- Plebs. - powiedziałam do siebie.
Niby mieszkałam w klanie położonym na plaży, lecz tam nasze legowiska były o wiele lepszej jakości. Wykonywane były z najlepszego drewna na naszej wyspie. W dodatku dachy były pokryte dużymi liśćmi palmowymi. Niestety tutaj chyba nie znali takich patentów. Rozejrzałam się dokładnie. Po wiosce przemieszczały się z domku do domku jakieś wilki. Prychnęłam i odeszłam z tego miejsca. Obrzydzało mnie patrzenie na plebs.
Nie minęło dużo czasu, a zauważyłam wyrastającą konstrukcję znad drzew. Przyspieszyłam kroku i wpadłam na kogoś. Wstałam z ziemi i strzepnęłam nadmiar gleby. Przed sobą ujrzałam szarego basiora.
- Uważaj jak chodzisz. - fuknęłam i spojrzałam groźnie na samca.
Ethen
Cóż za kłopotliwy dzień. Muszę przypomnieć sobie zapis nutowy i granie na lutni. Długo nie ćwiczyłem... A może nawet w tej krainie nauczę się czegoś nowego o tej pięknej sztuce jaką jest muzyka? Jednakże jest jeden problem; nie mam pojęcia jak mam tą wiedzę zdobyć. U nas w watasze wiedzę przekazywaliśmy sobie słowami, z pokolenia na pokolenie. A tu? Tu widać, że, nie chcę oczywiście nikogo obrażać, ale wilki wydają się zacofane. Jeden jest od jednej rzeczy a drugi od drugiej. Same ograniczenia. Myśląc tak nie zauważyłem postać przede mną i na nią wpadłem... Albo może ona na mnie wpadła? Nieważne. Wilk upadł, ale szybko wstał i otrzepał się. Zauważyłem wtedy, że to wadera. Jednak jej słowa ani nie były wyszukane, ni miłe. Nie mam jej tego za złe; w końcu aż się przewróciła. - Przepraszam najmocniej... - zamyśliłem się. - A tak poza tym: Witaj - uśmiechnąłem się i złożyłem jej ukłon.
Fumetsu
Jeszcze tego brakowało... Będę musiała rozmawiać z jakimś kundlem. Chociaż... Może go wykorzystam? Powie mi co to za kraina. Nie mam ochoty na walkę z nim, więc będę udawała 'miłą'.- Wybacz mi za tamto zachowanie. Po prostu się zdenerwowałam. - odparłam z trudem.
Rzadko używałam takiego tonu głosu. Zazwyczaj po prostu nie musiałam nic mówić, gdyż miałam wszystko czego zapragnęłam.
- Nazywam się Fumetsu Akai. Jeszcze raz przepraszam za me maniery... - dodałam.
Prawie się zachłysnęłam mówiąc to. Niestety pewne rzeczy wymagają różnych poświęceń. Na szczęście kiedy dowiem się, gdzie jestem, to będę mogła go najzwyczajniej w świecie zignorować.
- A ty? Jakie nosisz imię? - dopytałam.
Ethen
Wadera patrzyła chwilę na mnie, ale zaraz, na szczęście, się uśmiechnęła i przeprosiła. Już miałem coś powiedzieć jednak wadera przeszkodziła mi przepraszając jeszcze raz, ale tym razem powiedziała przy tym swoje imię. Fumetsu. Ładnie, lecz niespotykane... Znaczy to ja jeszcze się z takim imieniem nie spotkałem. Fumetsu... Królowa, Władczyni, Pogromczyni... No właśnie. Jakim żywiołem ona włada? Ziemia, ogień? Czy powietrze? Albo może woda? No... Jak się dowiem kim dokładnie jest to napiszę pieśń, w której będzie występować. Ba! Może być zajmować rolę główną jeśli zechce. Powracając jednak do rzeczywistości usłyszałem jak się pyta o moje imię.
- Jestem Ethen Cantare. Bard nad bardami. Chociaż to skromny tytuł, zaledwie pyłek przy Twojej doskonałości i blasku, panno Fumetsu. Do usług. - uśmiechnąłem się jeszcze raz tym razem szerzej.
Fumetsu
Teraz miałam szansę.- Powiedz mi, kochany, gdzie znajduje się miejsce zamieszkania króla? I czy właściwie jest tu jakiś władca? - powiedziałam nadzwyczaj spokojnie.
Mam nadzieję, że nasz 'kulturalny pieseczek' prędko mnie zaprowadzi do cesarza. Nie miałam ochoty na mieszkanie w jaskini. Tym bardziej z plebsem... Na samą myśl o tym aż ciarki mnie przeszły. Jestem wyżej ustawiona niż takie miernoty z wioski. Powinnam mieszkać w pałacu; tudzież zamku. A co jeśli Ethen będzie tu tak samo mało obeznany jak ja? W tedy go po prostu wyminę i już... no może jeszcze podpalę jego ogon. Wiem, iż jestem złośnicą. Takie rzeczy mnie nie wzruszają. Nigdy nie zlitowałam się nad kimś. Bo po co? Wystarczy go zabić i po sprawie. W każdym bądź razie szary samiec grzebał się z odpowiedzią. Trochę mnie to już denerwowało.
Ethen
Wadera od razu spytała się gdzie jest komnata czy tam miejsce zamieszkania władcy. Nawet nie wiedziałem, że oni tu mają władcę. Było to dla mnie lekkim zaskoczeniem, ale właściwie dlaczego, przecież słyszałem już tyle ballad o królach, władcach odległych krain. Ja sam jednak nie wiedziałem nawet gdzie jestem a nie chciałem urazić niewiedzą tak ponętnej wadery. Po chwili ciszy odpowiedziałem jej. - Niestety tego nie wiem. Jestem tu nowy. Obca mi ta kraina. Jeśli jednak zdecydowałabyś się na moje towarzystwo, razem moglibyśmy ją odkrywać. - spojrzałem na nią ciepło.
Fumetsu
Co...? Czułam jak ogień rozprzestrzenia się w moim ciele. Byłam wściekła na basiora. On nawet nie wiedział jak bardzo... Musiałam poświęcić swój cenny czas na niego! Co za idiota! Mógł od razu powiedzieć to, że nie wie gdzie jest.- Palant! - wykrzyczałam mu prosto w pysk.
Utworzyłam dwa płomienie. Jeden był z mojej prawej strony, a drugi z lewej. Posłałam do niego uśmiech pełen nienawiści. Od razu po tym posłałam na niego dwa ogniki. Obydwa zaczęły tańczyć na jego ogonie. Odwróciłam się tyłem do Ethena i powolnym krokiem oddalałam się od niego. Miałam nadzieję, że trochę minie zanim ugasi ten ogień.
Ethen
Widać wadera nie była zachwycona moją propozycją. Patrzyła na mnie wściekłe aż po jej bokach zmaterializowały się dwa ogniki. Wpatrywałem się w nie jak zahipnotyzowany aż do chwili gdy śmignęły ku memu ogonowi. Pisnąłem, nawet trochę spanikowałem, ale mój instynkt zrobił swoje. Z mojego ogona trysnęła woda gasząc ogień w jego zarodku. Przez głowę przemknęła mi skandaliczna myśl, czy by również nie zmoczyć charakternej wadery, lecz odsunąłem ją ode mnie szybko. Patrząc jak odchodzi myślałem nerwowo. Fumetsu, Pogromczyni ognia... Można porównać ją do róży; z pozoru i wyglądu piękna, miła i delikatna, jednak, sięgając po nią można się skaleczyć o jej ostre, wystające kolce. Postanowiłem nie podążać za nią, odwróciłem się i ruszyłem naprzód.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz