Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

czwartek, 23 czerwca 2016

Ikelos - Quest#4

Postanowiłem sam odnaleźć dragonis electrum, więc głównym celem były góry. Dowiedziałem się gdzie iść od jednego wilka z wioski, jednak nie miał czasu wybrać się ze mną. Nie ważne, sam dam radę. Tak jak wilk mi powiedział, tak też zrobiłem i po czterech godzinach byłem na miejscu. Ku moim oczom ukazały się wysokie, potężne góry, a do moich uszu docierały krzyki ptaków drapieżnych. Po ciele przeszły mi dreszcze, jednak nie mogłem się poddać. Ruszyłem ku przygodzie.
Chodzenie po tych terenach było bardzo męczące. Spojrzałem w prawą stronę i ujrzałem bardzo gęstną mgłę. Czekałem, aż ona do mnie przyjdzie, jednak nie ruszyła się. Co tam jest? Zadawałem sobie w głowie to pytanie. Iść, czy nie iść? Musiałem... nie mógłbym spać, gdybym nie dowiedział się tego co kryje się za mgłą.
Ostrożnie stąpałem po tych terenach, bowiem zbliżał się wieczór i moje pole widzenia zaczęło się zmniejszać. Powinienem wrócić do domu, jednak jak? Rozejrzałem się i nic, wszędzie gęsta mgła. Nic nie widać. Zacząłem rzucać kulami powietrza, które rozbijały mgłę, ale nie na długo. Usłyszałem wycie... a po chwili dostałem kulą powietrza. Upadłem, słysząc warczenie i zbliżającą się postać.
- Amarok! - krzyknąłem, kiedy tylko go ujrzałem. Nie miałem szans z tym wilkiem, więc jak tylko miałem okazję to uciekłem jak najdalej. Nie wiem dlaczego, ale amaroki są dziwne, takie dzikie. Spotkać je można tylko wieczorem i atakują wszystko co się rusza.
Biegłem przerażony tą sytuacją, kiedy nagle straciłem grunt pod nogami. Spadałem, jednak nadal nie było nic widać. Stworzyłem kulę powietrza, a po chwili uderzyłem o ziemię. Rozproszony uderzeniem, straciłem ochronę i moje ciało spadało dalej, aż w końcu wylądowałem u podnóży gór. Nie miałem już siły, byłem bardzo obolały, zamknąłem oczy.
Obudziłem się nad ranem, co lepsze... byłem całkowicie zdrowy a przy mnie leżał martwy zając. Zjadłem go i wróciłem do wioski, oczywiście bez kwiatu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home