Błądząc po lesie, natknąłem się na plażę. Jednak nie była to plaża, na której ćwiczyłem z Arią. Piasek był jasny, prawie złoty, słońce świeciło a woda była lazurowa. Ciepły, delikatny wiaterek, który sprawił, że zamknąłem oczy i odprężyłem się.
Stojąc przy granicy lasu, rozejrzałem się. Nie było tutaj nikogo. Skorzystałem z sytuacji i wbiegłem do słonej wody, która była ciepła i kojąca. Przyjemnie... Muszę zabrać tutaj moją koleżankę, na pewno by się jej spodobało.
Po godzinie pływania, zmęczyłem się i postanowiłem odpocząć na plaży.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz