Wybiegłem z zamku i skierowałem się ku lasom Glacies. Połyskiwały na biało w oddali. Pobiegłem prosto aż nie zanurzyłem się w śnieżnobiałym lesie. Jednakże trochę było to dziwne, że przez całą drogę nie spotkałem nikogo. Nie zastanawiając się dalej nad tym przybliżyłem pysk do ziemi i zacząłem poszukiwać idealnego miejsca rytualnego. Po pół godzinie takowe znalazłem. Parę metrów przed zamarzniętą rzeką mieściła się sporej wielkości jama. Wszedłem do niej i buchnąłem powietrzem. Nic nie wylazło, ba, nie posypały się nawet gołe kości. Wszedłem więc głębiej i zauważyłem, że jest w niej widno; u góry widniała poszarpana dziura przez którą dostawało się słońce. Dziura musiała być pod takim kątem, iż śnieg nie dostawał się do środka. W samej jamie nawet nie panował przeciąg. Zadowolony rozejrzałem się po niej i postanowiłem poustawiać huby po kątach. Potem przyniosę olej łatwopalny. Potrzebuję takiego ognia do obrządków... świece na nie wiele się zdadzą. Patrząc na to miejsce, jąłem się zastanawiać jak je ukryję. Przydałaby się iluzja, ale takowej... nie umiem stworzyć. Trudno. Zmaltretuję jakiegoś ducha to mi zrobi. Zadowolony wyszedłem z jaskini. Po paru krokach zorientowałem się, iż nie jestem sam. Pytanie tylko co ta osoba zdążyła zauważyć.
Foxy
Podróżowania ciąg dalszy, tym razem przywitało mnie śnieżnobiałe zło. Zimno, mokro i ogólnie wszystko to czego nie lubię prawdopodobnie znajduje się tutaj. Nie będę się w to bawić, jestem magiem ognia nie bez powodu. A śnieg? Śnieg to woda, to czego nie lubię. Nie pozwolę na to, nie pozwolę by to coś mnie dotykało i sprawiało, że moje kły drżą. W kilka sekund stworzyłam wokół siebie ognistego duszka, który topił śnieg i przemieniał wodę w parę, ta zaś unosiła się, z dala ode mnie. Byłam sucha i zadowolona z siebie, więc pewnie stawiałam kroki, rozglądając się po terenie. Nagle moją uwagę przykuła pewna czarna postać wilka. Wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy, samiec. Uśmiechnęłam się do siebie i zaczęłam go śledzić. Po chwili wilk zniknął w jaskini, do której jednak nie weszłam. Schowałam się za kamieniem, przed jaskinią i czekałam aż wyjdzie, jednocześnie rozmyślając. On tutaj mieszka? Może coś tam chowa? Jak sobie pójdzie, sprawdzę to.
Olethros
Stałem w śniegu przed jaskinią. Parę metrów ode mnie skradała się ruda wadera. Z pięć metrów za nią widniał szlak, trochę już przysypany śniegiem. Ktoś musiał stopić śnieg z porządną siłą... Wpatrywałem się w nią ogłupiały, ale zaraz wściekły ruszyłem ku niej. Ta zdzira myśli, że może się pałętać tam gdzie ją nie proszono? Wtykać nos w nie swoje sprawy? Serce zaczęło mi szybciej bić, poczułem iskierki zdenerwowania na całym ciele. Spróbowałem się uspokoić, bo przecież to nie taka wielka sprawa, by wpadać w furię, ale nie mogłem się powstrzymać. Gniew gotował się we mnie, zaślepiło mnie to. Świeże powietrze i mróz naokoło jeszcze dodawał oliwy do ognia. Warcząc z najeżoną sierścią i obnażonymi kłami szedłem ku niej wolno, brnąc w śniegu.Foxy
Widząc postawę wilka, domyśliłam się iż mnie zauważył. No tak, ale ja jestem głupia. Powiedziałam do siebie w myślach, widząc za sobą roztopiony szlak, który dokładnie pokazywał moje położenie. W dodatku zapomniałam o moim ognistym duszku, który uderzył czarnego basiora w pysk, jak ten tylko podszedł. Przeciwnik pisnął, co wcale mnie nie zdziwiło. Sama był pisnęła, dostając ogniem prosto w nos.Wykorzystując chwilę nieuwagi, uciekłam i schowałam się w lesie. Prawdopodobnie mnie znajdzie, jeśli tylko będzie chciał. Cóż, nie jestem magiem wody, nie umiem tworzyć śniegu a zamiatanie śladów ogonem nic nie da. Zapach to zapach... chociaż, mogłam mieć nadzieję, że poparzony nosek niczego tutaj nie wymyśli. Nie mam siły do walki, a to znaczy, że zjadłby mnie bez mniejszego problemu.
Olethros
Zaślepiony furią byłem tak blisko niej, że mogłem zaatakować, lecz w tym samym momencie, gdy szykowałem się do do skoku, ognista istotka pacnęła mnie żarem w nos. Teraz nie miałem wątpliwości, że to ona czaruje ogniem. Następny powiew wiatru i wadery już nie było a ja trochę ochłonąłem. Widać, że pobiegła do lasu. Uciekła. Niestety śnieg przybrał na sile a mój nos na razie nie był zdolny do tropienia. Stałem tak przez chwilę decydując o moim następnym ruchu przysypywany śniegiem. Zamknąłem na chwilę oczy, by się lepiej skoncentrować. Wadera uciekła. Nie spodziewałem się po niej więcej, szczerze mówiąc. Ten drobiazg nie jest ważny. Za chwilę będzie tęgo padać i pewnie sama zdechnie zanim gdziekolwiek dotrze... Z drugiej strony ośmieliła się mnie śledzić, więc ma posmakować swojej krwi, którą wyleję przemocą, niźli umrzeć z głodu i wyczerpania, bez uczuć w białej zamieci. Dziś śnieg w Glacies spłynie jej krwią, ponieważ znieważyła syna bożego. Z tą myślą pobiegłem po ledwo widocznych śladach. Nie ma drogi ucieczki.Foxy
Kiedy tylko wbiegłam do lasu, zauważyłam, że pogoda się zmienia. Było tak ładnie i łagodnie a teraz? Zbliża się śnieżyca. To dobrze, ponieważ basior nie ma szans mnie znaleźć a tymczasem muszę coś wymyślić. Zostać na świeżym powietrzu w taką pogodę to śmierć, a ja mam jeszcze całe życie przed sobą. Utworzyłam ognistą ochronę wokół siebie na czas poszukiwań. Wiadomo, moja moc jest tak silna, że byle śnieżek mnie nie powstrzyma, jednak to woda. Magowie ognia są podatni na wodę a to znaczy, że wkrótce osłabnę, szybciej niż w normalnych warunkach. Mam nie wiele czasu...
Olethros
Wbiegłem do lasu i od razu pojąłem, że jej nie znajdę. Śnieg już całkowicie zasypał jej ślady a wiatr wiał w tyle różnych stron, iż nie miałem jak wyczuć skąd napływa zapach. Zresztą i tak nie czułem jej zapachu ani też żadnego innego wilka. Trochę podupadły na duchu postąpiłem jeszcze parę kroków w głąb lasu wypatrując rudej plamki albo, pamiętając, że jest magiem ognia, lekkiego ciepłego błysku. Niczego takiego nie dostrzegłem. Już całkiem zrezygnowany popędziłem z powrotem. Jama była najbliżej więc to do niej się udałem.Śnieg padał coraz mocniej i wiatr targał moim ciałem co utrudniało szybkie dojście do schronienia. Parę razy się przewróciłem aż wyczerpany dotarłem do wejścia. Wczołgałem się do niej i zamknąłem oczy. Regenerując siły myślałem co dalej. Mógłbym przeczekać tu całą zamieć i zapewne potem znaleźć ciało rudej przy drzewie. Tego nie chciałem. Obiecałem sobie coś. Myśląc wpadłem na genialny pomysł... o ile wadera złapie haczyk z przynętą. Tego nie wiedziałem, ale miałem zamiar to wypróbować, byle szybko, bo jeszcze mi umrze.
Miałem już dość siły, by wywołać ducha a potrzebne rzeczy znajdowały się w torbie. Miałem nadzieję, że trafię na tego "dobrego", który nie będzie wszystkowiedzący i po prostu wypełni zadanie. Rozstawiłem je i usiadłem. Zacząłem obrzęd. Przez parę chwil oczywiście się nic nie działo. I wtedy, gdy szepty się skoncentrowały, moim oczom ukazała się postać białego wilka. On się odezwał pierwszy.
- Witam pana. O! Widzę, że pan sobie tu leżysz, nie lada wyczerpany. Z tego wnioskuję, że panu by się przydała pomoc.
Skinąłem tylko głową i powiedziałem:
- W lesie nieopodal wałęsa się ruda wadera. Mam dla ciebie zadanie. Znajdź ją i przyprowadź tu, chroniąc ją po drodze. Chcę jej pomóc.
Wilk spojrzał na mnie podejrzliwie a potem uśmiechnął się.
- Pamiętaj, że robisz to indywidualnie, z własnej woli. - oznajmiłem.
Tu wilk zachichotał. Pewnie myśli, że jestem cichym wielbicielem, który chce wyłowić wybrankę z opresji, by zdobyć jej serce. Pff... Uśmiechnąłem się lekko a duch wyszedł na spotkanie zamieci. Teraz wystarczy tylko czekać... Potrzebne rzeczy rozłożę później a ognie ona sama zapali. O ile się zjawi.
Foxy
Śnieg sypał coraz mocniej. Scortum! Krzyknęłam do siebie w myślach. Zaraz padnę tutaj z przemęczenia i zamarznę. Moje moce słabły z każdym krokiem, nie mam już siły utrzymywać ognistej ochrony. Padłam. Śnieg uderzał o mnie z dość dużą siłą, czułam jak małe lodowate sopelki wbijają się w moje ciało. Zamknęłam oczy i zasnęłam.Nagle poczułam ciepło, otworzyłam ślepia i ujrzałam białą postać wilka, która się do mnie uśmiechnęła. Podała mi łapę, na znak, bym wstała. Zrobiłam to a istota zaczęła podążać przed siebie, nie mówiąc nic. Tak jak i ona, ja także się nie odzywałam. Czy to jest niebo? Nie sądziłam, że kiedyś do niego trafię, nie po tym co robiłam w moim życiu. Nie byłam odpowiednią osobą... coś tu nie gra.
- Kim jesteś? - zapytałam.
- Dobrym duchem. Zaprowadzę Cię do osoby, która mnie tu wysłała. - oznajmił i szedł dalej. Wokół mnie i jego była przyjemna ochrona, widziałam jak śnieg sypie, jednak nie czułam zimna. Fascynacja tą magią sprawiła, że zapomniałam spytać o jego "pana".
Po dłuższym czasie trafiliśmy do jamy, weszłam do środka i mnie zamurowało. Duch stanął obok czarnego basiora i uśmiechnął się. Nie miałam sił na walkę... upadłam na ziemię i zamknęłam oczy.
Olethros
Opróżniłem torbę i teraz zająłem się ustawianiem potrzebnych rzeczy po kątach i w centralnej części jamy. Byłem odwrócony tyłem do wejścia, gdy usłyszałem ciche stukanie pazurów o kamień. Weszła. Udało się. Odwróciłem się. Duch stał teraz obok mnie uśmiechnięty. Podziękowałem mu i kazałem odejść. Istota rozpłynęła się i zostałem sam z waderą. Podszedłem do niej wolno. Obserwowałem ją. Leżała na podłodze z zamkniętymi oczyma, zrezygnowana. Przekrzywiłem głowę i znów odwróciłem się plecami do wyjścia i wadery. Nie wiem czemu, ale wolałem patrzeć gdzie indziej... - Byłabyś taka miła i rozpaliła ognie? - spytałem się jej. Z resztą co za różnica dla niej rozpalić czy pozostać w bezruchu. I tak zaraz umrze. Spojrzałem za siebie.
Foxy
Słysząc jego rozmowę, zdałam sobie sprawę jaka byłam głupia. To on nasłał na mnie tego ducha, chciał mnie tu zwabić, ale nie! On mnie nie zabije, sama to zrobię. Popełnię samobójstwo i nie dam mu tej satysfakcji! Jednak... nawet na to nie mam siły. Cały czas spoglądałam w stronę wyjścia, muszę tylko wstać i uciec. To nie jest trudne Fox! Dasz radę! Powtarzałam do siebie w myślach, aż w końcu coś je zakłóciło. Nie ruszyłam się ani trochę, tylko zamknęłam oczy ponownie. Nie odpowiem mu, muszę się skupić. Włączę samozapłon i spalę się niczym feniks. Nie będzie mi byle kto mówić, co mam robić. O co, to, to nie.
Olethros
Gdy nie odpowiedziała westchnąłem. Sam zapalę. Co mi szkodzi. Dalej leżała i nic. Więc podchodziłem po kolei do ognisk i zapalałem je za pomocą krzesiw. Gdy skończyłem popatrzyłem krytycznie na miejsce obrządku. Wadera leży na znaku Auteliusza i do tego pod złym kątem. Za grosz wyczucia... Stworzyłem mały wicherek, który ją popchnął odrobinę do przodu. Na tyle mi starczyło siły. Zamknąłem na chwilę oczy. Bogowie... Dajcie mi siłę. Wyprostowałem się i za pomocą telekinezy wyciągnąłem z torby srebrny sztylet z kościaną i pozłacaną rękojeścią. Z narzędziem blisko mnie postąpiłem parę kroków ku jej ciału i pochyliłem się. Szczęśliwy i podekscytowany uśmiechnąłem się. A więc zaczynamy zabawę.Foxy
Leżąc nie ruchomo i regenerując siły, słyszałam jedynie jakieś szmery. Wilk coś robił i to za moimi plecami, odwróciłam głowę na tyle, by widzieć cokolwiek. Ogień! Tak, to jest to. Po chwili doszło do mnie przyjemne ciepło, musiałam jedynie zbliżyć się do ogniska a wtedy jest szansa na przeżycie. Wilk nie mówił nic, totalnie. Nie wiedziałam czego ode mnie oczekuje i po co mu te przedmioty. Poczułam wiatr, który przesunął moje zmęczone ciało do przodu, ku ogniskom. Tak! Co za głupi wilczur! Jakby nie wiedział, że magów ognia się do ogniska nie wrzuca, ale co on mógł wiedzieć. Głupi mag powietrza. Mam nad nim przewagę!
Byłam tak zajęta absorpcją ognia i jego energii, że nawet nie zauważyłam tego iż ten potwór zbliżał się do mnie z nożem. Co za psychol! Jest wilkiem a będzie się bawić jakimiś nożykami? Proszę was.
Energia została pochłonięta a jedno z jego ognisk zgasło, jednak wątpię by wpadł na pomysł, iż to przeze mnie. Nie dając mu żadnych wskazówek, nadal leżałam bez ruchu.
Zaczęłam płakać i błagać o litość. - Proszę, nie rób mi krzywdy. - jąkałam się.
Olethros
Odsunąłem się od niej na chwilę, tylko po to, by unieść wyżej sztylet. I wtedy zgasło ognisko. Spojrzałem na dogasający żar mrużąc oczy, jednak zaraz znów skupiłem uwagę na przedmiocie moich zainteresowań. A ona zaczęła skomleć i błagać o litość. Nie zareagowałem na nie. Takie piękne słowa i ten ton, tylko pogłębiają znaczenie obrzędu i głód mojego ojca. Więc uniosłem nóż klingą na dół i skierowałem nad rudą. Zaraz spuszczę sztylet i on wbije się w jej ciało i wszystko zabarwi się na czerwono tej nocy. Nie spuszczając oczu z puginału wyzwoliłem go z mojej mocy i zaczął szybko upadać ku skórze rudej wadery.Foxy
Widząc, że wcale się nie przejmuje moimi błaganiami, zdałam sobie sprawę, że jest totalnym psychopatą. Co za basior! Żaden! Normalny samiec uległby pięknej waderze, pozwalając jej żyć i oczekując czegoś w zamian, chociażby pocałunku. A ten? Nic. Może on jest wykastrowany? Nie ważne... Chciał mnie zabić, lecz zanim jego sztylet wbił się w moje ciało, zrobiłam unik i szybko wstałam na nogi. Nie spuszczałam go z oczu, cały czas zbliżając się w stronę ognisk. - Jesteś walnięty! - warknęłam na niego, by odwrócić jego uwagę, kiedy ja zajmę się absorpcją pozostałej energii. Potem podpalę wszystko, wszystkie jego przedmioty i już nie będzie mógł robić tego, co robi. Psychopata!
Olethros
Nie wiem jak to zrobiła, ale udało jej się zrobić unik i wstać na nogi. Okrążyła mnie krzycząc. Ja? Walnięty? Pierwsze słyszę. Byłem raczej określany jako "naznaczony", "wielkoduszny", ale spójrzmy prawdzie w oczy; wadera nie była zadowolona, że nie uległem jej żałosnym popiskiwaniom.
- Szczerze mówiąc, pierwsze słyszę. Śmieszy mnie to, że myślałaś, że coś wskórasz tym żałosnym skomleniem. Ale cóż, przedmioty myślą takimi kategoriami... - spojrzałem na nią chwilkę. Mógłbym dalej prowadzić ten monolog, ale może ona jakoś zareaguje? Nie wiele przedmiotów puszcza takie uwagi mimo uszu. Zobaczmy.
Foxy
Przedmioty? Czy on właśnie nazwał mnie przedmiotem? Totalny brak szacunku! Nie wiem skąd on jest, ale wiem jedno... jego plemię było zacofane. To w sumie może tłumaczyć jego dziwne zachowanie, w tym te ognie i przedmioty. Wariat, po prostu wariat... świr. Takich to powinno się pozbyć jak najszybciej. Jednak, niech sobie nie myśli, że tymi żałosnymi tekstami coś wskóra. Próbuje mnie rozzłościć? Oh, nie. Musiałby się bardziej postarać, ale wątpię iż coś w tym swoim malutkim łebku i móżdżku wielkości orzeszka, wymyśli. - Przedmioty? - zapytałam z zainteresowaniem i podchodziłam do ogni, pochłaniając je na jego oczach. Proszę, niech jaśnie pan się dowie, że magowie ognia zyskują siły, ogień pochłaniając... jednak wiadomo, możemy się poparzyć tak jak inni. Wystarczy, że będzie go za dużo, na przykład pożar. W takich sytuacjach trzeba uciekać, jednak tu? Marne ogniska.
Olethros
To pytanie było tak żałosne, że nie mogłem nie podkręcić głową. - Tak, przedmioty. Tutaj też nimi jesteście, albowiem każda wadera należy do... cesarza - ostatnie słowo wypowiedziałem oczywiście z pogardą.
Następne ognisko zgasło i zacząłem coś podejrzewać. Kurwa, czy ona...? Nie ma się co martwić i tak nie jest silniejsza ode mnie. Milutko.
Spojrzałem do góry patrząc na dziurę w sklepieniu. Nie jestem jednak pewien czy zamieć trochę ustała. Gdybym mógł wydostać się na świeże powietrze albo powiększyć tą dziurę.
Nie. Zniszczę tylko to miejsce. Wyprowadzę ją jakoś na dwór i może uda się coś zaczerpnąć z powietrza. Bądź co bądź jestem jego magiem.
Foxy
Kiedy pochłonęłam już wszystkie jego ogniska, zrobiło się tutaj ciemniej. Światło padało jedynie przez otwór, na który patrzył basior. Domyśliłam się, że chciałby osiągnąć to samo co ja, jednak... powietrze jest wszędzie. Tego się nie da pochłonąć, to by było zbyt proste a magowie byliby zbyt potężni. Zresztą, bez powietrza nie ma ognia, zrób to głupi kundlu, a wtedy i ja skorzystam z twojej głupoty. - Do cesarza, powiadasz? - zapytałam z zainteresowaniem. Super, mają tutaj cesarza, więc gdzieś doszłam. Do jakiegoś królestwa. - A więc cesarz będzie zły, że chciałeś zabić jego waderę. - dodałam po chwili, uśmiechając się do niego i podchodząc bliżej. Basior stał w wiązce światła, więc kiedy do niego podeszłam, mógł spojrzeć w moje oczy. Wcale nie przeszkadzało mi to, że już do kogoś należę... wystarczy omotać cesarza i po sprawie. Chyba, że jest takim samym psychopatą, jak ten tutaj.
Olethros
Wadera zaczerpnęła moc z kolejnego, ostatniego ogniska. Teraz jedynym źródłem światła była dziura w sklepieniu jamy. Wadera powiedziała coś o tym, że świnia będzie zła za to, że chciałem ją zabić. Bzdury, ale wtedy ruda podeszła do mnie. Trochę dziwne to uczucie... Podeszła bardzo blisko; wydawało mi się to nienaturalne. W mojej watasze wadera nigdy by nie podeszła dobrowolnie do samca... zbyt by się bała. Wracając do rzeczywistości, spojrzałem w jej oczy. Rozjaśniły je promyki słońca. - Jeśli się dowie. - odpowiedziałem z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Tak... Jeśli się dowie.
Foxy
Jeśli się dowie? Czyżby pan "poparzony nosek" nadal zamierzał się mnie pozbyć? Ale po co? Nie ma już swoich ognisk i zaraz jego przedmioty oraz ziółka, spłoną. Patrząc cały czas w jego oczy i uśmiechając się, podpaliłam wszystko co nas otaczało. Wystarczyło machnąć ogonem, by jego cenne skarby były niczym. - O jej, przepraszam. - uśmiechnęłam się, niczym głupiutka śnieżnobiała waderka. Ogień zgasł od razu, kiedy tylko wrócił do mnie. Zakładam, że czarny basior zaraz wpadnie w furię i zacznie zbierać pozostałości swojej torby, która też została spalona. O jej, będzie musiał wszystko przynieść ponownie. Jakie to... cudowne.
Olethros
Uśmiechnęła się i naraz wszystko zajęło się ogniem. Spojrzałem naokoło z przestrachem. Czułem się jakby wszystko miało wyparować, włącznie ze mną. Jednak nie minęła chwila a wszystko wróciło do normy... Oprócz tego, że ściany są teraz okopcone a rzeczy spalone. Spojrzałem na nią z niedowierzaniem. Jak mogła tak postąpić? Stworzyłem silny wiatr, który zmiótł wszystkie spalone rzeczy i cisnąłem w nią tym świństwem. Nadpalona torba, czarny kamyk i popiół spadły z niej gdy się otrzepała. Zastanawiam się dlaczego jeszcze nie uciekła. Powinna.Foxy
Wiedziałam, że czarnuch się zdenerwuje, jednak nie sądziłam, że jego wicherek będzie taki mocny. Zrobiłam kilka kroków w tył, a potem wszystkie przedmioty, te które się nie spaliły i nie zamieniły w popiół, uderzyły we mnie. Świnia! Mimowolnie obniżyłam ciało do ziemi i zakryłam pysk łapami, po czym po prostu wstałam i otrzepałam się. Mogłam dodać tutaj trochę ognia, a zdałby sobie sprawę z tego, że jego magia to nic, w porównaniu z moją. Wiadomo, wiatr roznieca ogień, on trochę dmuchnie, ja rzucę iskierkę i tadam, traci kontrolę... - Przecież przeprosiłam! - warknęłam na niego. Olethros
Ojej... przecież przeprosiła! Pff... Nie mogę jej zdzierżyć. - Widocznie nieszczerze. - wzruszyłem ramionami.
Podążyłem ku wyjściu. Nawet nie chciało mi się jej już zabijać. Ominąwszy ją wyszedłem na świeże powietrze. Śnieżyca już minęła jednak wiatr wyrwał parę drzew z korzeniami. Na śniegu leżało też parę sfatygowanych patyków i małych drewienek. Nie patrząc za siebie uniosłem je i z całą mocą, na którą mnie było stać, posłałem je ku wejściu do jamy. Usłyszałem jak niektóre wbijają się w śnieg obok wejścia. Jednak inne popędziły dalej, w głąb jaskini, i miałem nadzieję, że tam wbiją się w ciało rudej. Nie spali ich jej ogień, na to były za szybkie a ruda nie miała takiego krótkiego czas reakcji. Nie zdąży wzniecić ognia i zdechnie na miejscu. Powoli udałem się ku Zamkowi. Nie ma się co śpieszyć.
Foxy
Rozbawił mnie ten czarny koczkodan. Oczywiście, że nieszczerze i raczej nigdy moje przeprosiny nie będą szczere, jednak co on tam może wiedzieć, prawda? Widząc jego reakcję, stwierdziłam, że już się mną znudził, co było przewidywalne. Teraz nie byłam mu potrzebna, bo nie ma tych swoich świecidełek. Kiedy wilk stawiał kroki ku wyjściu, ja zrobiłam dokładnie to samo. Niech sobie nie myśli, że zostanę tu sama. Zaprowadzi mnie do cesarza, prędzej czy później... Zanim zdążyłam wyjść z jaskini, usłyszałam szelest i świst wiatru, padłam na ziemię a po chwili do jamy wleciały patyki i odłamki drzewa. Wbiegłam szybko i krzyknęłam do niego - Uważaj, co!. Następnie podbiegłam i dodałam - Zaprowadź mnie do mojego pana. - uśmiechnęłam się przy tym.
Olethros
Ku mojemu zaskoczeniu wadera znów uniknęła śmierci. Ba, miała nawet pretensje, że czymś w nią rzuciłem. Podbiegła do mnie i kazała się zaprowadzić do Cesarza. Jak można być takim głupim! Odwróciłem się do niej. - Jak jesteś mu tak wierna to sama do niego idź. Rozpoznasz jego zapach.
Coś skłoniło mnie do wywrócenia oczami. Zaraz potem zmieniłem zdanie i postanowiłem, że nie pójdę do zamku, lecz zostanę tutaj i posprzątam jamę. Odwróciłem się do niej plecami i skierowałem swoje kroki ku Miejscu. Mam jej po dziurki w nosie. Nie zabije jej, przynajmniej teraz. Przecież to takie ścierwo...
Zreflektowałem się, że po furii nie ma już śladu. Wcześniej wroga mi wadera stała się mi obojętna.
Foxy
Mam go już dosyć! Skąd mam wiedzieć gdzie znajdę cesarza, co? Nie wiem gdzie jestem i jak się nazywa to miejsce, a ten mi wali takimi żałosnymi tekstami. Masakra. - Cham z ciebie. Żegnam. - oznajmiłam ozięble, po czym odeszłam. Jak tak bardzo tego chce to proszę, nie ma problemu. Sama znajdę króla i będzie mój, zostanę cesarzową i zobaczymy kto będzie się śmiał ostatni. Pierwsze co zrobię to każę ściąć to czarne ścierwo. Mimo wszystko, cały czas byłam czujna. Basior jest nieobliczalny. Teraz wydaje się taki spokojny i obojętny, ale pewnie jak tylko się odwrócę, to wbije mi nóż w plecy. Nie dość, że chamski, to jeszcze totalny brak honoru! Jeszcze się na nim zemszczę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz