Olethros
Skończyłem doprowadzać do porządku jaskinię po zajściu z Rudą. Wyszedłem na mroźne powietrze Glacies i skierowałem się ku rzeczce. Powietrzem nabrałem wody i utworzyłem z niej niebieską, lewitującą kulę. Puściłem ją a ona spadła i oblała śnieg wokół. Spojrzałem mimowolnie na drugi brzeg rzeki. Nie ujrzałem tam nic za to poczułem lekkie mrowienie na karku. Ktoś mnie obserwował a mi się to nie podobało. Odwróciłem się, najeżyłem się, obnażyłem kły i zgiąłem nogi. Na brzegu lasu zauważyłem szarego basiora. Postąpiłem krok w jego stronę i on krzyknął ze strachu. Zabawne. Dorosły basior a krzyczy jak baba. A to znaczy, że nie będzie się bronił jak zaatakuję. Miło by tylko było gdyby tak zaparkował swój tyłek w mojej jaskini. Hmm... Zaczynam mówić slangiem. No nic. Wyprostowałem się i podszedłem do niego z niewinną miną jakby przed chwilą nic się nie stało. Ethen
Ku mojemu zaskoczeniu czarny basior zaraz wyprostował się i podszedł do mnie z niewinną miną. No nic. Może jest myśliwym? To mogłoby być wytłumaczenie. Polował na zwierzynę i słysząc coś za sobą był gotowy do ataku. Jednak zauważywszy, że to przedstawiciel jego gatunku od razu się uspokoił i wyszedł na przeciw wilkowi. Proste. Ja też postąpiłem parę kroków do przodu i przywitałem go, po namyśle, grzecznym skinieniem głowy.- Witaj, czarny samcu. Jam jest Ethen Cantare, bard tej krainy. Do usług.
Czarny wilk spojrzał na mnie dziwnie. No cóż, pewnie nigdy nie widział dobrych manier i właściwego zachowania.
Olethros
Gdy mi się przedstawił oczekiwałem też, że złoży mi ukłon. Jeśli jest taki ułożony powinien w mig rozpoznać, iż jestem potomkiem boga. Czymś wyższym niż on. Jednak było dziwnie spotkać takiego kogoś w Arcanterze. Tu raczej żyją same pizdy. On też taki jest. Postanowiłem się mu przedstawić.- Olethros Caeletis. Szaman tej krainy, potomek boga Charsa. - spojrzałem na niego. Jestem właściwie ciekawy jak zareaguje. Tja... Z takim typem szybko złożę ofiarę.
Ethen
Och... Jakie ładne imię! Olethros Caeletis. Zaprawdę pasuje do niego. No dobrze. Basior jest szamanem, ale żeby był potomkiem jakiegoś boga? Nie jestem pewny, ale słyszałem, że tu czci się Arcana. I tu panuje Cesarz więc gdyby Olethros był potomkiem tutejszych bogów to na pewno byłby już na szczycie hierarchii. A nie jest. Jednak na wszelki wypadek ukłoniłem się. Olethros
Wilk milczał. Pewnie się zamyślił i wymyślał jakiś tekst ballady czy co tam oni śpiewają. Tak swoją drogą nie obraziłbym się gdyby ktoś napisał o mnie balladę. Zwróciłem jego uwagę i zaproponowałem byśmy poszli do jamy nieopodal. Zgodził się bez problemu. Jejku, jak można być tak durnym. Wierzyć się nie chce. Gdy byliśmy w środku zapaliłem ognie i zaprosiłem go by usiadł. Posłuchał mnie. Miałem mu powiedzieć co mamy zamiar zrobić, jednak on był szybszy. I tego pytania się nie spodziewałem.- Co mam zaśpiewać? - zapytał.
- Śpiewać? - spojrzałem na niego dziwnym wzrokiem i powtórzyłem pytająco.
- Jak się robi jakieś obrzędy to się często śpiewa. Przynajmniej tak słyszałem. - wilk potwierdził i pośpieszył z wyjaśnieniami. Ale domyślny drań z niego jest.
- My nie śpiewaliśmy. - oprócz nocy Selene. Wtedy to wybrana Nocnica śpiewała - dokończyłem w myślach. Wilk wyglądał na rozczarowanego. Jednak zaraz zaczął śpiewać jakąś piosenkę.
Ethen
Zgodziłem się pójść z Olethrosem do jego jamy. Pełno było w niej dziwnych instrumentów i parę ognisk. Czarny basior pozapalał je wszystkie i właśnie szedł do jednej z chropowatych ścian, by coś z niej wziąć. Tak, na ścianach też były porozwieszane rzeczy. Pomyślałem, że chce mi coś pokazać a ja słyszałem kiedyś, że przy przywoływaniu jakichś duchów czy innych uroczystościach się śpiewa. Jednak gdy zadałem mu pytanie o to on wyglądał na zdziwionego i powtórzył z niedowierzaniem najważniejsze słowo. Ja szybko przytaknąłem i wyjaśniłem mu skąd przyszła mi do głowy taka myśl o śpiewaniu. On jednakże stwierdził oschle i zimno, iż "u nich" nie śpiewano. A szkoda. Pomimo jego zimnych słów i tak zaraz zacząłem śpiewać "Pieśń o Złotym Posągu". Pieśń ta wydawała mi się pasująca do tego miejsca. Opowiada ona o nieszczęśliwie zakochanym wilku, który, gdy jego wybranka odeszła w nocy z innym, usiadł przy drodze prowadzącej do jego wioski i czekał na powrót swojej ukochanej. Czego wilk nie mógł wiedzieć było to, że wilczyca odchodząc rzuciła na niego straszliwą klątwę. Wilk czekający przy drodze, gdy pierwsze promienie słońca wzeszły nad horyzont, zmienił się w złoty posąg. Smutne, jednak wiele uczy.Tymczasem czarny basior odwrócił się. Obok niego lewitował... nóż. Pozłacany nóż o kościanej rękojeści. Gdy zdałem sobie sprawę co Olethros ma zamiar zrobić, zerwałem się na nogi i prysnąłem w niego wodą. On zaskoczony parsknął. Nie czekając dłużej wybiegłem z jego kryjówki. Schowałem się w lesie, by złapać oddech. Oj, Arcanie. Przez bicie mojego serca usłyszałem, że Olethros nie odpuścił. Spojrzałem w prawo a tym samym w jego obrzydliwe szaro-zielone ślepia i uśmiechnięty pysk.
- Chciałeś uciec? - spytał się.
Nie odpowiedziałem. Strach przejął nade mną władzę i zacząłem uciekać. Po paru susach coś niewidzialnego zatrzymało mnie a zaraz rozcięło mi skórę na plecach. Pisnąłem a czarna zmora już podchodziła.
- Nie zabijaj mnie - pomimo strachu chciałem dodać coś brzydkiego co dodałoby mocy mojej prośbie jednak zaciąłem się. Wilk jednak spojrzał na mnie pytająco. Widać było też, że jest lekko rozbawiony. To moja szansa na wytłumaczenie i uwolnienie się. Tylko czy takiego psychopatę coś przekona?!
- Ponieważ... Ja... Zróbmy tak: Ja stąd spierdolę gdzie pieprz rośnie a ty znajdziesz sobie kogoś innego do zabijania, pasuje? - Ogołociło mi słownictwo i potem nie mogłem z siebie nic wydukać. Na pewno mnie to nie ocali. Z oddali usłyszeliśmy jakiś dziki wrzask i basior pobiegł w tamtą stronę. Ja nie zamierzałem w żadnym wypadku tam iść i truchtem zmierzałem do Pulchram, by przy jeziorze zregenerować sobie siły. Cieszyłem się. W mojej sytuacji ujście stamtąd graniczyło z cudem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz