew carycy, prawda? - odparł, a ja już wiedziałem, że mam przesrane. Może ta czarna wadera coś zmieni? Spojrzałem na nią błagalnym wzorkiem. Proszę, proszę, powiedz, że to nic takiego.
Sarissa
Spojrzałam na młodego basiora i westchnęłam. Wpatrywał się we mnie z nadzieją, pełnymi skruchy oczami. Owszem, nie powinien się włóczyć po nocach. Młode potrzebowały snu, to raz, a dwa jego matka mogła przecież się o niego martwić. Nie mówiąc już o tym, że gdyby coś mu się stało nikt nie wiedziałby nawet gdzie go szukać. Splatał mi do tego psikusa i sądzę, że powinnam mieć mu to za złe jednak... Wszystkie młode psocą. Taka już ich natura, że tylko głupstwa im w głowach, czasami kosztem innych lub nawet własnego zdrowia, ale z tego wyrastają.Podjęłam decyzję szybko. Może i nie najmądrzejszą, ale to miało się jeszcze okazać.
- Jeśli mogę... - zwróciłam się do strażnika, który przeniósł na mnie spojrzenie. - Nie stało się nic wielkiego. Jak to dziecko, chciał się bawić... Może nie martwmy carycy? Ma chyba wystarczająco dużo na głowie, a jeżeli młody książę obieca, że posprząta rano to, co nabroił wyniesie z tego wystarczającą nauczkę?
- Jeżeli tak uważasz... - stwierdził niechętnie wilk. - Mam nadzieję, że książę okaże honor i nie będzie więcej sprawiał pani kłopotu...
Zeconi
Tak! Wadera dała się złamać i mi się za to nie oberwie, jednak to sprzątanie? Ehh, nie po to łapałem te robale, by teraz je znowu łapać. Trudno, na razie tylko kiwnę głową, że posprzątam, a jutro postaram się jakoś z tego wywinąć. Może wujek da mi jakieś fajne czary mary? O ile on w ogóle przyjdzie, a to nie często się zdarza. Jak byłem mały to bawiliśmy się prawie codziennie, a teraz? Wpada raz na jakiś czas i w dodatku bardzo dziwnie zachowuje się przy mamie. Mniejsza.- Dziękuję. - odparłem z uśmiechem, po czym dodałem jeszcze: - Jutro po szkole wszystko posprzątam.
Strażnik kiwnął głową, po czym przeprosił czarną waderę i zaprowadził mnie do mojej komnaty. Ehh i po całej zabawie. Mam jedynie nadzieję, że nie znajdzie innych pułapek, albo żeby chociaż nie zwalił tego wszystkiego na mnie. Wątpię w to, szczerze.
Wszedłem do komnaty najciszej jak potrafiłem, żeby nie budzić rodziców i udałem się do swojego posłania. Przez chwilę jeszcze rozmyślałem, jakby z tego wszystkiego jutro wybrnąć, jednak zaraz myśli przeszły na inne tory i zasnąłem.
Rano standardowo, pobudka, marudzenie rodzeństwa i niechętna podróż do szkoły. Tak to przynajmniej wyglądało, zanim zacząłem sam wychodzić z komnaty, wcześniej. Nie chciało mi się tego wszystkiego słuchać, to męczące i żenujące. Radosnym krokiem udałem się na stołówkę, gdzie zauważyłem tą czarną waderę. Kurde... byle tylko mnie nie zaczepiła. A jeśli już, to niech powie, że sama posprzątała, bo spać nie mogła.
Sarissa
Poranek nie należał do łatwych, szczególnie, że noc miałam zdecydowanie intensywną. Nauka, walka ze snem i kolejna z młodym księciem, któremu zachciało się robić mi psikusy. Nie wiem dlaczego wybrał akurat robale. Przecież większość z nich była pożyteczna, a niektóre nawet na swój sposób ładne. Nie przeszkadzały mi wcale choć trzeba było im zwrócić wolność. Nie bardzo rozumiałam dlaczego niektórych te żyjątka tak bardzo brzydziły albo wręcz przerażały. Przecież tez chciały zwyczajnie żyć. Do tego te, które mi sprezentowano nie były groźne w żaden sposób. - Psik... - rzuciłam do kilku chrząszczy, które rozpełzły mi się pod łapami.
Wyszłam z komnaty, szczelnie ją zamykając i ruszyłam na stołówkę. Tam też dostrzegłam mego nocnego gościa.
- Witaj książę - przywitałam się i uśmiechnęłam do niego. - Mam nadzieje, że pamiętasz o swojej obietnicy.
Tak, ważne było dla mnie, aby pamiętał. W końcu miał być może zostać cesarzem, a to sprawiało, że coś takiego jak chęć dotrzymywania słowa była mu niezwykle potrzebna.
Zeconi
Odwróciłem wzrok i udawałem, że wszystko jest super i mnie tu nie ma. Zabiorę mięso i chodu, zjem po drodze albo w jakimś cichym miejscu, jednak nie. Musiała się doczepić, nosz kurde. Odwróciłem łeb i uśmiechnąłem się, żeby nie było. Mam nadzieję, że niczego się nie domyśla, bo jak to tak? Książę, przyszły cesarz takie cyrki odwala i boi się rozmawiać z mieszkańcami? Wtedy to... w sumie to nie, nadal mam większe szanse niż Urian, bo on jest po prostu kretynem. Po mnie to chociaż można spodziewać się potomków, poza tym uważam na lekcjach częściej niż on, a u druida marudzę rzadko. Ta szopka mi się opłaci i na pewno matka z ojcem wybiorą mnie bym mógł godnie reprezentować nasze królestwo. Cóż, na pewno nie byłbym taki jak ojciec, bo nawet według mnie... przegina. A może jednak? W sumie to one same się pchają, tak? Nie wypada odmawiać mieszkańcom naszej krainy, czyż nie? Zwłaszcza, że to korzystne dla samego władcy. Im więcej szczeniaczków tym lepiej, heh. - No cześć! - przywitałam się radośnie, po czym odparłem, że oczywiście, że pamiętam i jak tylko coś zjem to zabiorę się za sprzątanie. Tak naprawdę... może by tak kogoś w to wkręcić? Odegrałbym jakąś szopkę i tyle.
- Przepraszam za to, nie wiedziałem, że w tej komnacie mieszka taka piękna wadera. Ostatnio mam problem z zaśnięciem, a to mi pomaga się zrelaksować. Naprawdę przepraszam. - mówiłem najpiękniej jak tylko potrafiłem. Tak serio, nie mam żadnego problemu z zaśnięciem, ale rzeczywiście... sprawia mi to przyjemność i jest nieco relaksujące, o ile się uda. Jak to wykonuję to fajnie poczuć smak zakazanego, jara mnie to.
Dobra laseczka, kup ten pic na wodę i spadaj stąd, a potem wyślę jakiegoś naiwnego strażnika i odwali za mnie robotę. Mam nadzieję, że ona ma jakieś zajęcie, pracę czy cokolwiek, bo serio... nie mam zamiaru być pilnowany.
Sarissa
Słuchałam słów młodego basiora i uśmiechałam się mimowolnie. No naprawdę, kogo, jak kogo, ale tego młodzika Red by się nie wyparł, choćby naprawdę mocno chciał. Byli tacy podobnie, to samo spojrzenie, słodkie słowa i wielki, czarujący uśmiech. Raz niemal dałam się na to złapać, okazało się jednak, że była to tylko i wyłącznie gra, której celu nie rozumiałam... To znaczy wiedziałam jaki Red ma cel, ale nie miałam pojęcia po co to? Przecież wydawało się, że chce być z Arią, że coś do niej czuje... przecież jej ślubował. Czasami czułam się w pewnych sprawach jak dziecko, które trafiło nagle do świata dorosłych.- Naprawdę jesteś strasznie podobny do taty... - stwierdziłam. - Wiedz jednak, że nie ładnie jest mówić coś, co nie jest szczere, nawet jeżeli nie ma się tym nic złego na myśli. Teraz zmykaj pojeść, później widzimy się w mojej komnacie. Pamiętaj co mi obiecałeś i weź pod uwagę to, że dotrzymam swojej części umowy, jeżeli ty dotrzymasz obietnicy. Naprawdę nie chciałabym zaprzątać głowy twojej mamie...
Ruszyłam w swoją stronę, zostawiając młodego basiora samego i miałam ogromną nadzieję, że wszystko an spokojnie się ułoży.
Zeconi
Widząc uśmiech wadery, również poczyniłem to samo, bowiem oznacza to, że prawie już ją mam. Wszystko ładnie i pięknie do czasu, aż się nie odezwała. Naprawdę? To, że jestem podobny do ojca, spoko, do kogoś trzeba, jednak przegięła swą drugą wypowiedzią. Głupia szmata wyjeżdża mi tu z brakiem szczerości, a ja kurwa po prostu miły chciałem być. Lepiej być nieszczerym niż takim chamskim pustakiem jak ona! O nie, teraz to na pewno mnie tam nie zobaczy, a możliwe, że jedyne co ujrzy na oczy to lochy. Naskarżę strażnikom i tyle, może jej nie wtrącą, bo co ja sobie mogę, ale jednak coś powiedzą. Chociażby to, żeby nie denerwować księcia. Jestem księciem i będę, a potem jak już mnie ukoronują to ona trafi do lochów za tą bezczelność! Ojciec miał rację co do wader... nie powinny mieć prawa głosu. - Lepiej być nieszczerym niż pochopnym. - niech sobie nie myśli, że może tak odejść bez mojego komentarza. Bezczelność po prostu, najpierw obraża, a potem wszystko fajnie i odchodzi.
Na stołówce zjadłem to co zwykle, czyli ptaka, a potem porozmawiałem z jednym strażnikiem o tym, że ta czarna ma ze sobą problemy. Wysłałem też kogoś, żeby nie było też, nie będzie posprzątane. Jeśli ona myśli, że książę osobiście uraczy ją wizytą i w dodatku czyszczeniem groty, to się myli. Już nawet obmyśliłem plan, jak sprawić, by wszystko poszło na nią... Druid. Odwiedzę go, oznajmiając, że po wczorajszych żartach, czułem się świetnie dzisiaj rano i byłem chętny do nauki, jednak jedna wadera śmiała mnie obrazić i wyrazić swój brak szacunku do mej osoby, więc no cóż... nie mogę tak pracować. Idealnie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz