Leżałam na swym posłaniu i patrzyłam w okno. Obserwowałam rośliny, które kwitną, oraz ćwierkające ptaki. Widok ten bardzo mnie uspokajał. Wzbudzał do pewnego rodzaju refleksji. Jednak ten stan przerwało pukanie do drzwi.
- Wejdź. - warknęłam głośno.
Doskonale wiedziałam kto to był. Basior, który mnie usadził w tej komnacie, od tamtego czasu ciągle mnie adoruje. Oczywiście nie interesują mnie te jego końskie zaloty. Praktycznie codziennie przynosi mi śniadanie i czyta wiersze. Oczywiście wykorzystuję go tylko dla własnych potrzeb. Nie muszę męczyć się polowaniem, gdyż rano dostaję porządny posiłek. Jak zwykle ujrzałam szarego samca. Zaczął czytać coś o kwiatach. Nie słuchałam go. Wzięłam szybko drewnianą miskę, w której był pięknie ozdobiony płat mięsa z dzika. Był on dosyć duży i prawie wypadał z naczynia. Na parę kęsów połknęłam pożywienie.
- Dziękuję, kochany. Teraz wyjdź proszę. Muszę zadbać o swoje futro. - słodko skłamałam.
O dziwo Festo - bo tak się nazywał - podszedł bardzo blisko do mnie.
- A może to ja ciebie wypielęgnuję? Wiesz... Moja komnata ma duże i wygodne łoże, moglibyśmy zrobić sobie... - nie dokończył, gdyż rzuciłam w niego kulką ognia.
Samiec odskoczył do tyłu i spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Wybacz. Musisz udowodnić, iż mnie kochasz. - mrugnęłam do niego.
Wilk wyszedł, a ja się zaśmiałam. Był na prawdę zaślepiony miłością do mnie. Może kiedyś przyjmę jego propozycję? Jeśli będę miała takie zachcianki. Teraz nie mam na to chęci. Ale za to mam ochotę na spacer. Gdzie? Sama nie wiem. Po prostu będę szła przed siebie.
Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Moje nogi zaprowadziły mnie wpierw do urokliwego lasu. Następnie dotarłam do krainy skutej lodem. Powoli stąpałam po białym puchu, a on chrupał pod moim ciężarem.
- Czyli to jest Glacies... - mruknęłam sama do siebie.
Po chwili dostrzegłam czarną sylwetkę na dość wysokim wzniesieniu. Zatrzymałam się i uważnie ją obserwowałam. Później poczułam silny wiatr, który wręcz spychał mnie do tyłu. Następnie ujrzałam zbliżający się do mnie śnieg i... Pustkę. Obudziłam się po długim czasie. Wygrzebałam się ze śniegu i rozejrzałam. Tylko puch. Warknęłam parę przekleństw pod nosem i rozpuściłam śnieg wokół mnie. Czułam się zdenerwowana. Z pewnością minie trochę czasu, zanim wrócę do tego miejsca...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz